Świat

Supercyklon w Azji. Katastrofa w czasie pandemii

Amphan uderzył najpierw w Indie, a potem Bangladesz. Amphan uderzył najpierw w Indie, a potem Bangladesz. KM Asad / Zuma Press / Forum
Zalane ulice Kalkuty, zrywane dachy, tysiące zmiażdżonych domów, zatopione uprawy – to pierwsze obrazy zniszczeń dokonanych przez najsilniejszy od lat cyklon w Zatoce Bengalskiej.

Czwartkowy poranek odsłonił skalę dewastacji na południowym wybrzeżu Indii i w zamieszkanej przez 14 mln ludzi Kalkucie. Amphan, kategoryzowany jako supercyklon, uderzył w Indie i Bangladesz w środę po południu z prędkością 160–185 km/h. Mamata Bennerjee, szefowa rządu stanowego w Bengalu Zachodnim, najsilniej dotkniętej prowincji Indii, potwierdziła 72 ofiary śmiertelne. W wioskach Bangladeszu zginęło kolejne 12 osób. Ale to szacunki z pewnością niepełne. Kataklizm odciął prąd, powalił słupy telegraficzne i instalacje satelitarne, duża część wybrzeża Zatoki Bengalskiej w obu krajach jest odcięta.

Zalane ulice Kalkuty

W wielu dzielnicach Kalkuty nie ma internetu, nie działają telefony największych sieci. Większość miasta przez co najmniej 20 godzin pozostawała bez prądu – liczne linie zostały zerwane, a słupy powalał wiatr, naprawy rozpoczęto w czwartek po południu. Siła cyklonu była tak wielka, że wiatr zrywał dachy i zainstalowane na nich zbiorniki z wodą, mieszczące średnio 500–570 litrów. Powalone, uszkadzały sąsiednie budynki. Atak cyklonu na miasto trwał sześć godzin, mieszkańcy zgodnie przyznają, że choć są przyzwyczajeni do silnych burz, takiego naporu doświadczyli po raz pierwszy. Siła wiatrów okazała się zaskoczeniem – pędziły przez miasto z prędkością ponad 105 km/h, nie wyhamowały ich Sundarbany, lasy namorzynowe porastające wybrzeże stanowiące główną naturalną zaporę.

Duże części Kalkuty są wciąż zalane. W ciągu trzech godzin spadło tam ok. 240 mm deszczu, woda stoi na wysokości półtora metra. Silne podmuchy przewracały słupy sygnalizacji świetlnej. Lokalne media donoszą o ponad tysiącu drzew wyrwanych i rzuconych na ulice, autobusy, domy. Większość dróg pozostaje zamknięta – zatarasowana kłodami. Nie sposób przedostać się ani skomunikować z innymi dzielnicami, pełna skala szkód będzie się więc odsłaniać stopniowo.

Ogromne zniszczenia sygnalizowane są także na wsiach nad samą Zatoką Bengalską – w rejonie Sundarbanów, zamieszkiwanym przez rolników i leśnych zbieraczy. Wciąż brak jednak doniesień konkretnych, bo połączenia telefoniczne – naziemne i komórkowe – zostały przerwane.

Walą się domy, iskrzą kable

Amphan przemieszcza się przez Bangladesz w kierunku północy – do Bhutanu – i traci moc. W czwartek po południu jego prędkość szacowano już na ok. 30 km/h, meteorolodzy spodziewali się, że przejdzie w depresję i silne opady.

Supercyklon uderzył w południowo-wschodnie wybrzeże Indii w środę o godz. 14:30. Choć dobę przed zetknięciem z lądem nadano mu kategorię piątą, tuż przed lądowaniem osłabła do drugiej, ale wciąż uznawano go za ekstremalnie niebezpieczny, a systemy alarmowe na wybrzeżu wskazywały 10., najwyższy stopień zagrożenia. Wiatr wiał z prędkością 160 km/h, w gwałtownych porywach osiągał 185 km/h. W chwili zderzenia z lądem średnica cyklonu wynosiła ponad 500 km. To najsilniejszy i najrozleglejszy tego typu kataklizm notowany w regionie od 20 lat. Szacuje się, że trasa supercyklonu – od Zatoki Bengalskiej po Himalaje – odpowiada odległości od Lizbony do Warszawy. Samo jego lądowanie trwało cztery godziny.

Pierwsze raporty z indyjskich i bangladeskich wybrzeży w środę po południu mówiły o fruwających w powietrzu dachach, wykręcanych i powalonych drzewach, zerwanych liniach elektrycznych i telefonicznych, braku prądu i łączności.

Liczba ofiar w samej Kalkucie mogłaby być większa, gdyby nie fakt, że mieszkańcy – zresztą całych Indii – od końca marca przebywają w izolacji. Jednak szczególne zagrożenie, także w dniach następujących po cyklonie, niosą stare, osłabione wilgotnym klimatem i sezonowymi monsunowymi deszczami budynki – ponad 3 tys. konstrukcji oznaczonych jest jako niestabilne, grożą zawaleniem. Infrastruktura nie była gruntownie remontowana od czasów kolonialnych. Jedną z pierwszych ofiar cyklonu padła wczoraj dziewczynka mieszkająca nieopodal dworca Howrah – zawaliła się na nią ściana domu.

Czytaj też: Dlaczego Indie to najcenniejsza kolonia Wielkiej Brytanii?

Ewakuacja w czasach pandemii

Z Kalkuty Amphan przetoczył się do Bangladeszu. W ciągu najbliższych godzin powinien dotrzeć do Himalajów, gdzie cyklony wytracają impet. Amphan zwalnia, ale za wiatrem i burzami idą intensywne opady, a z nimi powodzie i lawiny błotne. Pełny obraz zniszczeń będzie się odsłaniał przez wiele dni. Szczęśliwie cyklon ominął duże miasta w Bangladeszu, a także Cox Bazar – wielki obóz uchodźców zamieszkany przez Rohingjów na południu.

W obu krajach przed nadejściem supercyklonu ewakuowano ponad 3 mln ludzi. Nie bez trudności – Amphan od razu nazwano katastrofą w katastrofie. Gwałtowną ewakuację wiosek trzeba było prowadzić w warunkach pandemii, próbując zachować dystans i środki ostrożności. Wzmocnione betonowe budowle, których można użyć jako schronienia, w tym specjalne schrony, szkoły, szpitale, były bowiem wykorzystywane jako miejsca izolacji i kwarantanny chorych. Przestrzeni w normalnych warunkach jest dość, by większość zagrożonych w stłoczeniu przeczekała atak wiatru i deszczu. A natychmiast po przejściu cyklonu konieczna będzie budowa tymczasowych obozów i szpitali, z dostępem do wody pitnej, środków czystości i ochrony osobistej, w tym masek i rękawiczek.

Wiatr i woda zabierają wszystko

Pierwszą barierą dla podmuchów, burz i ulew niesionych przez Amphan był nadmorski indyjski stan Odissa oraz wyspowe lasy namorzynowe na granicy. Ich mieszkańcy – ludzie i dzikie zwierzęta (w tym szacowana na ok. 95 sztuk chroniona populacja tygrysów bengalskich) – regularnie obcują z kapryśnym żywiołem, region dwukrotnie w ciągu doby doświadcza wysokich przypływów.

Mieszkańcy są wystawieni na działania natury przy minimalnych zabezpieczeniach. Doświadczenia poprzednich katastrof (jak cyklon Bhola, który w 1970 r. zabił pół miliona ludzi, czy Aila z 2003 r., z którego zniszczeń nie udało się wielu rodzinom wydobyć do dziś) skłoniły do instalacji systemów ostrzegania, budowy schronów i opracowania procedur ewakuacji. To znacznie redukuje liczbę ofiar. Ale wskutek zniszczeń infrastruktury i braku wody pitnej setki tysięcy ludzi nie będą miały dokąd wracać.

Większość mieszkańców Sundarbanów (4 mln ludzi w obu krajach) mieszka w chatach z gliny i bambusa, często poniżej poziomu morza. Jedyną osłoną są ręcznie usypywane wały – zbyt niskie i kruche, by powstrzymać pięciometrowe fale, jakie niósł Amphan. Wiatr i woda, gdy uderzają, zabierają dosłownie wszystko.

Czytaj też: Powodzie i cyklony: codzienność Bangladeszu

Cyklon jak buldożer

Pierwsze środowe doniesienia z wybrzeży Indii brzmiały: „Wszystko zniszczone, jakby buldożer przejechał”. W jednym tylko dystrykcie władze informowały o zniszczeniu 5,5 tys. domów. Szacowano, że fale wdarły się 15 km w głąb lądu. Oznacza to nie tylko zniszczenie domów, ale także upraw – głównie ryżu, który rośnie na powoli i z trudem odsalanej glebie, oraz betelu, popularnej używki.

Satya Narayan Pradhan, szef indyjskiego centrum reagowania kryzysowego, zapowiadał w środę BBC, że spodziewa się ogromu szkód. Cyklon najsilniej uderzył w najsłabszych – rodziny rolnicze, plemiona zbieracze, bengalskich uchodźców stłoczonych w obozach. Dotknął dwa ubogie i ludne kraje, które notują właśnie wyraźny wzrost zachorowań na Covid-19. W Indiach liczba zakażonych przekroczyła 100 tys., to dane oficjalne, z pewnością niedoszacowane. Epidemiolodzy boją się tragicznych pośrednich konsekwencji cyklonu: przymusowego przemieszczenia setek tysięcy osób i konieczności kwaterowania ich wspólnie, bez szans na skuteczne izolowanie i ochronę. Ale eksperci wiedzą, że to tylko najnowszy w dobrze znanym korowodzie problemów, bo każdy cyklon niesie ciężko doświadczonemu rejonowi jeszcze większą biedę, czerwonkę, cholerę i zabójczą biegunkę. Sytuację dodatkowo komplikuje perspektywa zbliżającego się monsunu i czerwcowych ulew, które utrudnią likwidację szkód, podniosą poziom wód i przyniosą sezonową grypę.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną