Świat

Partia Orbána zawieszona przez europejskich chadeków

Premier Węgier w Brukseli Premier Węgier w Brukseli Eva Plevier/Reuters / Forum
Przyszłość węgierskiej partii w unijnej centroprawicy ma rozstrzygnąć komitet, którego szefem jest poprzednik Donalda Tuska w Brukseli, Belg Herman Van Rompuy.

Viktor Orbán od lat był bólem głowy Europejskiej Partii Ludowej. Zmieniał Węgry w nieliberalną demokrację, czym się wielokrotnie chwalił, podważał zasady państwa prawa, ograniczał wolność mediów i organizacji pozarządowych. Co najmniej od kryzysu związanego z falą uchodźców w Europie w 2015 r. prowadził na Węgrzech kampanie przeciw Unii Europejskiej.

Czytaj także: Orbán kontra węgierska klasa średnia

Plakaty z Junckerem i Sorosem

Gdy niedawno zasypał kraj plakatami z wizerunkami szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera i zaangażowanego w finansowanie prodemokratycznych organizacji finansisty George’a Sorosa, w Brukseli zagrzmiało. Węgierski premier oskarżył ich o rzekomo wrogą wobec chrześcijańskiej Europy politykę migracyjną. Nie tylko Juncker, ale i inni ważni politycy zaczęli mówić wprost, że z Orbánem i jego partią Fidesz nie jest im po drodze.

Ale co zrobić z niedawnym wiceszefem Europejskiej Partii Ludowej? Wyrzucić jego partię ze swojego grona tuż przed europejskimi wyborami, czy lepiej mieć go u siebie i co jakiś czas ustawiać do pionu? Dać mu pretekst do budowy nowej, silnej, eurosceptycznej rodziny m.in. z Włochem Matteo Salvinim? Czy ryzykować odejście z frakcji EPL najbardziej przeciwnych Orbánowi partii?

Szefowie EPL zmieniają front

Te pytania spędzały sen z powiek liderom EPL od tygodni. Dominował pogląd, że Orbán poszedł za daleko i zostawienie go na pokładzie przed wyborami utrudni kampanię. W „starej” Unii wyborcy wiedzą, do jakiej rodziny politycznej należą partie w ich krajach. Dlatego – o czym mówią politycy ze Skandynawii i Beneluksu – ludzie pytają: „Jak możecie mówić nam o wartościach, skoro sami macie w swojej rodzinie kogoś, kto je notorycznie łamie?”.

Dlatego szef EPL Joseph Daul, który jeszcze kilka miesięcy temu bronił Orbána, powiedział w minionym tygodniu: dość. Jego zdaniem kampania plakatowa z Sorosem i Junckerem była przejawem nielojalności. Podobną przemianę przeszedł szef EPL w Parlamencie Europejskim Manfred Weber, tzw. wiodący kandydat tej frakcji na przyszłego szefa Komisji Europejskiej. Jako polityk bawarskiej CSU miał dla Orbána wiele zrozumienia, ale dzisiaj, gdy zabiega o zwycięstwo w całej Europie, musiał uwzględniać krytyczne opinie.

Czytaj także: Największe niewiadome wyborów do Parlamentu Europejskiego

Warunki Webera

Weber postawił trzy warunki: Orbán musi przerwać kampanię plakatową, pozostawić na Węgrzech w warunkach wolności naukowej Uniwersytet Środkowoeuropejski finansowany przez Sorosa i przeprosić. Węgier tylko częściowo spełnił te warunki. Plakaty zaczęto usuwać, a Orbán wysłał list do liderów chadeckich partii, w którym jednak bardziej bagatelizował swoje wypowiedzi, niż przepraszał. Z uniwersytetem nic nie zrobił.

Orbán oficjalnie sam nie chce wychodzić z EPL, ale w mediach mówił, że jak go wyrzucą, to zacznie budować nowy polityczny alians i rozmowy na ten temat zacznie w Warszawie – czyli z PiS. Z kolei należące do EPL polskie partie, PO i PSL, do środy nie miały oficjalnego stanowiska.

Czytaj też: Węgry, prowincja rządzi i wybiera

Zdecyduje komitet

„Sąd” nad Orbánem z jego udziałem odbył się w Brukseli w gmachu, który nosi imię Józsefa Antalla, pierwszego demokratycznego premiera Węgier po 1989 r. Ale nie ma się co w tym dopatrywać jakiejś dodatkowej symboliki – sala JQ2 jest od dawna miejscem spotkań EPL w Parlamencie Europejskim.

Z kilkugodzinnych obrad dość szybko wyciekła informacja, że Fidesz będzie zawieszony w prawach członka EPL do czasu rozpatrzenia sprawy przez tzw. komitet ewaluacyjny. Według przyjętej formuły na takie rozwiązanie „wspólnie zgodziły się” obie strony. Fidesz na razie nie będzie mógł uczestniczyć na spotkaniach EPL ani brać udziału w głosowaniach.

Komitet ewaluacyjny składa się z trzech prominentnych polityków EPL: pierwszego przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana van Rompuya, byłego szefa Parlamentu Europejskiego Hansa-Gerta Poetteringa i byłego kanclerza Austrii Wolfganga Schlussela.

Orbán najpierw mówił, że nie zgadza się z treścią dokumentu i „nie tak się umawiał z Manfredem [Weberem]”, ale potem siedział cicho i słuchał debaty. Ostatecznie doszło do tajnego głosowania: 190 delegatów poparło zawieszenie Fideszu na takich warunkach, tylko czterech było przeciw.

Czytaj także: Viktor Orbán, herold nowych czasów

Co zrobi Węgier

Po spotkaniu Weber mówił, że EPL jest zdeterminowany, by wyjaśnić sprawę. Wszystko będzie zależało od raportu komitetu. Przy okazji Niemiec ujawnił, że rozmawiał z rektorem Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego prof. Michaelem Ignatieffem i usłyszał, że są szanse na pozostanie uczelni w Budapeszcie.

Cała sprawa to ewidentna porażka Orbána. Pytanie brzmi: co Węgier zrobi teraz? Przyjmie z pokorą pokutę? Zdaniem polityka z Platformy, który prosił o anonimowość, Orbán sam wyjdzie z EPL i dlatego na spotkaniu w Brukseli już nie walczył o pozycję z kolegami z frakcji. Ale na razie to tylko hipoteza.

Czytaj także: Czy Unia skazana jest na zgniłe kompromisy?

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Suszarki do rąk są za głośne dla dzieci – alarmuje 13-letnia badaczka

Dzieci to doskonali obserwatorzy, dostrzegający często to, co umyka dorosłym. 13-letnia Nora Louise Keegan zrobiła to niedawno na łamach międzynarodowego czasopisma naukowego, pisząc o hałasie z elektrycznych suszarek do rąk.

Piotr Rzymski
12.10.2019
Reklama