Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Atak odwetowy Ameryki na irańskie cele w Syrii i Iraku. To dopiero początek

Joe Biden przyjmuje trumny z ciałami żołnierzy, którzy zginęli w ataku w Jordanii. Baza powietrzna w Dover, 2 lutego 2024 r. Joe Biden przyjmuje trumny z ciałami żołnierzy, którzy zginęli w ataku w Jordanii. Baza powietrzna w Dover, 2 lutego 2024 r. Alex Brandon / Associated Press / EAST NEWS
Zdaniem ekspertów Iranowi nie zależy na otwartej wojnie z USA, którą musiałby przegrać. Nie cofa się jednak przed nękaniem Ameryki. Dlaczego administracja Joe Bidena odpowiedziała tak późno?

Siły USA zainicjowały w piątek akcję odwetową przeciwko bazom irańskich bojówek w Syrii i Iraku, które w ubiegły weekend zabiły z użyciem dronów trzech amerykańskich żołnierzy w Jordanii. Biały Dom podkreśla, że Ameryka nie zaatakuje celów w samym Iranie.

Jak poinformował sztab Centralnego Dowództwa Wojsk USA na Bliskim Wschodzie (CENTCOM), atak rozpoczął się o północy z piątku na sobotę (czasu lokalnego). W uderzeniu na 85 celów wzięły udział bombowce B-1b wyposażone w 24 rakiety cruise. Zbombardowały obsługiwane lub sponsorowane przez irańskie Korpusy Gwardii Rewolucyjnej (tzw. siły Kuds) sztaby dowodzenia i kontroli, centra wywiadu i logistyki oraz wyrzutnie rakiet i dronów. W ataku użyto 125 precyzyjnych pocisków.

To dopiero początek akcji odwetowej USA

Trafiono 85 celów w bazach rozlokowanych głównie we wschodniej Syrii, w pobliżu granicy z Irakiem, w okolicach miejscowości Mayadin, Quriya, Rahba i Deir Ezor, gdzie znajdują się ośrodki telekomunikacji i składy broni Kuds. Według wstępnych doniesień wielu członków bojówek zginęło, choć dokładne straty nie są jeszcze znane. Wszystkie amerykańskie bombowce bezpiecznie powróciły do swoich baz. Szef Pentagonu Lloyd Austin podkreślił jednak, że to dopiero początek odwetowej akcji.

W Waszyngtonie słychać pytania, czy skutecznie wyeliminuje ona groźbę kolejnych ataków na siły amerykańskie w regionie albo przynajmniej odstraszy je od następnych takich działań. Niektórzy eksperci wojskowi mówią, że spodziewali się odwetu wcześniej, aby nieprzyjacielowi nie dać czasu na przygotowanie do obrony. „Należało uderzyć szybciej. Trzeba jasno przekazać Iranowi, że ich ataki nie będą tolerowane”, powiedział w telewizji CNN były dowódca sił NATO, emerytowany generał Philip Breedlove. Pentagon wyjaśnia, że wybór terminu akcji zależał m.in. od pogody.

W piątek uroczyście przywieziono samolotem do USA ciała żołnierzy poległych w irańskim ataku dronów w zeszłą niedzielę. W ceremonii przeniesienia trumien z samolotu do oczekującego na lotnisku wojskowym samochodu uczestniczył Joe Biden z małżonką Jill. Wcześniej prezydent rozmawiał z rodzinami zabitych.

Czytaj też: Ataki na Morzu Czerwonym otwierają nowy front walki

USA nie chcą eskalacji wojny

W USA po irańskim ataku narastały wezwania do rewanżu. Republikańscy politycy w Kongresie apelowali o uderzenie bezpośrednio w Iran. Niektórzy zarzucali Bidenowi, że jest zbyt miękki, co tylko rozzuchwala reżim w Teheranie. Wypowiedzi Republikanów są elementem kampanii przed wyborami, a Biden ubiega się o reelekcję.

Administracja prezydenta tłumaczy, że stara się uniknąć dalszej eskalacji walk na Bliskim Wschodzie, i podkreśla, że „nie chce wojny z Iranem”. Komentatorzy zgadzają się na ogół z tą argumentacją, wyrażając opinię, że zaatakowanie celów w Iranie groziłoby rozpętaniem wojny, w której znaczne straty amerykańskie byłyby nieuchronne. Atak mógłby też sprowokować sponsorowany przez Teheran Hezbollah, stacjonujący w Libanie, do rozpoczęcia frontalnej ofensywy przeciw Izraelowi. Hezbollah jest znacznie lepiej uzbrojony niż Hamas, dysponuje rakietami zdolnymi zniszczyć największe izraelskie miasta.

Od 7 października, czyli masakry 1300 izraelskich cywilów i wywołanej przez to wojny w Gazie, administracja USA podkreśla, że jej celem jest niedopuszczenie do rozlania się konfliktu na cały Bliski Wschód. Walki w tym regionie są szczególnie na rękę Rosji, ponieważ odwracają uwagę świata od napaści na Ukrainę – a to z kolei służy Iranowi. Mimo dotychczasowych starań dyplomatycznych – sekretarz stanu Antony Blinken znów udaje się w niedzielę w podróż do bliskowschodnich stolic – końca wojny nie widać i konflikt eskaluje na kolejne kraje regionu.

Zdaniem komentatorów Iranowi nie zależy na otwartej wojnie z USA, którą musiałby przegrać. Nie cofa się jednak przed nękaniem Ameryki.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Przybywa dzieci, które nie chcą żyć

O problemach psychicznych najmłodszych opowiada Lucyna Kicińska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Joanna Cieśla
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną