Pam Bondi naraziła się i musi odejść. Tak Trump pozbywa się balastu z tonącego okrętu
Pam Bondi była stuprocentowo lojalna wobec prezydenta, posłusznie wykonując lub starając się wykonać wszystkie jego polecenia, podobnie zresztą jak i inni członkowie jego rządowej ekipy. Obecny gabinet Trumpa – inaczej niż ten w pierwszej kadencji – składa się wyłącznie z potakiwaczy i pochlebców, którzy nie śmią go za cokolwiek skrytykować ani podać się do dymisji na znak protestu. Bondi naraziła się Trumpowi, bo nie potrafiła spełnić jego najbardziej radykalnych życzeń i – tłumacząc opinii publicznej decyzje Departamentu Sprawiedliwości (DoJ) – popełniała rażące błędy.
Sprawa Epsteina
Trump i jego akolici mieli do niej największe pretensje za sposób PR-owego rozegrania sprawy Epsteina. W zeszłym roku w wywiadzie dla telewizji Fox News powiedziała m.in., że „ma na swoim biurku” listę klientów multimilionera finansisty, a zarazem pedofila i sutenera, który stręczył nieletnie dziewczęta znajomym z amerykańskich i globalnych elit polityki i biznesu. Jej departament oświadczył później, że taka lista nie istnieje. Bondi tłumaczyła, że chodziło jej o wszystkie dokumenty z afery Epsteina, ale wypowiedź o liście klientów – wśród których mogły być osoby bliskie Trumpowi – zaczęła już krążyć w mediach i została wykorzystana przez Demokratów.
Mówiąc o aktach Epsteina, Bondi lekceważąco wypowiadała się o jego ofiarach, kwestionując ich intencje i wiarygodność. Kilkadziesiąt kobiet domaga się prawnego zadośćuczynienia za wyrządzone im krzywdy. Na mocy ustawy uchwalonej w listopadzie i podpisanej przez Trumpa DoJ jest zobowiązany do ujawnienia wszystkich akt dotyczących pedofila, ale ok. 1,5 mln dokumentów pozostaje wciąż niedostępnych dla opinii publicznej.
Wezwana przed komisję Kongresu w sprawie kartoteki Bondi odpowiadała na pytania jej członków arogancko, wymijająco albo wcale. Podczas przesłuchania obrażała kongresmanów, krzyczała na nich i wygłaszała tyrady obwiniające opozycję za bezzasadne nękanie administracji. Po kilku podobnych występach do jej krytyki przyłączyło się wielu Republikanów i nasiliły się głosy, że prezydent powinien dać jej czerwoną kartkę.
Czytaj też: Polskie wątki w aferze Epsteina. Rekruter z Krakowa, agencja modelek, prywatna audiencja u papieża
Trump chciał czystki
Trump zlecił Bondi dokonanie czystki w Departamencie Sprawiedliwości, by nie pozostali tam urzędnicy podejrzewani o niechęć do prezydenta. Z zadania tego się wywiązała, ale nie potrafiła spełnić jego żądania, aby wszcząć śledztwo i postawić zarzuty karne prominentnym prawnikom, którzy ścigali i oskarżali Trumpa przed jego drugą kadencją. Chodziło głównie o byłego dyrektora FBI Jamesa Comeya, który badał jego rosyjskie powiązania, i prokurator generalną Nowego Jorku Letitię James, która prowadziła sprawę z powództwa cywilnego przeciw Trumpowi o nadużycia finansowe.
Oboje wykonywali swoje obowiązki, ale prezydent pragnął się zemścić za ich śledztwa, które uważał za prześladowanie z motywów politycznych. Bondi nie znalazła paragrafów na ich oskarżenie, choć podobno bardzo się starała. Niewykluczone, że ten właśnie zawód, jaki sprawiła Trumpowi, zadecydował o tym, że musiała się pożegnać z posadą. Informując o jej zdymisjonowaniu, Trump nie szczędził jej jednak miłych słów podziękowania za współpracę, choć podkreślił, że pani prokurator odchodzi „do sektora prywatnego”.
Prezydent oznajmił, że resortem sprawiedliwości tymczasowo będzie kierował wiceszef departamentu Todd Blanche. Uchodzi on za ekstralojalnego prywatnego adwokata Trumpa. Jako głównego kandydata do objęcia wakującego po Bondi urzędu wymienia się obecnego dyrektora Agencji Ochrony Środowiska (EPA), z wykształcenia prawnika i byłego kongresmana z Nowego Jorku.
Zwolnienie Bondi po uprzednim zdymisjonowaniu Noem wygląda na pozbywanie się przez Trumpa kłopotliwego balastu w sytuacji, gdy ma coraz więcej problemów. Wskutek trwającej już prawie pięć tygodni wojny z Iranem średnia cena benzyny w USA wzrosła do ponad 4 dol. za galon (1 galon – 3,78 litra) i sondażowe notowania prezydenta spadają.