Świat

Aleksiej Nawalny wrócił do Rosji. I do aresztu

Aleksiej Nawalny wrócił do Rosji na pokładzie samolotu Pobieda. Aleksiej Nawalny wrócił do Rosji na pokładzie samolotu Pobieda. Reuters / Forum
Pobieda z wrogiem nr 1 Putina wylądowała na Szeremietiewie. Nawalny został zatrzymany na oczach pasażerów i widzów w sieci, jeszcze zanim samolot przekroczył granicę.

Do zatrzymania Aleksieja Nawalnego władze Rosji szykowały się od początku roku, a pilnie od czterech dni, kiedy ogłosił w swoich mediach społecznościowych: „W niedzielę 17 stycznia wracam do domu rejsem Pobieda. Spotkajmy się!”. Dzień wcześniej Rosyjska Federalna Służba Więzienna (FSIN) stwierdziła, że naruszył on warunki zawieszenia wyroku, i wniosła o zamianę kary na więzienie. Nawalnemu grozi trzy i pół roku za kratkami. Na razie pozostanie w areszcie do 29 stycznia, wtedy sąd zdecyduje o jego przyszłości.

Nawalny jak Mandela

„Oni naprawdę nie chcą, żeby wrócił. A teraz panikują” – tak na łamach „The Moscow Times” komentował działania Kremla Anton Oriech z radia Echo Moskwy. Władza ma z Nawalnym podwójny kłopot. Po pierwsze: jak go zneutralizować. Po drugie: jak nie uczynić go przy okazji męczennikiem politycznym. Słychać już porównania do Chomeiniego, „Lenina w 1917 r.”, a nawet „najsłynniejszego więźnia wszech czasów – Nelsona Mandeli”.

Najpilniejszym problemem był sam przylot na Wnukowo. Kreml spodziewał się komitetu powitalnego, zwłaszcza że Nawalny wezwał w sieci swoich zwolenników: „Wstrieczajtie!” (Spotkajmy się!). Władze mają też świadomość zainteresowania sprawą. Podróż opozycjonisty śledziło na żywo pół miliona osób na YouTubie, nie wspominając o live’ach na Facebooku, Twitterze, Telegramie. Lot na Flightradarze obserwowało ponad 62 tys. osób.

Czytaj też: Co naprawdę przydarzyło się Nawalnemu?

Trzy zadania Kremla

Kreml postawił sobie trzy zadania. Po pierwsze: odstraszyć zwolenników Nawalnego. Na FB do akcji „Witamy Nawalnego” zgłosiło się ok. 10 tys. osób, z czego przeszło 2,5 tys. wybierało się na lotnisko. Policja zawczasu aresztowała aktywistów jadących z Petersburga. Funkcjonariusze odwiedzali internautów, ostrzegali, że popełnią przestępstwo (naruszając reżim sanitarny) i wezmą udział w nielegalnym zgromadzeniu.

Po drugie: przygotować służby. I nie dopuścić do entuzjastycznego przywitania „berlińskiego pacjenta”. W tym celu na hali przylotów zainstalowano barierki, zmobilizowano oddziały służb bezpieczeństwa, sprowadzono policjantów i omonowców, którzy nie wpuszczali na lotnisko osób bez biletu. Mimo to zgromadził się duży tłum. Kilka osób zatrzymano, w tym Ljubow Sobol, współpracowniczkę Nawalnego, 50 aktywistów, dziennikarzy. Ludzie skandowali: „Rossija staniet swobodnoj!” (Rosja będzie wolna!). Po półgodzinnym opóźnieniu lotu „z przyczyn technicznych” pobiedę przekierowano na Szeremietiewo, co pozwoliło uniknąć serdecznego powitania.

Po trzecie: działać cudzymi rękoma. Czyli wprowadzić między zwolenników Nawalnego sympatyków władz. Z pomocą przyszły przynajmniej dwie grupy entuzjastów Kremla, imperializmu i „porządku konstytucyjnego”. Gwardia Zachara Prilepina, przybudówka partyjki Za Prawdę, ostrzegła, że stawi się na lotnisku, by ostrzec, że „w przypadku jakichkolwiek prób podważania porządku konstytucyjnego gwardia zażąda wydalenia Nawalnego z kraju lub sama się go pozbędzie”.

Gwardziści nie chcą dopuścić do „Ruskiej Nexty”, bronią integralności terytorialnej i porządku politycznego. Zachar Prilepin jest pisarzem, znanym zwolennikiem stalinowskich metod i separatyzmu donbaskiego. Do jego grupy dołączyli ponoć radykałowie z SERB, którzy kilka lat temu oblali Nawalnego kwasem, uszkadzając jego wzrok. Lider SERB Gosza Tarasewicz zapowiedział „Wolnym Mediom”, że „za Nawalnym stęsknią się nie tylko zwolennicy, ale i oponenci”.

Czytaj też: Przyszło nam tu żyć. Ciemne strony Rosji

Czego boi się Putin

Działania wobec Nawalnego nie mogą być doraźne, trzeba je rozłożyć w czasie, a w końcu usunąć go ze sceny politycznej. Wiadomo, że opozycjonista planował kampanię przed jesiennymi wyborami do Dumy. Kreml spodziewa się jego wizyt w różnych regionach i promowania „inteligentnego głosowania”, czyli formuły: „każdy, byle nie polityk Kremla”.

Gienadij Gudkow, były oficer FSB i znany krytyk Putina, w wywiadzie dla Radia Swoboda odradzał Nawalnemu powrót do kraju. „Służby specjalne – przekonywał – mają dość instrumentów, żeby zneutralizować wroga”. Jakich? Choćby sprawy karne. Najpierw przywołano tzw. sprawę Yves Rocher Wschód z 2014 r. 30 grudnia kończył się etap zawieszenia wyroku Nawalnego. Dzień wcześniej służba więzienna wezwała Nawalnego, by wrócił do Moskwy z dnia na dzień i dopełnił formalności. Opozycjonista zatweetował: „Putin jest wściekły, że przeżyłem, więc kazał FSIN iść do sądu, zażądać odwieszenia wyroku i zmienić go na więzienie”.

Przypomnijmy: w sprawie Yves Rocher Wschód za defraudację 30 mln rubli (442 tys. dol.) skazano braci Nawalnych: Aleksieja (kara w zawieszeniu) i Olega (więzienie). W 2016 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka zakwestionował wyrok, zasądzając odszkodowania za straty moralne.

A Kreml ma w zanadrzu więcej takich spraw. Jewgienij Prigożin, „kucharz Kremla”, właściciel tzw. wagnerowców i zaufany człowiek Putina, wniósł pozew tydzień po otruciu Nawalnego. „Zostawię ich w samych butach”, groził, żądając 1,2 mln dol. zadośćuczynienia za szkody wizerunkowe od fundacji Nawalnego. Chodziło o dokument obnażający stosowane w firmie Prigożina praktyki monopolistyczne.

Władze oskarżają fundację Nawalnego też o defraudację 4,8 mln dol. – chodzi o wpłaty od darczyńców – za co grozi dziesięć lat więzienia. Prawnicy podnoszą, że Fundacja Przeciw Korupcji rozlicza się z każdego rubla, dopełniając wszelkich formalności.

Czytaj też: Wielka inwigilacja w Rosji

Czy Nawalny zwycięży?

Zatrzymania Nawalnego należało się spodziewać. Oleg Michajłow, jego adwokat, przewidywał: „Aresztują go przy odprawie, bo zapadła decyzja FSIN, sprawa karna leży na stole. To są ich podstawy formalne”. Wszyscy komentatorzy spodziewali się takiego rozwoju wydarzeń, choć jedni zakładali, że Nawalny zostanie aresztowany na pokładzie, inni – że po wylądowaniu. Wystawiono za nim list gończy, więc była to tylko formalność. Rzadziej obstawiano, że opozycjonista pozostanie wolny, spotka się ze zwolennikami i otrzyma nakaz stawienia się w prokuraturze czy innym urzędzie. Dziennikarze Meduzy spekulowali – i mieli rację – że aby uniemożliwić Nawalnemu „pobiedę” (ros. zwycięstwo), wystarczy przekierować samolot na inne lotnisko. I tak się stało.

Dziennikarze w samolocie pytali: „Dlaczego wracasz? Wiesz, czym to grozi?”. Można zakładać, że tym razem służby nie będą próbowały Nawalnego truć. Pozostają im inne możliwości, w dodatku takie, które trudno będzie udowodnić. Nawalny może paść ofiarą napadu, zostać zastrzelony w miejscu publicznym, jak Borys Niemcow pod pl. Czerwonym w 2015 r. Może paść ofiarą chuliganów w windzie, jak swego czasu najbardziej niepokorna dziennikarka Rosji Anna Politkowska. Może wypaść z balkonu, co przytrafiało się niesubordynowanym lekarzom krytykującym władze za nieporadną walkę z covidem. Winę zawsze da się zrzucić: na Czeczenów, nieznanych sprawców, osoby niezrównoważone.

Efekt Nawalnego, tym bardziej aresztowanego, będzie ogromny. Dla reżimu Putina to bomba z opóźnionym zapłonem. Mit założycielski opozycji pod przywództwem Nawalnego narodził się, gdy został otruty, a domknął po jego powrocie do ojczyzny. Reszta to wyłącznie symbolika. „Pobieda”, zwycięstwo, jeśli nie jesienią, to prędzej czy później nastąpi. Legendę trudno zniszczyć – nawet takim reżimom jak putinowski.

Czytaj też: Reżim Putina dusi Ukraińców i Rosjan

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Tata Maty: Młodzi ludzie są mądrzejsi, niż my myślimy, że są

Z prof. Marcinem Matczakiem o tym, dlaczego nie warto być zbyt posłusznym.

Martyna Bunda
07.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną