Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Historia

Historia, jakiej nie znacie: Najsłynniejsza bitwa Ryszarda Lwie Serce

Ryszard I i Saladyn walczący pod Jaffą, miniatura z XIV w. Ryszard I i Saladyn walczący pod Jaffą, miniatura z XIV w. British Library / Wikipedia
O bitwie pod Jaffą, gdzie Ryszard I dowiódł, że słusznie nazwano go Lwim Sercem.

O Lwim Sercu słyszał każdy. Najwspanialszy rycerz w dziejach, szlachetny, odważny do szaleństwa, niepokonany w bitwie, najsłynniejszy król, krzyżowiec – ten obraz w największej mierze zawdzięczamy dwóm powieściom Waltera Scotta, choć król Ryszard wystąpił tylko w epizodach. Zresztą Scott, naczytawszy się dzieł angielskiego historyka Edwarda Gibbona, miał o krucjatach zdanie więcej niż niepochlebne, ale samego króla nie ważył się tknąć – był to przecież jeden z największych bohaterów Anglii, choć po angielsku nawet nie mówił.

W tym wyidealizowanym obrazie znaleźć można wiele rys – bunt przeciw ojcu, zdzierstwa, rujnowanie własnej korony, pogromy Żydów w Anglii, których dokonywano za jego panowania, czyny, jakie dziś nazwalibyśmy zbrodniami wojennymi. Ale jednego odebrać mu się nie da, bo Ryszard walczył naprawdę wspaniale. I chyba nigdzie nie zdobył takiej sławy jak pod Jaffą.

Czytaj też: Szekspir, Falstaff i śledzie

Król niezwyciężony

Ale zacznijmy od nieszczęśliwego początku. W 1187 r. sułtan Saladyn zadał wojskom krzyżowców druzgocącą klęskę „w rogach Hittinu” – Frankowie stracili nie tylko Jerozolimę, ale też niemal całe zamorskie królestwo. Wiadomość o tej tragedii szybko dotarła do Europy, rozbudzając na nowo nieco już przygasły krucjatowy zapał. Na apel papieża odpowiedziało trzech wielkich monarchów: cesarz Fryderyk Barbarossa, francuski Filip II August i właśnie Ryszard I. Barbarossa utonął podczas przeprawy przez rzekę, a jego armia rozproszyła się, zanim stanęła na Ziemi Świętej. Filip II zachorował ciężko podczas dwuletniego oblężenia Akki i wrócił do Francji, na placu boju pozostał więc Ryszard jako najwyższy rangą wódz tej już trzeciej krucjaty.

Akkę zdobył w lipcu 1191 r. Cieniem na to zwycięstwo kładzie się masakra muzułmańskich jeńców, choć część odpowiedzialności spada tu na Saladyna, niemającego zamiaru dotrzymać warunków kapitulacji. W sierpniu Ryszard pokonał sułtana w wielkiej bitwie pod Arsuf, gdzie armia krzyżowców odniosła bezapelacyjne zwycięstwo, a we wrześniu zdobył Jaffę, zbliżywszy się znacznie do Jerozolimy, której odbicie król ślubował uroczyście.

Tu jednak zaczęły się schody, czy może raczej piaski – Ryszard wiedział, że może zdobyć miasto, lecz po jego odejściu Frankowie nie zdołają go utrzymać. Ponoć Jerozolimę zobaczył tylko raz, i to z daleka, a na widok jej murów miał zasłonić głowę tarczą, nie chcąc patrzeć na cel niemożliwy do osiągnięcia. Rozsądek zwyciężył i rozpoczęły się długotrwałe, choć pełne kurtuazji negocjacje pomiędzy Saladynem a Ryszardem. Zdaje się, że darzyli się szczerym podziwem, ale licytowano twardo – kością niezgody stała się twierdza w Askalonie, oddzielająca egipskie i syryjskie włości sułtana. Zniecierpliwiony Ryszard ruszył na południe, bijąc kolejne armie muzułmanów, znów podszedł pod Jerozolimę i znów się wycofał – tym razem problem stanowiła woda, bo zapobiegliwy Saladyn kazał zasypać wszystkie studnie na drodze krzyżowców. Dyplomacja po raz kolejny zawiodła, bo na żądanie zwrotu Askalonu Ryszard odpowiedział, że nie odda z twierdzy „ani kamienia”.

Czytaj też: Obrońcy Grobu Świętego

„Niech będzie przeklęty, kto się zawaha”

Wreszcie zmęczony przedłużającą się kampanią angielski król postanowił powrócić do Akki, by zażyć nieco cywilizacji. Korzystając z okazji, Saladyn zaatakował Jaffę, bronioną przez dość słaby garnizon. Wystarczyło pięć dni oblężenia, by mury miasta zaczęły się walić, obrońcy wycofali się do cytadeli. Sułtan wysłał parlamentariuszy, negocjując warunki poddania i gwarantując bezpieczeństwo obrońcom, ale obecny tam patriarcha Jerozolimy przeciągał całą sprawę, wynajdując coraz to nowe problemy i targując się, ile okupu trzeba będzie zapłacić za rycerza, żołnierza, kobietę i dziecko. Jak się zdaje, nie robił tego ani ze strachu, ani dlatego, że był chciwcem czy pieniaczem – kupował czas dla króla Ryszarda.

I rzeczywiście, kiedy wiadomość o ataku na Jaffę dotarła do Akki, król zebrał, kogo mógł (a nie były to wielkie siły), i wsiadł na statki. Niewielka flota podpłynęła do brzegów 31 lipca (1192 r.). Na plaży stanęły oddziały Saladyna gotowe do odparcia ataku. Ryszard nie wiedział, czy miasto padło, choć na murach powiewały muzułmańskie sztandary. Aż jakiś dzielny ksiądz z załogi cytadeli wyskoczył z okna wieży, cudem przeżył upadek, popędził do morza i wpław dotarł na okręt Ryszarda. Zorientowawszy się wreszcie w sytuacji, kazał zdjąć z siebie dolną część zbroi i w pobliżu brzegu wyskoczył za burtę, z kuszą w jednej i mieczem w drugiej ręce, krzycząc: „niech będzie przeklęty ten, kto się zawaha”.

Za nim ruszyli templariusze, joannici i oddział angielskich łuczników. Muzułmanie, choć mieli przewagę, nie zdołali ich powstrzymać. Widząc desant, nieliczna załoga z cytadeli uderzyła na mameluków w mieście. W szeregach sułtana wybuchła panika, Saladyn patrzył z daleka, jak jego znacznie liczniejsza armia oddaje pole. Jaffa, utracona, zdobyta i znów utracona, dostała się w ręce krzyżowców. Ale nie jest to jeszcze koniec tej historii.

Czytaj też: Chwyty i sztychy

Dzielny król, rycerski sułtan

Po kilku dniach sułtan zebrał swoje spanikowane oddziały i postanowił odbić miasto niespodziewanym atakiem, zanim przybędą posiłki dla krzyżowców. Miał przewagę – jego armia liczyła ok. 7 tys. jeźdźców, a siły Ryszarda zaledwie 80 rycerzy, 400 doskonałych angielskich łuczników, 2 tys. niezbyt bitnych i mało zdyscyplinowanych marynarzy ze statków i jedynie kilkanaście koni. Rankiem 5 sierpnia muzułmanie podeszli cichcem pod sam obóz chrześcijan. Tu mamy dwie wersje wydarzeń. Wedle pierwszej dwaj wojownicy Saladyna, którzy podeszli pod namiot śpiącego Ryszarda, zaczęli się kłócić o to, komu przypadnie zaszczyt wzięcia do niewoli wodza Franków, i to ich podniesione głosy przebudziły króla. Historia co prawda z morałem, ale zanadto przypomina opowieść z „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Wedle drugiej, chyba bardziej prawdopodobnej, zwiadowcy rozstawieni przy drodze do obozu zdołali w ostatniej chwili podnieść alarm.

Czytaj też: Rycerza portret współczesny, czyli źródła „Gry o tron”

Ryszard okazał się dowódcą nie tylko dzielnym, ale i pomysłowym. Rozkazał wbić przed frontem swoich wojsk każdą tyczkę od namiotu, każdy dłuższy kij czy zaostrzony kawałek drewna, tworząc w ten sposób rzadki, improwizowany ostrokół. Za nim wbito w ziemię tarcze, za którymi ustawili się łucznicy i spieszeni rycerze. Muzułmanie przeprowadzili siedem szarż i każdą z nich odparto. Ryszard, jako jeden z nielicznych dosiadający konia, walczył z przodu w towarzystwie konnych dziesięciu rycerzy, zapewne joannitów i templariuszy. Wystrzelono w jego kierunku setki strzał, ale on nic sobie z tego nie robił – pod zbroją musiał nosić przeszywanicę (specjalny kaftan z grubej skóry), bo ponoć w czasie bitwy wyglądał jak jeżozwierz. Powalał każdego, kto ośmielił się do niego zbliżyć, jednemu z wojowników Saladyna odciął mieczem „głowę, ramię i pół pleców”. Kiedy wreszcie ubito pod nim konia, sułtan rozkazał wysłać mu dwa arabskie wierzchowce, „by tak wspaniały rycerz nie walczył pieszo”. Ten wielkoduszny dar przeszedł do historii jako najdoskonalszy przykład prawdziwej rycerskości, choć niektórzy współcześni badacze usiłują popsuć tę historię wskazaniem, że miało to odwrócić uwagę Ryszarda od bezpośredniego ataku na miasto, którego bronili ci wspomniani niezbyt bojowi marynarze, ale król i tam zdołał zaprowadzić porządek. Ostatnia szarża również się załamała – muzułmanie oddali pole i Saladyn zatrzymał się dopiero w Jerozolimie. Podobno proponowano mu, by załatwił sprawę z pomocą asasynów, ale sułtan odmówił w kolejnym rycerskim geście.

W czasie trzeciej krucjaty, najsłynniejszej ze wszystkich, nie stoczono już żadnej większej bitwy. Obie strony, wyczerpane walką, zawarły wreszcie dyplomatyczne porozumienie, Askalon został zburzony, a chrześcijanie zyskali dostęp do miejsc kultu w Jerozolimie. Dwa miesiące później Ryszard, zwany słusznie Lwim Sercem, opuścił na zawsze Bliski Wschód. Saladyn zmarł rok po bitwie pod Jaffą. Ryszard zginął sześć lat później we Francji, walcząc o garnek złota pod jakimś małym, nic niewartym zameczkiem.

Czytaj też: Wyprawy krzyżowe, czyli zderzenie cywilizacji

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Gdzie jest gotówka? W Polsce ubywa banknotów, z ulic znikają bankomaty

Jest kłopot z papierowymi pieniędzmi. Ubywa bankomatów, kurczy się też sieć oddziałów banków. W sklepach coraz trudniej zapłacić pieniędzmi. Większe transakcje w banknotach stają się podejrzane.

Cezary Kowanda
29.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną