Wenezuela na granicy dwuwładzy
Parlament Wenezueli uznał, że rozpoczynający drugą kadencję prezydent Nicolas Maduro objął urząd niezgodnie z planem. Opozycja wzywa do stworzenia alternatywnego rządu i szuka poparcia w wojsku.
Najpoważniejszy w skutkach może okazać się sam gest odmowy uznania drugiej kadencji Maduro.
Forum

Najpoważniejszy w skutkach może okazać się sam gest odmowy uznania drugiej kadencji Maduro.

Wenezuelski przywódca został ponownie zaprzysiężony na prezydenta 10 stycznia, jednak mało kto fetował z nim to wydarzenie. Kraj od kilku lat pogrążony jest w głębokiej recesji, inflacja sięga ponad miliona procent, a od 2015 r. opuściło go ponad 2 mln osób. Według prognoz Organizacji Państw Amerykańskich (OAS) rok 2019 może przynieść dalsze, dość gwałtowne pogorszenie sytuacji – liczba wenezuelskich uchodźców w samych krajach Ameryki Południowej ma szansę przekroczyć 4 mln.

Wenezuela w dyplomatycznej izolacji

Do tego dodać należy coraz większą izolację na arenie międzynarodowej. Aż 13 z 14 państw regionu, zrzeszonych w tzw. Grupie z Limy, powołanej w 2017 r. w celu stworzenia zbiorowej dyplomatycznej opozycji wobec reżimu Maduro, odmówiło uznania jego wyboru na drugą kadencję. W grupie znaleźli się liderzy m.in. Chile, Argentyny i Kolumbii. Stosunki bilateralne z rządem w Caracas zerwały również Kanada, Stany Zjednoczone i – jednogłośnie w imieniu swoich członków – cała Unia Europejska.

Z Nicolasem Maduro w dalszym ciągu rozmawiać chce tylko wybrany niedawno prezydent Meksyku Andres Manuel Lopez Obrador, który w dialogu widzi jedyną szansę na przywrócenie demokratycznych rządów i ekonomiczną stabilizację Wenezueli. W obliczu blokady ze strony sąsiadów i odcięcia od Europy wenezuelski dyktator zacieśnia współpracę z bliskimi mu ideologicznie politykami z innych autorytarnych enklaw. Jego głównym gospodarczym mecenasem jest Władimir Putin, blisko mu również do Recepa Tayyipa Erdoğana i wciąż odgrywającego ważną rolę na Kubie Raula Castro.

Do tej pory międzynarodowa presja niewiele zmieniała w wewnętrznej sytuacji kraju. Opozycja pozostawała mocno podzielona, jej liderzy siedzieli w więzieniu lub pilnowali wygodnych posad na wygnaniu w Stanach Zjednoczonych i Niemczech. W dodatku reformy wprowadzone w ostatnich latach przez Maduro, na czele z reorganizacją kodeksu wyborczego i logistycznymi przeszkodami (redukcja liczby lokali wyborczych, likwidacja lokalnych gazet, zrywanie przez wojsko plakatów kandydatów opozycji), spowodowały, że o zwycięstwo w mających niewiele wspólnego z demokracją wyborach było mu coraz łatwiej. Dlatego też kiedy w maju 2018 r. wygrał reelekcję, zdobywając – przynajmniej według danych rządowych – 67,7 proc. głosów, jego przeciwnicy w kraju i za granicą wyniki oprotestowali, odmawiając ich uznania.

Parlament nie chce uznać rządów Nicolasa Maduro

Deklaracje zamieniły się w czyny wczoraj, kiedy zdominowany przez opozycyjne partie parlament w głosowaniu nie wydał zgody na rozpoczęcie przez Maduro drugiej kadencji. W przyjętej w następstwie głosowania rezolucji został on nazwany uzurpatorem, a mianowana przez niego administracja – bezprawną. Zgodnie z postanowieniem parlamentu decyzje rządu nie mają mocy sprawczej. Opozycja powołała się przy tym na obowiązującą, notabene spisaną przez obecny reżim konstytucję, która zezwala na przekazanie władzy wykonawczej w kraju tylko na podstawie w pełni demokratycznych wyborów powszechnych.

Zdaniem Juana Guaido, przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego, głosowanie z maja ubiegłego roku nie spełnia tych wymogów, dlatego przysięga złożona przez Maduro i jego ministrów nie ma mocy prawnej. Parlamentarzyści przyjęli również dwie inne uchwały. Pierwsza wzywa działające jeszcze w Wenezueli oddziały zagranicznych banków do zamrożenia wszystkich środków należących do członków rządu, druga zapewnia ochronę przedstawicielom wojska i służb mundurowych, którzy zdecydowaliby się wypowiedzieć posłuszeństwo reżimowi i przejść na stronę opozycji.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj