Po co Matteo Salvini przyjeżdża do Warszawy?
Wicepremier Włoch szuka w Europie partnerów do koalicji „suwerennościowców”. Ale jego wizyta w Polsce podyktowana jest również kłopotami w polityce krajowej.
Matteo Salvini
Alessandro Bianchi/Forum

Matteo Salvini

Na niecałe pięć miesięcy przed głosowaniem do Parlamentu Europejskiego Matteo Salvini walczy na kilku frontach. Po ubiegłorocznej euforii spowodowanej zwycięstwem w wyborach parlamentarnych i wyprowadzeniem radykalnie prawicowej Ligi (dawniej zwanej Ligą Północną) z marginesu polityki do pierwszego szeregu miesiąc miodowy ma się ku końcowi. Mimo zapowiadanego ożywienia włoska gospodarka wciąż nie ruszyła z impetem, a kryzys sektora finansowego nie został opanowany. Konto Salviniego jako ministra spraw wewnętrznych obciążają też ostatnie ekscesy piłkarskich kiboli, w wyniku których przed grudniowym meczem Interu Mediolan z Napoli śmierć poniósł jeden z fanów gospodarzy, oraz wszechobecny na włoskich stadionach rasizm manifestowany wobec czarnoskórych piłkarzy.

Salvini skonfliktowany z papieżem, wojujący z migrantami

Dodatkowo wicepremier wszedł w otwarty konflikt z papieżem Franciszkiem, krytykując liberalne podejście głowy Kościoła do przyjmowania uchodźców. Sama kwestia zahamowania napływu do Włoch migrantów, w kampanii będąca absolutnym priorytetem zarówno Salviniego, jak i obecnego partnera w rządzie, czyli Ruchu Pięciu Gwiazd (M5S), pozostaje nierozwiązana. Wprawdzie w 2018 r. do Włoch trafiło według danych UNHCR prawie 100 tys. uchodźców mniej niż rok wcześniej, ale przyczyną tego spadku była przede wszystkim mniejsza całościowa liczba osób decydujących się na przeprawę przez Morze Śródziemne w kierunku Półwyspu Apenińskiego. Na włoskiej ziemi nadal stanęło ponad 23 tys. osób, a ponad 2 tys. zginęło na morzu. Rośnie również liczba przestępstw w tymczasowych obozach i centrach pobytu migrantów oraz aktywność zorganizowanych grup przestępczych związanych z fałszowaniem dokumentów i nielegalnym przerzutem ludzi do Europy z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.

Salvini pochwalić się może sukcesami głównie symbolicznymi, jak wpisanie na powrót do formularza dowodu osobistego rubryk „matki” i „ojca”, uderzając tym samym w rodziny związków jednopłciowych, oraz ułatwienie dostępu do broni półautomatycznej i zdjęcie obowiązku powszechnych szczepień dla dzieci. Nie wszystkim we Włoszech podoba się też medialnie ofensywny styl jego rządów – pełno go wszędzie, od mediów społecznościowych po wydarzenia sportowe. Wypowiada się publicznie na niemal każdy temat, odwrotnie niż pracujący raczej w ciszy drugi z wicepremierów Luigi Di Maio. Efekty zaczynają być widoczne w sondażach – w opublikowanym wczoraj badaniu, zrealizowanym przez centrum badań Gfp, przewaga Ligi nad M5S wynosi już tylko 2,9 proc. (31,5 do 28,6).

Zapowiedź nowej frakcji w europarlamencie?

W perspektywie zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego, czyli kampanii, w której obaj będą grali na podobnych, eurosceptycznych tonach, Salvini musi wykreować siebie nie tylko na silnego przywódcę w kraju, ale też polityka zdolnego zmienić pozycję Italii na arenie międzynarodowej. W ten sposób chce odróżnić się od swoich poprzedników u władzy, na czele z Partią Demokratyczną Matteo Renziego, którą uważano za niemożliwie wręcz rozgoszczoną na salonach Brukseli i niezdolną do jakichkolwiek skutecznych działań we Włoszech.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj