Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Generał Syrski, błyskotliwy sztabowiec. Kim jest nowy dowódca ukraińskiej armii?

Nowy dowódca ukraińskiej armii gen. Ołeksandr Syrski (z lewej) obejmuje swojego poprzednika Walerija Załużnego. Nowy dowódca ukraińskiej armii gen. Ołeksandr Syrski (z lewej) obejmuje swojego poprzednika Walerija Załużnego. Pool / Ukrainian Presidentia / Zuma Press / Forum
Gen. Ołeksandr Syrski znany jest z błyskotliwej egzekucji planów wojskowych, z umiejętności dostrzeżenia aktualnych słabości przeciwnika i sumiennego wykonywania powierzonych mu zadań. Zasłynął obroną Kijowa i blitzkriegiem pod Charkowem.

8 lutego nastąpiła spodziewana zmiana naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy. Prezydent Wołodymyr Zełenski pożegnał się z Walerym Załużnym godnie i z uśmiechem, odwzajemnionym zresztą na sympatycznej i dobrodusznej twarzy „żelaznego generała”. Obdarował go na odchodne tytułem „Bohatera Ukrainy” i zaproponował objęcie niesprecyzowanego jeszcze stanowiska doradczego, co Załużny w swoim pożegnalnym przemówieniu do żołnierzy taktownie przemilczał. W ten sposób dokonała się zmiana dowódcy sił zbrojnych.

Czytaj też: Żelazny Generał stoi przed najtrudniejszym zadaniem

Zełenski przerwał buzujące plotki

Na wojnie wymiana dowódcy przez przywódcę politycznego nie jest niczym zaskakującym, ale sympatia, jaką zbudował sobie Załużny, przez dłuższy czas chroniła go przed jakąkolwiek próbą zakwestionowania stylu i jakości pracy. Sympatia była na tyle silna, że zachodnie media gremialnie okazywały w ostatnim tygodniu zatroskanie losem Ukrainy nagle pozbawionej twarzy popularnego generała, któremu przypisywano niemal magiczną moc gonienia Rosjan w początkowej fazie wojny.

Kiedy doszło do odwołania, media upraszczały tę sylwetkę, sugerując (wbrew faktom!), że dobrze znany Załużny zdobył pozycję polityczną zagrażającą Zełenskiemu, że prezydent był zazdrosny o jego popularność, że to objaw desperacji. Swoje dodali politycy ukraińscy, niechętni Zełenskiemu, jak Petro Poroszenko, który na Facebooku napisał, że to strzał w stopę i dewastacja jedności narodowej, a mer Kijowa Witalij Kliczko wezwał prezydenta do wyjaśnienia całej sytuacji.

Zełenski nie mógł już dłużej tolerować kryzysu, który pośrednio sam sprokurował, pozwalając, by plotki o jego konflikcie z gen. Załużnym buzowały od jesieni ubiegłego roku. Zmiana zatem przede wszystkim przerywa dotkliwy dla Ukrainy kryzys polityczno-wojskowy na tle pytań o to, czy prezydent był zazdrosny, czy Załużny wystartuje w wyborach, czy to koniec popularnego wśród żołnierzy generała. Stugębna plotka o politycznych motywach zmiany była niezwykle szkodliwa dla broniącego się kraju i dobrze, że przynajmniej na razie została wyjaśniona.

Przyszłe losy albo plany wojskowe, a może nawet polityczne Załużnego pozostają na razie nieznane. Z pewnością musi odpocząć po dwóch latach wykańczającej fizycznie i psychicznie wojny, a później przymierzyć się do wykorzystania, najlepiej ku chwale Ukrainy, swojego doświadczenia bojowego. Na odchodne Załużny opublikował w CNN dość dziwaczny, ale i podniosły tekst o roli dronów na wojnie, w którym zawarł sugestię, że nowe środki wojowania cyfrowego i bezosobowego zastępować będą działania wojsk regularnych.

Przyglądając się bliżej wojnie ukraińskiej, nie sposób pominąć roli dronów, ale też nie sposób nie dostrzec jej jak najbardziej konwencjonalnego i decydującego wymiaru: czołgi przeciw czołgom, artyleria przeciw artylerii, piechota nacierająca na piechotę w okopach. Drony w tym obrazie zdają się spektakularnie brzęczącym tłem, są niewątpliwie ważne, ale czy kluczowe i czy wygrają dla Ukrainy tę wojnę, można powątpiewać.

Znacznie ciekawsze wydają się spekulacje, co oznacza dla jej dalszego przebiegu dowodzenie Syrskiego. To osobowość wojenna równie ciekawa. Ale jego kariera sugeruje obraz oficera o doświadczeniu wojskowym nieco pełniejszym niż przebieg kariery Załużnego.

Generał intelektualista i generał od zwycięstw

Obaj generałowie dowodzili jednostkami różnych szczebli, obaj również brali udział w tzw. operacji antyterrorystycznej w Donbasie po 2014 r., czyli zwalczaniu Rosjan i ich lokalnych współpracowników. Dostępne publicznie życiorysy pokazują ciekawą prawidłowość: Załużny częściej dowodził jednostkami bojowymi różnych szczebli, Syrski natomiast, prócz dowodzenia, częściej zajmował stanowiska szefa sztabu albo jego zastępcy. Ta różnica nie przesądza oczywiście o jakości dowodzenia, ale zdaje się sugerować, że Syrski częściej niż Załużny miał do czynienia z planowaniem operacji bojowych.

Taka to już rola szefa sztabu batalionu, brygady czy dywizji – sumiennie zaplanować operację, zebrać siły i środki, zorganizować jej przeprowadzenie, zaś jej wykonanie należy już do dowódcy. Różnica obu stanowisk jest drobna, ale sugeruje w uszach wojskowego, że Syrski może mieć pełniejsze doświadczenie w przygotowaniu i egzekucji planów wojskowych.

Załużny oprócz dowodzenia oddawał się nauce, zdobył nawet tytuł doktora prawa w zakresie egzekucji dyscypliny wojskowej. Studiował również sprawy międzynarodowe, co dla każdego generała – polskich nie wyłączając! – jest oznaką aspiracji intelektualnych i chęci zdobycia zaszczytnego tytułu warrior scholar, uczonego wojownika, który i z armaty wystrzeli, i von Clausevitza albo Senekę zacytuje.

Gen. Syrski takimi umiejętnościami nie brylował, znany jest za to bardziej z błyskotliwej egzekucji planów wojskowych, umiejętności dostrzeżenia aktualnych słabości przeciwnika i sumiennego wykonywania powierzonych mu zadań. Zabłysnął obroną Kijowa w lutym i marcu 2022 r., a później blitzkriegiem przeciwko Rosjanom pod Charkowem, kiedy Ukraińcy przez tydzień września 2022 nie nadążali z gonitwą za uciekającymi wrogami. Złośliwi wypominają mu, że w przeciwieństwie do młodszego Załużnego karierę rozpoczynał w ZSRR i skończył akademię wojskową w Moskwie (na marginesie: polscy generałowie także dobrze poznali za czasów Antoniego Macierewicza to podłe pytanie: czy można być polskim patriotą po ruskich szkołach? Można).

Ze szczęściem generalskim Syrskiego bywało jednak różnie. Często w tonie oskarżycielskim zarzuca się mu np. uporczywą obronę Bachmutu, mieściny w Donbasie, pozbawionej rzekomo strategicznego znaczenia. Rosjanie rzucali tam fale swoich zombie mobików, zwerbowanych w więzieniach rekrutów tworzących „falę mięsną”, mieloną przez ukraińską artylerię i okopaną obronę. Wiele napisano o ich stratach pod Bachmutem, sięgających nawet 35 tys. żołnierzy. Ale nieśmiałe przesłanki wskazywały, że i Ukraińcy w obronie miasteczka stracili tysiące ludzi.

Warto było? To pytanie opinii publicznej wisi nad głową gen. Syrskiego i jego uporczywego trwania w Bachmucie. Trwania, trzeba dodać, zleconego mu przez Zełenskiego, dla którego Bachmut stał się na początku minionego roku symbolem i wstępem do szumnie wówczas zapowiadanej ofensywy. To, że później ofensywa nie spełniła oczekiwań, nie zmienia faktu, że Syrski zadanie utrzymania Bachmutu dostał i wypełnił je najlepiej jak umiał. A że zginęło wielu dzielnych żołnierzy? C’est la guerre! Taka jest wojna.

Czytaj też: Czy Ukraina już przegrywa, a Rosja szykuje się na kolejne wojny?

Co będzie dalej z wojną?

Zmiana się dokonała i ocena przeszłych wydarzeń i roli bohaterów – Załużnego i Syrskiego – schodzi na dalszy plan. W 2024 r. wojna, w przeciwieństwie do lat poprzednich, nie rozstrzyga się tylko pod Charkowem czy Bachmutem, ale na parkiecie amerykańskiego Kongresu czy w halach produkcyjnych europejskich fabryk amunicji (tych nielicznych i tych, które Europa stara się zbudować). To rok turbulencji dla Ukrainy i rosnącego poczucia jej wroga Władimira Putina, że nadszedł moment wrażliwości, zarówno Ukrainy, jak i jej patronów.

Prezydent uznał więc, że stan zawieszenia w relacjach między nim a Załużnym nie może się przedłużać i potrzebne jest nowe spojrzenie na wojnę. Wyznaczenie „ofensywnego” Syrskiego może sugerować, że oprócz uporczywej obrony Donbasu Ukraina potrzebuje nieszablonowego myślenia o natarciu i przynajmniej jednej ofensywie z szansami na sukces na kierunku południowym, w stronę Krymu.

Ze wszystkich miejsc nieudanych natarć w 2023 r. to właśnie ostrzały Krymu rakietami i uderzenia na flotę czarnomorską wyszły Ukraińcom najlepiej – i warto, by uzbrojeni w nabyte doświadczenie jeszcze raz natarli w tym kierunku. Oczywiście, jeśli będą mieli czym i jeśli amerykańscy Republikanie przestaną grać w orkiestrze Donalda Trumpa i Putina. Syrski do takiego natarcia wydaje się posiadać kompetencje i wolę.

Objęcie dowodzenia może też oznaczać, że prezydent skłania się do mobilizacji rekrutów na większą niż dotychczas skalę, a wojska choć w części na froncie będą luzowane przez świeże i przysposobione jednostki. Sprawa mobilizacji stała się kością niezgody między prezydentem a Załużnym, a teraz Syrski będzie musiał Zełenskiemu stawiać podobne żądanie.

Pierwsze wypowiedzi Syrskiego wydają się świadczyć, jak ważne jest dla niego zaplanowanie rotacji frontowych i utrzymanie świeżych wojsk przeciw natarciom Rosjan. Ukrainie w tej chwili brakuje i żołnierzy własnych, i sprzętu zagranicznego, a skoro źródło tego drugiego wydaje się wysychać z powodu tchórzliwej postawy Amerykanów, to przynajmniej żołnierzy trzeba zapewnić na jeszcze jeden rok wojny.

Ukrainę w 2024 r. czeka najprawdopodobniej „strategia pancernika”, czyli przejście do uporczywej obrony za wszelką cenę i oczekiwania, że najważniejsze wydarzenie polityczne, czyli amerykańskie wybory prezydenckie i do Kongresu, dadzą Ukrainie drugi oddech i uwolnienie dostaw sprzętu i amunicji. Pentagon zresztą przyszedł Syrskiemu w sukurs i określił go mianem „doświadczonego i odnoszącego sukcesy” dowódcy.

Znana była do tej pory przyjazna relacja robocza gen. Syrskiego z gen. Christopherem Cavolim, naczelnym dowódcą sił amerykańskich w Europie i zarazem najważniejszym dowódcą sojuszniczych wojsk NATO (SACEUR). Robocze relacje polegały m.in. na tym, że sztab Cavoliego prowadził ze sztabem Syrskiego treningi decyzyjne i gry wojenne przed ofensywami charkowską i chersońską w 2022 r. Teraz te dobre kontakty muszą zaowocować zmianą i usprawnieniem relacji Ukrainy z Zachodem.

Czytaj też: Ameryka, pusta zbrojownia Ukrainy

Trzeba Syrskiemu życzyć powodzenia

To ostatni rok takiej wojny jak dotychczas: ofensyw, kontrofensyw, walki na wyniszczenie. Ukraina wyczerpuje bowiem swoje zasoby. Nie będzie najpewniej amerykańskich dostaw na skalę taką jak w pierwszych dwóch latach. Nawet jeśli kierowany przez protrumpowskich Republikanów Kongres łaskawie zgodzi się pomóc finansowo, to zamiana pieniędzy na amunicję zajmie czas, którego Ukraina już nie ma. Nie ma czasu, amunicji, żołnierzy ani sprzętu – a Putin zwęszył okazję i obiecuje „pożytecznym idiotom” w rodzaju Tuckera Carlsona, prawicowego eksdziennikarza, celebryty i zausznika Trumpa, pokój i pojednanie z Zachodem. Choć nie z Ukrainą.

Europa zaczęła się ostatnio starać i wysyła do Ukrainy amunicję, jaką dysponuje w nadmiarze – pieniądze, głównie na funkcjonowanie oblężonego państwa, na pensje, działanie kolei etc. Ale paczkami pieniędzy nie sposób strzelać, a Ukraina potrzebuje sprzętu i prawdziwych pocisków artyleryjskich, a nie tych, które obiecują europejscy partnerzy.

Struktura wydarzeń politycznych w tym roku nie sprzyja Ukrainie. Pieniądze amerykańskie raczej nie dotrą na czas. Pieniądze europejskie nie zastąpią amunicji. Wybory amerykańskie może wygrać Trump, wobec którego można z powodzeniem zakładać, że zmieni nie tylko los Ukrainy, ale i całego NATO. W tej sytuacji przed Syrskim stoi zadanie tytaniczne: wydobyć od prezydenta zgodę na powołanie nowych rekrutów, bronić się przy pomocy malejących zasobów, a może jeszcze zadać jakąś dotkliwą stratę wojskową Rosjanom, a tym samym polityczną Putinowi.

Musi to zaplanować jak dobry sztabowiec.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Przybywa dzieci, które nie chcą żyć

O problemach psychicznych najmłodszych opowiada Lucyna Kicińska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Joanna Cieśla
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną