Kultura

„Joker” to film groźny, inspiruje do przemocy? Trwa dyskusja

Kadr z filmu „Joker” Kadr z filmu „Joker” mat. pr.
Prawie tak samo donośne są głosy zachwytu nad filmem Todda Phillipsa i rolą Joaquina Phoenixa jak zastrzeżenia przekonanych, że „Joker” może prowokować do czynienia zła. W sprawę zaangażowało się nawet FBI.

„Joker” jest inspirowany komiksami w tym sensie, że tytułowa postać to znany łotr z uniwersum Batmana. W filmie Todda Phillipsa Mroczny Rycerz się jednak nie pojawi – historia skupia się na przemianie zwykłego człowieka Arthura Flecka (Phoenix) w szaleńca i mordercę. W skrócie: opowieść o Jokerze, zanim został nemezis Batmana. I samym Jokerem.

Film zdobył najważniejsze laury na festiwalu w Wenecji i jest jednym z oscarowych faworytów. Wcielający się w główną rolę Joaquin Phoenix zdaniem wielu krytyków ma już w zasadzie statuetkę w dłoni. Analitycy box office niemal codziennie się licytują, jakie film będzie miał otwarcie oraz ile zarobi. Premiera „Jokera” – już 4 października.

Czytaj także: Batman kończy 80 lat. Co w nim tak przyciąga?

Żywe wspomnienie ataków w kinie Aurora

Mimo że film widzieli dopiero nieliczni krytycy, już trwa wokół niego dyskusja, abstrahująca zresztą od tego, jak wybitną rolę wykreował Phoenix. Część recenzentów zwróciła bowiem uwagę, że film może się okazać „niebezpieczny”. Ich zdaniem przemianę Arthura Flecka w Jokera pokazano tak, żebyśmy bohatera zrozumieli, a nawet mu współczuli. W końcu wybiera ścieżkę szaleństwa i zła, bo był odrzucany, krzywdzony, zabrakło w jego życiu miłości. Fleck jest porównywany do tzw. inceli, czyli sfrustrowanych seksualnie mężczyzn, wściekłych na kobiety za to, że ich odtrącają.

Dochodzą do tego wciąż żywe wspomnienia wydarzeń z kina Aurora w 2012 r. Podczas jednego z premierowych pokazów filmu „Mroczny Rycerz powstaje” (zamykającego trylogię Christophera Nolana o Batmanie) pewien mężczyzna otworzył ogień, zabijając 12 ludzi i raniąc blisko 60. Część rodzin ofiar obawia się dziś, że „Joker” może inspirować do przemocy ludzi podobnych do sprawcy tamtej tragedii.

Sytuację podgrzał przeciek notatki, jaką dowództwo armii USA wystosowało do żołnierzy i ich rodzin. Zapisano w niej, że pokazy „Jokera” mogą być celem ataków. Policja i FBI w Teksasie ponoć natknęły się już na dotyczące takich zamachów dyskusje w dark webie.

Czytaj także: Kto stworzył Batmana? Wyjawmy prawdę

Zaciera się podział na dobrych i złych

„Joker” jest więc witany laurami i entuzjastycznymi recenzjami, a z drugiej strony trafia w centrum gorącej dyskusji o odpowiedzialności kina i twórców sztuki za to, że ich dzieła potencjalnie inspirują do czynienia zła. Phillips i Phoenix są zasypywani pytaniami o wydźwięk filmu i jego możliwe odczytanie. Muszą bronić się przed zarzutami – bo uczynili mordercą człowieka, którego da się zrozumieć. Jego czyny wydają się mniej złe, gdy ich przyczyna leży w świecie zewnętrznym.

Sama dyskusja nie jest rzecz jasna nowa. Podobnie jak zabieg stawiania czarnego charakteru w centrum dzieła. Hannibal Lecter i Dexter to dosyć oczywiste przykłady bohaterów zabójców, ale przecież niejedyne. Darth Vader i Kylo Ren z „Gwiezdnych wojen” czy Loki z filmów Marvela zdobią koszulki i plecaki szkolnej młodzieży, co nie zmienia przecież faktu, że to mordercy. Żyjemy w czasach zacierania się podziału na „dobrych” i „złych”, w czasach fenomenu „Gry o tron”, w której Jaime Lannister może awansować z roli znienawidzonego i ohydnego do jednego z ulubieńców publiczności. A sama Daenerys może... skończyć tak, jak skończyła.

„Joker” wydaje się i tak łagodny, jeśli zestawić go z niezliczonymi powieściami kryminalnymi, w których „wchodzimy do głów” psychopatycznych morderców, czytając niezwykle szczegółowe opisy przerażających zbrodni.

W dyskusji o „Jokerze” pada argument, że nie jest to historia „odpowiednia” w USA, gdy co chwila dochodzi do strzelanin. Przypomnijmy: w El Paso w Teksasie szaleniec zastrzelił w tym roku 22 ludzi, a następnego dnia w Dayton w stanie Ohio zginęło dziewięć osób.

Czytaj także: Superzłoczyńcy Marvela

Czy sztuka ma przestać prowokować?

Czy sam film można uznać za inspirację dla tak radykalnych zbrodni? Słychać głosy, że co prawda nie, ale może się okazać „kroplą, która przelała czarę goryczy”. Ktoś podobnie sfrustrowany jak Arthur Fleck obejrzy film, przejrzy się w tej postaci i pójdzie podobną ścieżką.

Można podnieść argument, że jeśli ktoś jest na granicy wytrzymałości i chwieje się tak bardzo, że i film, i same doniesienia o nim są w stanie popchnąć go do zła, to nie ma gwarancji, że nie „zainspiruje” go w międzyczasie coś innego. Może polityk? Może artykuł prasowy? Może utrata pracy? Odrzucenie? Jeśli „Joker” to zły film na nasze czasy, to gdzie leży granica? Czy politycy mają zamilknąć (kusząca wizja), prasa powinna pisać tylko o pogodzie, a kobiety przestać odmawiać, żeby „nie prowokować”?

No i najważniejsze: sztuka ma nie prowokować? Nie byłaby wtedy zapewne sztuką. Bo nawet jeśli nie chodzi w niej o „szokowanie”, to chodzi o „inspirowanie” – czyli prowokowanie do myślenia.

Czytaj także: Dlaczego Batman to fenomen popkultury?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną