Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Pierwsze posiedzenie Rady Pokoju. Trump buduje sobie pomnik, jego megalomania nie zna granic

Donald Trump podczas pierwszego posiedzenia Rady Pokoju w Waszyngtonie, 19 lutego 2026 r. Donald Trump podczas pierwszego posiedzenia Rady Pokoju w Waszyngtonie, 19 lutego 2026 r. Kevin Lamarque / Reuters / Forum
Rada Pokoju dla Trumpa ma się stać jego koronnym osiągnięciem, które uzasadni przyznanie mu Pokojowej Nagrody Nobla.

Pod kierownictwem Donalda Trumpa w Waszyngtonie odbyło się pierwsze posiedzenie tzw. Rady Pokoju. To powołany przez amerykańskiego prezydenta międzynarodowy organ mający nadzorować odbudowę Strefy Gazy i ustanowienie nowych władz w zniszczonej w wyniku wojny Izraela z Hamasem palestyńskiej enklawie. Trump sugeruje, że Rada może w przyszłości zająć się wygaszaniem zbrojnych konfliktów także w innych zapalnych regionach świata, co od lat czyni ONZ. Tymczasem wojna w Gazie nie jest jeszcze całkiem zakończona i nie jest jasne, jak Rada Pokoju poradzi sobie z tym konfliktem.

Rosja się waha

Otwierając czwartkowe posiedzenie Rady, Trump powitał jej członków – liderów uczestniczących w niej państw – jako „największych światowych przywódców”. Do udziału w Radzie prezydent zaprosił wcześniej 50 państw, ale tylko 26 przyjęło zaproszenie. Nie przyjęły go największe kraje Europy, takie jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania i Włochy. Kilka innych, jak Polska, wysłało tylko obserwatorów. Nie skorzystał z zaproszenia m.in. Watykan. Do udziału w charakterze członków Rady z krajów europejskich zgodziły się tylko Węgry, Bułgaria, Albania, Kosowo i Turcja (częściowo europejska). Większość państw w tym gremium to kraje Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej, a spoza tych regionów – państwa rządzone przez przywódców zaprzyjaźnionych z Trumpem, jak węgierski premier Viktor Orbán i prezydent Salwadoru Nayib Bukele.

Amerykański prezydent zaprosił do Rady także Rosję i Chiny, co mogło być głównym powodem, dlaczego wiele krajów demokratycznych powiedziało mu „dziękuję, nie”. Trump był otwarcie krytykowany za zaproszenie Putina, a także izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu, gdyż obaj oskarżeni są o zbrodnie wojenne przed międzynarodowym trybunałem. „Bibi” był w czwartek na posiedzeniu Rady, natomiast Kreml podobno się waha, jaką wybrać formułę przystąpienia do tego organu.

Więcej niż ONZ?

Trump ogłosił, że członkowie Rady zadeklarowali łącznie 7 mld dol. na odbudowę i stabilizację Gazy, a same Stany Zjednoczone, jak powiedział, przeznaczą na ten cel 10 mld dol. Nie wyjaśnił jednak, skąd dokładnie miałyby pochodzić te fundusze, bo jeśli z budżetu państwa, musiałby je wyasygnować Kongres. Przemawiający na posiedzeniu amerykański generał Jasper Jeffers ogłosił plany utworzenia 12-tysięcznej policji w Gazie oraz Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych liczących 20 tys. wojsk.

Żołnierzy do sił stabilizacyjnych, jak oznajmił Trump, mają dostarczyć: Indonezja, Maroko, Albania, Kosowo i Kazachstan. Siły tego rodzaju wkraczają zwykle do akcji po uzgodnieniu rozejmu, aby pilnować jego przestrzegania przez obie zwaśnione strony. W Gazie nominalnie trwa zawieszenie broni, ale nadal tu i ówdzie toczą się walki między Hamasem a wojskami izraelskimi.

W swoim wystąpieniu Trump podkreślił, że po osiągnięciu pokoju w Gazie Rada może pełnić podobną rolę w wygaszaniu innych konfliktów. Zadanie to pełnią zwykle międzynarodowe siły pokojowe z mandatu ONZ, ale Trump wywodził, że Rada – której ma dożywotnio przewodniczyć – będzie pilnie obserwować, jak ONZ się sprawuje, czyli niejako nadzorować liczącą sobie ponad 80 lat i ponad 200 państw członkowskich organizację. „Rada Pokoju będzie patrzeć na ONZ i gwarantować, że organizacja ta działa właściwie”, oświadczył.

Komentatorzy zwrócili mu uwagę, że Karta ONZ nie przewiduje zewnętrznego, formalnego nadzoru nad tą organizacją. Rada Pokoju została poparta przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, która uchwaliła w tym celu rezolucję w październiku ub. roku, ale mandat Rady nie przewiduje decydowania o innych poza Gazą międzynarodowych konfliktach. Lepiej by więc było, by kierowany przez Trumpa organ skupił się na pokoju między Izraelem a Hamasem. Radę Pokoju powołano zgodnie z 20-punktowym planem amerykańskim w sprawie Gazy, krytykowanym m.in. za niedostateczne uwzględnienie niepodległościowych aspiracji Palestyńczyków, co może utrudnić realne wygaszenie obecnego konfliktu.

Na razie potwierdzają się przedstawione na tych łamach przewidywania, że Rada Pokoju dla Trumpa ma się stać jego koronnym osiągnięciem, które uzasadni przyznanie mu Pokojowej Nagrody Nobla. Megalomania prezydenta nie zna granic. Jego sugestie, że Rada „wyprzedzi” ONZ, szybciej doprowadzając do pokoju także w innych poza Gazą miejscach na Ziemi, należy uznać za rojenia zbyt oddalone od rzeczywistości, by się ziściły.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

Akta Epsteina. Światowe elity na widelcu, skala jest oszałamiająca. Kogo jeszcze zatopi tsunami?

Tony dokumentów z archiwum Jeffreya Epsteina to materiał, jakiego jeszcze nie było. Potężna kompromitacja amerykańskich i globalnych elit. I służby specjalne w tle.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
11.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną