Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Zerwane rozmowy w Pakistanie. Niewielkie szanse na porozumienie USA z Iranem, Trumpowi nie zależy

Wiceprezydent J.D. Vance po przybyciu do Islamabadu na rozmowy z przedstawicielami Iranu, 11 kwietnia 2026 r. Wiceprezydent J.D. Vance po przybyciu do Islamabadu na rozmowy z przedstawicielami Iranu, 11 kwietnia 2026 r. Jacquelyn Martin / AFP / East News
Gdyby sądzić po sygnałach ze strony Amerykanów, rozmów na takim poziomie już nie będzie. Sam prezydent Donald Trump oświadczył, że w sumie nie zależy mu na wyników tych rozmów, „bo Ameryka i tak już wygrała” tę wojnę.

Stany Zjednoczone i Iran nie osiągnęły porozumienia podczas bezpośrednich negocjacji, które toczyły się w Islamabadzie przez całą sobotę i zakończyły nad ranem w niedzielę polskiego czasu. Wiceprezydent USA J.D. Vance, który przewodził amerykańskiej delegacji, przyznał po obradach, że Irańczycy dostali „ostateczną i najlepszą ofertę, ale ją odrzucili”. I zaraz potem ruszył w drogę powrotną do Stanów. Z kolei Irańczycy, słowami rzecznika MSZ, oświadczyli, że oczekiwania Amerykanów był „przesadne”, ale Teheran oczekuje dalszych rozmów.

Czy Trump coś usłyszał?

Gdyby sądzić po sygnałach ze strony Amerykanów, rozmów na takim poziomie już nie będzie. Sam prezydent Donald Trump oświadczył, że w sumie nie zależy mu na wyników tych rozmów, „bo Ameryka i tak już wygrała” tę wojnę. Vance zaraz po negocjacjach podkreślał, że w ich trakcie wielokrotnie konsultował się ze swoim szefem, ale nie jest pewne, czy szef coś słyszał, bo właśnie bawił na gali sportów walki w Miami (są zdjęcia, na których sekretarz stanu Marco Rubio próbuje przekrzyczeć kibiców, tłumacząc coś na ucho Trumpowi, być może o programie nuklearnym Iranu).

Według przecieków, rozmowy trwające z przerwami 21 godzin, dotyczyły trzech głównym tematów. Po pierwsze, irańskiego programu nuklearnego. Po drugie, cieśniny Ormuz. I po trzecie, odmrożenia irańskich pieniędzy pochodzących ze sprzedaży surowców energetycznych, a przetrzymywanych karnie zagranicą.

W pierwszej, nuklearnej sprawie Amerykanie mieli zażądać od Irańczyków oddania całego wysoko wzbogaconego uranu (ok. 440 kilogramów) i rezygnacji z dalszego wzbogacania. Biorąc pod uwagę finał rozmów, Irańczycy odmówili. W sprawie Ormuzu Irańczycy mieli zadeklarować, że otworzą cieśninę dopiero po zawarciu długoterminowego pokoju, choć w sobotę kilka amerykańskich okrętów – pierwszy raz od rozpoczęcia wojny – przepłynęło nie niepokojonych przez cieśninę. O odmrożeniu irańskich pieniędzy nic nie wiadomo, ale prawdopodobnie Amerykanie na to się nie zgodzili.

Niejasne warunki rozejmu

Rozmowy w Islamabadzie, zorganizowane przez pakistańskiego premiera Shehbaza Sharifa i szefa tamtejszej armii gen. Asima Munira, miały być ważnym krokiem w kierunku zakończenia wojny, którą Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły przeciwko Iranowi 28 lutego. W ostatnim tygodniu prezydent Trump zagroził, że jeśli Irańczycy nie odblokują cieśniny Ormuz, ich cywilizacja przestanie istnieć. W ostatniej chwili zmienił jednak zdanie i od środy, 8 kwietnia, formalnie obowiązuje dwutygodniowy rozejm, w trakcie którego strony mają zawrzeć coś na kształt długoterminowego pokoju.

Warunki tego rozejmu są niejasne. Zdaniem Amerykanów Iran zobowiązał się do natychmiastowego otwarcia Ormuzu, czego nie uczynił. Teheran przekonuje, że statki mogą przepływać cieśninę, ale każdorazowo muszą uzyskać zgodę irańskiej armii i „spełnić określone warunki”, co może oznaczać opłatę myta. Mówi się nawet o jednym dolarze za każdą przepływającą baryłkę, co biorąc pod uwagę normalny ruch w Ormuzie może oznaczać nawet 90 mld dol. dochodu rocznie. Prezydent Trump, być może znając te kalkulacje, zaproponował w jednym z wywiadów utworzenie amerykańsko-irańskiej spółki joint-venture, która obsługiwałaby ruch w cieśninie. Gdyby tę zapowiedz brać na poważnie, wywracałoby to wszystko, co Waszyngton mówił dotychczas o Ormuzie (gwarancja wolnej żeglugi, rozminowywanie itd.). Ale może nie warto tego brać na poważnie.

Drugim punktem spornym zawieszenia broni jest Liban. Zdaniem Irańczyków i Pakistańczyków, którzy pośredniczyli też w zawarciu rozejmu, uzgodniono, że obejmie on również front izraelsko-libański, który stanął w ogniu po tym, jak Hezbollah – w ramach solidarności z irańskim patronem 2 marca ostrzelał Izrael. W odpowiedzi izraelska armia najpierw zaatakowała placówki Hezbollahu w południowym Libanie, a 16 marca rozpoczęła tam inwazję lądową i przez kilka ostatnich dni ostrzeliwała również Bejrut.

Gdy Irańczycy zapowiedzieli, że zerwą zawieszenie broni, jeśli Izrael nie wstrzyma ofensywy w Libanie, Waszyngton zaczął naciskać w tej sprawie na izraelski rząd, co przyniosło tylko połowiczne rezultaty. Premier Benjamin Netanjahu zgodził się ograniczyć ataki na Liban na czas rozmów w Islamabadzie, a we wtorek w Waszyngtonie mają się spotkać przedstawiciele Izraela i Libanu, czyli państw, które formalnie się nie uznają. Oczywiście bez udziału Hezbollahu. Szanse na spokój na froncie libańskim są jednak niewielkie. Tym bardziej, że Izrael – jak wynika z wypowiedzi kilku prominentnych izraelskich polityków – planuje zostać w południowym Libanie na dłużej. Gdyby jednak doszło do jakiegoś porozumienia na linii USA-Iran, te izraelskie plany mogą wywołać kolejne napięcia w relacjach z Waszyngtonem.

Co z porozumieniem?

Jakie są szanse na amerykańsko-irańskie porozumienie? Na dziś – niewielkie. Tym bardziej przed 22 kwietnia, gdy upływa dwutygodniowy rozejm. Trudno sobie wyobrazić kolejne spotkanie na tak wysokim szczeblu. A już na pewno niemożliwe jest w tak krótkim czasie wynegocjowanie kompleksowej umowy dotycząca spraw nuklearnych i irańskiego programu balistycznego z jednej strony, a z drugiej – odblokowania irańskich pieniędzy i zdjęcia sankcji z Iranu. Podobną umowę, podpisaną w 2015 r. m.in. przez prezydenta Baracka Obamę, negocjowano przez ponad dwa lata. Dlatego ewentualna umowa z Iranem, wynegocjowana przez ludzi Trumpa w dwa tygodnie, będzie tylko wypełniaczem pasków w amerykańskich telewizjach informacyjnych.

Gdyby to wszystko działo się w normalnych czasach, rozmowy w Islamabadzie miałby wymiar historyczny. W końcu J.D. Vance uścisnął tam rękę szefa irańskiej delegacji, przewodniczącego parlamentu Mohammada Baker Kalibafa, który jest dziś uważany za najpotężniejszą osobę w irańskim reżimie. Od islamskiej rewolucji w 1979 r. nie było spotkania na tak wysokim szczeblu między Amerykanami i Irańczykami. Ale to nie są normalne czasy. Przywódca najpotężniejszego państwa świata mógł czegoś nie dosłyszeć wśród wiwatujących kibiców sportów walki i szanse na pokój przepadły.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Alergia na wiosnę. Cierpi aż 12 mln Polaków. Leczą się u naturopatów, problem jest gigantyczny

Już 12 mln Polaków zmaga się z wiosennymi alergiami. Gdy konwencjonalna medycyna oferuje lata leczenia, gabinety naturopatów obiecują odczulenie bez igieł i bólu. Dlaczego łatwiej uwierzyć w magię niż w naukę?

Paweł Walewski
31.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną