Ukraina ma wojnę, Orbán ma wybory. Węgry blokują sankcje na Rosję. „To porażka Europy”
Państwa UE usiłowały uzgodnić 20. pakiet sankcji przed czwartą rocznicą pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę, by Ursula von der Leyen i António Costa (szefowie Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej) mogli jutro ogłosić sukces w Kijowie. Głównym elementem nowego pakietu jest zakaz świadczenia usług przy morskim transporcie rosyjskiej ropy (przewóz, załadunek, ubezpieczenia, obsługa finansowa), które są dotąd legalne w razie respektowania limitu cenowego narzucanego od 2022 r. przez grupę G7. Plan zamiany tego limitu na pełny zakaz usług, który Unia chciałaby rozszerzyć na całą grupę G7, był już konsultowany z USA.
„Niestety, nie udało nam się uzgodnić nowego pakietu sankcji. To porażka. Nie takie przesłanie chcieliśmy dzisiaj wystosować” – powiedziała szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas po poniedziałkowych obradach ministrów spraw zagranicznych państw UE.
Czytaj także: Węgry przed wyborami. Czy Tisza ma szansę wygrać z Fideszem? Przewijają się polskie wątki
Szczególne relacje z Moskwą
Węgry już w ostatni weekend zapowiedziały, że nie zgodzą się ani na sankcje, ani na sformalizowanie nowej pomocy UE dla Ukrainy (90 mld euro na lata 2026–27), dopóki Ukraina nie doprowadzi do wznowienia tranzytu rosyjskiej ropy rurociągiem „Przyjaźń” na Węgry i Słowację. A minister Péter Szijjártó w poniedziałek powtórzył to stanowisko w Brukseli podczas posiedzenia Rady UE. Węgierską blokadę wobec nowych sankcji poparła Słowacja. „Kolejny, 20 pakiet sankcji jest już gotowy. Nie ma pytania, czy zostanie przyjęty, tylko pytanie, kiedy zostanie przyjęty” – zapewniał jednak szef francuskiej dyplomacji Jean-Noël Barrot.
Przywódcy Węgier, Słowacji i Czech na grudniowym szczycie UE zgodzili się na zaciągnięcie przez Unię pożyczki na rynkach kapitałowych na potrzeby pomocy finansowej dla Ukrainy, pod warunkiem że będą zwolnione z kosztów spłaty i obsługi tego długu. „Niewywiązanie się z tego zobowiązania byłoby złamaniem zasad lojalnej współpracy w UE” – podkreślała dziś rzeczniczka Komisji Europejskiej.
Ukraina potrzebuje nowych funduszy pomocowych od kwietnia, więc formalne potwierdzenie decyzji grudniowego szczytu UE jest potrzebne najpóźniej w końcówce marca. W Brukseli dominuje przekonanie, że do tego czasu Orbán się ugnie, gdy spór wokół „Przyjaźni” zostanie zażegnany na kilka czy kilkanaście tygodni.
Węgry i Słowacja już od blisko miesiąca nie odbierają ropy z Rosji z ropociągu „Przyjaźń”, który od 2022 r. jest wyjęty – głównie pod presją Budapesztu – z sankcyjnego zakazu importu tego surowca do Unii. O ile Polska i Niemcy samodzielnie zrezygnowały z przyjmowania rosyjskiej ropy północną nitką „Przyjaźni” (niemiecka rafineria w Schwedt importuje tym rurociągiem surowiec z Kazachstanu), to z importu południową nitką zrezygnowały tylko Czechy.
Budapeszt i Bratysława deklarują, że nie mogą sobie na to pozwolić bez narażania swego bezpieczeństwa energetycznego. W rzeczywistości zależy im na tańszych zakupach ropy z Rosji, które w dodatku umacniają szczególne relacje Moskwy z tymi krajami, choć zarówno Węgry, jak i Słowacja mogłyby zadbać o dostatecznie duże dostawy z innych źródeł, ale bez ulg cenowych.
Zakłócenia przesyłu „Przyjaźnią” spowodowane uszkodzeniem przez Rosjan ukraińskiego odcinka tego ropociągu zaczęły się 27 stycznia, a Kijów potwierdził je 12 lutego. Słowacja już ogłosiła naftowy stan wyjątkowy, który potrwa do końca września, a oba kraje w ostatnich dniach zapowiedziały odwetowe wstrzymanie eksportu oleju napędowego do Ukrainy oraz grożą zatrzymaniem eksportu prądu. Choć to – jak zapewniają unijni urzędnicy – mało możliwe z prawnego i technicznego punktu widzenia.
Czytaj także: Viktor Orbán, „koń trojański” Putina, liczy na Jałtę 2.0. Chce być królem Europy Środkowej
Co się dzieje na Węgrzech
Komisja Europejska, podobnie jak przy poprzednich zakłóceniach tranzytu „Przyjaźnią”, zapewnia, że w krótkiej perspektywie nie ma zagrożenia dla bezpieczeństwa obu krajów, które mają potrzebne rezerwy. Jednocześnie Bruksela próbuje mediować między Kijowem, Budapesztem i Bratysławą, ale tempo naprawy uszkodzonego odcinka „Przyjaźni”, a zatem i wznowienia tranzytu ropy, jest w rękach Ukraińców.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w przeszłości sugerował, że płynność dostaw może zależeć od polityki Węgier wobec Ukrainy. Dlatego w Brukseli można usłyszeć, że tempo naprawy ropociągu może być uwarunkowane politycznie.
Orbán rozgrywa cały spór o „Przyjaźń” w swej kampanii przed wyborami parlamentarnymi 12 kwietnia. Jednym z jej głównych wątków jest straszenie, że Węgry zaangażują się w wojnę w Ukrainie w razie wygranej opozycyjnej Tiszy pod przywództwem Pétera Magyara. Wedle sondaży w takie ryzyko wierzy 23 proc. Węgrów, a kolejne ponad 20 proc. nie ma zdania lub odmawia odpowiedzi, więc Orbán coraz mocniej eksploatuje temat wojenny.
„Ci, którzy zamknęli rurociąg „Przyjaźń”, to ci sami, którzy wysadzili Nord Stream. Ukraina jest zainteresowana chaosem na Węgrzech. Najlepiej takim, za który cenę zapłacą zwykli ludzie. Ukraina w ten sposób chce doprowadzić do utworzenia przychylnego jej rządu” – przekonuje premier Węgier.
Opozycyjna Tisza ma ok. 6 pkt przewagi nad Fideszem premiera Orbána wedle średniej sondaży liczonej przez „Financial Times” (47,3 proc. do 41,1 proc.). To niezbyt dużo, bo Tisza wedle jej własnych szacunków potrzebuje – za sprawą przychylnej władzy ordynacji wyborczej – co najmniej 5 pkt proc. przewagi. Fidesz przedstawia Magyara jako „marionetkę” elit z Brukseli, które zagrażają suwerenności i tożsamości narodowej Węgier. Z kolei Komisja Europejska wstrzymuje teraz postępowania dyscyplinujące wobec Budapesztu, by nie dostarczać paliwa kampanijnego Orbánowi.
Jeśli Péter Magyar doszedłby do władzy, Węgry stałyby się konstruktywnym graczem na forum UE m.in. w kwestiach ukraińskich, choć – ze względu na poglądy wielu Węgrów – dalekim od krajów najmocniej zaangażowanych w pomoc Kijowowi.