Świat

Polska polityka zagraniczna w 2018 r.? Skok do basenu bez wody

Polska polityka zagraniczna w 2018 r.? Skok do basenu bez wody

Jacek Czaputowicz, minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, minister spraw zagranicznych Tymon Markowski/MSZ / Flickr CC by 2.0
Warszawa znowu odchodziła od konsensusu w polityce zagranicznej ustanowionego po 1989 r. i respektowanego przez wszystkie rządy do czasu objęcia władzy przez PiS.

Podstawowe zasady konsensusu są cztery. Po pierwsze to prozachodni kierunek, integracja z instytucjami (Unią Europejską i NATO) i kształtowanie ich. Po drugie, silne relacje ze Stanami Zjednoczonymi i Niemcami. Po trzecie, polityka wschodnia oparta na przyjaznych stosunkach z krajami dzielącymi nas od Rosji – głównie Ukrainą – i wciąganiu ich w orbitę Zachodu. Po czwarte, wsparcie integracji regionalnej – nie jako alternatywy wobec Zachodu, ale jako elementu wzmacniającego nasze pozycje w UE i NATO.

Założenia te respektowały prawica i lewica, w tym ta z postkomunistycznymi korzeniami. Za czasów poprzednich rządów PiS (2005–07) było podobnie. Ale od 2015 r. każdy z wymienionych wektorów albo został całkiem zakwestionowany, albo się osłabił. Mimo zmiany na stanowisku ministra spraw zagranicznych w 2018 r. doszło do jeszcze większego rozbicia tego konsensusu i izolacji Warszawy na arenie międzynarodowej.

Czytaj także: MSZ – ministerstwo głupich kroków

Polska wobec UE

Na początku 2018 r. można było mieć nadzieję na poprawę relacji z UE, skutecznie niszczonych przez Witolda Waszczykowskiego i premier Beatę Szydło. Waszczykowski miał z Unią dwa potężne problemy. Po pierwsze, nie rozumiał jej, a po drugie – nie lubił. Jego jawna niechęć wynikała głównie z niewiedzy, którą ewidentnie uważał za zaletę. Agresywna postawa tego polityka, w przeszłości raczej umiarkowanego urzędnika MSZ, miała uwiarygodnić go w PiS. Tyle że kosztem naszych interesów.

W styczniu 2018 r. Waszczykowskiego zastąpił Jacek Czaputowicz, akademik, były dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej. Dostał w spadku konflikt z UE, która w grudniu 2017 r. uruchomiła wobec Polski procedurę artykułu 7. No i dużo mniejsze wpływy w administracji NATO, bo Waszczykowski zablokował nominacje Polaków na ważne stanowiska.

Czaputowicz do radykałów nigdy nie należał, a Morawiecki był bankowcem, włada językami i zna Brukselę. Warszawa na pewno dokonała pewnej korekty w relacjach z UE. Nowy szef MSZ zajął się ocieplaniem stosunków z komisarzem Fransem Timmermansem, odpowiedzialnym za uruchomienie artykułu 7. Stonował antyniemiecką retorykę. Morawiecki też próbował dialogu. W końcu roku Polska wycofała się z przymusowego wysyłania na emeryturę sędziów Sądu Najwyższego, czego żądały Bruksela i Europejski Trybunał Sprawiedliwości.

Czytaj także: PiS znów chce lustrować polskich dyplomatów

Bez sukcesów w Brukseli

Polityka miłości wobec Brukseli nie przyniosła jednak spodziewanych efektów. Komisja Europejska nie wycofała się z procedury artykułu 7., Polskę całkowicie pominięto przy podziale nowych stanowisk w Europejskiej Służbie Dyplomatycznej, żadne państwo UE nie zmieniło nastawienia do Warszawy. Jesteśmy w zasadzie w tym samym punkcie co przed rekonstrukcją rządu.

Nie udało się z trzech powodów. Po pierwsze, świat wie, że zmiana jest pozorna, a prawdziwym decydentem pozostaje Jarosław Kaczyński. Morawiecki nadal nie ma silnego zaplecza w PiS, a Czaputowicz to tylko „eksperyment” prezesa i nie pracuje samodzielnie. Po drugie, po rekonstrukcji Warszawa dokonała korekty stylu, ale nie polityki. Trybunał Konstytucyjny nadal jest farsą, Sąd Najwyższy broni się, ale jest stale podkopywany, media przestają być wolne. Polska ugięła się lekko w sprawie SN i niewiele ponadto.

Po trzecie, gołym okiem widać nieszczerość intencji PiS. Przemawiając w Brukseli, Morawiecki stylizuje się na umiarkowanego i proeuropejskiego konserwatystę, a tuż potem na Podkarpaciu przekonuje, że Polska dostaje mniej środków z UE, niż PiS odzyskał z uszczelnienia podatków. Z kolei prezydent Andrzej Duda mówi o Unii, że to „wyimaginowana wspólnota, z której niewiele dla nas wynika”. Przekaz partii jest coraz częściej jawnie eurosceptyczny. Myli się ten, kto sądzi, że Bruksela tego nie zauważa.

Relacje z USA i Niemcami

Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym Polski i adwokatem integracji z zachodnimi strukturami, a Stany Zjednoczone zapewniają nam bezpieczeństwo. Relacje z tymi krajami powinny być filarami polityki zagranicznej. Tymczasem antyniemieckie fobie PiS poważnie osłabiły nasze wzajemne stosunki. Dużo się mówi o reparacjach wojennych (stale o nich przypomina poseł Arkadiusz Mularczyk), a nowy szef MSZ próbuje ten temat nieśmiało wyciszać. Niemcy wykazują się jak dotąd daleko idącą powściągliwością, nie reagując na liczne zaczepki.

Tyle że Warszawa jest stopniowo wykluczana z różnych unijnych i pozaunijnych formatów, w które w przeszłości Berlin ją wciągał. Trójkąt weimarski dziś jest ciałem martwym, Polskę pominięto w niemiecko-francuskiej inicjatywie rozwoju Wspólnej Polityki Obronnej UE, szefa MSZ nie włącza się w misje dyplomatyczne na Ukrainie itd. W listopadzie 2018 r. odbyły się pierwsze od objęcia przez PiS władzy konsultacje międzyrządowe, ale nie przyniosły żadnych wymiernych rezultatów. Relacje z Berlinem nie były tak złe od 1989 r.

Relacje z USA powinny więc dla odmiany kwitnąć. PiS jest głośnym zwolennikiem Donalda Trumpa, który to docenił, odwiedzając Warszawę w lipcu 2017 r. Partia Kaczyńskiego jest zimnowojennie proamerykańska i widzi w populistycznym Trumpie naturalnego sojusznika w konfrontacji z UE. Ale w 2018 r. doszło do dwóch bardzo poważnych zgrzytów. W czerwcu Sejm przegłosował nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która wprowadzała groźbę kary za publikacje poświęcone udziałowi Polaków w Holokauście. Wywołało to protesty środowisk żydowskich na całym świecie. Nowelę oficjalnie skrytykował Departament stanu, ostrzegając przed pogorszeniem się obustronnych stosunków. Kongres USA wydał ostrą deklarację. Sprawa postawiła pod znakiem zapytania wizytę Dudy w Białym Domu. Doszło do niej ostatecznie po upokarzającym wycofaniu się PiS z części zapisów ustawy.

Czytaj także: Lepszy Trump czy Merkel?

PiS podejrzliwy wobec pani ambasador

W lipcu stanowisko ambasador USA w Warszawie objęła Georgette Mosbacher, przyjaciółka i współpracowniczka Donalda Trumpa. Rząd PiS od początku trzymał ją na dystans. Ona z kolei w trakcie przesłuchania w Kongresie mówiła o potrzebie wsparcia dla wolności słowa i niezależności sądownictwa w Polsce.

W listopadzie ambasador weszła w bezpośredni konflikt z rządem, wystosowując list do Mateusza Morawieckiego w obronie TVN (właścicielem stacji jest amerykański Discovery Channel). Mosbacher działania wobec tej telewizji uznała za nieakceptowalne. Przekręciła przy okazji nazwisko premiera. List wywołał skandal i był szeroko komentowany. Jego upublicznienie i gniewne reakcje czołowych polityków PiS nie wróżą najlepiej relacjom Polska–USA.

Relacje w regionie i polityka wschodnia

PiS zapowiadał poprawę stosunków z krajami Grupy Wyszehradzkiej i Europy Wschodniej. W 2018 r. odbył się szczyt Trójmorza w Bukareszcie, znów zakończony deklaracjami, ale nie konkretnymi planami. Stało się jasne, że żadne państwo nie podziela ambicji Warszawy, by równoważyć wpływy Niemiec i Francji w Unii Europejskiej. Widać w Grupie Wyszehradzkiej głębokie podziały. Czechy i Słowacja głośno odcinają się od eurosceptycznej Warszawy i Budapesztu. Budapeszt odcina się z kolei od antyrosyjskiej agendy Warszawy, a Viktor Orbán wyrasta na najbardziej prorosyjskiego polityka w UE. Właściwie jedynym wspólnym mianownikiem w regionie pozostaje niechęć do imigrantów i sprzeciw wobec przymusowej alokacji uchodźców.

W 2018 r. Polska znów osłabiła poparcie dla Ukrainy, co od czasów Piłsudskiego było dogmatem naszej polityki zagranicznej. Warszawa nie udzieliła Kijowowi żadnego realnego wsparcia w walce z prorosyjskimi separatystami w Donbasie ani po blokadzie Morza Azowskiego. Andrzej Duda nie zgodził na wspólne upamiętnienie ofiar rzezi wołyńskiej. Zresztą w ustawie o IPN kwestię Wołynia potraktowano podobnie jak sprawę Holokaustu (i z tych przepisów akurat się nie wycofano). W grudniu ze stanowiska ambasadora RP na Ukrainie Andrzej Duda odwołał Jana Piekłę, działającego od lat na rzecz pojednania polsko-ukraińskiego. Ochłodzenie relacji z Ukrainą ma się jednak podobać twardemu elektoratowi PiS w południowo-wschodniej Polsce.

Co przyniesie 2019 r.

Trzy lata polityki zagranicznej PiS wskazują, czego możemy się spodziewać w nadchodzącym roku. Na ostatniej konwencji PiS starał się pokazać bardziej proeuropejske oblicze, co ma związek z nadchodzącymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Relacje z Waszyngtonem polski rząd też zapewne zechce podreperować – PiS życzy wszak sobie stałej obecności Amerykanów w kraju. Stosunki z regionem będą w tym kontekście drugo- i trzeciorzędne.

Zresztą zapewne tak jak w poprzednich latach polityka PiS będzie skierowana do wewnątrz. Kryzysy i zaniedbania 2018 r. też wynikały z partykularnych potrzeb, ale i z braku strategii. Tego samego należy się spodziewać w 2019 r.

Czytaj także: MSZ wypisuje Polskę z ligi państw cywilizowanych

Reklama

Czytaj także

Świat

Miliard ludzi na świecie głoduje. Dlaczego? Bo jest okradanych przez nas – silniejszych i bogatszych

Rozmowa z Martínem Caparrósem, argentyńskim pisarzem, autorem zbioru reportaży „Głód”, o tym, dlaczego prawie miliard ludzi nie ma co jeść – mimo że żywności mamy aż za dużo.

Paulina Wilk
29.03.2016
Reklama