Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Bruksela daje Polsce dwa miesiące. Chodzi o TK Julii Przyłębskiej

Wybrana w 2016 r. na prezeska TK Julia Przyłębska Wybrana w 2016 r. na prezeska TK Julia Przyłębska Trybunał Konstytucyjny / •
Polska w ciągu dwóch miesięcy musi naprawić lub przynajmniej przedstawić wiarygodny plan usunięcia naruszeń unijnego prawa, do których w ocenie Brukseli doszło w wyniku orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej.

Główny zarzut Komisji Europejskiej dotyczy rozstrzygnięć obecnego Trybunału Konstytucyjnego, w których podważał on lub zaprzeczał nadrzędności prawa UE w dziedzinie sądownictwa. Zresztą już w uzgodnieniach, które dotyczyły odblokowania wartego miliardy euro Krajowego Planu Odbudowy, rząd Morawieckiego musiał omijać to orzecznictwo. Chodziło przecież o wdrożenie wyroków właśnie w sprawie wymiaru sprawiedliwości, które zdaniem Trybunału Julii Przyłębskiej są dla Polski niewiążące.

TSUE wyraźnie i cały czas podkreśla, że choć organizacja wymiaru sprawiedliwości leży w wyłącznej gestii krajów członkowskich, musi zapewniać spełnienie unijnego wymogu niezależności sędziów, a strzegą tego unijne instytucje, czyli właśnie TSUE i Komisja Europejska.

Czytaj też: TK wymierza policzek prawom człowieka. W takim momencie!

Setki milionów kar za decyzje PiS

Lekceważenie (wspierane decyzjami TK Przyłębskiej) decyzji TSUE o zawieszeniu kluczowych przepisów tzw. ustawy kagańcowej kosztuje Polskę już 254 mln euro kary, która codziennie narasta o milion i jest sukcesywnie potrącana od przelewów z budżetu dla Polski. Wprawdzie ustawa Andrzeja Dudy doprowadziła właśnie do formalnego zlikwidowania stworzonej przez PiS Izby Dyscyplinarnej, ale nie tylko tego dotyczył „środek tymczasowy” TSUE.

Andrzej Reczka, przedstawiciel polskiej prokuratury, dwa tygodnie temu podczas rozprawy w Luksemburgu wzywał TSUE do zważenia na wyroki polskiego TK, który – jak przekonywał – miał już wyczerpać możliwości prounijnej wykładni przepisów z powodu ignorowania przez TSUE uprawnień i tradycji konstytucyjnych krajów Unii. Dodał, że uwzględnienie orzecznictwa TK to krok niezbędny dla powrotu do „dialogu, który jest najlepszą drogą”. „Odnotowujemy wezwania Polski do dialogu. Ale zwykle dialog w sprawie prawa UE rodzi pytania prejudycjalne. Trybunały konstytucyjne powinny wnosić pytania do TSUE” – odpowiedział prezes TSUE Koen Lenaerts.

Bruksela wraca też do sprawy nieprawidłowego składu obecnego TK, czyli trzech „dublerów” powołanych przez prezydenta Dudę na miejsca, które zostały prawidłowo obsadzone w 2015 r. „Komisja uznała, że Polska uchybiła zobowiązaniom wynikającym z traktatu o Unii Europejskiej, ponieważ z powodu nieprawidłowości w procedurach mianowania trzech sędziów w grudniu 2015 r. oraz w wyborze prezesa TK w grudniu 2016 r. Trybunał Konstytucyjny nie spełnia już wymogu niezależnego i bezstronnego trybunału ustanowionego wcześniej na mocy prawa” – ogłoszono dziś w Brukseli.

Jeśli Polska nie dostosuje się do wezwania, Komisja może skierować skargę do TSUE.

Czytaj też: Bruksela bierze się za TK Julii Przyłębskiej

Morawiecki, Ziobro, Orbán. Trzy bratanki

Postępowanie przeciwnaruszeniowe spowodowane podważaniem pierwszeństwa prawa UE przez sędziów konstytucyjnych to druga taka sprawa w historii. W czerwcu 2021 r. KE podjęła sprawę podważenia wyroku TSUE przez Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe (chodziło o politykę monetarną Europejskiego Banku Centralnego). Wtedy Berlin zobowiązał się, że będzie starał się zapobiegać powtórkom takich sytuacji, i sprawę zakończono. Niemiecki rząd, jeszcze za kanclerz Angeli Merkel, na piśmie zapewnił, że „jednoznacznie uznaje autorytet TSUE, którego orzeczenia są ostateczne i wiążące”.

Orzeczenia polskiego TK, które uderzają w prymat prawa Unii, to była odpowiedź na wnioski premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Zbigniewa Ziobry. W Karlsruhe chodziło o wnioski grupy prawników niezwiązanych z rządem albo nawet krytycznych wobec niego – tłumaczy nasz rozmówca w Brukseli.

Bruksela zdecydowała dziś także o zaskarżeniu Węgier do TSUE za dyskryminację osób LGBTQ+. Chodzi o „ustawę o ochronie dzieci”, która zakazuje narażania ich na „propagandę homoseksualną” w szkołach i mediach. Druga skarga dotyczy niezależnego Klubradio, które w zeszłym roku zostało usunięte z eteru. Nadawca od lat był na celowniku premiera Viktora Orbána. Klubradio straciło koncesję w 2021 r., co władze tłumaczyły naruszeniami proceduralnymi. „W UE takie decyzje powinny być podejmowane w sposób obiektywny, przejrzysty i niedyskryminujący. A w przypadku Klubradio tak się nie stało” – tłumaczył dziś komisarz Thierry Breton.

Klęska Węgier i Polski: Można ciąć fundusze za podważanie państwa prawa

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną