Świat

Najważniejsze wydarzenia na świecie w 2017 roku

Najważniejsze wydarzenia na świecie w 2017 roku

Tysiące, jeśli nie miliony, kobiet wklejało na swoich profilach „ja też” i załączało opisy wykorzystywania seksualnego, nagabywania, wymuszania uległości. Tysiące, jeśli nie miliony, kobiet wklejało na swoich profilach „ja też” i załączało opisy wykorzystywania seksualnego, nagabywania, wymuszania uległości. Lucy Nicholson/Reuters / Forum
Wiele wydarzeń i procesów, zapoczątkowanych w 2017 roku, będzie mieć swoją kontynuację w nowym roku.

Huśtawka wyborcza, brexit i rozpadająca się Hiszpania

Yves Herman/Reuters/ForumKatalonia 17-10-2017

Przez cały rok Unia balansowała między populizmem a nadzieją, że uda się ten ruch zatrzymać. Wiosną w Holandii Mark Rutte pokonał eurofoba i islamożercę Geerta Wildersa. I chociaż potem budowanie koalicji zajęło mu 208 dni, to atmosfera w Unii była już odrobinę lepsza. Dokładając majowe wybory we Francji, w których młody i proeuropejski wizjoner Emmanuel Macron wygrał wyścig z liderką Frontu Narodowego Marine Le Pen, i jesienną wygraną partii kanclerz Angeli Merkel, która choć mocno straciła, wciąż jednak była zwycięska. Wszystko to poprawiało nastroje zagorzałych Europejczyków.

Równocześnie jednak sygnałem alarmowym były dobry wynik wyborczy niemieckich populistów z AfD i wybory w Austrii oraz Czechach, które pokazały, że polityczny kryzys w Europie jeszcze się nie skończył. W Austrii po raz trzeci w powojennej historii populistyczna prawica weszła do rządu, a w Czechach premierem został Andrej Babisz, którego w Unii interesują głównie dotacje. Do tej huśtawki nastrojów dołożyła się pękająca Hiszpania, w której Katalończycy nie tylko już apelowali o niepodległość swojego regionu, ale też zorganizowali w tej sprawie referendum, które Madryt najpierw przy pomocy policji usiłował zatrzymać, a potem ostatecznie zignorował.

Przez cały rok mozolnie toczyły się też negocjacje rozwodowe z Brytyjczykami, które dopiero w grudniu, po uzgodnieniu spraw finansowych i funkcjonowania granicy między Republiką Irlandii a należącą do Zjednoczonego Królestwa Irlandią Północną, przeszły do drugiego etapu i dogadywania spraw związanych z handlem.

Ameryka oddala się od Zachodu

Protokół rozbieżności między Europą a Ameryką prezydenta Donalda Trumpa coraz bardziej się wydłuża.Cezary p/WikipediaProtokół rozbieżności między Europą a Ameryką prezydenta Donalda Trumpa coraz bardziej się wydłuża.

Od dawna Atlantyk nie był tak szeroki, a USA nie odsunęły się tak daleko od swoich zachodnich sojuszników. Protokół rozbieżności między Europą a Ameryką prezydenta Donalda Trumpa coraz bardziej się wydłuża i dotyczy właściwie każdej węzłowej dla obu stron sprawy. Na wiosennych szczytach NATO i G7 Trump nie wspomniał o art. 5, czyli zasadzie przyjścia z odsieczą zaatakowanym sojusznikom. Dotąd prezydenci USA przy podobnych okazjach rutynowo zapewniali Europę o takiej gotowości, teraz Trump poradził, by europejscy sprzymierzeńcy sami zaczęli wydawać więcej na zbrojenia. Zwłaszcza zachód kontynentu, mający nadal pacyfistyczne ciągoty i oszczędzający na armiach, przyjął to z zaskoczeniem. Chwilę później, pod hasłem ochrony amerykańskich miejsc pracy, Trump wycofał USA z paryskiego porozumienia klimatycznego, globalnego sposobu na choćby próbę przeciwdziałania zmianom klimatu, największego pozamilitarnego zagrożenia dla cywilizacji.

Zjednoczona Europa oprotestowała także m.in. zapowiedzi amerykańskiego prezydenta zgłaszającego gotowość zerwania porozumienia z Iranem o zatrzymaniu przezeń zbrojeń jądrowych oraz amerykańskiego uznania Jerozolimy za stolicę Izraela, co grozi nowymi poważnymi niepokojami na Bliskim Wschodzie. Owszem, Ameryka wywiązuje się z przyrzeczeń danych naszej części Europy, śle wojska na wschodnią flankę NATO, ale wrażenie osłabia ambiwalentne podejście do Rosji Władimira Putina (Trump mówi, że wierzy Putinowi, gdy ten zapewnia, że rosyjscy hakerzy nie pomogli mu wygrać wyborów). I od czasów kampanii prezydenckiej ciągną się oskarżenia, coraz częściej znajdujące potwierdzenie, o zbyt bliskich związkach ludzi Trumpa z przedstawicielami Rosji, obstawiającej przecież rozluźnienie więzi transatlantyckich.

Koreańskie strachy i chińskie zapowiedzi

Kim Dzong UnKCNA/Reuters/ForumKim Dzong Un

Jeśli gdzieś miał się rozpocząć wielki konflikt zbrojny, to w okolicach Korei Płn. Rządzący nią Kim Dzong Un wszedł do klubu atomowego razem z drzwiami i nie zamierza z niego wychodzić. Przez większą część roku groził wojną jądrową Ameryce i jej azjatyckim sojusznikom, wdawał się w retoryczne potyczki z obsztorcowującym go prezydentem USA Donaldem Trumpem. Kim na groźbach nie poprzestawał, testował pociski międzykontynentalne, a jego rakiety przelatywały nad Japonią. Kolejny raz przeprowadził też próbę jądrową. Poza tym utrzymuje, że opanował sztukę zmniejszania głowic jądrowych, więc jego rakiety mogą je ponieść do miast USA lub Europy. W odpowiedzi spadły na Kima ostre międzynarodowe sankcje, przystały na nie także bliskie mu Chiny i Rosja, ale jednocześnie w regionie atmosfera strachu doprowadziła do wzrostu militarnych nastrojów. W Korei Płd., gdzie na dodatek największa od dekad afera korupcyjna doprowadziła do impeachmentu pani prezydent, sondaże podpowiadały, że 60 proc. obywateli jest za budową własnego arsenału jądrowego.

Jesienią Japończycy znów postawili na ekipę premiera Shinzo Abego, prącego do głębokiej reformy pacyfistycznej konstytucji. Kim, silny człowiek w słabiutkim państwie, skradł dużą część show chińskiemu przywódcy Xi Jinpingowi, któremu podczas wielkiego zjazdu partia komunistyczna oddała hołd i cesarską władzę. Chińska Republika Ludowa weszła oficjalnie w nową erę, zwaną już erą Xi, w której Chińczycy muszą słuchać instrukcji wodza, w zamian będą żyli dostatnio, a ChRL stanie się globalnym mocarstwem, z silną armią i modną kulturą. W przyszłości właśnie Chiny będą proponowały swój model rozwojowy wszystkim rozczarowanym upadkiem Zachodu, kryzysem kapitalizmu lub niedomaganiami globalizacji.

Gorąco na Bliskim Wschodzie

Następca saudyjskiego tronu książę MohammedWang Bo/Xinhua/Photoshot/ReporterNastępca saudyjskiego tronu książę Mohammed

Żaden polityk w mijającym roku nie miał takiego wpływu na Bliski Wschód, jak nowy następca saudyjskiego tronu książę Mohammed. Odkąd w czerwcu objął to stanowisko, próbuje ograniczyć wpływy Iranu w regionie. Dlatego w jego niełaskę szybko popadł Katar. Sunnicka koalicja państw pod przewodem Arabii Saudyjskiej zerwała stosunki dyplomatyczne z tym małym emiratem, oskarżając go o wspieranie terroryzmu (czytaj: Iranu). W rzeczywistości księcia Mohammeda drażni niezależność sąsiada. Ale jak dotąd Katar nie uległ. Podobnie jak drugi sąsiad Arabii, Jemen. Od 2014 r. roku toczy się tam wojna domowa, która przerodziła się już w tzw. konflikt zastępczy między Saudyjczykami i Irańczykami. Bliższy objęcia tronu Mohammed nakazał większe zaangażowanie saudyjskiej armii w Jemenie, co w wielu przypadkach kończyło się bombardowaniami cywilów i jak na razie nie przyniosło politycznych rezultatów. Natomiast ma poważne konsekwencje humanitarne – z powodu chaosu i międzynarodowej blokady w Jemenie odnotowano już ponad 20 tys. przypadków cholery. Rośnie też liczba głodujących, bo zniszczenie struktur państwa zbiegło się z kolejnymi suszami.

Kończący się rok to również upadek tzw. Państwa Islamskiego (PI). Po stronie syryjskiej zaczęło się od odbicia z rąk islamistów Aleppo. Reżim Baszara Asada, przy wydatnym wsparciu Rosji, z miesiąca na miesiąc odzyskiwał teren: w październiku padła stolica PI, Rakka, a miesiąc później ostatnie duże miasto – Deir ez-Zor. Po irackiej stronie w wyniku ofensywy wspieranej przez Iran islamiści oddali Mosul, a w grudniu Bagdad ogłosił koniec PI. Islamiści na trzy lata rozbili saudyjsko-irańskie status quo w regionie. Ich klęska może więc oznaczać powrót do starej zimnej wojny na Bliskim Wschodzie.

Polityczny spór o uchodźców w Europie i exodus Rohingjów

Mali uchodźcy RohingjaJorge Silva/Reuters/ForumMali uchodźcy Rohingja

Wprawdzie liczba migrantów przybywających do Europy spadła w porównaniu z zeszłym rokiem niemal o połowę, to jednak temat nie zszedł z wokandy politycznej. Zwłaszcza w Niemczech, gdzie był głównym tematem kampanii wyborczej. Kryzys zachwiał pozycją kanclerz Merkel w polityce niemieckiej i europejskiej. Za to przywódcy w krajach tzw. nowej Unii, którzy poszli w przeciwnym kierunku i w ogóle odmówili przyjęcia uciekinierów i migrantów, zarobili na tym polityczne punkty u wyborców. Gorzej poszło obecnym liderom Polski, Czech i Węgier na forum europejskim. W grudniu Komisja Europejska pozwała te kraje przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości z powodu niedotrzymania unijnej umowy o solidarnym i proporcjonalnym rozlokowaniu uchodźców. Unia pamięta, ale dość wybiórczo, bo lista krajów członkowskich migających się od relokacji jest dłuższa.

W skali globalnej uderza brak skutecznej reakcji na kryzys uchodźczy w Mjanmie (dawniej Birma). Chodzi o muzułmańską kulturowo społeczność Rohingja, traktowaną przez buddyjską większość jako ciało obce. Gdy w zeszłym roku doszło do ataków na Rohingjów, zaczął się ich masowy exodus do muzułmańskiego Bangladeszu. Zaniepokojenie ich losem wyrazili m.in. papież Franciszek i dalajlama. Ale przywódczyni Mjanmy pani Aung San Suu Kyi, pokojowa noblistka, nie zajęła wyraźnego stanowiska wobec czystki etnicznej na Rohingjach.

#MeToo akcją roku 2017

Tysiące, jeśli nie miliony, kobiet wklejało na swoich profilach „ja też” i załączało opisy wykorzystywania seksualnego, nagabywania, wymuszania uległości.Lucy Nicholson/Reuters/ForumTysiące, jeśli nie miliony, kobiet wklejało na swoich profilach „ja też” i załączało opisy wykorzystywania seksualnego, nagabywania, wymuszania uległości.

Z inicjatywy Komisji Europejskiej 2017 był europejskim rokiem przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. I chociaż akcja była szczytna i niezwykle potrzebna, to większy odzew przyniosła sprawa Harveya Weinsteina i wrzucony do sieci hasztag #MeToo (#JaTeż). Znany hollywoodzki producent okazał się molestatorem i dręczycielem co najmniej kilkudziesięciu kobiet, o czym można było przeczytać ze szczegółami w dzienniku „New York Times”. A późniejsze niewinne #MeToo, opublikowane na Facebooku przez aktorkę Alyssę Milano, która zaproponowała, żeby wszystkie kobiety, które chociaż raz w życiu doświadczyły molestowania, dołączyły do akcji, spowodowało lawinę.Tysiące, jeśli nie miliony, kobiet wklejało na swoich profilach „ja też” i załączało opisy wykorzystywania seksualnego, nagabywania, wymuszania uległości, zaczepek czy choćby nadużywania wobec nich władzy.

Na zarzuty pojawił się też odzew. Oprócz Ameryki, w której obok Weinsteina i Kevina Spaceya co najmniej 30 innych wpływowych mężczyzn straciło stanowiska, w Wielkiej Brytanii do dymisji z powodu oskarżeń o molestowanie podał się urzędujący minister obrony Michael Fallon. W Szwecji w efekcie #MeToo zwolniono z pracy dwie gwiazdy dziennikarstwa, a na apel serwisu Politico o zgłaszanie przypadków molestowania w Parlamencie Europejskim tylko w ciągu kilku dni odpowiedziało aż 90 pracowników tej instytucji. W grudniu prestiżowy magazyn „Time” wyróżnił tytułem Człowieka Roku Alyssę Milano oraz inne kobiety, które w sieci rozpowszechniły ruch #MeToo.

Reklama

Czytaj także

Historia

Rozmowa z Davidem Martelo, uczestnikiem rewolucji goździków

O portugalskiej rewolucji goździków sprzed 45 lat opowiada jej uczestnik David Martelo.

Krzysztof Kubiak, Tadeusz Zawadzki
23.04.2019
Reklama