Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

„Coś tam poleciało w Polskę. Najwyższy czas!”, „To nie my”. Reakcje Rosji

Władimir Putin, 15 listopada 2022 r. Władimir Putin, 15 listopada 2022 r. Gavriil Grigorov / Kremlin Pool / Zuma Press / Forum
Rosja zaprzecza, by pod Przewodowem spadła jej rakieta, twierdząc, że to prowokacja. Kremlowscy eksperci uważnie się przyglądają, w jaki sposób i w jakim tempie reagują Polska i NATO.

Nieważne, czy pod Przewodowem spadł pocisk rosyjski, czy też przechwytujący ukraińskiego systemu przeciwrakietowego. To Rosja jest agresorem i odpowiada za wszelkie skutki tej wojny. Modus operandi jest czysto rosyjskie: atak – negacja – oskarżenie drugiej strony. Jest wybuch, jest zaprzeczenie w postaci komunikatu ministerstwa obrony, a jednocześnie zarzut prowokacji wymierzonej w Rosję. To schemat wielokrotnie wykorzystywany zarówno przed, jak i w trakcie wojny. Chociażby w Buczy, gdzie na oskarżenie o rzeź cywilów Rosjanie oświadczyli: „to nie my”, a następnie zarzucili Ukrainie prowokację i mistyfikację.

Rosyjski resort obrony zareagował już przed godz. 21 czasu moskiewskiego, a więc 19 czasu polskiego. Donosił o „rzekomym upadku rosyjskich pocisków”, a samą sytuację uznał za celową „prowokację”. Armia twierdzi, że wprawdzie prowadziła ostrzał rakietowy na terytorium Ukrainy, ale „nie przeprowadzono żadnych uderzeń na cele w pobliżu granicy ukraińsko-polskiej”. A zatem rewelacje polskich mediów to „celowa eskalacja”.

Kreml testuje NATO

Jedno z praw sowietologii mówi: „są kłamstwa, wierutne kłamstwa i komunikaty Kremla”. Nie jest więc prawdą, że we wczorajszym całodziennym ostrzale rakietowym na cel nie brano obiektów przy granicy polsko-ukraińskiej. Siergiej Sumienny, niemiecki ekspert ds. ukraińskich, dzięki doniesieniom unijnej organizacji zrzeszającej operatorów sieci energetycznych ENTSO-E zauważył, że pociski uderzyły w pobliże elektrowni Dobrotwirskiej, ważnego węzła energetycznego Ukrainy, i linii elektrycznej łączącej Ukrainę z siecią europejską. Rosjanie kłamią dokładnie w ten sam sposób, jak wtedy, gdy utrzymywali, że malezyjski samolot MH17 został zestrzelony przez „ukraiński pocisk przechwytujący”.

Wierutnym kłamstwem jest również nazwanie incydentu „prowokacją mającą na celu eskalację”. Jeśli prowokacja jest, to rosyjska. W dodatku z zamiarem przetestowania reakcji NATO na sytuację kryzysową, czyli atak Rosji na terytorium Sojuszu. Kremlowscy eksperci uważnie przyglądają się sposobowi i szybkości reakcji Polski z jednej strony, z drugiej zaś NATO jako systemu sojuszniczego. W ciągu najbliższych godzin na kremlowskich biurkach wylądują update′y oceny możliwości Sojuszu. Rosyjscy eksperci wskażą mocne i słabe punkty natowskich procedur, w tym czas, jaki upłynął od incydentu do pierwszego komentarza rzecznika rządu. Plus dla Polaków: szybko zadziałał MSZ, do którego w trybie niezwłocznym wezwano ambasadora FR z żądaniem przekazania szczegółowych wyjaśnień. Nie zmienia to jednak faktu, że na komunikat premiera i prezydenta Polacy czekali do północy. Wniosek będzie najprawdopodobniej następujący: reakcja nastąpiła, w dodatku poprawna, lecz dużo spóźniona.

Czytaj też: Chersoń, trzeci mocny cios w armię Putina

Rosja ma wzbudzać strach

Zauważyła to Margarita Simonian, szefowa propagandowej RT (Russia Today). Z satysfakcją napisała: „Jeśli nie jest to celowa prowokacja, to wiadomość jest jedna. Kraj NATO [tj. Polska] jest tak źle broniony, że mógłby go przypadkowo uderzyć ktokolwiek, czymkolwiek i całe NATO nawet nie wiedziałoby, kto, czym i dlaczego uderzył”.

Faktem jest, że zarządzanie sytuacją kryzysową jest testem sprawności państwa, reakcja powinna nastąpić niezwłocznie. Komunikat władz polskich musi być również czytelny: wiemy, co się wydarzyło – badamy sprawę – będziemy informować na bieżąco. A kolejne powinny być publikowane z precyzyjną regularnością. To nie kwestia PR-u, lecz bezpieczeństwa.

Poczucia bezpieczeństwa, a w istocie ukojenia traum, potrzebują też z pewnością rosyjscy Z-patrioci. Kremlowscy politechnolodzy doskonale wiedzą, że nic lepiej nie poprawia morale Rosjan, jak dowód na to, że Rosja wzbudza strach u arcywroga, czyli w państwach NATO. Leczy urażoną dumę po tym, gdy druga armia świata dała sobie zatopić flagowy okręt „Moskwa”, nie uchroniła mostu Krymskiego, a ostatnio „bohatersko porzuciła” Chersoń. Plastrem na ranę był więc wpis telegramowgo kanału „Zapiski Veterana”. „Coś tam poleciało w Polskę. Najwyższy czas!”. Marzeniem propagandystów z programu Sołowiowa jest jednak, aby to „Sarmaty [międzykontynentalna rakieta balistyczna] poleciały do Anglosasów”.

Czytaj także: Nie histeryzować! Jak rosyjska propaganda tłumaczy porażki armii na froncie

Ławrow upokorzony na Bali

Koić muszą też policzek, jaki odebrał Siergiej Ławrow podczas wczorajszego szczytu państw G-20 na Bali. Nie zdecydował się uczestniczyć w nim prezydent Putin, wiedząc, jak poniżające gesty musiałby znosić. Wysłał za to Siergieja Ławrowa, który zmuszony był pozostać w stali obrad i wysłuchać wystąpienia prezydenta Zełenskiego. Liderzy G-20 odmówili wspólnego zdjęcia z szefem rosyjskiej dyplomacji, a Ławrow musiał pójść także na ustępstwo, godząc się na draft komunikatu końcowego. Gorzej, obserwował konstruktywne rozmowy Bidena z Xi Jinpingiem, którzy wspólnie uznali, że jakiekolwiek użycie broni jądrowej, nawet jako straszaka, jest niedopuszczalne. Atak rakietowy na terytorium Polski uratował go przed kolejnymi poniżeniami – po kolacji kończącej pierwszy dzień obrad Ławrow spakował się i wyleciał do Moskwy.

Przed Kremlem bowiem kluczowy moment tej fazy wojny. Będzie czekać na reakcję Stanów Zjednoczonych i Sojuszu Północnoatlantyckiego, a więc czy stanowisko NATO okaże się wciąż spójne i czy Sojusz jest w stanie odpowiedzieć na atak na swoje terytorium. Z pewnością będzie też robić wszystko, żeby zaciemnić obraz i wywołać wątpliwości. Już gra kartą: „to nie my, to prowokacja”, należy spodziewać się kolejnych, np. znanej z wysadzenia nitki gazociągu Nord Stream, czyli „spisku Anglosasów”. A poza tym zalewu „dowodów” – zdjęć, przecieków – i wyrazów wsparcia ze strony użytecznych idiotów.

Jeśli Sojusz zareaguje wyłącznie słownie, Kreml uzna to za słabość. A więc brak zdolności, ewentualnie gotowości do powstrzymania Rosji. A wówczas sprawdzą się słowa Margarity Simonian, która w pierwszej swojej reakcji napisała: „I teraz Polska ma swoją biełgorodską obłast [region przy granicy z Ukrainą]”. Kolejne „przypadkowe rakiety”, akcje sabotażowe czy ataki na infrastrukturę krytyczną będą jedynie kwestią czasu.

Czytaj też: Żyjemy w najgroźniejszym czasie od ostatniej wojny światowej

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną