1437. dzień wojny. Energetyka cywilna? Nie ma czegoś takiego. A gdy Rosja łupnie dnia ósmego...
Według informacji z rosyjskich źródeł Rosja w latach 2014–22 sprzedała 1137 ton złota, zaś tylko w latach 2022–24 – kolejne 755 ton. Według tych samych źródeł tylko w trakcie trwania „specjalnej operacji wojskowej” zapasy złota Rosji zmniejszyły się o 71 proc. Jeszcze trochę, a Rosja nie będzie miała czego sprzedawać, bo choć wydobywa się tam złoto, to nie w takich ilościach. Jednym z odbiorców rosyjskiego złota są Chiny.
Ze względu na narodowe regulacje Francja musiała zwolnić zatrzymany tankowiec „Grinch” z rosyjskiej flory cieni. Jednocześnie prezydent Emanuel Macron obiecał zmienić francuską legislację tak, by zatrzymanie takich statków mogło być trwałe i nieodwracalne. Jest to naprawdę potrzebne, bo bez zdecydowanych działań przeciwko rosyjskiej flocie cieni trudno będzie znaleźć sposób na doprowadzenie Rosji do przerwania działań bojowych w Ukrainie.
Czytaj także: Ukraińcy identyfikują swoich chłopców. Ciało za ciałem trafia na stół. „Do tego nie da się przywyknąć”
Moskwa zażądała referendum w sprawie „samookreślenia” się ludności Donbasu co do przynależności do Ukrainy lub Rosji. Problem polega na tym, że po stronie ukraińskiej spora część ludności zdecydowanie opowiadającej się za Ukrainą po prostu uciekła przed rosyjską agresją w obawie, że znajdzie się na terenie kontrolowanym przez Rosję. Zostali głównie ci, którzy się pogodzili z ewentualnym władaniem Rosji, choć to zdecydowana mniejszość. Na terenie okupowanym przez Rosjan mieszka wielu separatystów, już od 2014 r. chcących być w Rosji. Ponad milion innych, którym Rosja zdecydowanie zbrzydła, uciekło z terenów obu separatystycznych republik do części kontrolowanej przez władze Ukrainy w latach 2014–22. Tych, którzy zostali, Rosjanie ostro prześladowali za proukraińskie sympatie, dopuszczając się deportacji w głąb Rosji i przymusowej mobilizacji do wojsk rosyjskich. Innych skutecznie zastraszono. W dodatku wiadomo, do jakich metod uciekliby się Rosjanie: gdyby nie zadziałały represje, wybory po prostu by sfałszowali. Dlatego ukraińskie ministerstwo spraw zagranicznych stoi twardo na swoim stanowisku: nie chce żadnych zmian uznanych międzynarodowo. Ciekawe, jak zareagowaliby Polacy, gdyby np. Niemcy zażądali podobnego referendum w Szczecinie czy w Zgorzelcu. Rzecznik prasowy ukraińskiego MSZ Heorhii Tychyi powiedział, że w październiku 2022 r. w tej sprawie głosowało już 143 członków Zgromadzenia Ogólnego ONZ, optując za międzynarodowo uznanymi granicami Ukrainy bez żadnych zmian. Generalnie odpowiedź ukraińskiego MSZ można porównać do słynnej odpowiedzi wysłanej z Wyspy Żmijowej do rosyjskiego okrętu wojennego, choć zgodnie z zachowaniem dyplomatycznej kurtuazji.
Pewne polskie ugrupowania od kilku dni szczują na Ukraińców lichymi fejkami o sprzedaży agregatów, które im przekazaliśmy. Oczywiście to pełne bzdury, fejki sporządzone w prymitywny sposób. Nie żadna pomyłka, celowa robota. Bierze się np. holenderskiego OLX ze sprzedażą jakichś agregatów prądotwórczych, potem wydaje się polecenie na stronie: „przetłumacz na ukraiński", a następnie robi się zrzut ekranu. To tylko jeden ze sposobów. Jak ktoś się przyjrzy takiemu postowi, łatwo dostrzeże, że to prymitywny fejk.
Przewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin ogłosił w parlamencie, że Rosja potrzebuje „broni odwetowej” (oruże wozmiedia). Czyżby z tym państwem było już tak źle jak z Niemcami w drugiej połowie wojny, kiedy to też poszukiwano Vergeltungswaffe (broni odwetowej) w postaci pocisków V-1 i V-2? Ciekawe, co mają na myśli rosyjscy deputowani, którzy w większości na broni się nie bardzo znają, chyba że sami służyli w wojsku wiele lat. Z kolei wiceminister spraw zagranicznych Rosji Aleksander Gruszko oświadczył, że „Unia Europejska jest stroną konfliktu ukraińskiego i dlatego nie może być obserwatorem w przypadku zawieszenia broni”. A to ciekawe, jesteśmy członkami Unii Europejskiej i zupełnie nie wiedzieliśmy, że bierzemy udział w wojnie z Rosją jako strona konfliktu ukraińskiego. Jeśli ktoś ma wątpliwości, jak jesteśmy traktowani w Rosji, to chyba jest to tu jasno wyjaśnione: prowadzimy z Rosją wojnę jako strona konfliktu ukraińskiego. Rosyjski wiceminister zapewne zdrowo podpadł za nazwanie „specjalnej operacji wojskowej” konfliktem, przecież wszyscy wiedzą, że żadnej wojny nie ma, a on takie rzeczy plecie...
Sekretarz stanu USA Marco Rubio potwierdził, że Stany Zjednoczone i Ukraina sfinalizowały gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Rubio przekazał, że Stany Zjednoczone odegrają „kluczową rolę” w gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy, i zauważył, że istnieje „ogólny konsensus” co do możliwego rozmieszczenia niewielkiego kontyngentu wojsk europejskich na Ukrainie przy wsparciu, ale bez bezpośredniego zaangażowania się USA, przynajmniej na lądzie. Oczywiście Rosja o żadnych gwarancjach nie chce słyszeć. 29 stycznia rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow udzielił wywiadu tureckim mediom, w którym odrzucił warunki zachodnich gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, fałszywie przedstawiając je jako próbę ochrony „nielegalnego” rządu ukraińskiego.
Po raz kolejny potwierdzono, że rosyjskie bezpilotowce taktyczne Mołnia klasy FPV używają do nawigacji i transmisji danych sieci Starlink, co zwiększa ich zasięg, pewność trafienia i odporność na zakłócenia. Dzięki temu aparaty wymienionego typu stają się bardzo skuteczne w odcinaniu dopływu zaopatrzenia do wojsk ukraińskich na pierwszej linii, co bardzo utrudnia utrzymanie zajmowanych pozycji obronnych. Rosjanie niestety mają dostęp do Stalinka i trudno przypuszczać, by Elon Musk o tym nie wiedział. Jego prorosyjskie i antyukraińskie sympatie są dobrze znane, więc trudno oczekiwać, by dostęp ten został Rosjanom w jakiś sposób odcięty.
29 stycznia Rosja i Ukraina dokonały wymiany ciał zabitych żołnierzy. Ze względu na postępy rosyjskich wojsk przytłaczająca część poległych zostawała po stronie kontrolowanej przez Rosjan. Dlatego ci dostarczyli blisko tysiąc ciał, a Ukraińcy tylko 38 ciał poległych Rosjan. Teraz szczątki zostaną zbadane pod kątem potwierdzenia tożsamości poległych. Ci, którzy dotąd byli traktowani jako zaginieni, będą mogli oficjalnie zostać uznani za zmarłych, co wiąże się z odszkodowaniami dla rodziny i rodzi inne konsekwencje prawne.
Czytaj także: Rosjanie nie przejmują się stratami? Nieprawda. Oszczędzają młodych na wojnę z Europą
Rosyjskim wojskom udało się 28 i 29 stycznia zdobyć nieco terenu jedynie na południe od Zaporoża, w pobliżu miejscowości Kamiańskie. Siły rosyjskie zaatakowały też na wschód od Orichowa w pobliżu Myrnego; na południowy wschód od Orichowa w pobliżu Małej Tokmaczki; na zachód od Orichowa w pobliżu Stepowego, Stepnohirska i Prymorskego oraz na północny zachód od Orichowa w pobliżu Łukjanowskich i Pawłówki oraz w kierunku Nowojakowliwki. Teren zdobyto jednak tylko w obszarze wzdłuż brzegów bagien pozostałych po dawnym Zalewie Kachowskim, na północ od Enerhodaru. Na pozostałych odcinkach frontu ataki były, ale wszystkie zostały odparte.
Ataki na cele energetyczne w Ukrainie. Będzie przerwa?
Media żyją sukcesem amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa: wreszcie wynegocjował tygodniowe zawieszenie broni! No nie całkiem tak. Nie zawieszenie broni, a jedynie zgodę Rosjan, by przez tydzień nie atakowali obiektów związanych z energetyką, które zasilają Kijów i inne duże miasta. Walki na froncie będą sobie nadal trwały w najlepsze, tych nikt nie przerwie, choć aura kompletnie im nie sprzyja. Życie w okopach tej zimy nie jest usłane różami, warunki prowadzenia walki są trudne, a warunki życia żołnierzy nieznośne i okropne. Mróz daje się we znaki wszystkim, kto może, ogrzewa się w jakichś pomieszczeniach, choć najczęściej są to podszyte wiatrem ruiny, a palenie ognia w strefie przyfrontowej to proszenie się o kłopoty. Na widok dymu zaraz zlatują się drony polujące na żołnierzy.
Tymczasem ukraińska sieć energetyczna w głębi kraju leży w gruzach. W Kijowie panują fatalne warunki, ludzie w niektórych częściach miasta mają prąd tylko kilka godzin na dobę, a niekiedy wcale, do wielu mieszkań nie dociera centralne ogrzewanie, nie ma też wody, a czasem gazu. Mieszkańcy Kijowa marzną, temperatury są niższe niż u nas. W najgorszej sytuacji są dzieci, które nie rozumieją, co się dzieje, no i są też najbardziej wrażliwe na wychłodzenie oraz na związane z tym choroby. Wcale nie lepiej jest z osobami w podeszłym wieku. Istnieją w mieście tzw. punkty niezłomności z ogrzewanymi namiotami, ale zaczynają się do nich ustawiać kolejki, więc ustanawia się w nich limit czasowy przebywania. Ekipy remontowe robią, co mogą, ale nie są w stanie czynić cudów. Prognozy pogody mówią o tym, że niskie temperatury mogą potrwać nawet do końca lutego, choć z krótkimi przerwami. Kilka dekad temu taka pogoda byłaby czymś zwyczajnym, ale dziś, gdy klimat na Ziemi realnie i odczuwalnie się ocieplił, taka zima urosła do rangi długiej i wyjątkowo surowej. Nie jesteśmy już przygotowani na takie warunki atmosferyczne i to właściwie nigdzie w Europie. Dlatego sytuacja w ukraińskich miastach jest katastrofalna. Agregaty prądotwórcze są niezwykle potrzebne, bo prąd to nie tylko oświetlenie, ale też ogrzewanie oraz możliwość przyrządzenia sobie ciepłego posiłku lub herbaty.
Zniszczenia sieci energetycznej nie są łatwe do usunięcia i przez tydzień sytuacja niewiele się poprawi. Naprawa potężnych zniszczeń całej energetycznej infrastruktury, głównie w samych elektrowniach, potrwa znacznie dłużej. Rosjanie to doskonale wiedzą, więc mogą sobie pozwolić na takie puste gesty, które niewiele zmienią w sytuacji znękanej ludności Ukrainy. W ten sposób udaje im się uspokoić i zadowolić prezydenta Donalda Trumpa, a i mogą wywołać nacisk Amerykanów na to, by Rosja w tym czasie również nie była atakowana. W końcu w rafineriach ropy naftowej też trzeba dokonywać napraw, a uszkodzenia są bardzo rozległe.
2023: Rosja bombarduje, ale Ukraina nie gaśnie. Jakim cudem uniknęła blackoutu?
Mało kto pamięta, ale w zeszłym roku sytuacja była podobna. Amerykanie triumfalnie ogłosili tygodniową przerwę w atakach na „energetykę i infrastrukturę”, podczas gdy Rosjanie podali w swoim komunikacie, że powstrzymują się od ataków na „energetyczną infrastrukturę cywilną”. Amerykańska administracja nie zwróciła uwagi na ten niuans, nie zdając sobie sprawy, że tkwi w nim haczyk. Popatrzmy w Polsce. Jeśli elektrownia Siekierki w Warszawie zasila południową stronę miasta (tak mniej więcej), to czy zasilanie Okęcia i mieszczącej się tutaj 1. Bazy Lotnictwa Transportowego WP to infrastruktura cywilna, czy wojskowa? A przecież ta elektrownia przypuszczalnie zasila w prąd także zakłady PIT i Radwar na warszawskiej Pradze Południe, a tam produkuje się radary i systemy walki radioelektronicznej. Centrum Operacji Powietrznej w Pyrach też ma prąd przypuszczalnie z tej właśnie elektrowni. Jeśli jeszcze prąd z niej dociera też do jednostek wojskowych rozmieszczonych w Rembertowie i Wesołej, to mamy już komplet. A przecież ten sam prąd płynie do całej sieci kolejowej, a ta jest w Ukrainie jak najbardziej wykorzystywana do celów wojskowych. Czyli co – jest w ogóle coś takiego jak energetyka cywilna? Trzeba sobie jasno powiedzieć: nie ma, zwłaszcza w państwie toczącym wojnę.
Tamto „energetyczne zawieszenie broni” potrwało nie siedem dni, ale siedem godzin. Rosjanie powiedzieli, że ukraiński dron trafił w skład paliw, a przecież to też infrastruktura energetyczna, więc oni wznawiają swoje ataki. Czy coś złego spotkało Rosję z tego powodu? Ależ skąd! Dlatego uważamy, że i teraz nie będzie inaczej. A nawet jak Rosja wytrwa te siedem dni, w którym to czasie Ukraina niewiele zdoła naprawić, to jednocześnie zgromadzi taki zapas dronów i pocisków manewrujących, że jak łupnie tym wszystkim dnia ósmego, to będzie dopiero armagedon!