Świat

Groźna dezinformacja. Kto i po co sieje zamęt w sprawie koronawirusa

Dezynfekcja w ośrodku Sea World w Dżakarcie Dezynfekcja w ośrodku Sea World w Dżakarcie Ajeng Dinas Ulfiana / Reuters / Forum
Świat ogarnęła pandemia, ale nie znaczy to, że zmieniły się reguły gry, przeciwnie. Gdy absolutnie wszyscy zastanawiają się, co przyniesie jutro, jeszcze łatwiej siać dezinformację i destabilizować politycznych rywali.

Wiedzieli Państwo, że koronawirus przywędrował ze Stanów Zjednoczonych? To nieprawda i to dość oczywista, biorąc pod uwagę, że rewelacje medialne na temat zachorowań na Covid-19 sięgają grudnia. Opinia publiczna mogła śledzić, jak wirus najpierw daje się we znaki w Wuhanie, opanowuje Chiny, wędruje do Korei Południowej, Iranu, wreszcie do Włoch. Z perspektywy rządów tych państw jego śmiertelność – wynosząca ok. 3 proc. – to niejedyny powód do zmartwień. Straty są gospodarcze i wizerunkowe.

Czytaj też: Inwestorzy panicznie wyprzedają akcje

Gdzie zaczęła się pandemia

Chiny, pierwszy klocek w pandemicznym dominie, do tej pory utrzymywały pozycję mocarstwa, które nie boi się rzucić rękawicy Ameryce i zawalczyć o palmę pierwszeństwa na globalnej szachownicy. Pandemia może to poważnie zmienić. Nawet gdy zostanie opanowana, Państwo Środka jeszcze długo będzie się kojarzyć z niebezpieczeństwem, krajem, od którego wszystko się zaczęło, gdzie lepiej nie podróżować i z którym niekoniecznie warto robić interesy. Dość wspomnieć nieprawdziwą historię kolportowaną na przełomie grudnia i stycznia, że wirus rozpowszechniał się w zupie z nietoperza. Już ta anegdota, choć wielokrotnie dementowana, podsycała rasistowski stereotyp, ustawiając Chiny w jednym rzędzie z krajami trzeciego świata, gdzie masowy głód jest realnym problemem.

Chiny postanowiły przeciwdziałać i na przekór wszystkiemu przekonać świat, że epidemia tak naprawdę wybuchła gdzie indziej. Z pomocą przyszedł Robert Redfield, dyrektor amerykańskiego Centrum Kontroli Zapobiegania Chorobom. Podczas spotkania w Kongresie USA potwierdził, że kilku Amerykanów, o których do tej pory myślano, że zmarli wskutek zwykłej grypy, mogło umrzeć przez niezidentyfikowanego koronawirusa.

Czytaj też: SARS-CoV-2. Fakty, a nie mity

Stąd już krok do wniosku, że koronawirus był w USA wcześniej. Tezę zaczęły powielać chińskie media, posługując się nawet nazwą „amerykański koronawirus”. Podobna agenda jest lansowana w Iranie, który nie radzi sobie z zarazą. Do tej pory rząd w Teheranie próbował uspokajać swoich obywateli, podając zaniżone statystyki zakażeń i śmiertelności (m.in. za pośrednictwem specjalnej aplikacji, którą zablokował Google), teraz sugeruje, że koronawirus to tak naprawdę amerykańska broń biologiczna. Do tych dwóch państw chętnie dołączyła Rosja, która z pomocą międzynarodowej sieci telewizyjnej Russia Today przekazuje dalej informacje z Chin i Iranu.

Czytaj też: Iran radzi sobie z epidemią wirusa

„Unia Europejska porzuciła Włochy”

Propaganda tych państw wymierzona jest także w Unię Europejską. Chiny zarzuciły Brukseli, że nie radzi sobie z epidemią, i wysłały do Rzymu samoloty z pomocą medyczną i swoimi doświadczonymi lekarzami. Widząc to, Gianluca di Feo, wicenaczelny „La Repubbliki”, napisał w tekście przedrukowanym w najważniejszych dziennikach na kontynencie, że Europa porzuciła Włochy i nie załatwiła im nawet maseczek czy gumowych rękawiczek, o które rząd się upominał. Publicysta najwyraźniej zapomniał o 140 mln euro, które Unia przeznaczyła na badania nad szczepionką, oraz 25 mld euro, które rozdysponuje, próbując zniwelować ekonomiczne skutki pandemii.

Czytaj też: Włoska służba zdrowia jest już na granicy zapaści

Polskie teorie spiskowe

Próba przerzucenia odpowiedzialności za zarazę ma bardzo długie tradycje. Dość spojrzeć na wyjątkowo silnie rozprzestrzeniającą się w nowożytnej Europie kiłę. Francuzi nazywali ją „chorobą neapolitańską” ze względu na przypadłości żołnierzy wracających do domów z włoskich wojen. Polacy nazywali ją „francą”, dla Rosjan była już chorobą polską, dla Niderlandczyków – hiszpańską. Między innymi z tego powodu używamy oficjalnej nazwy wirusa, zamiast mówić o „wirusie z Wuhanu”.

Czytaj też: Prawie zapomnieliśmy o jej istnieniu. Kiła wraca

Przyglądając się polskim mediom i plotkom szerzącym się w mediach społecznościowych, można dojść do wniosku, że to nie próba zrzucenia odpowiedzialności za wirusa na jakiś naród spędza nam sen z powiek. Furorę zrobił rzekomy przeciek od pracowniczki „administracji państwowej”. W rozprzestrzeniającej się – chciał nie chciał – viralowo wiadomości opowiadała, że w weekend zostanie wprowadzony stan wyjątkowy, wojsko wyjdzie na ulice, a miasta zostaną podzielone na specjalne strefy, w których izolowani będą zakażeni.

Na koniec dodała, że otwarte pozostaną tylko małe sklepy spożywcze, a ceny będą zawrotne, więc lepiej już teraz robić zakupy. Takie „internetowe łańcuszki” częściej powstają jako żart niż poważne narzędzie dezinformacyjne, ale mają swoje konsekwencje. Potęgują panikę i zachęcają do konsumpcji. Ta zaś generuje wzmożenie, niewskazane w sytuacji zagrożenia.

Czytaj też: Odwołanie zajęć dotyczy tylko uczniów? Szkoły po decyzji ministra

Pandemia, panika. Kto i po co sieje zamęt

Na tym odcinku trudno przebić Mariusza Pudzianowskiego. W ostatnią środę były strongman wrzucił na Instagram zdjęcie z opakowaniem witaminy C konkretnej marki. Pod spodem napisał, że według badań Shanghai Medical Association „w leczeniu nowego zapalenia płuc wywoływanego koronawirusem zaleca się stosowanie wysokiej dawki witaminy C”. Na sportowca spadła lawina krytyki. Zmienił treść wpisu i już wyraźnie zaznacza, że nie reklamował leku, a wyłącznie preparat zwiększający odporność.

Czytaj też: Zięba, czosnek ani witaminy nie zatrzymają koronawirusa

Poza dezinformacją szerzoną na użytek państw i służącą zwiększeniu obrotów jest jeszcze ta, którą można nazwać tradycyjną. Mówiąca, że epidemia to spisek Sorosa, masonów, iluminatów i próba wprowadzenia światowego rządu tylnymi drzwiami. Niestety, te historie – choć bardzo nieprawdopodobne – też wywołują zamęt. Paradoksalnie nie dlatego, że są tak dobrze wymyślone, a dlatego, że na ich tle te, które zawierają ziarno prawdopodobieństwa, zaczynają brzmieć wiarygodnie.

Jak zwykle niezależnie od tego, czy mowa o pandemii czy zupełnej politycznej flaucie, warto zadać sobie pytanie: „qui bono?” – kto zyskuje na takiej narracji, oczernianiu przeciwnika lub – jak w dwóch powyższych przypadkach – po prostu próbuje zarobić. Nade wszystko informacje należy czerpać tylko ze sprawdzonych i wiarygodnych źródeł. Ale o tym z pewnością Państwo wiedzą.

Czytaj też: Jak nauka walczy z koronawirusem. I własnymi wpadkami

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną