Świat

Maduro odcina Wenezuelę od pomocy humanitarnej

Maduro odcina Wenezuelę od pomocy humanitarnej

Mimo że Nicolas Maduro zamknął granice, Brazylia organizuje pomoc humanitarną dla Wenezueli. Mimo że Nicolas Maduro zamknął granice, Brazylia organizuje pomoc humanitarną dla Wenezueli. Joedson Alves / Forum
Walczący o zachowanie władzy przywódca zablokował granicę z Brazylią, zawrócił też loty pomocowe z Karaibów. Przy przejściach granicznych wybuchły zamieszki, zginęły już co najmniej dwie osoby.

Decyzja o zamknięciu długiej na 2200 km, znajdującej się przede wszystkim w tropikalnej dżungli granicy została podjęta w czwartek, zaraz po deklaracji prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro o przygotowaniu konwojów z pomocą humanitarną dla Wenezueli. Dzień wcześniej przedstawiciele administracji Nicolasa Maduro poinformowali, że zgody na lądowanie na znajdującym się godzinę od Caracas lotnisku Maiquetía zostały cofnięte samolotom z żywnością i lekami, startującym z karaibskich wysp Aruba, Bonaire i Curacao. Według najnowszych doniesień agencji Associated Press rząd rozważa też zamknięcie przejść granicznych z Kolumbią, gdzie składowane są dary od organizacji międzynarodowych i prywatnych darczyńców, głównie z Europy.

Nicolas Maduro blokuje granice, obawiając się zamachu stanu

Uzasadnienie Maduro dla przemienienia kraju w izolatkę jest dość banalne – oskarża on lidera opozycji Juana Guaidó o wykorzystywanie międzynarodowego wsparcia do przygotowania zamachu stanu. Zdaniem przywódcy socjalistycznego reżimu pod przykrywką pomocy humanitarnej przeciwnicy rządu chcą przeszmuglować do Wenezueli broń palną i materiały wybuchowe, opłacone oczywiście przez Stany Zjednoczone.

Lista podejrzanych o spisek jest zresztą szersza. Pomoc z Kolumbii jest dla Maduro podejrzana, bo koordynowali ją liczni przebywający tam na uchodźstwie przeciwnicy reżimu. Z kolei samoloty z Karaibów wyładowane były po dach żywnością, lekami i agregatami prądotwórczymi, za które zapłaciła wenezuelska diaspora, głównie z USA i Meksyku. Choć w kraju galopująca od ponad dwóch lat, przekraczająca milion procent inflacja, połączona z wstrzymaniem zagranicznych pożyczek i spadkiem przychodów z ropy naftowej, wywołała ogromny kryzys żywnościowy, Maduro nie zamierza uginać się przed międzynarodową presją. Nie robi na nim wrażenia ani lista ponad 50 państw, które za prawowitą głowę państwa uznały już Juana Guaidó, ani wycofanie się Rosji z roli mecenasa reżimu, ani apele o wpuszczenie konwojów humanitarnych ze strony sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa.

Pozostaje też głuchy na prośby własnych lekarzy, którzy z powodu braku zaopatrzenia medycznego nie są w stanie ratować życia. Według opublikowanego w październiku ubiegłego roku raportu think tanku CEPAZ 79 proc. szpitali nie posiadało ciągłego dostępu do wody pitnej, 71 proc. oddziałów ratunkowych nie było w stanie realizować procedur medycznych, a 53 proc. sal operacyjnych w całym kraju w ogóle nie nadawało się do użytku. Z kolei dane Human Rights Watch z listopada 2018 r. wskazują na skokowy wręcz wzrost śmiertelności noworodków i zgonów wywołany zakażeniami bakteryjnymi.

Czytaj także: Jak światowe potęgi chcą rozegrać kryzys w Wenezueli

Zamieszki na granicy Wenezueli. Opozycja stawia ultimatum

Juan Guaidó, przewodniczący parlamentu który miesiąc temu ogłosił się prezydentem, odmawiając uznania wyników wyborów prezydenckich, nie zamierza oddać pomocy humanitarnej bez walki. Zaapelował już do zwolenników opozycji, by tam, gdzie jeszcze to możliwe, przekraczali granicę osobiście, na piechotę, i własnoręcznie przenosili paczki z konwojów na teren kraju.

Wyznaczył też reżimowi ostateczny termin na wpuszczenie transportów humanitarnych. Ultimatum upływa dzisiaj, później opozycja ma spróbować wymusić podniesienie szlabanów bezpośrednio na przejściach granicznych. Póki co reżim nie zamierza ustępować. W piątek wieczorem w okolicach miasta Kumarakapay przy granicy z Brazylią doszło do starć Gwardii Narodowej z protestującymi po obu stronach przejścia zwolennikami Guaidó i przedstawicielami mniejszości etnicznych. Siły rządowe otworzyły ogień w kierunku demonstrujących. Depesze agencyjne informują o dwóch ofiarach śmiertelnych i co najmniej 15 osobach, które trafiły do szpitali z ranami postrzałowymi.

Zamieszki wybuchły również przy granicy z Kolumbią, w mieście Cucuta, gdzie brytyjski miliarder Richard Branson zorganizował charytatywny koncert muzyki pop na rzecz pomocy Wenezuelczykom. Lokalne władze informowały wczoraj o 250 tys. osób, które przybyły do Cucuty specjalnie na to wydarzenie, i o łącznej liczbie 600 tys. widzów na koncercie. Na scenie pojawiły się gwiazdy latino pop, na czele ze współautorem hitu „Despactio” Luisem Fonsim. Celem Bransona było zebranie co najmniej 100 mln dol. wsparcia dla Wenezueli. Dla Maduro był to jednak kolejny przejaw zachodniego imperializmu, próbującego za wszelką cenę obalić boliwariańską rewolucję. W Cucucie było spokojniej niż wzdłuż granicy z Brazylią, jednak dalsze zamieszki są niewykluczone, biorąc pod uwagę wygasające ultimatum opozycji.

Świat o kryzysie w Wenezueli

Sytuację na arenie międzynarodowej dodatkowo zaognia Donald Trump, który w kilku ostatnich wystąpieniach wyraził bardzo mocne opinie na temat wenezuelskiego kryzysu. Wezwał m.in. tamtejszą armię do „przejścia na właściwą stronę historii” i wsparcia opozycyjnych przywódców. Zapewnił też o bezwarunkowym wsparciu Stanów Zjednoczonych dla Juana Guaidó. Z kolei Maduro przepowiedział mu rychły upadek, stwierdzając, że „jego administracja upadnie w ciągu najbliższych dni”. Podobne deklaracje dało się usłyszeć z ust wielu latynoamerykańskich przywódców, m.in. Bolsonaro i chilijskiego prezydenta Sebastiana Piñery. Nastroje tonuje jedynie Antonio Guterres, który apeluje o zachowanie porządku publicznego i wstrzymanie rozlewu krwi. Od początku trwającej już miesiąc dwuwładzy zginęło kilkanaście osób, blisko setka trafiła do szpitali.

Wojsko odchodzi od Maduro

Wydaje się jednak, że pozycja Maduro rzeczywiście słabnie z dnia na dzień. Coraz mniej pewne jest jego poparcie w siłach zbrojnych, dotychczas raczej lojalnych wobec reżimu. W ubiegłym tygodniu poparcia opozycji udzielił gen. Hugo Carvajal, emerytowany szef wywiadu i swego czasu jedna z najbardziej wpływowych postaci w bezpośrednim otoczeniu Hugo Chaveza. Carvajal jest najwyższym rangą i najbardziej rozpoznawalnym wojskowym, który dotychczas wypowiedział posłuszeństwo władzy socjalistycznej.

Dezercje na niższym szczeblu i wewnątrz Gwardii Narodowej są coraz liczniejsze. Choć minister obrony Vladimir Padrino wciąż zapewnia, że wojsko pozostaje wierne Nicolasowi Maduro i będzie siłą powstrzymywać próby przejęcia władzy przez opozycję, armia wyraźnie gra na zwłokę. Jej liderzy kalkulują, czy opłaca się wciąż popierać Maduro, czy poświęcić go w imię zachowania licznych synekur i przywilejów. Już w najbliższych dniach może zatem dojść do kolejnych istotnych przetasowań w strukturach władzy.

Artur Domosławski: Wojsko robi politykę

Reklama

Czytaj także

Kraj

Arcyksiążę Głódź – ikona Kościoła oderwanego od współczesnego świata

Abp Sławoj Leszek Głódź powoli staje się ikoną Kościoła – tego oderwanego od współczesnego świata, społecznych emocji, z monopolem na rację.

Ryszarda Socha
23.05.2019
Reklama