Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

W cieniu wojny w Ukrainie. Jak Wyspy Salomona zbliżyły się do Chin

Premier Wysp Salomona Manasseh Sogavare (po prawej) z wizytą w Pekinie. Październik 2019 r. Premier Wysp Salomona Manasseh Sogavare (po prawej) z wizytą w Pekinie. Październik 2019 r. Thomas Peter / Reuters / Forum
Premier Wysp Salomona podpisał z Chinami umowę o bezpieczeństwie. Jej utajnienie i zawarcie wbrew namowom innych pacyficznych mocarstw, w tym Australii i Stanów Zjednoczonych, otwiera pole do domysłów.

Wyspy Salomona na własne życzenie znalazły się w oku politycznego cyklonu. Premier Manasseh Sogavare zwieńczył trwające od blisko trzech lat intensywne zbliżenie do Chin Ludowych i podpisał z nimi umowę o bezpieczeństwie. Treść nie jest znana, nie poznał jej m.in. parlament. Z deklaracji rządów w Honiarze i Pekinie wynika, że chodzi głównie o współpracę porządkową. Konieczną ze względu na częste niepokoje społeczne, a także ochronę chińskich interesów i diaspory, zarówno tej obecnej od kilku pokoleń, jak i nowych przybyszów. W listopadzie zeszłego roku w stolicy doszło do poważnych zamieszek, w tym grabienia chińskich sklepów i palenia siedzib chińskich firm. Policje już współpracowały, Chińczycy prowadzili tu szkolenia z rozpraszania demonstracji.

Wyspy Salomona. Rejon strategiczny

Utajnienie umowy, zawarcie jej wbrew namowom innych pacyficznych mocarstw, w tym Australii i Stanów Zjednoczonych, otwiera pole do domysłów. Tym najpoważniejszym jest perspektywa bazy wojskowej – to ma być główny i dalekosiężny cel przymierza. Wyspy Salomona są strategicznie położone, można stąd kontrolować ważne szlaki handlowe, zwłaszcza przejście z Oceanu Spokojnego na Indyjski. Leżą 1,5 tys. km od północno-wschodnich wybrzeży Australii i blisko 6 tys. od Chin. Te dzięki ewentualnym lotniskom czy portom na archipelagu miałyby do Pacyfiku bezpośredni dostęp. Teraz, jeśli chiński okręt lub samolot wojskowy chce dostać się na ocean, musi pokonać łańcuch wysp i mozaikę wód terytorialnych otaczających Azję od wschodu. Tych ChRL nie kontrolują, znajdują się tam zresztą państwa – jak Korea Południowa, Japonia czy Tajwan – z którymi komunistom jest nie po drodze.

Przed 2019 r. Sogavare trzymał inny kurs, orientował się na Tajwan. ChRL uważa go za swoją zbuntowaną prowincję, domaga się więc od innych, by uznawały, że jest tylko jedno państwo chińskie – to, którym zawiaduje partia komunistyczna. Sogavare nawrócił się na ten pogląd, a w zamian popłynęły inwestycje. Ale Wyspy Salomona nie są jednolite, innego zdania w kwestii chińskiej jest rząd wyspy Malaita, zarazem ludnej prowincji. Cały kraj, rozrzucony na dystansie porównywalnym do odległości między Warszawą a Paryżem, ma ok. 700 tys. mieszkańców, Malaita ma ich niespełna 170 tys. Tam nadal uznaje się związki z Tajwanem. Ta część myśli o separacji, ma pretensje do rządu w Honiarze, że nie pomaga zwłaszcza w uśmierzaniu problemów gospodarczych, pogłębionych choćby przez pandemię bijącą m.in. w branżę turystyczną.

Czytaj też: Komunistyczna Partia Chin. Najpotężniejsza na świecie

Chińczycy. „Nasi nowi przyjaciele”

Premier Sogavare mówi o Chińczykach: „nasi nowi przyjaciele”. Twierdzi, że sprzymierzeńcy na nic nie naciskają, nie chcą bazy, nie chcą jej też miejscowe władze. Czujności nieufnych to jednak nie zmniejsza – pamiętają projekt umowy, który wyciekł tej wiosny. Wytyczał drogę do wojskowej obecności, dawał też Chinom szeroki mandat do interwencji m.in. w wypadku politycznej niestabilności, klęski naturalnej albo przy innej okazji, którą strony uznają za wymagającą ochrony. Opozycja oskarża premiera, że mógłby sięgnąć po wsparcie chińskiej policji czy wojska, gdyby z wykorzystaniem niekonstytucyjnych środków próbował utrzymać się przy władzy.

Wyspy Salomona są niestabilne, ale to demokracja. Obawy biorą się stąd, że wybory powinny się odbyć w przyszłym roku, a premier próbuje je przełożyć. Obawa inna: mieszkańcy zastanawiają się, czy w razie konfliktu zbrojnego między USA a Chinami jeden z frontów nie będzie biegł po ich wyspach. Tak jak podczas walk między USA a Japonią. To od wyspy Guadalcanal, na której leży Honiara, rozpoczęła się przecież seria krwawych bitew alianckiej ofensywy na Pacyfiku.

Czytaj też: Chiny mają sposób na słabych

Ameryka skupiła się na Ukrainie

W przemówieniu do parlamentu Sogavare skrytykował postawę Australii, z którą jego kraj ma podpisane podobne porozumienie. Zarzucił jej, że podczas interwencji w listopadzie australijscy żołnierze nie chronili Chińczyków ani ich przedsięwzięć. Australia zaprzecza, podobnie tamtejsi dziennikarze, którzy byli wtedy w Honiarze. Zdaniem premiera umowa z Australią ma jednak luki, które teraz wypełniają Chińczycy. Wspólnie z nimi przypominają, że stronami są dwa suwerenne państwa, mają pełne prawo do zawierania takich umów i nikogo nie muszą pytać o zgodę.

Reakcja Australii – twierdzi Sogavare – jest histeryczna i obłudna. On o przymierzu AUKUS, skupiającym Australię, Zjednoczone Królestwo i Stany Zjednoczone, dowiedział się z gazet. Sojusz ten ma wspólnie dbać bezpieczeństwo i zorganizować zakup dla australijskiej marynarki ośmiu łodzi podwodnych o napędzie atomowym. Premier Scott Morrison walczy w kampanii przed wyborami rozpisanymi na 21 maja i przypomina, że z Sogavarem rozmawiał dzień po zawarciu AUKUS. Morrison musi się bronić przed zarzutami opozycji, która pyta, jak skuteczny jest rząd, skoro to Australia dostarcza najwięcej pomocy wyspom? Zarzuca mu także, że jego ekipa dopuściła do największej porażki dyplomacji na Pacyfiku od dziesięcioleci, ufając w zapewnienia premiera Sogavarego, że jego kraj nie pójdzie na bliskie związki wojskowe z Chinami, w tym stałą obecność ich oddziałów.

Eksperci zwracają uwagę, że baza to dość odległa perspektywa. Tyle że czas płynie szybko, dekada w polityce, zwłaszcza partyjnej, wyznaczonej rytmem demokratycznej sztafety, to niewiele. W strategicznym myśleniu państw, a już Chin na pewno, to ledwie chwila. Także w Ameryce powstało wrażenie, że przeoczono albo nie potrafiono zapobiec temu sukcesowi Chińczyków, którzy skwapliwe wykorzystali jej skupienie na sytuacji w Ukrainie.

Czytaj też: Chiny mają problem z wojną w Ukrainie

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną