Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

„Rosjanie, nic się nie stało”? Chersoń, trzeci mocny cios w armię Putina

Prezydent Rosji Władimir Putin Prezydent Rosji Władimir Putin Sergei Savostyanov / Sputnik / Reuters / Forum
Władimir Putin może stracić znacznie więcej niż obwodowe miasto: reputację silnego przywódcy. Grozi mu powtórka losu Michaiła Gorbaczowa, ale i kolejne poważne porażki na froncie. Dlatego rosyjska propaganda dwoi się i troi, żeby przyćmić klęskę w Chersoniu.

„Po wszechstronnej analizie sytuacji zaleca się podjęcie obrony wzdłuż lewego brzegu Dniepru” – mówił gen. armii Siergiej Surowikin, dowódca „specoperacji” w Ukrainie. Rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu przyjął tę rekomendację i nakazał wycofanie sprzętu i personelu z prawego brzegu, czyli z Chersonia. Chodzi rzekomo o uratowanie żołnierzy, których „życie i bezpieczeństwo jest naszym priorytetem” – tłumaczył Szojgu. Przestrzegł zarazem, że jeśli Kijów dalej będzie zwiększał przepływ wody lub nasili atak rakietowy na zaporę w Kachowce, dojdzie do powodzi, która uderzy w cywilów. A jednocześnie argumentował, że odwrót pozwoli uwolnić część sił, które będzie można teraz wykorzystać gdzie indziej.

Chersoń. Putin sporo ryzykuje

Oddanie Chersonia to trzeci symboliczny policzek wymierzony „drugiej armii świata”. Pierwsze było zatopienie flagowca Floty Czarnomorskiej „Moskwa”, drugie uszkodzenie mostu Krymskiego. Trzecie jest oddanie miasta, które było do tej pory symbolem rosyjskiego sukcesu. Jego strata świadczy o niemocy militarnej, jest więc ogromnym czynnikiem ryzyka – mimo mobilizacji, zakupów irańskich dronów i szantażu jądrowego Putin traci właśnie kolejne terytoria. Co gorsza, oddaje w ręce wroga ziemie oficjalnie wchodzące w skład Federacji Rosyjskiej – obwód chersoński został wszak „anektowany” zaledwie kilka tygodni temu.

Ale Putin może stracić znacznie więcej niż obwodowe (wojewódzkie) miasto: reputację silnego przywódcy. Grozi mu powtórka losu Michaiła Gorbaczowa, z tym że jego czeka akurat „największa katastrofa geopolityczna XXI w.”. Moment jest kryzysowy – Kreml albo wywalczy pauzę operacyjną (idealnym scenariuszem byłoby dla Rosji zamrożenie konfliktu), albo Chersoń okaże się drobnostką w porównaniu z utratą Donbasu, który kontroluje od 2014 r. Nie wspominając już o perle w koronie, czyli Krymie.

Taki rozwój sytuacji jest całkiem prawdopodobny. Strata Chersonia i postępy kontrofensywy też były kwestią czasu. Źródło portalu Meduza potwierdza, że Kreml przewidywał ten scenariusz, a nawet się do niego przymierzał – już od początku listopada przygotowywał na to opinię publiczną. Według instrukcji należało podkreślać, że „chersoński front jest najtrudniejszy”, „rosyjskie wojska ratują życie cywilów”, a Kijów jest „gotów wysłać na śmierć tysiące swoich żołnierzy”.

Innymi słowy, propaganda miała zaciemnić obraz i rozmasować klęskę, zrelatywizować oddanie Chersonia. Z zasady też za złymi wiadomościami nie może stać Putin, więc twarzami operacji odwrotu zostali gen. Surowikin i minister Szojgu. W teatralnym i transmitowanym na żywo meldunku Surowikina nie było słowa o porażce, lecz deklaracje o taktycznym przegrupowaniu, trosce o żołnierzy i cywilów, no i przypomnienie, że wojna to czas trudnych decyzji.

Czytaj też: Czy Putin odda władzę? Są chętni. Trzy scenariusze dla Kremla

„Cała prawda o odwrocie z Chersonia”

Rosjanie są mistrzami „maskirowki”. Przeglądając prokremlowskie media, trudno więc znaleźć doniesienia o „oddaniu miasta”. Agencja informacyjna Interfax pisze: „Szojgu poparł propozycję zorganizowania obrony w rejonie Chersonia na lewym brzegu Dniepru”, Kanał Pierwszy z kolei podaje, że „Surowikin zaraportował o stanie specoperacji i przegrupowaniu wojsk”. Natomiast „Komsomolskaja Prawda” z dużym wzmożeniem patriotycznym ogłasza: „W Chersoniu zdejmuje się flagi, by wróg ich nie zdobył: cała prawda o wycofaniu rosyjskich wojsk”.

W programie naczelnego propagandysty Kremla Władimira Sołowiowa zawiłości manewru taktycznego wyjaśniał Konstantin Dołgow, senator z Murmańska, w przeszłości pełnomocnik MSZ ds. praw człowieka, demokracji i praworządności. Jak tłumaczył, Rosja nie walczy wyłącznie z Ukrainą, lecz z „kolektywnym Zachodem”, który uderza w nią finansowo, informacyjnie i technologicznie. Innymi słowy – nie ma wstydu, skoro przeciwnikiem Rosji jest cały potężny Zachód. Dołgow przypomniał też, że żadna kampania nie przebiega gładko. Czasem trzeba zrobić krok wstecz. Czyli: Rosjanie, nic się nie stało.

Na koniec, zgodnie z kanonami erystyki, odwołał się do autorytetów. „Wybitnym dowódcom od Aleksandra Macedońskiego po Rokossowskiego nie zawsze szło gładko, cofali się, by potem przeć do przodu”. Skoro Macedoński się cofał, Surowikin też może.

Nie wszyscy jednak wiedzą, jak komentować tę nową sytuację. Andriej Norkin, prezenter NTW, dawniej odpowiednika TVN, dziś stacji kontrolowanej przez Kreml, złożył takie oświadczenie: „Jeśli poprę tę decyzję [o wycofaniu z Chersonia], byłoby to wezwanie do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej. Jeśli nie poprę, byłaby to dyskredytacja armii”. Wybrał trzecią drogę – przeszedł do innych informacji.

Czytaj też: „Po Putinie nikt by nie płakał, jego otoczeniu też by ulżyło”

Najpierw Chersoń, potem Krym?

W mediach społecznościowych dominują tymczasem rozczarowanie, krytyka i oskarżenia o zdradę. Na kanale „Sputnik, bliska zagranica” na Telegramie toczą się rozmowy w tym tonie. Na czacie obywatel Dmitrij pyta: „Krym też oddamy?”, a Anna odpowiadała: „Po co tyle ofiar, skoro armią kierują sprzedawczyki!”. Na czacie „RT na Russkom” Julia zauważa: „A tak pięknie gadali: nasz Chersoń. Tfu, bliadź [ros. wulgaryzm], już im nie ufam. Tylu naszych chłopców zginęło!”.

Z kolei Z-patrioci, jak Rybar mający w sieci 1,5 mln subskrybentów, zachowują powściągliwość. Rosjanin w środę sucho przekazał decyzję Szojgu, a potem zasypał konto informacjami przykrywającymi doniesienia z Chersonia. Pisał o odwrocie – ale Ukraińców. Okazało się, że miał na myśli porzucony bojowy wóz piechoty. Rybar podtrzymuje rodaków na duchu: „Siły rosyjskie wykryły i zniszczyły bojowy wóz piechoty za pomocą wysoce precyzyjnej amunicji”. Brawo my! – taki jest przekaz. W czwartek skoncentrował się już na dostawach sprzętu USA do państw flanki wschodniej. Wyliczał – na 29 rejsy 22 były wykonane do Polski, sześć do Bułgarii, jeden do Rumunii. Niektóre są rozładowywane w Grecji, skąd konwojami trafią do natowskich baz. Rybar zatem sugeruje, że Rosja jest oblężoną twierdzą, a Anglosasi dozbrajają się u jej bram.

Tymczasem nawet zaciekle krytykujący ministra Szojgu Igor Girkin/Striełkow uspokaja: „To manewry wojsk, a nie gest dobrej woli. Bez paniki”. Zwykle kipiący od wzburzenia kanał „Zapiski Weterana” na Telegramie podobnie: „Przejdziemy do defensywy. Będziemy gromadzić siły, przygotowywać rezerwy, szkolić rekrutów. Aktywne działania ofensywne rozpoczniemy wiosną lub latem przyszłego roku”. I ma rację. Dobrze rozegrana pauza na froncie zwiększa szanse na zwycięstwo. Nawet jeśli nie militarne, bo na to aktualnie nie ma szans, to polityczne. Wystarczy z jednej strony wyciszyć nastroje we własnym kraju i dobrze maskować porażki, a z drugiej zachować status quo na mapie.

To ostatnie mogłoby się udać dzięki wysadzeniu tamy w Nowej Kachowce. Nie bez powodu Surowikin mówił o przejściu żołnierzy na lewy brzeg Dniepru i uwolnieniu sił, które można przerzucić na inne odcinki frontu. Grunt pod ten scenariusz już jest zresztą przygotowany – rosyjskie media od dłuższego czasu oskarżają Ukraińców o ostrzał tamy. Jeśli Putin zdecyduje się na ten krok, kosztem utraty Chersonia wyznaczy naturalną granicę między stronami. W dodatku utrudni marsz ukraińskiej armii do zwycięstwa – przejęcia Donbasu i Krymu. Biorąc pod uwagę okoliczności, taka cena jest dla niego absolutnie do przyjęcia.

Były major KGB dla „Polityki”: Przesłuchiwał mnie kapitan Putin

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną