Świat

Iran zestrzelił amerykańskiego drona. Będzie wojna?

RQ-4 Global Hawk RQ-4 Global Hawk Erik Hildebrandt / Forum
Iran zestrzelił amerykańskiego drona wartego ponad 100 mln dol. Może to być powód do wojny, ale pierwsze godziny po potwierdzeniu ataku przynoszą zadziwiającą ciszę.

Dowództwo centralne potwierdziło: Irańczycy zaatakowali i zestrzelili bezzałogowy aparat latający RQ-4A Global Hawk. Do zdarzenia miało dojść wczoraj koło południa miejscowego czasu nad cieśniną Ormuz, oddzielającą Zatokę Perską od Morza Arabskiego i otwartych wód Oceanu Indyjskiego.

Czytaj także: Trump na ścieżce konfrontacji z Iranem

Dron Global Hawk, kosztowna „zabawka” USA

Strategiczne miejsce patrolował strategiczny dron. Global Hawk to największy bezzałogowiec świata, ma ponad 35 metrów rozpiętości skrzydeł. Krótszy, gruby kadłub z charakterystycznym garbem z przodu mieści radar obserwacji ziemi, kamery i aparaty, łączność satelitarną i inne czujniki. Urządzenie ma za zadanie wykonywać długotrwałe loty zwiadowcze na dużej wysokości. Napędzane jest silnikiem odrzutowym, ale w locie zachowuje się jak wielki szybowiec. Może przebywać w powietrzu ponad 30 godzin. To kosztowna „zabawka” – według różnych szacunków jeden Global Hawk kosztuje od ponad 100 do ponad 200 mln dol.

Czytaj także: Drony i automaty zamiast żołnierzy

Irańczycy znaczą teren

Zestrzelenie drona potwierdzili nie tylko Amerykanie. Irańczycy się nim wręcz pochwalili. Dowódca irańskiego korpusu strażników rewolucji mówił, że ma to być „jasny sygnał wysłany Ameryce”. Cytowany przez CNN irański admirał mówił, że chodzi o to, by „wszyscy obcy zrozumieli, że ten region jest nasz”. Irańczycy twierdzą oczywiście, że amerykański bezzałogowiec naruszył ich przestrzeń powietrzną, a zestrzelenie było działaniem w samoobronie. Amerykanie podają, że Global Hawk latał w przestrzeni międzynarodowej, gdzie miał pełne prawo przebywać, i że został bezprawnie zaatakowany.

Global Hawk nie przenosi uzbrojenia, więc nie stanowi bezpośredniego zagrożenia. Nie wiadomo jednak, czy Irańczycy zidentyfikowali go aż tak dokładnie, czy po prostu ostrzelali cel powietrzny, z którym nie udało się nawiązać łączności. Zapewne obie strony dostarczą niedługo materiały potwierdzające ich wersje, na razie to słowo przeciw słowu.

Czytaj także: Trzy liczby do wojny z Iranem

Nowy etap konfliktu w Zatoce Perskiej

Gdyby zestrzelenie amerykańskiego drona nastąpiło nad wodami międzynarodowymi, Amerykanie zyskaliby kolejny argument potwierdzający, że Iran zachowuje się agresywnie i jest zagrożeniem nie tylko dla sąsiadów. Być może nawet byłby to casus beli – jeśli nie do pełnoskalowej wojny, to przynajmniej do uderzenia odwetowego. Przecież Ameryka chyba nie może pozwolić, by ktoś bezkarnie strącał jej drony?

Z drugiej strony – nikt nie zginął. Amerykańska krew nie została przelana. Fakt, że na Teheran nie spadły jeszcze pociski i że po całym incydencie zapanowała dość dziwna „cisza w eterze”, świadczyć może o rozpatrywaniu opcji odpowiedzi zbrojnej, o której dowiemy się w ciągu najbliższych godzin, ale równie dobrze może dowodzić, że Amerykanie nie są gotowi na wojnę z Iranem i nie bardzo wiedzą, co teraz zrobić. Donald Trump napisał tylko na Twitterze: „Iran popełnił bardzo duży błąd!”.

Oczywiście możliwe, że Amerykanie sami przez pomyłkę lub celowo przekroczyli granicę Iranu i obawiają się reakcji świata, gdy to się wyda. Na pewno weszliśmy jednak w nowy etap eskalacji zbrojnej w Zatoce Perskiej.

USA i Iran wzajemnie się oskarżają

Amerykanie od kilku dni piętrzą oskarżenia wobec Iranu, ale żeby być fair, trzeba przyznać, że Teheran nie przedstawił przekonujących dowodów, iż nie ma nic wspólnego z atakami na tankowce w Zatoce Omańskiej. Drony pojawiały się już w tej opowieści. MQ-9 Reaper, który obserwował i filmował rzekomą akcję irańskich oddziałów specjalnych zakładających lub zdejmujących miny magnetyczne z tankowca, miał być ostrzelany irańską rakietą. Wtedy pocisk krótkiego zasięgu Strzała chybił celu.

Prawdopodobnie zupełnie inna broń musiała zostać użyta do zestrzelenia Global Hawka. Maszyny te zwykle operują na dużym pułapie, dosięgnąć je może tylko pocisk przeciwlotniczy średniego zasięgu. Irańczycy takie mają, w ogóle są w technologiach rakietowych nieźli, nawet jeśli większość ich pocisków to podrasowane wersje starszych technologicznie konstrukcji radzieckich czy chińskich. Właśnie pokazali, że nawet jeśli mają stary sprzęt, to on działa.

Czytaj także: Strategia Trumpa wobec Iranu może martwić

Wojna nie tylko na Bliskim Wschodzie

Sytuacja jest jednak poważna i grozi wojną nie tylko na Bliskim Wschodzie. Irańczycy dysponują pociskami balistycznymi sporego zasięgu i kto wie, czy nie zdecydowaliby się ich użyć – np. przeciw Izraelowi, amerykańskim bazom w regionie czy rywalizującej z Iranem Arabii Saudyjskiej. Taki atak to oczywiście ryzyko zmasowanego odwetu, utraty międzynarodowego wsparcia, które i tak stopniowo się kruszy.

Prezydent Rosji Władimir Putin właśnie ostrzegł, że wojna miałaby katastrofalne konsekwencje. Pytanie, czy nadal stałby u boku irańskiego reżimu, gdyby ten odpalił rakiety, nawet w samoobronie. Niejasna jest postawa drugiego wielkiego sojusznika Iranu, Chin. Pekin tradycyjnie nawołuje do zachowania spokoju, ale jego rosnąca potęga militarna nie pozostanie bez wpływu na rozwój wydarzeń.

Żeby było ciekawiej, chiński prezydent Xi Jinping gości właśnie u innego „atomowego szaleńca” Kim Dzong Una w Korei Północnej. Gdyby irański reżim okazał się na tyle szalony, że uzbroiłby pociski w atomowe głowice – o ile nimi dysponuje – świat zatrząsłby się w posadach. Na każdą ewentualność musimy być przygotowani, żyjemy w nieprzewidywalnych czasach.

Czytaj także: Iran o krok od zerwania umowy nuklearnej

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną