Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Mowa Scholza. Jaka ma być nowa Unia w obliczu rosyjskiego zagrożenia? 

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz na praskim uniwersytecie. 29 sierpnia 2022 r. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz na praskim uniwersytecie. 29 sierpnia 2022 r. David W. Cerny / Forum
Skoordynowana polityka obronna, mniej jednomyślności, za to więcej skuteczności w obronie wartości europejskich. Na praskim Uniwersytecie Karola Olaf Scholz wygłosił programową mowę o reformach Unii.

Pięć lat temu Emmanuel Macron swoje programowe przemówienie o suwerenności Europy wygłosił na paryskiej Sorbonie. Olaf Scholz wybrał na swoje uniwersytet w Pradze – pretekstem była czeska prezydencja w Unii Europejskiej, ale także potrzeba i chęć zaprezentowania przemyśleń o stanie i przyszłości UE nie z Berlina, a ze stolicy jednego z nowych krajów członkowskich z Europy Środkowo-Wschodniej. Krajów niegdyś należących do bloku radzieckiego, a dziś – wobec rosyjskiej agresji przeciw Ukraine – bezpośrednio zaangażowanych w pomoc napadniętemu sąsiadowi.

Czytaj też: Niemca goń, goń, goń! Kaczyński potrzebuje zewnętrznego wroga

Unia geopolityczna

Napaść Rosji na Ukrainę określił jako atak na europejski system wartości: „Nie chcemy wracać do XIX czy XX w. z jego wojnami podjazdowymi i totalitarnymi ekscesami. Unia Europejska jest żywym odrzuceniem imperializmu i autokracji”, opiera się na pluralizmie i równowadze interesów. Kanclerz nie tylko obiecał Kijowowi dalsze wsparcie militarne, ale i zasugerował „rzetelny podział pracy” w tym zakresie, stwierdzając, że Niemcy mogłyby wyobrazić sobie „przejęcie szczególnej odpowiedzialności za budowę ukraińskiej artylerii przeciwlotniczej i obrony powietrznej”. Tym bardziej że już dostarczają Ukrainie samobieżne haubice 2000, wielokrotną wyrzutnię rakiet MARS II i czołg przeciwlotniczy Gepard.

Rosyjska inwazja na Ukrainę była także punktem odniesienia w sprawach reformy Unii i unijnych priorytetów. Kanclerz sześciokrotnie odwoływał się do zwrotu „epokowej zmiany”, którego użył 25 lutego w Bundestagu, a wkrótce potem wsparł miliardami euro na lepsze wyposażenie Bundeswehry. Teraz chodzi o danie właściwych odpowiedzi na tę epokową zmianę – o stworzenie „geopolitycznej Europy”, zdolnej zaznaczyć swoją obecność w wielobiegunowym świecie. Podobne pojęcie – „Komisji (Europejskiej) geopolitycznej” – użyła w 2019 r. jej przewodnicząca Ursula von der Leyen, ale zawisło w powietrzu – do czasu pandemii, kiedy Unia po raz pierwszy została rzucona na głęboką wodę. Teraz chodzi o jej bezpieczeństwo, niezależność i stabilność przede wszystkim wobec „zewnętrznych wyzwań” – mówił Scholz.

Czytaj też: Co z tymi czołgami? Kolejny spór Warszawy i Berlina

Traktaty unijne nie są wyryte w kamieniu

Zmiany dotyczą polityki zagranicznej i obronnej, rozszerzania UE i niezbędnych reform wewnętrznych, a także polityki energetycznej i gospodarczej, migracji i prawa azylu oraz Paktu Stabilności i Wzrostu. Wiele z przytoczonych propozycji nie było nowych, niektóre są częścią programu Komisji, jak choćby promowanie mikroczipów z Europy czy lepsza ochrona granic zewnętrznych. Inne były niedopowiedziane. Scholz wspomniał, że traktaty nie są wyryte w kamieniu i mogą być zmieniane. Ale nie nawiązał do projektu Macrona z 2017 r. o konwencji unijnych instytucji, rządów i parlamentów, czego domagał się Parlament Europejski podczas francuskiej prezydencji.

Zdaniem „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Scholz w Pradze najdalej posunął się jednak w kwestii europejskiej polityki obronnej. Mówił, że „musimy dokonać przeglądu wszystkich naszych krajowych zastrzeżeń i regulacji, np. w odniesieniu do wykorzystania i eksportu wspólnie wyprodukowanych systemów”, co było skierowane przede wszystkim pro domo sua, bo to Berlin narzucił sobie bardziej restrykcyjne zasady niż Francja, co nadwerężyło takie projekty jak europejski myśliwiec piątej generacji. Scholz opowiedział się też za „wspólnie opracowanym systemem europejskiej obrony powietrznej”, co byłoby „tańsze i skuteczniejsze niż budowanie przez każdego z nas własnej kosztownej i wysoce skomplikowanej obrony”. Jako możliwych partnerów wymienił Polskę, Bałtów, Holendrów, Czechów, Słowaków i kraje skandynawskie.

Kanclerz poparł też budowę sił szybkiego reagowania UE, które w średniej perspektywie powinny mieć „realne” dowództwo. Obiecywał, że Niemcy zajmą się tym w 2025 r., gdy „staniemy na czele sił szybkiego reagowania”. Nie kwestionuje prymatu NATO w zakresie obrony narodowej i sojuszniczej. Proponuje, by ministrowie obrony UE spotykali się w odrębnym składzie, a nie, jak dotychczas, w ramach Rady do Spraw Zagranicznych.

Czytaj też: „Rozumiejący Rosję i Putina” w Niemczech kajają się lub milczą

Mniej jednomyślności

Delikatniejsze są inne reformy UE, jak po raz kolejny wysunięta kwestia stopniowego odchodzenia od jednomyślności na rzecz decyzji większościowych w polityce zagranicznej i podatkowej. Wraz z narzuconą Europie przez Putina „zmianą epoki” presja na skuteczne działanie stała się tak duża, że niepodobna już utrzymać jednomyślności. W polityce zagranicznej powinno to początkowo dotyczyć kwestii sankcji czy praw człowieka. Na takie dictum premier Czech Petr Fiala zareagował bardzo powściągliwie, z dość powszechnej w naszej części UE obawy, że wielcy łatwo będą mogli przegłosować mniejszych. Zarzut powtarzany do potęgi i u nas, choć akurat Polacy dobrze wiedzą, do jakiego bezwładu unię polsko-litewską doprowadziło liberum veto...

Z kolei, jak pisze Hubert Wetzel z „Süddeutsche Zeitung”, kanclerz nadałby całej sprawie większe znaczenie, gdyby powiedział, „przy jakiej decyzji jego rząd federalny dałby się przegłosować pozostałym członkom UE. W przeszłości nierzadko to same Niemcy zachowywały się w polityce uchodźczej, finansowej, energetycznej czy rosyjskiej tak, jakby ich linia była jedyną możliwą dla Europy, a wszelkie zastrzeżenia ze strony sąsiadów ze wschodu i południa były tylko zrzędzeniem”.

Czytaj też: Kuracja odwykowa. Jak się uwolnić od rosyjskiej energii?

Jaka będzie rozszerzona Unia

Konkretniejszy Scholz starał się być w sprawie przyszłego rozszerzenia UE o państwa zachodniobałkańskie, Ukrainę, Mołdawię i Gruzję. Po takim rozszerzeniu Komisja Europejska licząca 30 czy nawet 36 komisarzy doprowadziłaby jednak do „sytuacji kafkowskiej”. Co prawda każdy kraj nadal powinien być reprezentowany przez jednego komisarza, ale obowiązki ministerialne zdaniem Scholza powinny przypadać dyrekcjom generalnym, co zakrawa na wyważanie otwartych drzwi, jako że już teraz istnieje podział na komisarzy odpowiedzialnych za sprawy techniczne i wiceprzewodniczących koordynujących.

Niemiecki kanclerz jest też przeciwny „rozdymaniu” Parlamentu Europejskiego. Nie wyjaśnił jednak, jak to pogodzić z jednoczesnym respektowaniem zasady równej wagi każdego głosu wyborczego. To stary postulat niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem dziś niemiecki kandydat na europosła potrzebuje 13 razy więcej głosów niż maltański. Ta dysproporcja mogłaby zostać zmniejszona tylko wtedy, gdyby małe państwa przestały być reprezentowane przez co najmniej sześciu posłów, ku czemu są jednak zasadne powody.

Czytaj też: Luisa Neubauer, niemiecka Greta. Politycy marzą o jej poparciu

Bez ekskluzywnych klubów, ale z wartościami

I wreszcie Scholz wysłał z Pragi dwa sygnały do Francji. „Nie chcę w UE ekskluzywnych klubów czy dyrekcji” – na co wielokrotnie miał ochotę Paryż. Kanclerz podkreślał też, że dalsze rozszerzanie Unii na Wschód będzie „korzystne dla nas wszystkich”.

Z drugiej strony wysłał sygnały pod adresem Budapesztu i Warszawy: „Sondaże pokazują, że wszędzie – także na Węgrzech i w Polsce – zdecydowana większość obywatelek i obywateli chciałaby widzieć jeszcze większe zaangażowanie UE na rzecz wolności i demokracji w swoich krajach. Jedną z tych możliwości jest procedura praworządności z art. 7. Tu również musimy odejść od możliwości blokad. Wydaje mi się także rozsądne konsekwentne powiązanie płatności ze zgodnością ze standardami praworządności, jak to już uczyniliśmy w przypadku ram finansowych na lata 2021–27 oraz Funduszu Odbudowy w czasie pandemii”.

Zdaniem Scholza „powinniśmy także otworzyć Komisji nową drogę do wszczynania postępowań w sprawie naruszania zobowiązań traktatowych przez państwa członkowskie, jeśli naruszone zostanie to, co w istocie trzyma nas razem – nasze podstawowe wartości, które wszyscy zapisaliśmy w traktacie UE: godność człowieka, wolność, demokracja, równość, państwo prawa i poszanowanie praw człowieka”.

Czytaj też: Zmiana polityki wobec Rosji. Dlaczego Berlin nie nadąża?

Szkoda, że nie w Warszawie

Cóż, sprawa jasna. Olaf Scholz wybrał uniwersytet praski na miejsce swego europejskiego wystąpienia, bo mamy w UE czeską prezydencję. Ale dobrze by było, gdyby tę mowę wygłosił w Warszawie, pasowałaby do wrześniowych rocznic. Tydzień temu Moskwa po raz kolejny oficjalnie wychwalała pakt Ribbentrop-Mołotow. A w październiku minie 250. rocznica pierwszego rozbioru polsko-litewskiej Rzeczypospolitej. I wszystkie te daty prusko-rosyjskiej oraz hitlerowsko-stalinowskiej sztamy w 1939/40 r. kosztem „skrwawionych ziem” (za Timothym Snyderem) Europy Środkowo-Wschodniej są w niemieckiej publicystyce od pół roku przywoływane w związku z krytyczną oceną nazbyt przyjaznego stosunku Republiki Federalnej do Rosji Putina.

Olaf Scholz w Pradze do historii odnosił się tylko na wstępie. Przydałoby się w Warszawie wysłuchać tej mowy dziś, by pomówić o przyszłości. Nawet jeśli w Niemczech kanclerz zebrał także cierpkie uwagi za to, że rozminął się z codziennymi problemami Europejczyków związanymi z wojną w Ukrainie – takimi jak rosnące ceny energii.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Spacerek pod lufą. Jak zwykli Polacy polują na myśliwych

Czy sprzeciw zwykłych obywateli może położyć kres polowaniom na zwierzęta? Sezon łowiecki właśnie się rozkręca.

Przemysław Ziemacki
03.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną