Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Koniec wojny jest blisko? Chaotyczne orędzie Trumpa nikogo nie uspokaja. To Iran ma wciąż asa w rękawie

Prezydent Donald Trump Prezydent Donald Trump Alex Brandon / Reuters / Forum / Forum
Dwudziestominutowe przemówienie Trumpa było wypełnione głównie triumfalistycznym samochwalstwem. Nie usłyszeliśmy prawie nic nowego. Przemówienie nie uspokoiło globalnych rynków ropy, której cena po orędziu jeszcze wzrosła.

Wojna z Iranem „bliska jest zakończenia”, oznajmił Donald Trump w wygłoszonym w środę wieczorem przemówieniu telewizyjnym. Nie potwierdził jednak swej zapowiedzi z poprzedniego dnia, że siły amerykańskie zakończą swe operacje za dwa do trzech tygodni. Oświadczył natomiast, że „w ciągu dwóch–trzech tygodni będziemy mocno atakować Iran”. Nadal więc nie wiemy, jak długo wojna potrwa, chociaż prezydent USA daje coraz więcej sygnałów, że chciałby ją zakończyć jak najszybciej.

Pogróżka o „uderzeniu niezwykle mocno” mogła się odnosić do ewentualnego wprowadzenia do walki wojsk lądowych. Medialnych spekulacji na ten temat Biały Dom ani Pentagon nigdy nie zdementowały, podkreślając, że lądowej inwazji nie wykluczają. Może to być blef, gdyż „boots on the ground” – w praktyce warunek usunięcia reżimu w Teheranie – grozi znacznymi stratami własnymi.

Wycofa czy nie wycofa się z NATO?

Prezydent zagroził, że „zbombarduje Iran (przenosząc go) do epoki kamienia”, jeżeli nie uda się dojść do porozumienia z reżimem. Wcześniej oznajmiał, że „nowy prezydent Iranu” zaproponował USA „zawieszenie broni”, czemu Teheran zaprzeczył. Iran nie ma żadnego „nowego” prezydenta – stanowisko to, podrzędne zresztą wobec Najwyższego Przywódcy religijnego, sprawuje nadal Masoud Pezeshkian. Wstępne rozmowy z Iranem podobno się toczą, ale tylko za pośrednictwem Pakistanu.

Trump nie ponowił wyrażanych wcześniej skarg i pretensji wobec europejskich sojuszników z Paktu Północnoatlantyckiego, że odmówili mu pomocy w odblokowaniu zamkniętej przez Iran cieśniny Ormuz. Wezwał ich tylko do „zajęcia się” tą drogą wodną, przez którą transportuje się 20 proc. światowych zasobów ropy naftowej. Chociaż się tego obawiano, nie powtórzył też swoich ostrzeżeń, że wycofa Amerykę z NATO.

Krok taki oznaczałby poważny konflikt prezydenta z amerykańskim Senatem. Za jego pierwszej kadencji (2017–2021) doszło do uchwalenia ustawy zakładającej, że wycofanie się USA z NATO wymaga zgody 2/3 wyższej izby Kongresu. Gdyby Trump próbował w jakiś sposób ominąć to prawo, natrafiłby na twardą opozycję nie tylko Demokratów, lecz także znacznej części Republikanów.

Czytaj także: Scenariusze dla Iranu. Trump chce być zwycięzcą, szykuje grunt. „Ta wojna to kompletna katastrofa”

Iran i jego as w rękawie

Dwudziestominutowe przemówienie prezydenta było wypełnione głównie triumfalistycznym samochwalstwem. Trump przekonywał, że bombardowania Iranu przynoszą same „zwycięstwa”, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej – trzon reżimu – jest „zdziesiątkowany”, arsenał rakiet „dramatycznie zmniejszony”, a lotnictwo „zniszczone”. Podsumowując listę sukcesów, oświadczył, że „my mamy wszystkie karty, a oni ani jednej”.

Nie wspominał przy tym, że Iran dysponuje asem w postaci zamknięcia cieśniny Ormuz. Powiedział tylko, że zostanie ona „w naturalny sposób otwarta, kiedy wojna się zakończy”.

Trump zaprzeczył, jakoby celem inwazji była zmiana reżimu w Teheranie. Wyliczając „nasze cele wojny”, przemilczał kwestię irańskich instalacji nuklearnych, chociaż w poprzednich wystąpieniach przedstawiał ją jako główne zagrożenie dla USA i Izraela. Pod koniec środowego przemówienia powiedział tylko, że instalacje są „monitorowane, a jeśli zrobią ruch” – cokolwiek by to miało znaczyć – „mocno w nie uderzymy”.

Czytaj także: Teraz inwazja? Trump wygraża, Izrael atakuje, Iran nic nie wie o negocjacjach. Ktoś tu musi kłamać

Niepokój na rynku ropy

Obserwatorzy telewizyjnego orędzia są dość zgodni, że nie wyjaśniło ono, jaka jest strategia USA, czy rząd ma jakiś plan dalszej wojny, czy kieruje się tylko impulsami prezydenta. Przemówienie było chaotyczne, narrację o wojnie Trump przeplatał, swym zwyczajem, wtrętami o własnych domniemanych sukcesach w drugiej kadencji. Jak powiedziała znana dziennikarka CNN Christiane Amanpour, nie usłyszeliśmy od prezydenta prawie nic nowego. Przemówienie nie uspokoiło globalnych rynków ropy, której cena w środę, wynosząca 100 dolarów za baryłkę, po orędziu wzrosła nawet do 105 dolarów.

Nie bardzo właściwie wiadomo, co myśleć o przemówieniu, które miało wreszcie wytłumaczyć Amerykanom i całemu światu powody tej wojny. Jak to zwykle z Trumpem bywa, to, co powiedział, przeczyło w wielu punktach temu, co mówił wcześniej. Tym razem jakby starał się obniżyć oczekiwania wobec rezultatów swej „wycieczki” do Iranu – jak ją niedawno określił. A ta kosztowała już życie kilkunastu amerykańskich żołnierzy oraz nieznaną, lecz idącą chyba w tysiące liczbę irańskich cywilów.

Wojna z Iranem daleka jest od „wygranej”. Rakiety i drony Teheranu nadal ostrzeliwują amerykańskie cele w arabskich krajach Zatoki Perskiej. Zablokowana cieśnina Ormuz hamuje ruch tankowców z ropą, powodując zwyżkę jej ceny, a w efekcie wzrost cen paliw na stacjach benzynowych w USA i innych krajach. Iran nadal przechowuje w ukryciu 440 kg uranu wzbogaconego w 60 procentach, co pozwoli mu na zbudowanie 10 bomb atomowych. Reżim Republiki Islamskiej trwa, bo jednego zabitego ajatollaha zastąpił drugi, jego syn, a – według znawców Iranu – pozostała przy życiu ekipa rządząca będzie jeszcze bardziej radykalna niż wcześniej.

O tym, że dotychczasowe cztery i pół tygodnia wojny nie załatwiły prawie niczego, wie najlepiej Izrael, który z pewnością będzie kontynuował ofensywę, aby definitywnie odsunąć grożące mu niebezpieczeństwo. Wynik kampanii zadowala, i to w dwójnasób, tylko Rosję, która zarabia krocie na sprzedaży coraz droższej ropy i cieszy się z kłótni między Trumpem a europejskimi krajami NATO.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

Wet za wet. Wojna z Iranem zaczyna być droga. Ajatollahowie wcale jej nie przegrywają

Amerykanie szykują się do lądowej inwazji w pobliżu cieśniny Ormuz, Izraelczycy – w Libanie, Iran strzela na 4 tys. km, a wojna trwa już prawie miesiąc.

Łukasz Wójcik
24.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną