Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Łukaszenka sam siebie zaprzysiągł na prezydenta

Aleksandr Łukaszenka został uzurpatorem. Ani USA, ani Unia Europejska nie uznają jego władzy. Aleksandr Łukaszenka został uzurpatorem. Ani USA, ani Unia Europejska nie uznają jego władzy. Andrei Stasevich / TASS / Forum
Samozatrudniając się na stanowisku prezydenta, Łukaszenka zamknął sobie drogę do kompromisowych rozwiązań, także tych, które zwalniałyby go z odpowiedzialności za zbrodnie.

Były prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka został uzurpatorem. Wcześniej swoją legitymację opierał na autentycznej popularności. Teraz może liczyć na lojalność przede wszystkim aparatu urzędniczego, wojska, milicji i służb specjalnych. To ich reprezentanci znaleźli się wśród publiczności obserwującej potajemnie przeprowadzone tzw. zaprzysiężenie Łukaszenki na kolejną kadencję. Ma rację opozycja mówiąca o inscenizacji i farsie. Mają rację m.in. niektóre rządy państw Unii, w tym Polski, które nie zamierzają uznawać go za prawowitego prezydenta, skoro sierpniowe wybory ordynarnie sfałszował.

Snyder: Łukaszenka może pójść drogą Jaruzelskiego

Rządy Łukaszenki weszły w nowy etap

Coraz mroczniejsze wrażenie sprawia zachowanie mundurowych, którzy z narastającą brutalnością okładają pałkami demonstrantów na ulicach białoruskich miast. Próby dławienia środowych protestów, będących reakcją na niby-zaprzysiężenie, wskazują, że reżim dąży do powszechnej pacyfikacji i po kilku tygodniach wahania do złamania manifestantów wreszcie zdecyduje się użyć całego potencjału państwa policyjnego. Do takiego wniosku prowadzi widok kilkudziesięciu omonowców rozbijających szyby w jednym samochodzie – z kierowcą w środku – albo biegających po Mińsku zwartych oddziałów z tarczami. Zresztą siepacze Łukaszenki sprawiają wrażenie bardziej sił okupacyjnych niż formacji mających dbać o bezpieczeństwo obywateli.

Michnik: Wszyscy patrzymy teraz na Białoruś

Rządy Łukaszenki weszły w nowy etap. Samozatrudniając się na stanowisku prezydenta, zamknął sobie drogę do kompromisowych czy pomostowych rozwiązań, zmierzających do powtórzenia wyborów, także w wariancie wyłączenia jego odpowiedzialności za popełnione przez lata zbrodnie. Ucinając rozważania o swoim odejściu, Łukaszenka pozbawił się bardzo ważnego atutu. Utrzymał się tyle lat, ponieważ dość zręcznie balansował pomiędzy Zachodem a Rosją. Kontakty z pierwszym pomagały mu neutralizować próby rosyjskiego nacisku na przyspieszoną integrację obu państw, sprzedaż białoruskich przedsiębiorstw państwowych w rosyjskie ręce czy ustanowienie rosyjskiej bazy wojskowej na terenie Białorusi – generalnie zabiegów ekipy z Kremla mających ograniczyć pole manewru białoruskiego dyktatora. Teraz Białorusi może być znacznie trudniej kupować np. amerykańską ropę czy starać się w międzynarodowych instytucjach finansowych o kredyty ratujące płynność budżetu.

Czytaj też: Dwie rzeczywistości na Białorusi. Kiedy się przetną?

Białorusini są cierpliwi

Białoruś wchodzi w okres dwuwładzy. Kraj jest niby-kontrolowany przez Łukaszenkę, ale tak pogardzana przez niego ulica i zdecydowana przychylność zagranicy jest po stronie jego przeciwników. Tajne niby-zaprzysiężenie, a także wzrost aktywności służb porządkowych wskazują też, że reżim jest świadom, jak wielkie są jego ograniczenia. A sygnały o słabości uzurpatora odbierają wszyscy, także ci wciąż posłuszni, w tym urzędnicy, milicjanci i żołnierze. Stąd – jak przez cały okres białoruskich protestów – najważniejsze będą nie tyle zagraniczne sankcje, mające ograniczone, głównie symboliczne znaczenie, ile reakcja społeczeństwa.

Wydaje się, że dalsze masowe i pokojowe protesty są najlepszym sposobem obrony przed uzurpatorem, który może i chce pójść drogą eskalacji czy nakręcania przemocy, ale Białorusini nie odpowiadają na jego prowokacje i zaczepki. Z godną podziwu cierpliwością znoszą cierpienie zadawane w więzieniach i aresztach, wciąż znajdują siłę, by nie szukać odwetu. Im dłużej uda im się wytrwać, tym większe szanse, że krąg wiernych słabnącemu uzurpatorowi będzie się zmniejszał, co z kolei zwiększy szansę na dokonanie pokojowej zmiany politycznej.

Czytaj też: Kryzys na Białorusi. Polska dyplomacja znów zalicza wpadkę

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
09.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną