Scenariusze dla Iranu. Trump chce być zwycięzcą, szykuje grunt. „Ta wojna to kompletna katastrofa”
Coraz więcej wskazuje na to, że prezydent Donald Trump pragnie jak najszybciej zakończyć wojnę z Iranem, i to bez osiągnięcia jej celów. Szuka tylko sposobów przedstawienia wyniku kampanii, jaki by on nie był, jako zwycięstwa. Przebieg wojny jest jednak niekorzystny dla USA i jej przedłużanie grozi katastrofalnymi skutkami dla amerykańskiej i globalnej gospodarki. W środę wieczorem czasu amerykańskiego Trump ma wygłosić przemówienie telewizyjne na temat wojny i można przewidywać, że oznajmi, iż ją „wygrał”.
Czego chciał Donald Trump
Jakie cele stawiał sobie Trump w Iranie, trudno dokładnie określić. Nigdy ich jasno nie sprecyzował, jedna wypowiedź na ten temat przeczyła drugiej. Najpewniej sam nie wiedział, czego chce. Mówił o potrzebie odebrania Iranowi zdolności zagrażania USA rakietami balistycznymi średniego i dalekiego zasięgu i całkowitego zniszczenia jego instalacji nuklearnych, co nie do końca się udało podczas bombardowania w ubiegłym roku. Wspominał też o konieczności obalenia teokratycznego reżimu w Teheranie.
Po miesiącu kampanii irański arsenał został unicestwiony najwyżej w połowie, wyrzutnie rakiet w 75 proc. Zdaniem ekspertów część jest zresztą ukryta pod ziemią. W odwecie Irańczycy ostrzeliwują bazy USA w arabskich krajach Zatoki Perskiej, a szczególnie skuteczną bronią okazują się drony. Zabicie najwyższego przywódcy Iranu ajatollaha Chameneiego i wielu czołowych dowódców nie zmieniło reżimu, a zdaniem znawców tego kraju umocniło władzę twardogłowych liderów Korpusów Strażników Rewolucji, trzonu systemu.
Najskuteczniejszym manewrem Iranu okazało się zamknięcie cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 20 proc. światowych zasobów ropy – co jest główną przyczyną zwyżki jej ceny. A ostatnio parlament w Teheranie ogłosił plan wprowadzenia wysokich opłat od przepływających statków, co przyniosłoby mu ogromne dochody.
Trump zażądał odblokowania cieśniny, grożąc, że w razie odmowy USA zbombardują wszystkie irańskie elektrownie, szyby naftowe i zakłady odsalania wody morskiej. Według konwencji genewskich atak na cywilną infrastrukturę energetyczną byłby zbrodnią wojenną. Prezydent USA wezwał też europejskie kraje NATO do pomocy w otwarciu cieśniny. Kiedy spotkał się z odmową, zagroził bliżej nieokreślonymi konsekwencjami. Sojusznicy przypominają, że prezydent USA nie konsultował się z nimi w sprawie wojny, ignorując ich opinię na ten temat. Obrażał ich tylko, mówiąc, że „kryją się za plecami” Amerykanów, chociaż kilkadziesiąt państw Sojuszu walczyło z nimi w Afganistanie i Iraku i wielu ich żołnierzy tam zginęło.
„Ta wojna to kompletna katastrofa”
W rejon Zatoki Perskiej Trump ściągnął jednocześnie dwa lotniskowce z towarzyszącymi im okrętami oraz tysiące wojsk, piechoty morskiej i sił specjalnych. Prezydent i szef Pentagonu Pete Hegseth, wielokrotnie pytani, czy oznacza to plany inwazji lądowej, odpowiadali, że „niczego nie wykluczają”. Inwazja lądowa jest zdaniem ekspertów jedyną drogą do faktycznej zmiany reżimu.
Jak napisał „The Economist”, bombardowania Iranu „nie osiągnęły niczego” i po miesiącu konfrontacji bilans jest korzystny dla Republiki Islamskiej. „Ta wojna to kompletna katastrofa”, powiedział w CNN jeden z najwybitniejszych amerykańskich specjalistów od Bliskiego Wschodu Aaron David Miller. Przewiduje on, że pozostawiony u władzy reżim w Teheranie „prawdopodobnie przyspieszy prace nad produkcją bomby”.
Niemal od początku agresji Trump mówił, że Irańczycy „chcą się porozumieć” (make a deal). Przekonywał, że toczą się z nimi rozmowy, a reżim ajatollahów, jak sugerował, jest gotów do ustępstw. Teheran temu zaprzeczał. Ostatnio dochodzi jakoby do wstępnych rozmów za pośrednictwem Pakistanu. Prowadzić je mieli specjalny wysłannik administracji na Bliski Wschód Steven Witkoff i zięć Trumpa Jared Kushner. Irańczycy domagali się podobno, by stronę amerykańską reprezentował wiceprezydent J.D.Vance albo sekretarz stanu i doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Marco Rubio. O wynikach tych negocjacji nic na razie nie wiadomo.
Chcecie ropy? To sobie ją weźcie
We wtorek odbyła się w Pentagonie kuriozalna konferencja prasowa sekretarza wojny Pete’a Hegsetha. Powiedział mianowicie, że w Iranie „nastąpiła już zmiana reżimu” – chociaż reżim, czyli system rządów pod kontrolą szyickich duchownych – ma się oczywiście jak najlepiej. A wcześniej szef Pentagonu oświadczył, że odblokowanie cieśniny Ormuz „wcale nie jest konieczne”, aby amerykańskie cele wojny zostały osiągnięte.
Można było sądzić, że Hegseth nie wie, o czym mówi, jest niespełna rozumu, ale wszystko wyjaśniło się tego samego dnia wieczorem. Na spotkaniu z mediami Trump potwierdził bowiem, że otwarcie cieśniny nie musi być warunkiem zakończenia wojny. „Będziemy opuszczać Iran bardzo niedługo i jeśli Francja lub jakiś inny kraj będzie potrzebował ropy albo gazu, może tam pojechać i sam się o to zatroszczyć. Co stanie się z cieśniną? My nie będziemy mieli z tym nic wspólnego”, oznajmił.
Innymi słowy, prezydent nie przyznaje się do żadnej odpowiedzialności za zamknięcie cieśniny, które grozi globalnym kryzysem energetycznym, chociaż doprowadziła do tego amerykańska inwazja na Iran.
Teraz inwazja lądowa?
Trump oznajmił, że zakończy wojnę „w ciągu dwóch, może trzech tygodni”. Czy to rzeczywiście nastąpi, trudno przewidzieć. Wielu ekspertów i komentatorów podejrzewa, że prezydent zdecyduje się jednak na wprowadzenie do walk wojsk lądowych. Miałoby to nastąpić w Wielki Piątek, kiedy giełdy są zamknięte, więc nie trzeba się obawiać dramatycznej reakcji rynków. Mówi się o desancie na wyspę Chark, skąd eksportuje się 90 proc. irańskiej ropy. Według innej wersji siły specjalne miałyby spróbować zająć i wywieźć z Iranu 440 kg wzbogaconego uranu wystarczającego do produkcji dziesięciu bomb nuklearnych. Obie te opcje, szczególnie druga, to ryzyko znacznych strat własnych.
Według najnowszego sondażu Ipsos zdecydowana większość – 66 proc. Amerykanów – uważa, że rząd powinien dążyć do jak najszybszego zakończenia wojny, nawet jeśli będzie to oznaczać, że nie wszystkie jej cele zostały osiągnięte. Podobne rezultaty przynoszą inne badania. Przeciwko wojnie opowiada się nawet nieznaczna większość Żydów amerykańskich, chociaż spustoszenia w Iranie leżą w interesie Izraela.
Przeciw wojnie wypowiada się większość opinii publicznej w USA od samego jej początku, a po miesiącu jej opozycja wzrosła. Główną przyczyną jest zwyżka cen benzyny. We wtorek średnia cena za galon w USA przekroczyła 4 dol. Rosnące ceny paliwa oznaczają perspektywę wzrostu inflacji w związku z rosnącymi kosztami transportu.
Opór Amerykanów wynika też z obawy, że Trump wprowadzi do walki wojska lądowe, co zdaniem ekspertów pociągnie za sobą ofiary wśród żołnierzy. Według sondażu Ipsos 76 proc. Amerykanów jest przeciwn „boots on the ground” w Iranie, czyli wysłaniu tam wojsk lądowych.
Znane na pewno Trumpowi wyniki sondaży mogą wzmocnić jego determinację, by zakończyć wojnę jak najszybciej. Niezależnie od tego, że nie przyniosła żadnych korzyści, bo Iran pozostanie tak samo kłopotliwy dla USA jak przed wojną, a gospodarkę świata mogą czekać poważne zaburzenia. Najnowsze wypowiedzi prezydenta i szefa Pentagonu, sugerujące rezygnację z zapowiadanych celów inwazji, były rodzajem propagandowego przygotowania opinii publicznej, by kupiła triumfalne zapewnienia, że „misja została wykonana”.