Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Cały świat cytuje słowa Dudy o Krymie. Czy ktoś go jeszcze poważnie traktuje?

Andrzej Duda w Kanale Zero, 2 lutego 2024 r. Andrzej Duda w Kanale Zero, 2 lutego 2024 r. Youtube
Zagraniczne media błyskawicznie zrelacjonowały wywiad dla Kanału Zero, w czasie którego prezydent Andrzej Duda wyraził niepewność co do przyszłości Krymu. Podkreślają, że takie komentarze Ukrainie mocno szkodzą.

O „krytyce za powątpiewanie w szanse Ukrainy na odbicie Krymu” pisze Reuters, podkreślając, że od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. Polska była „jednym z najbardziej ewidentnych sojuszników” Kijowa. Duda stwierdził tymczasem, że nie jest pewien, czy Ukraińcom uda się przejąć ponownie kontrolę nad półwyspem, i dodał, że to terytorium „szczególnie ważne”, bo przez długi czas rządzone przez Rosjan.

Zacytujmy całość: „Nie wiem, czy [Ukraina] odzyska Krym, ale wierzę, że odzyska Donieck i Ługańsk. Krym jest miejscem szczególnym, również ze względów historycznych. Ponieważ w istocie, jeśli popatrzymy historycznie, to przez więcej czasu był w gestii Rosji”.

Jego wypowiedź wywołała spore kontrowersje zarówno wśród ukraińskich oficjeli, jak i polskich polityków. Reuters cytuje m.in. szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, który podkreślił, że Polska „uznaje granice terytorialne Ukrainy” zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym, co zresztą wielokrotnie w przeszłości akceptowała także Rosja.

Depesza Reutersa, przedrukowana przez szereg innych redakcji zagranicznych, zauważa również, że wprawdzie Duda próbował kilkanaście godzin później zmienić brzmienie swojej oryginalnej wypowiedzi, podkreślając, że Polska pozostaje sojusznikiem Ukrainy i popiera ją w drodze do całkowitego zwycięstwa nad Rosją, niemniej echa jego słów są jednoznacznie negatywne.

Czytaj też: Gafa krymska

Krym musi wrócić do Ukrainy

Brytyjski dziennik „The Guardian” cytuje z kolei ambasadora Ukrainy w Polsce Wasyla Zwarycza, który napisał na platformie X, że „zakończenie okupacji Krymu jest naszym wspólnym zadaniem i obowiązkiem wobec wolnego świata”. Gazeta sporo miejsca poświęca krajowej krytyce Dudy – cytuje m.in. posła koalicji rządowej Romana Giertycha, który słowa prezydenta nazwał „niewiarygodnie głupimi”. Przypomniał też, że w Polsce są „miasta, które dłużej w swojej historii należały do innych krajów”, co w żaden sposób nie zmienia ani nie narusza ich dzisiejszej przynależności narodowej.

„Guardian” zestawia słowa Dudy też z bieżącą sytuacją na froncie, gdzie trwają intensywne walki, a Ukraińcy mimo kończącej się amunicji i braków zaopatrzeniowych nadal z sukcesem przeprowadzają ataki dronowe na terytorium samej Rosji – uderzyli m.in. w należącą do koncernu Łukoil rafinerię w Wołgogradzie.

W szerszym kontekście wypowiedź polskiego prezydenta umieszcza również amerykański „Newsweek”, zestawiając ją z mocno proukraińską postawą rządu Donalda Tuska. Streszczając awanturę wokół komentarzy Dudy o Krymie w wywiadzie dla Kanału Zero i pokazując jej spory zasięg w mediach społecznościowych, magazyn pisze także o krytyce, którą pod adresem premiera Węgier Viktora Orbána wystosował niedawno szef polskiego rządu. Orbán był głównym hamulcowym w procesie przyznanie Ukrainie przez Unię wartego 54 mld dol. pakietu pomocowego, ale jego opozycja została skutecznie przełamana na czwartkowym szczycie w Brukseli.

„Newsweek” przypomina prócz tego, że choć Krym rzeczywiście przez długie lata był pod kontrolą Rosji, to już w 1954 r. został przekazany władzom Ukraińskiej SRR, a od 1991 pozostawał częścią niepodległej Ukrainy. Przez takie zestawienie widać jak na dłoni rozdźwięk między polityką Tuska czy cytowanego w tekście Radosława Sikorskiego a zachowaniem Dudy, który najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji i znaczenia słów wypowiedzianych w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim i Robertem Mazurkiem.

Czytaj też: Duda miota się i odgraża rządowi Tuska

Drogi Dudy i polskiego rządu się rozchodzą

Europejska odsłona serwisu „Politico” podkreśla natomiast, że Duda błyskawicznie próbował wycofać się ze swoich chaotycznych deklaracji. Pisał na platformie X, że jego działania w kwestii Ukrainy „zawsze były jednoznaczne” i że Ukraina „musi wygrać” wojnę z Rosją. Mimo to, co „Politico” opisuje szeroko, nie udało mu się powstrzymać fali krytyki i komentarzy podważających sens tych słów. Serwis cytuje Giertycha, podobnie jak „The Guardian”, oraz Sikorskiego. W podobnym tonie o sprawie pisze Radio Wolna Europa, jedna z najaktywniejszych rozgłośni zajmujących się ukraińskim konfliktem na kontynencie. RWE produkuje ogromną liczbę materiałów reporterskich prosto z frontu i jest obecna właściwie na całej jego długości – w krótkiej depeszy odnotowuje, że Duda różnicuje swoje podejście do Krymu, Doniecka i Ługańska.

Słowa Dudy zatoczyły szerokie koło, cytowały je m.in. portal „India Times” czy RTE, irlandzki nadawca publiczny. Wszędzie, gdzie pisano o jego kuriozalnej wypowiedzi dla Kanału Zero, zestawiano ją z działaniami i deklaracjami innych polskich polityków. Jeśli więc wydarzenia z piątku uznać za kolejny dowód rozchodzących się dróg prezydenta i rządu, przynajmniej w polityce zagranicznej, widać jak na dłoni, że kohabitacja między przedstawicielami przeciwnych obozów politycznych nie będzie łatwa, a może wręcz okazać się niemożliwa.

Czytaj też: Kaczyński vs PiS. Czy prezes ciągnie partię na dno?

Albo wspiera się Kijów, albo pomaga Rosji

Warto przy okazji niefortunnych słów Dudy zobaczyć, w jakim kontekście występuje on w zachodnich mediach na co dzień. Są to albo artykuły na temat ułaskawienia skazanych prawomocnym wyrokiem Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, albo opisy jego starć z Tuskiem i ministrem sprawiedliwości Adamem Bodnarem wokół przejmowania przez rząd kontroli nad kolejnymi instytucjami w procesie przywracania praworządności.

Jeszcze wcześniej pojawiały się natomiast teksty o słynnym dowcipie, który Dudzie wykręcili rosyjscy pranksterzy, regularnie dzwoniący do zachodnich polityków i podający się za przedstawicieli ukraińskiego rządu albo samego Wołodymyra Zełenskiego. Taki przegląd prasy na pewno nie wystawia polskiej głowie państwa dobrego świadectwa. Jego wizerunek publiczny raczej świadczy o tym, że Dudę trudno brać na poważnie – jako partnera do dyskusji, ale też reprezentanta strategii i polityki polskiego państwa. Wobec jednoznacznie proeuropejskiej orientacji obecnego rządu słowa zawierające niepewność, wahania, chwile namysłu odbierane są jako słabość, bo Ukraina potrzebuje jasnych deklaracji poparcia. W Europie panuje co do tego konsensus: albo wspiera się Kijów, albo robi się coś, co pomaga Rosjanom. Andrzej Duda najwyraźniej wciąż tego dualizmu nie zrozumiał.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

NATO kilku prędkości? Pomysły trumpistów coraz bardziej szalone i coraz groźniejsze

Lepsza ochrona dla krajów więcej „płacących” – gorsza lub brak dla tych, którzy się ociągają. Tak według wojskowego doradcy Trumpa miałoby wyglądać NATO po reformie. Dawni członkowie trumpowskiej administracji mówią wprost: następna kadencja oznacza wyjście USA z Sojuszu i jego rozpad.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
17.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną