Świat

Po co Trumpowi wizyta Dudy? Co chce zyskać?

Andrzej Duda w Białym Domu, czerwiec 2019 r. Andrzej Duda w Białym Domu, czerwiec 2019 r. Shealah Craighead / Flickr CC by SA
Wracając do normalności po pandemii, Trump wolałby pewnie gościć przedstawiciela kraju ważniejszego dla USA niż Polska, ale i Duda to cenny gość. Na pewno poprawi mu samopoczucie.

Zapowiedziany na środę 24 czerwca szczyt Duda–Trump ktoś określił jako spotkanie dwóch polityków mające podbudować ich pozycję, gdyż obaj są w defensywie przed zbliżającymi się wyborami – tracą poparcie na rzecz kandydatów opozycji. Wiadomo, jakie nadzieje wiąże z wizytą w Waszyngtonie prezydent Rzeczpospolitej – że photo-op z przywódcą supermocarstwa, które na pewno do znudzenia będzie pokazywała TVP Info, wpłynie cztery dni później na wynik głosowania. Pożyjemy, zobaczymy. Na co jednak dokładnie liczy Trump i co może zyskać?

Czytaj też: Trump kontra świat

Duda na poprawę samopoczucia

Duda będzie pierwszym od wybuchu pandemii zagranicznym przywódcą, którego prezydent USA przyjmie w Białym Domu. To część szerszej kampanii pod hasłem „powrót do normalności”, tj. głównie znoszenia restrykcji na ratunek gospodarce. Trump wolałby najpewniej gościć przedstawiciela jakiegoś kraju ważniejszego dla Ameryki niż Polska; w czerwcu miał nadzieję na spotkanie z Angelą Merkel na szczycie G7, ale niemiecka kanclerz odmówiła, tłumacząc się zarazą – do szczytu nie doszło.

Ale i polski prezydent to cenny gość, bo poprawi samopoczucie Trumpowi, który z rozczuleniem wspomina swój pobyt w 2017 r. w Warszawie, gdzie witano go entuzjastycznie, inaczej niż w Paryżu czy Londynie. Nie wiadomo wszakże, czy samopoczucia nie zepsuje mu medialna obsługa tej wizyty. Należy się spodziewać, że poza telewizją Fox News inne media, już nie tak życzliwe, wypomną mu, że przyjmuje polityka o reputacji nacjonalisty i homofoba, w dodatku z partii podkreślającej nieustępliwość w sprawie restytucji mienia żydowskiego, co diaspora nagłaśnia jako przejaw antysemityzmu. Pierwszym sygnałem było oświadczenie demokratycznego przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów Eliota L. Engela, wzywające Trumpa do odwołania spotkania.

Czytaj też: Trump traci popularność

Biznesmen Trump i kupiec Duda

Tematem rozmów będą zapewne warunki dalszego zwiększania amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce – kiedy przybędzie dodatkowy tysiąc żołnierzy, uzgodniony w umowie z ubiegłego roku, i ile to będzie kosztowało. Oraz czy przybędą to siły z Niemiec, skąd USA wycofuje ok. 9 tys. wojsk. Trump jako twardy biznesmen będzie żądał maksymalnego wkładu z naszej strony. Sprzedał już Polsce rakiety Patriot, samoloty F-35, teraz oferuje śmigłowce i budowę elektrowni atomowej. Zyskuje uznanie w kręgach lobby zbrojeniowego czy w ogóle kompleksu wojskowo-przemysłowego, ale niekoniecznie poza nim. Dla szerszej opinii kwoty transakcji bledną w zestawieniu z eksportem broni do takich krajów jak Arabia Saudyjska czy Korea Południowa.

A już na pewno Trump nie zyska punktów, jeżeli rzeczywiście wspomnianą część wojsk z Niemiec skieruje do Polski. Amerykanie chcą, by ich chłopcy w mundurach wracali do domu, a nie ruszali znowu do jakiegoś dalekiego kraju, w dodatku na granicy z Rosją. Eksperckie elity polityki zagranicznej – poza jastrzębiami gotowymi na nową zimną wojnę – obawiają się zaostrzania stosunków z Putinem, zwłaszcza w połączeniu z pogorszeniem relacji z Niemcami, czyli osłabieniem NATO.

Czytaj też: Trump wycofa wojska z Niemiec? Zimny prysznic dla NATO

Trump liczy na poparcie Polonii?

Trumpiści być może liczą, że wizyta Dudy, przedstawiona jako dowód przyjaźni z Polską i wsparcia jej bezpieczeństwa, przełoży się na wzrost poparcia dla amerykańskiego prezydenta wśród Polonii. Trzy stany Środkowego Zachodu „swingujące” w wyborach, czyli Michigan, Pensylwania i Wisconsin, zamieszkane są licznie przez Polish Americans i ich głosy mogłyby odegrać ważną rolę. Zwłaszcza że w całym kraju, a w Midweście szczególnie, zapowiada się bardzo wyrównany wyścig i bliski remisowego rezultat.

Ale kim jest tych osławionych „9–10 mln” polskich Amerykanów? W przeważającej większości z Polską łączy ich tylko zamiłowanie do pierogów, sentyment do Pułaskiego i krakowiaka. Amerykanie po prostu. Krajem pochodzenia i jego polityką tak naprawdę interesują się głównie imigranci z pierwszego–drugiego pokolenia, zwłaszcza z fali „solidarnościowej”, z których tylko część głosuje, bo nie wszyscy mają nawet obywatelstwo. To nie tyle Polish Americans, ile American Polish – amerykańscy Polacy.

Przewidując decyzje reszty Polonii, trzeba brać pod uwagę względy inne niż polityka zagraniczna kandydatów, bo ta w wyborach USA nie ma zwykle – poza wyjątkowymi okresami, jak wojna w Wietnamie czy Iraku – większego znaczenia. Liczą się przede wszystkim takie problemy jak gospodarka, sytuacja na rynku pracy, ochrona zdrowia albo – szczególnie teraz – pokój społeczny i wewnętrzne bezpieczeństwo. A Trump stracił ostatnio na tych polach. Jego najwięksi, wierni fani to biali członkowie klasy ludowej ze średnim wykształceniem, zbuntowani przeciw „globalistycznym” elitom. Do kategorii tej nie należy wielu polskich Amerykanów. Polonia dobrze sobie radzi w USA, zalicza się do zamożniejszych mniejszości etnicznych. Mieszka przeważnie na suburbiach wielkich miast. A ludzie majętni, przeważnie z wyższym wykształceniem, stopniowo opuszczają Trumpa. Zwłaszcza kobiety. Tak samo jest we wspomnianych swingujących stanach Midwestu. Zatem kalkulacje, że propolska polityka Trumpa przeciągnie na jego stronę wahających się polskich Amerykanów, mogą się nie sprawdzić.

Porażka Dudy byłaby ciosem dla Trumpa

Ostatecznie więc największą i może nawet jedyną korzyścią z wizyty Dudy dla Trumpa będzie po prostu skuteczna – jeśli taka się okaże – pomoc prezydentowi RP w reelekcji, zapewniającej ciągłość „dobrej zmianie”. Rządy obecnej opozycji nie będą już tak uległe wobec Waszyngtonu jak rządy PiS, trudniej będzie im sprzedać helikoptery i inne cuda. Poza tym PO ogląda się też na Europę.

Ewentualna porażka Dudy byłaby dla Trumpa ciosem, bo zostałaby przedstawiona jako sygnał odwrócenia trendu rosnącego poparcia dla populistycznej prawicy na całym świecie, cofnięcia się fali, która nowojorskiego magnata wyniosła do władzy. Trump ma, łagodnie mówiąc, luki w wiedzy o świecie, ale orientuje się w tym, co jego dotyczy. Intuicyjnie lub przesądnie wyłapuje oznaki zagrożenia – albo powodzenia. Jak w 2016 r., kiedy entuzjastycznie zareagował na brexit – najpewniej wtedy dopiero uwierzył, że może wygrać.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Jak rządził premier Kaczyński?

Jeszcze nie ruszyła kampania wyborcza, a już pojawiły się billboardy z Jarosławem Kaczyńskim jako przyszłym premierem. Prezes PiS był już szefem rządu. Warto przypomnieć jego dokonania.

Mariusz Janicki, Wiesław Władyka, [współpr.] Anna Dąbrowska
04.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną