Świat

Hiszpania zaprasza na wakacje. Nie za wcześnie?

Plaża w Barcelonie, 21 maja 2020 r. Plaża w Barcelonie, 21 maja 2020 r. Nacho Doce / Reuters / Forum
Za nieco ponad miesiąc kraj otworzy się na zagranicznych gości. Hiszpania, drugi na świecie popularny cel podróży, chce uratować przed bankructwem choć część branży.

„Razem udało nam się zatrzymać największą katastrofę ostatnich 100 lat naszej historii. Teraz przed nami inne wyzwanie – musimy odbudować Hiszpanię” – mówił w weekend premier Pedro Sánchez, ogłaszając restart turystyki. W wystąpieniu entuzjazm mieszał się jednak z przestrogą przed kolejną falą epidemii i zapewnieniami, że zdrowie – zarówno przyjezdnych, jak i samych Hiszpanów – będzie dla niego najważniejsze. „Obcokrajowcy mogą już zacząć planować wakacje w naszym kraju. Hiszpania potrzebuje turystyki, a turystyka potrzebuje bezpieczeństwa – tam, skąd wyjeżdżamy, i tam, dokąd zmierzamy. Zagwarantujemy, że nasi goście nie będą narażeni na żadne ryzyko ani ryzyka takiego nie przywiozą do naszego kraju”.

Czytaj też: Wakacje Polaków. Rządowe bony nie uratują turystyki

Hiszpania potrzebuje turystyki

Dla Hiszpanii restart sektora turystycznego to jak podpięcie do finansowej kroplówki. Co roku kraj odwiedza ponad 80 mln gości decydujących się na dłuższy pobyt. Do tego doliczyć należy prawie 40 mln wizyt jednodniowych, głównie biznesowych, i olbrzymi sektor turystyki wewnętrznej. Łącznie to 14,6 proc. wkładu w hiszpańskie PKB.

Narodowy Instytut Statystyczny ocenia, że dzięki turystyce pracę może mieć nawet 2,6 mln osób, wliczając pracowników sezonowych. Aż milion ludzi straciło zatrudnienie z powodu pandemii. Hiszpania jest bowiem jednym z krajów, który najdłużej trwa w izolacji, a restrykcje dotyczące gospodarki i interakcji były najcięższe.

Od kiedy premier Sánchez zamknął obywateli w domach 14 marca, coraz więcej Hiszpanów buntuje się przeciw ograniczeniom. Najpierw wprowadzenie stanu wyjątkowego krytykowała skrajnie prawicowa partia Vox, uznając zawieszenie wolności obywatelskich i użycie wojska do patrolowania ulic za uwerturę do dyktatury. Potem rozgorzał konflikt między administracją centralną i władzami lokalnymi, kiedy Sánchez odmrażał kraj po kawałku. Te regiony, w których krzywe zachorowań i zgonów spadały, mogły wchodzić w kolejne fazy restartu, podczas gdy choćby Madryt, najmocniej trafiony przez wirusa, najostrzejsze restrykcje znosił dopiero 25 maja.

Czytaj też: Czy tragedii w Hiszpanii można było zapobiec

Na ratunek miejsc pracy. I rządu

Najnowszą odsłoną sporu była sobotnia fala samochodowych demonstracji, ponownie współorganizowana przez Vox. W samym Madrycie 6 tys. aut blokowało centralną oś komunikacyjną miasta. W radiowym przekazie do kierowców lider partii Santiago Abascal mówił, że nie dziwi go tak liczne przybycie, bo „Hiszpanie to naród, który zawsze stawia się do walki w decydujących momentach”. Dodał, że protesty są naturalne, bo społeczeństwo padło ofiarą „najgorszego zarządzania kryzysowego w historii”, a rząd PSOE-Podemos „stracił mandat do sprawowania władzy” i powinien jak najszybciej odejść.

Zapowiedź Sáncheza o wpuszczeniu turystów od początku lipca to więc też odpowiedź na rosnące niezadowolenie i coraz mocniejsze ataki opozycyjnej prawicy. Socjalistyczny premier próbuje uratować choć część z milionów miejsc pracy – już straconych bądź zagrożonych. I jednocześnie uchronić gabinet przed upadkiem, a kraj przed kolejnymi miesiącami kryzysu i konfliktów regionalnych.

Czytaj też: Hiszpanii zagroził włoski scenariusz

W oczekiwaniu na „nową normalność”

Dlatego jednym z głównych celów odmrażania będzie zapewnienie możliwości podróżowania do wszystkich regionów kraju w tym samym stopniu. Pierwszy krok wykonano już teraz. Cała Hiszpania znajdzie się co najmniej w tzw. pierwszej fazie odmrożenia. Oznacza to, że dozwolone będą zgromadzenia do 10 osób, a lokale gastronomiczne będą mogły wznowić działalność, choć wciąż przy maksymalnie 50-proc. obłożeniu.

Rząd ma nadzieję, że do 1 lipca wszystko wróci do względnej normalności, a raczej – że zapanuje „nowa normalność”, jak życie po pandemii nazywa Pedro Sánchez. Minister handlu i turystyki María Reyes Maroto zapowiedziała, że do tego czasu niemal na pewno będzie można zrezygnować z obowiązku dwutygodniowej kwarantanny dla zagranicznych przybyszy. „Otwarcie na turystów opracowujemy w porozumieniu z samorządowcami – mówiła w poniedziałek. – Planowanie wakacji w Hiszpanii to teraz jak najbardziej sensowna opcja”.

Na plażach mniej parasoli

Przygotowując się na powrót turystów, Hiszpania w niektórych miejscach już odmraża przestrzenie rekreacyjne. Od 25 maja ponownie otwarto, choć tylko dla mieszkańców, publiczne plaże na atlantyckim wybrzeżu, w części Andaluzji, na Balearach i Wyspach Kanaryjskich. Na razie nie można jeszcze się na nich wylegiwać, korzystać mogą z nich tylko pływacy, ale w następnej fazie będą wpuszczani podróżni z innych regionów.

O zasadach korzystania z plaż decydują wprawdzie władze lokalne, ale hiszpańskie ministerstwo zdrowia wydało ogólne zalecenia dotyczące bezpieczeństwa. Parasole mają być rozkładane w odległości nie mniejszej niż cztery metry, liczba plażowiczów – ograniczona i regularnie monitorowana, a miejsca dla turystów oddzielone fizycznymi barierami.

Co ciekawe, postpandemiczna turystyka może mocno zmienić zasady funkcjonowania całego sektora. Ściągnięcie na nowo zagranicznych gości i zapewnienie im bezpieczeństwa będzie wymagać wielu usprawnień. Posiłki będą częściej podawane do pokoi, wokół basenów znajdzie się mniej leżaków, a hotele będą musiały zapewne poszerzyć personel. Przedstawiciele sektora spekulują, że jednym ze sposobów zapewnienia gościom poczucia wolności od wirusa może okazać się podzielenie pracowników na tych pracujących dla zwykłych wczasowiczów i osobnych, obsługujących turystów na wakacjach all inclusive.

Czytaj też: Najdziwniejsze wakacje w historii

Czy i kiedy wrócą turyści wrócą?

Wszystkie te rozwiązania i istniejące na razie na papierze protokoły bezpieczeństwa to wciąż biurokratyczna fantazja. Jak w praktyce będzie wyglądać powrót turystów do Hiszpanii – nikt nie wie. Bo nie wiadomo też, czy ktokolwiek wróci.

Cytowany przez „Guardiana” ekspert ds. hiszpańskiej turystyki i hotelarstwa Fernando Gallardo uważa, że kraj może odwiedzić w tym roku nawet 70 mln osób mniej niż w 2019. Powrót do standardów z poprzednich lat możliwy będzie jego zdaniem dopiero za trzy–cztery lata. Droga do „nowej normalności” będzie długa i kręta.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną