Świat

Czemu Trump tak uporczywie idzie w zaparte?

Donald Trump najniebezpieczniejszą osobą świata? Donald Trump najniebezpieczniejszą osobą świata? Alisdare Hickson / Flickr CC by SA
Nawet po burzy krytyki, kiedy ze strony mediów i członków Kongresu padają słowa o „zdradzie” w Helsinkach, Trump w istocie nie koryguje wcale swego kursu, nie jest w stanie przyznać się do błędu i białe wciąż nazywa czarnym.

Dopiero po 27 godzinach od spotkania z Władimirem Putinem, kiedy wszyscy poza urzędowymi propagandzistami Białego Domu i jego nieuleczalnymi fanami uznali jego wystąpienie na konferencji prasowej z rosyjskim prezydentem za haniebne, Donald Trump spróbował naprawić szkody wyrządzone sobie samemu i Ameryce.

Czytając z kartki tekst napisany mu zapewne przez przerażonych doradców, usiłował nam wmówić, że szczyt z Putinem był sukcesem, nie dostrzegają tego tylko „fake news media” i tylko niefortunne przejęzyczenie stało się powodem jego powszechnej krytyki. Zamiast: „nie widzę, dlaczego Rosja miałaby” (zakłócać przebieg wyborów w USA przez włamywanie się do komputerów Partii Demokratycznej) powinno być: „dlaczego Rosja NIE miałaby...” itd. Podkreślił, że uznaje ustalenie przez amerykański wywiad, że to Rosja, ale zaraz dodał – odchodząc od przygotowanego tekstu – że „to mogli być także inni”.

Czytaj w nowym numerze POLITYKI: Europejski tydzień Donalda Trumpa

Trudno uwierzyć Trumpowi

Tylko idioci albo fanatyczni wyznawcy kultu Trumpa mogą uwierzyć, że popełnił lapsus językowy. Zdanie: „Nie widzę, dlaczego Rosja miałaby...” nastąpiło po wyrazach podziwu dla Putina, jak „potężnie”, a więc przekonująco zaprzecza oskarżeniom – niedwuznacznie sugerując, że to raczej jemu ufa, a nie specsłużbom amerykańskim. A więc jest o niebo bardziej wiarygodne niż zdanie: „Nie widzę, dlaczego nie miałaby...”, które rzekomo miało być wypowiedziane. A dodatek „to mogli być też inni” to coś, co wielokrotnie powracało już we wszystkich dotychczasowych oświadczeniach prezydenta, kiedy pytano go o jego rosyjskie kontakty. A zatem nawet po burzy krytyki, kiedy ze strony mediów i członków Kongresu padają słowa o „zdradzie” w Helsinkach, Trump w istocie nie koryguje wcale swego kursu, nie jest w stanie przyznać się do błędu i białe wciąż nazywa czarnym.

Czemu tak uporczywie idzie w zaparte? Jedno z wyjaśnień głosi, że zażarcie odpiera w ten sposób sugestię, że wygrał wybory dzięki pomocy Rosjan, a więc jego prezydentura nie ma demokratycznej legitymacji. Znając jego narcyzm, brzmi to wiarygodnie. Ale może nie wystarczać.

Na konferencji w Helsinkach Trump mógł np. oświadczyć, że uznaje ustalenia wywiadu za prawdziwe, chociaż ten sam wywiad zaznaczył przecież, że nie ma żadnych dowodów, by rosyjskie manipulacje zadecydowały o wyniku wyborów. Ale tego nie powiedział. Na wspólnej z nim konferencji nie znalazł – tak jak nigdy również w czasie swej półtorarocznej już prezydentury – ani słowa krytyki postępowania Rosji w takich sprawach jak agresja na Ukrainie, łamanie porozumień rozbrojeniowych czy skrytobójstwa w Wielkiej Brytanii. Najwyraźniej panicznie obawia się urazić swego przyjaciela Putina. Czyżby sądził, że w ten sposób zjedna sobie jego względy i wytarguje coś dla Ameryki, co poprawi stosunki między Moskwą a Waszyngtonem? W tak wielką naiwność Trumpa mogą wierzyć – znowu – chyba tylko idioci albo najbardziej bezkrytyczni jego fani.

Czytaj także: Kim są przyjaciele i wrogowie Donalda Trumpa

Co Rosjanie mają na prezydenta USA?

Pozostaje rosnące po Helsinkach podejrzenie, że Rosjanie rzeczywiście mają haka na Trumpa. Powraca sprawa słynnego dossier brytyjskiego agenta Christophera Steele, według którego rosyjskie służby sfilmowały jego schadzki z prostytutkami w Moskwie, gdy bawił tam w 2013 r. jako organizator konkursu piękności. Zapytany o to w wywiadzie dla Fox News, Putin odpowiedział, że jako fachowiec kagiebista może zaręczyć, iż zanim Trump nie ogłosił swej kandydatury na prezydenta (w 2015 r.), zupełnie nie interesował rosyjskiego wywiadu, bo przecież w Rosji bywa mnóstwo zamożnych amerykańskich biznesmenów. Inaczej mówiąc, mamy wierzyć, że miliarder Trump, sławny na całym świecie celebryta, znany także ze swych politycznych ambicji, nie interesował służb, które nie szczędzą przecież środków na inwigilację prominentnych gości z Ameryki.

Putin, podobnie jak Trump, uważa nas najwidoczniej za idiotów.

Czytaj także: Charles Kupchan o demolującej polityce zagranicznej Donalda Trumpa

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Twarz stała się narzędziem walki w Hongkongu. Kto kogo przechytrzy?

Władze Hongkongu wykorzystują nowe technologie, żeby namierzyć i ukarać demonstrantów. Ale to broń obosieczna. Walka, choć nierówna, chwilami przypomina grę protestujących z władzą i policją.

Aleksandra Żelazińska
18.08.2019
Reklama