Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Europa na kruchym lodzie. Czy da się rozwiązać kryzys cieśniny Ormuz bez Amerykanów?

Ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Yvette Cooper przewodniczy wirtualnemu spotkaniu z przywódcami 40 państw na temat sytuacji w cieśninie Ormuz, 2 kwietnia 2026 r. Ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Yvette Cooper przewodniczy wirtualnemu spotkaniu z przywódcami 40 państw na temat sytuacji w cieśninie Ormuz, 2 kwietnia 2026 r. Michael Peat / FCDO / Flickr CC by SA
Donald Trump grozi, że wycofa USA ze struktur NATO. Wielka Brytania zwołała tymczasem pierwszy wirtualny szczyt w sprawie kryzysu na Bliskim Wschodzie. Na razie jednak nie ma pomysłu, co dalej.

Inicjatorką szczytu była szefowa brytyjskiej dyplomacji Yvette Cooper. Pierwsze połączenie nawiązano w czwartek o godz. 13 polskiego czasu w gronie przedstawicieli ponad 40 krajów. Nie tylko Europejczycy zostali zaproszeni, ale też Australia, Japonia, Korea Południowa, a także państwa Zatoki Perskiej. Zabrakło USA i Izraela, państw, które zainicjowały wojnę i doprowadziły do irańskiej blokady cieśniny Ormuz, tym samym pchając świat na granicę kryzysu energetycznego i prawdopodobnie też gospodarczego.

Warszawa się boi, że Rosja korzysta

Przełomu na razie nie ma. Według oficjalnych komunikatów sojusznicy są „gotowi zrobić wszystko, co trzeba”, żeby odblokować cieśninę – ale nie padły jak dotąd żadne konkretne propozycje. I chyba nie mogły, bo – jak słyszymy w polskim korpusie dyplomatycznym – fundamentalnym problemem są niekompatybilne interesy tak szerokiej grupy państw. – Dla nas najważniejsza jest porażka Rosji i innych państw rewizjonistycznych – mówi osoba z al. Szucha. Docierają sygnały, że szczyt ma charakter głównie symboliczny, ceremonialny, ale też polityczny. „Nic się nie wydarzy” – notuje w esemesie jeden z rozmówców „Polityki”.

Dla Warszawy, jak słyszymy, największym problemem jest w tej chwili to, że w krótkim czasie wojna z Iranem stała się olbrzymim zastrzykiem finansowym dla Moskwy. Rosja zarabia na wyższych cenach węglowodorów i deficytach surowców na światowych rynkach. Może finansować działania wojenne w Ukrainie. Polsce zależy więc na jak najszybszym zakończeniu kryzysu, oczywiście pod warunkiem, że USA pokonają ajatollahów, ceny surowców spadną, a Rosja straci sojusznika.

Jak można wyczytać w brytyjskiej, włoskiej czy francuskiej prasie, dla większości krajów Europy Zachodniej kluczowe jest jak najszybsze odblokowanie ruchu tankowców w cieśninie Ormuz. Wiele tych państw już jest na krawędzi energetycznego przetrwania, a sytuacja może szybko się pogorszyć.

Korytarz w cieśninie Ormuz

Szczególnie Wielka Brytania ma powody do obaw. Jak w czwartek alarmowała BBC, zapasów gazu LNG wystarczy jej na kilka dni. A surowca z Zatoki nie ma i może długo nie będzie. Władze Kataru już kilkanaście dni temu informowały, że w wyniku uszkodzenia części instalacji pełne zdolności produkcyjne uda się odbudować dopiero za trzy–cztery lata.

Brytyjska kanclerz skarbu Rachel Reeves przekonuje, że wojna w Iranie „rujnuje plany naprawy finansów publicznych”. Cooper, cytowana przez „Guardiana”, wskazuje z kolei, że wysokie ceny surowców „podnoszą koszty życia i ceny kredytów hipotecznych”. Biorąc pod uwagę, że Wielka Brytania zmaga się z kryzysem mieszkalnictwa, a i poprzedni szok energetyczny, wywołany odejściem od rosyjskich paliw kopalnych, wywołał spore turbulencje – rząd Keira Starmera musiał wykazać inicjatywę, bo stąpa po naprawdę kruchym lodzie.

Według BBC i „New York Timesa” w trakcie czwartkowych rozmów pojawiły się propozycje utworzenia korytarza humanitarnego w cieśninie. Pretekstem miałby być kroczący kryzys żywnościowy wywołany załamaniem produkcji na rynku nawozów, oczywiście powiązany z deficytem gazu i ropy. Kraje, które same nawozów nie produkują, a są w dużej mierze rolnicze – Indie, Bangladesz, Pakistan, Sri Lanka, niektóre państwa afrykańskie – są szczególnie narażone na głód. „Financial Times” alarmuje, że przedłużenie konfliktu w Zatoce Perskiej o kolejne dwa tygodnie grozi załamaniem produkcji żywności na skalę niespotykaną we współczesnej historii.

Mówi się zarazem, że trzeba namawiać kraje tzw. globalnego Południa, by wywarły presję na Iran. Tyle że niektóre z nich indywidualnie dogadują się z Teheranem. Tak jest np. w przypadku Korei Południowej – tankowce zmierzające do tamtejszych portów mogą lada moment uzyskać prawo bezpiecznego tranzytu przez cieśninę. Żadne państwo europejskie na taki luksus liczyć nie może.

Z Teheranem, bez Waszyngtonu

Jak napisał portal Politico, agresywna postawa Amerykanów w Zatoce i krytyka NATO ze strony Trumpa i Marco Rubio wywołała bezprecedensowy sprzeciw europejskich krajów. Po Hiszpanii i Włoszech w czwartek również Austria zamknęła przestrzeń powietrzną dla amerykańskich odrzutowców i samolotów zmierzających w rejon Zatoki Perskiej. Włosi nie chcą udostępniać swoich baz, Francuzi sprzeciwili się przerzucaniu broni przez ich terytorium. Prezydent Emmanuel Macron zdobył się nawet na bezpośrednią krytykę Trumpa, mówiąc, że „osłabia on NATO, sprawiając, że Sojusz jest pusty w środku”.

W europejskich środowiskach eksperckich pojawiają się nawet głosy, że Europa powinna usiąść do stołu bezpośrednio z Teheranem. Partnerstwo z USA szwankuje, więc czemu nie spróbować dogadać się z ajatollahami bez Waszyngtonu? Zwłaszcza że Trump dość buńczucznie stwierdził, że wycofa się z działań ofensywnych, kiedy zechce, bez względu na to, czy cieśnina zostanie odblokowana. Jest bowiem przekonany, że zatrzymanie 20 proc. ruchu w eksporcie ropy nie ma żadnego przełożenia na sytuację USA – od czasów Baracka Obamy kraj jest eksporterem netto węglowodorów. W głowie Trumpa oznacza to, że Ameryka jest energetycznie samowystarczalna.

Problem w tym, że to bzdura – amerykańska ropa jest częścią zglobalizowanego rynku. Jeśli ceny idą w górę, to w USA też. Poza tym amerykańscy producenci, czyli prywatne spółki, mają inwestycje w innych krajach i korzystają z innych rynków zbytu. To, co dzieje się w Europie czy Azji, dotyka również ich. Nie mówiąc już o tym, że brak surowca odbija się na dostępności produktów ropopochodnych, często pozyskiwanych z innych krajów.

Nie pierwszy raz krótkowzroczność Trumpa zaskakuje i załamuje jednocześnie. Prędzej czy później on też zrozumie, że od skutków tej wojny nie ucieknie. Pytanie, co zrobi Europa – i czy będzie się oglądać na Waszyngton.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

Wet za wet. Wojna z Iranem zaczyna być droga. Ajatollahowie wcale jej nie przegrywają

Amerykanie szykują się do lądowej inwazji w pobliżu cieśniny Ormuz, Izraelczycy – w Libanie, Iran strzela na 4 tys. km, a wojna trwa już prawie miesiąc.

Łukasz Wójcik
24.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną