Świat

Jakie są szanse na ukrócenie brutalności policji w USA?

Próby ukrócenia brutalności funkcjonariuszy i rozliczania ich za nadużycia na tle rasowym rozbijają się o opór potężnych związków zawodowych. Próby ukrócenia brutalności funkcjonariuszy i rozliczania ich za nadużycia na tle rasowym rozbijają się o opór potężnych związków zawodowych. Paul Hennessy / Zuma Press / Forum
Próby ukrócenia brutalności policji i rozliczania jej za nadużycia na tle rasowym rozbijają się o opór potężnych związków zawodowych i obawy aparatu sprawiedliwości.

Potężny ruch protestu po zabójstwie czarnoskórego George′a Floyda przez białego policjanta Dereka Chauvina w Minneapolis odniósł pierwszy namacalny sukces. W środę prokuratura stanowa postawiła sprawcy zarzut morderstwa drugiego stopnia, poważniejszy niż pierwotny zarzut morderstwa trzeciego stopnia. Jego trzech kolegów asystujących przy sadystycznym dręczeniu ofiary, których początkowo nie aresztowano, oskarżono o pomoc i podżeganie do zbrodni. Chauvinowi grozi 25 lat więzienia, wspólnikom niewiele mniej.

Pytanie, czy cała czwórka zostanie ostatecznie skazana, a nawet jeśli, to czy skończy się na ukaraniu „zgniłych jabłek” w policji, niejako na pokaz, dla jednorazowego zadośćuczynienia sprawiedliwości. Morderstwo w Minneapolis było kolejnym przykładem brutalności i rasizmu amerykańskiej policji, co jest problemem od dawna. Podnoszą się znowu głosy o konieczności reformy, aby poddać ją większej społecznej kontroli i zapobiec nadużywaniu siły, zwłaszcza wobec Afroamerykanów. W środę wezwał do tego m.in. były prezydent Barack Obama. Takie apele rozlegają się od lat, po niemal każdej tragicznej śmierci czarnego Amerykanina z rąk lub od kuli umundurowanego stróża porządku, także w ostatniej dekadzie. I nie przypadkiem na apelach się kończy.

Czytaj też: Ameryka w płomieniach po zabójstwie w Minneapolis

Policja wiecznie do reformy

Próby ukrócenia brutalności funkcjonariuszy i rozliczania ich za nadużycia na tle rasowym rozbijają się o opór potężnych związków zawodowych i obawę aparatu sprawiedliwości, w tym sądów przysięgłych, przed surowym karaniem. Zwyciężają argumenty o niebezpiecznej pracy. W USA są przekonujące, bo przez łatwy dostęp do broni palnej i wysoką przestępczość, zwłaszcza w wielkomiejskich dzielnicach czarnej i latynoskiej biedoty, na służbie ryzykuje się życie. Już w akademiach uczy się studentów, że ich priorytetem, prócz egzekwowania prawa, musi być własne bezpieczeństwo, a potem to samo wpajają młodym adeptom ich instruktorzy i starsi koledzy. Regulaminy dają spory margines swobody, jak się zachowywać – tzn. kiedy używać siły lub broni palnej – w konfrontacji z podejrzanymi lub w czasie aresztowania.

W efekcie w przypadku oskarżenia o zastrzelenie bezbronnego człowieka skutkuje często argument, że policjant działał w samoobronie, tylko się pomylił, bo np. sądził, że ofiara sięga po pistolet. Oskarżony ma poza tym szereg przywilejów, jak natychmiastowy dostęp do nazwisk oskarżających go świadków. Funkcjonariusze organów ścigania posiadają też tzw. kwalifikowany immunitet, zabezpieczający przed cywilnymi pozwami rodzin ofiar lub występujących w ich imieniu organizacji, chyba że udowodni się im bezdyskusyjnie nielegalne działanie lub naruszenie praw obywatela. Związki policjantów mają nawet ładną nazwę na ten swoisty pakiet ochronny: „karta praw organów ścigania”, taki mały Bill of Rights zawarty w konstytucji.

Koniec chwytu duszącego?

Rebelia na ulicach zmusiła Kongres do podjęcia tematu. W projekcie ustawy wniesionym do Izby Reprezentantów przez demokratycznego kongresmena Hakeema Jeffriesa przewiduje się np. zakaz stosowania tzw. chokehold, czyli chwytu duszącego podejrzanego lub stawiającego opór aresztowanego. Jeffries zgłosił ten projekt w 2014 r. po śmierci czarnoskórego Erica Garnera, który zmarł przyduszony przez funkcjonariusza, mimo błagań: „nie mogę oddychać”. Do zakazu takich chwytów wezwał w środę Obama, który postuluje także ograniczenie możliwości użycia przez policjantów broni palnej. Były prezydent ma nadzieję, że zmiany będą przeprowadzone, gdyż – jak podkreślił – ruch na rzecz ukrócenia brutalności obejmuje, jak widać podczas protestów, także mnóstwo białych, przeważnie młodych ludzi.

Na Kongres jednak, przynajmniej na razie, trudno liczyć. Wynika to m.in. stąd, że ściganie przestępczości leży głównie w gestii stanów i władz lokalnych. Ustawodawców na Kapitolu zajmują teraz najbardziej kwestie ratowania gospodarki z zapaści wskutek pandemii koronawirusa. Reforma policji napotyka od dawna na opozycję Partii Republikańskiej (GOP), reprezentującej środowiska konserwatywne, kładące nacisk na walkę z przestępczością bezwzględnymi środkami, niewykluczającymi metod brutalnych. GOP ma wciąż większość w Senacie. Jej lider Mitch McConnell zablokował już zaproponowaną przez demokratów rezolucję potępiającą Donalda Trumpa za spacyfikowanie gazem łzawiącym pokojowej demonstracji w poniedziałek pod Białym Domem. Republikanie dali do zrozumienia, że nie poprą żadnych ustaw próbujących ukrócić nadużycia policji, które nie spodobają się prezydentowi. Niektórzy wymawiają się niepewnością, w jakim stopniu władze federalne, a tym bardziej Kongres, mogą ingerować w praktyki lokalnych departamentów policji.

Czytaj też: Reżyser Spike Lee o rasizmie w USA

Bez nacisku reform nie będzie

Szanse reformy mogą nieco wzrosnąć, jeżeli w wyniku tegorocznych wyborów Partia Demokratyczna, mająca już kontrolę nad Izbą Reprezentantów, odzyska większość w Senacie. Sytuację komplikuje dodatkowo brak jednomyślności wśród demokratów co do tego, jak dalece należałoby związać ręce policji. Na Kapitolu dominują umiarkowani politycy z tzw. Nowej Koalicji Demokratycznej, którzy obawiają się jednoznacznego wystąpienia po stronie zbuntowanych Afroamerykanów w ich konflikcie ze stróżami prawa.

Za bardziej radykalnymi rozwiązaniami opowiadają się członkowie afroamerykańskiej grupy w Izbie Reprezentantów i demokratycznej lewicy. Popierają takie postulaty ruchu Black Lives Matter jak obcinanie funduszy dla departamentów policji. Pewne jest tylko, że aby doprowadzić do jakichkolwiek zmian, potrzebny będzie – jak to podkreślił Obama – stały społeczny nacisk na rzecz reformy.

Czytaj też: Furia Trumpa. Teraz wydał wojnę Twitterowi

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

Wojna secesyjna: arystokrata Lee kontra łachmyta Grant

150 lat temu skończyła się wojna secesyjna. Armiami stron dowodzili generałowie Robert Edward Lee i Ulisses Grant. Reprezentowali dwie bardzo odmienne wersje sukcesu z amerykańskiego snu.

Grzegorz Mathea
14.04.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną