Świat

Londyn zaszachował nową Komisję Europejską. Przez brexit

POOL / Forum
Czy nowa Komisja Europejska może rozpocząć prace bez Brytyjczyka? Ostatnie odroczenie brexitu wepchnęło Ursulę von der Leyen w dziurę prawną, a unijni juryści nie doszli wciąż do zgody, jak swą przyszłą szefową z niej wyciągnąć.

Skład Komisji Europejskiej był dotąd tworzony na zasadzie „jeden kraj Unii – jeden komisarz”, więc Ursula von der Leyen, szefowa elektka nowej KE, już dwukrotnie wzywała na piśmie Londyn do przedłożenia kandydata. Premier Boris Johnson początkowo sugerował, że w ogóle nie zamierza tego robić, bo brytyjski komisarz musiałby i tak ustąpić z chwilą brexitu. Jednak oficjalna argumentacja Londynu zmieniła się przed paroma dniami, gdy Johnson odpisał von der Leyen, że brytyjskie reguły okresu przedwyborczego (purdah rules) nie pozwalają mu na podejmowanie decyzji o nominacjach aż do wyłonienia nowego rządu po wyborach do Izby Gmin 12 grudnia.

Galimatias wokół Brytyjczyków

Komisja zareagowała więc wszczęciem postępowania przeciwnaruszeniowego, które teoretycznie może doprowadzić Londyn przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Bruksela tłumaczy, że obowiązki wynikające z członkostwa w Unii (w tym wypadku współpraca w powoływaniu Komisji) muszą przeważać nad ograniczeniami krajowymi (purdah rules).

Oczywiście Komisji Europejskiej już nieraz zdarzało się działać w niepełnym składzie, nawet ta obecna (rządzona przez Jean-Claude′a Junckera) nie ma od lipca komisarzy z Rumunii i Estonii, bo zostali europosłami i nie zostali zastąpieni nikim nowym. TSUE w jednym ze sporów prawnych już w latach 90. orzekł, że tymczasowo niepełny skład Komisji nie wpływa na prawomocność jej decyzji. Jednak dotychczas nigdy nie zdarzyło się, by Komisja była powoływana w niekompletnym składzie. I właśnie obawy, że taki wadliwy sposób jej stworzenia może być w przyszłości pretekstem do podważania jej decyzji w sądach, są głównym powodem polityczno-prawnego galimatiasu wokół Brytyjczyków. Niektóre rozstrzygnięcia KE, zwłaszcza w sprawach antymonopolowych, bywają warte miliardy euro i często są testowane w TSUE przez zespoły najdroższych prawników najmowanych przez – broniące się przed decyzjami Brukseli potężne firmy.

Londyn dostał czas do przyszłego piątku, by odnieść się do „wezwania o usunięcie uchybienia”, co jest I częścią postępowania przeciwnaruszeniowego. Ale nawet przy ekspresowym tempie przeprowadzania kolejnych etapów nie sposób liczyć na ewentualny werdykt TSUE w najbliższych tygodniach. W Brukseli krążą domysły, że decyzja o takim postępowaniu ma jedynie wzmocnić podstawy prawne dla powołania Komisji z brytyjskim wakatem (poprzez wskazanie, że „Bruksela zrobiła wszystko, co można”). Ale trudno o potwierdzenie tej hipotezy. – Nie taki był nasz cel. Chodziło po prostu o obronę zasady, że prawo Unii dominuje nad krajowym. To ważne w kontekście innych decyzji UE, w tym budżetowych, które mogą być podejmowane w Unii jeszcze przed brexitem – przekonywał dziś jeden z naszych rozmówców w Komisji Europejskiej.

Czytaj też: Belg czy Czeszka? Z kim PiS będzie się teraz spierał o praworządność

Von der Leyen będzie musiała poczekać?

Skład całej Komisji Europejskiej musi być przegłosowany przez Parlament Europejski oraz finalnie zatwierdzony przez Radę Europejską, więc w debatę, „co zrobić z brytyjskim wakatem”, są zaangażowane służby prawne aż trzech euroinstytucji. I jak wynika z naszych rozmów w Brukseli, wśród unijnych prawników nie ma na razie konsensusu. Rzecznicy von der Leyen publicznie powtarzają, że jej celem jest rozpoczęcie kadencji 1 grudnia. Ale niewykluczone, że będzie jednak musiała poczekać na nowy brytyjski rząd, co przesunęłoby start kadencji co najmniej do stycznia. A w ostateczności problem brytyjskiego wakatu rozwiązałby rozwód z Unią planowany na koniec stycznia 2020 r.

Paradoksem obecnego bałaganu jest to, że zasady „jeden kraj Unii – jeden komisarz” nie narzucają unijne traktaty. Przeciwnie, Komisja zgodnie z Traktatem o UE „składa się z takiej liczby członków, która odpowiada dwóm trzecim liczby państw członkowskich”, chyba że „Rada Europejska, stanowiąc jednomyślnie, podejmie decyzję o zmianie tej liczby”. I tak się stało przed dekadą, gdy polityczna gwarancja, że w Komisji będzie zawsze zasiadał Irlandczyk, pomogła wygrać referendum w sprawie traktatu lizbońskiego w Irlandii. A ten „wyjątek irlandzki” stał się wytrychem dla zaprowadzenia – nielubianej przez unijnych federalistów – reguły „jeden kraj – jeden komisarz” właśnie.

Czytaj też: Boją się jej najwięksi. Wielka władza w Europie dla Dunki

Teoretycznie przywódcy państw UE w Radzie Europejskiej mogliby teraz zmniejszyć skład Komisji z 28 do 27 członków (już bez Brytyjczyka), o ile Johnson nie sabotowałby w tej kwestii wymogu jednomyślności (a raczej nie ma na to ochoty). Jednak stało się na odwrót, bo przy ostatnim odraczaniu brexitu (z końca października na koniec stycznia) wprost przypomniano o brytyjskim komisarzu. Powody są polityczne – chodzi m.in. o uniknięcie precedensu z manipulowaniem wielkością Komisji np. pod naciskiem któregoś z krajów członkowskich.

Czy jednak wyjściem z obecnego pata nie stanie się ostatecznie oficjalne zmniejszenie Komisji do 27 osób? – To wcale nie jest tak szybkie do przeprowadzenia – przekonuje nasz rozmówca w Komisji. Odejście od reguły „jeden kraj – jeden komisarz” uruchamia bowiem traktatowy wymóg ustalenia systemu rotacji komisarzy z różnych krajów (w kolejnych kadencjach). I choć byłoby to ćwiczenie zupełnie teoretyczne, to niewykluczone, że wywiązałaby się między krajami Unii bitwa.

Czytaj też: Nowy projekt cięć w budżecie UE. Ile straci Polska?

Brakuje jeszcze Węgra

Europarlamentarne komisje, które przed miesiącem utrąciły kandydatury Francji, Rumunii i Węgier, dały wczoraj zielone światło dla nowej kandydatki z Rumuni (transport) i dla Francuza (teka po Elżbiecie Bieńkowskiej, czyli rynek wewnętrzny, przemysł). Natomiast Węgier Oliver Varhelyi (dotychczasowy ambasador przy UE), który miałby odpowiadać za politykę sąsiedztwa i rozszerzenia, musi do poniedziałku odpowiedzieć na dodatkowe pytania pisemne.

W istocie sprowadzają się do oczekiwania, by Varhelyi, ponoć gorliwy zwolennik Fideszu, zdystansował się od wielu działań Viktora Orbána (deklarację, że jak każdy komisarz UE nie będzie przyjmował instrukcji od żadnego rządu, zgłaszał wiele razy podczas wczorajszego wysłuchania). Nie będzie to łatwe, ale i tak Varhelyi ma duże szanse na pozytywną rekomendację.

Czytaj też: Jeśli nie prezydentura, to co? Stanowisko w Brukseli czeka na Tuska

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną