Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Iran, Liban, Morze Czerwone: konflikt na Bliskim Wschodzie eskaluje. Niepokój w USA i Brukseli

55. Brygada Rezerwy Spadochronowej walczy z Hamasem w Gazie. 55. Brygada Rezerwy Spadochronowej walczy z Hamasem w Gazie. IDF / GPO / SIPA / EAST NEWS
Choć reżim w Teheranie najpewniej będzie unikał bezpośredniej konfrontacji z siłami Izraela czy USA, to coraz aktywniej wspiera działania swoich pośredników. Na Bliskim Wschodzie rośnie ryzyko eskalacji.

Zaangażowanie Iranu w starcie Izraela z Hamasem trwa od wielu tygodni, ale z początku ograniczało się do niewielkich (choć regularnych) wystrzałów rakietowych i wymian ognia między IDF (Siłami Obrony Izraela) a Hezbollahem, funkcjonującym na terenie Libanu ugrupowaniem polityczno-militarnym sponsorowanym przez Teheran. Pod koniec listopada w konflikcie otworzył się kolejny pośredni front, gdy jemeńskie bojówki Huti zaczęły atakować statki handlowe przepływające przez Morze Czerwone i Zatokę Adeńską. Najpierw na cel brały jednostki związane z Izraelem, również poprzez strukturę własności, potem statki należące m.in. do azjatyckich firm i armatorów. Rząd w Teheranie nie ukrywał swoich związków z Huti, twierdząc, że Izrael „rozumie tylko język siły” i tak trzeba do niego przemawiać.

Czytaj też: Wojna Hamasu z Izraelem i światem. Takiego konfliktu jeszcze nie było

Iran się angażuje, ale zaprzecza

Rola Iranu w ostatnich dniach jeszcze się zwiększyła. 1 stycznia agencja informacyjna Tasnim poinformowała, że statek marynarki wojennej wpłynął na wody cieśniny Bab al-Mandab, ważnej dla światowego handlu morskiego – oficjalnie w celach patrolowych. Irańczycy przekonują, że statki wysyłają tu od 2009 r., a dwa lata temu unieszkodliwili jednostkę somalijskich piratów. Jednocześnie Ali Akbar Ahmadian, szef irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa, spotkał się z przywództwem Hutich, chwaląc ich za solidarność z Palestyną.

Aktywność irańskiej marynarki wojennej to w ocenie komentatorów odpowiedź na zdarzenia poprzedniego dnia, gdy amerykański śmigłowiec ostrzelał próbujących dostać się na pokład komercyjnego statku rebeliantów z Jemenu – jak przekazało dowództwo Hutich, zginęło dziesięciu partyzantów. Amerykanie, którzy prowadzą międzynarodową koalicję patrolującą Morze Czerwone i Zatokę Adeńską w ramach operacji „Prosperity Guardian”, już 23 grudnia oskarżali Iran o atak na japoński tankowiec „Chem Pluto”. Drony, które go dokonały, miały zostać wysłane z terytorium Iranu, co byłoby pierwszym bezpośrednim aktem jego zaangażowania w konflikt.

Te oskarżenia zostały oczywiście odparte, ale udział Iranu w starciu Izraela z Hamasem jest już coraz wyraźniejszy. 24 grudnia w izraelskim ataku zginął w Damaszku gen. Sajed Razi Musawi, wieloletni doradca Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej w Syrii. Wspierane przez Teheran islamskie grupy zbrojne w Iraku i Syrii przeprowadziły już ponad setkę uderzeń na bazy USA w tych krajach w ramach odwetu za wsparcie Waszyngtonu dla Izraela. Sytuację zaognia fakt, że atak na Musawiego, w Iranie już nazywanego męczennikiem, nastąpił w chwili, gdy wchodził do budynku uznawanego za adres Hezbollahu. Jak przypomina brytyjski „Guardian”, Hezbollah z Rosją i Iranem odegrał fundamentalną rolę w utrzymaniu przy władzy Baszara Asada, syryjskiego dyktatora odpowiedzialnego za masowe zbrodnie w czasie wojny domowej.

Wrze na granicy z Libanem

Osobną kwestią jest sytuacja na północy Izraela, przy granicy z Libanem. Do wymiany ognia dochodzi tu od października, a w ostatnich dniach ataki znacząco się nasiliły. W poniedziałek Reuters poinformował, że Izraelczycy zabili w południowym Libanie Wissama al-Tawila, prominentnego dowódcę Hezbollahu w regionie. Agencja wylicza, że od 7 października IDF zabiło już 130 bojowników Hezbollahu na terenie Libanu i kolejnych 19 w Syrii.

Hassan Nasrallah, lider ugrupowania, w orędziu telewizyjnym tydzień temu ostrzegł Beniamina Netanjahu (premiera Izraela) przed otwartym konfliktem zbrojnym z Hezbollahem, stwierdzając, że „ktokolwiek myśli o wojnie przeciwko nam, będzie tego żałować”.

Anonimowe źródła, cytowane m.in. przez Al-Dżazirę, „Guardiana” i Reutersa, jednomyślnie podkreślają, że śmierć al-Tawila jest „bolesnym ciosem” w Hezbollah i doprowadzi do eskalacji konfliktu, zwłaszcza w obliczu zamachu na Saleha al-Aruriego w Bejrucie, jednego z najważniejszych przywódców Hamasu, nieformalnego ambasadora palestyńskiej organizacji w kontaktach z Hezbollahem.

Czytaj też: Ziemie nieobiecane. Dlaczego Ameryka tak bezgranicznie kocha Izrael

Niepokoją się Waszyngton i Bruksela

Zachodni liderzy próbują zapobiec eskalacji, choć na razie ich apele są ignorowane. Z szefem irańskiej dyplomacji Hosseinem Amir-Abdollahianem spotkali się m.in. minister spraw zagranicznych Francji Catherine Colonna i jej brytyjski odpowiednik David Cameron. Na Bliskim Wschodzie z kolejną misją dyplomatyczną przebywa amerykański sekretarz stanu Antony Blinken, który od wybuchu konfliktu jest tu już po raz czwarty. Tym razem rozmawiał z królem Jordanii i emirem Kataru, pojawi się też w Izraelu, na Zachodnim Brzegu, w Arabii Saudyjskiej i Egipcie. Wszędzie próbuje namówić liderów do wpłynięcia na swoich sojuszników, by konflikt między Izraelem i Hamasem nie rozlewał się na inne kraje. Komunikaty Amerykanów po tych rozmowach są lakoniczne, ograniczają się do nadziei, że „nasi partnerzy przeprowadzą trudne rozmowy, by nie dopuścić do eskalacji”.

Jednocześnie, jak informuje w poniedziałek „New York Times”, Waszyngton jest coraz bardziej zaniepokojony przyspieszeniem irańskiego programu nuklearnego. Według doniesień dziennika, powołującego się na źródła w służbach wywiadowczych USA i Europy, Iran przyspieszył trzykrotnie produkcję wzbogaconego uranu i ma dość paliwa na co najmniej trzy bomby atomowe. Nadal mało prawdopodobna jest w ocenie Zachodu bezpośrednia konfrontacja między Iranem i Izraelem, ale ofensywa Teheranu niepokoi zarówno Biały Dom, jak i Brukselę.

Netanjahu na trzech frontach

Do długiej listy punktów zapalnych dopisać należy Zachodni Brzeg, gdzie rośnie liczba incydentów zbrojnych. IDF przekonują, że działania osadników i wojsk są albo samoobroną, albo próbą usunięcia Hamasu i innych grup partyzanckich z regionu. W praktyce rząd Netanjahu prowadzi działania militarne na trzech frontach, choć nie są one jeszcze oficjalnie nazywane „wojną” przez wszystkie strony. Eskalacja wydaje się nieunikniona, choć, przynajmniej na razie, będzie toczyć się za pośrednictwem grup satelickich, jak jemeńscy Huti, Hezbollah czy wspierane przez Teheran grupy operujące w Iraku i Syrii.

Ewentualna bezpośrednia konfrontacja państw jest jeszcze odległa, również dlatego, że byłaby szkodliwa także dla potęg regionalnych, nie do końca przychylnych Hamasowi – jak choćby Arabia Saudyjska. Należy się jednak spodziewać kolejnych ataków, zwłaszcza wzdłuż granicy Izraela i Libanu.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Kolejny zjazd Lewicy. Tkwi w pułapce, a przed nią scenariusze złe i jeszcze gorsze

Pokiereszowana w kolejnych wyborach Lewica już wie, że kręci się w kółko i w najlepszym razie czeka ją dalszy dryf. Ale kręcić się będzie nadal, bo ma do wyboru jedynie scenariusze złe i jeszcze gorsze.

Rafał Kalukin
16.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną