Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Traktory na niemieckich drogach. Kipi agresja, zyskuje brunatna prawica

Rolnicy protestujący pod Bramą Brandenburską w Berlinie Rolnicy protestujący pod Bramą Brandenburską w Berlinie Fabrizio Bensch / Reuters / Forum
Od początku tygodnia trwają w Niemczech masowe demonstracje branży rolniczej. Siedmiodniowy protest wpisuje się w krajobraz toczącego Niemcy niezadowolenia i frustracji.

Kwaśna atmosfera ostatnich miesięcy trwa: końca protestów w Niemczech nie widać, a lista sfrustrowanych tylko się wydłuża. A na horyzoncie nie tylko wybory europejskie, ale i regionalne w trzech wschodnich landach. Polityczni ekstremiści zacierają ręce.

Polityka ulicy, czyli niemieckie protesty

Wbrew stereotypom demonstracje są częścią tutejszej kultury politycznej. Największe powojenne protesty miały miejsce w Niemczech Zachodnich w 1968 r., w czasie buntów studenckich, a w latach 80. i 90. na ulice wychodziły ruchy ekologiczne i pacyfistyczne. W Niemczech Wschodnich, poza pamiętnym stłumionym strajkiem w 1953 r., masowe demonstracje końcówki lat 80. związane były z przemianami w bloku wschodnim.

Bliżej naszych czasów, przed niecałą dekadą, liczne protesty spowodowane były tzw. kryzysem migracyjnym w latach 2015–16. Szczególnie we wschodnich Niemczech – choć nie tylko – mobilizowały działaczy radykalnie prawicowego, antyislamskiego ruchu PEGIDA oraz ideologicznie pokrewnych ugrupowań do tzw. poniedziałkowych demonstracji (Montagsdemonstrationen, od demonstracji opozycji komunistycznej w NRD). Od 2020 r. miejsce miały liczne protesty tzw. Querdenker, czyli „myślących niezależnie”, sprzeciwiających się odgórnej odpowiedzi na pandemię covid-19, z zaleceniami szczepień i częściowymi lockdownami.

Natężenie protestów zbiegło się z przejęciem władzy w 2021 r. przez obecną koalicję socjaldemokratów z SDP, Zielonych i liberałów z FDP. Po ataku Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. rozpoczęły się Marsze Wielkanocne (Ostermärsche, nawiązujące do ruchu antyatomowego lat 60.) przeciwko zaangażowaniu w wojnę z Putinem poprzez wysyłkę broni do Ukrainy. Skutki konfliktu były także przyczynkiem dla protestów przeciwko wzrostowi cen energii i sankcjom wobec Rosji. W 2023 r. miasta w całym kraju blokowały strajki klimatyczne młodzieży, proizraelskie demonstracje i protesty wobec wojny w Gazie, a od kilku tygodniu ulice i drogi regularnie okupują rolnicy.

Rewolta rolników

Bezpośrednią przyczyną ogólnokrajowej, tygodniowej akcji protestacyjnej rolników są cięcia budżetowe, które dotkną także branżę agro. Już we wrześniu 2023 r. było wiadomo, że kolejny rok w Niemczech upłynie pod znakiem zaciskania pasa. A w listopadzie okazało się, że w już i tak okrojonym budżecie federalnym na 2024 r. świeci dodatkowa dziura na 60 mld euro. Deficyt powstał w wyniku orzeczenia Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe o niezgodnym z hamulcem zadłużenia przeniesieniu środków unijnych między celami (z walki ze skutkami pandemii na politykę klimatyczną) i latami (z 2021 na 2024).

W ramach cięć rząd zaplanował zniesienie dopłat do rolniczego oleju napędowego i likwidację zwolnienia rolników z podatku od pojazdów silnikowych. Przyniosłoby to rocznie ok. 900 mln euro oszczędności. W odpowiedzi już w grudniu 2023 rolnicy zjechali traktorami do Berlina i zablokowali centrum miasta. Minister rolnictwa Cem Özdemir (Zieloni) z prowizorycznej sceny pod Bramą Brandenburską wśród gwizdów koncyliacyjnie zapewniał: „Wiem, że przyjechaliście do Berlina z ogromnym gniewem i walczę w rządzie, aby zapobiec tej surowości cięć”.

Özdemir przyrzeczenia częściowo dotrzymał: na początku stycznia wycofano się z podatku od pojazdów silnikowych wykorzystywanych w leśnictwie i rolnictwie. Z olejem napędowym już się jednak nie udało, przywileje będą stopniowo wygaszane. W odpowiedzi Niemiecki Związek Rolników (Deutscher Bauernverband) zapowiedział akcje protestacyjne w całym kraju. Trwają blokady dróg i dojazdów do przejść granicznych z Czechami i Polską, a także wizyty ciągników w dużych miastach – siedzibach władz regionalnych (w Hamburgu, Monachium, Erfurcie, Wiesbaden, Dreźnie) i w Berlinie. Akcja jest masowa: w samej Badenii-Wirtembergii udział w niej wzięło 25 tys. traktorów i innych pojazdów.

Z drugiej strony gniew udziela się osobom, którym protesty utrudniają życie. Tak jak w przypadku klimatycznej młodzieży przyklejającej się do infrastruktury publicznej i wobec rolników zdarzają się przypadki naruszenia nietykalności cielesnej. Zniecierpliwieni korkami kierowcy reagują złością. Doszło do potrąceń, stłuczek, gróźb karalnych, użycia kastetu. Policja twierdzi, że jeden z protestujących został nawet umyślnie najechany.

Polityczne drugie dno

Mobilizacja demonstrantów wskazuje na ich frustrację i determinację. Ale nie są jedyną grupą rozczarowaną rządzącą koalicją. Atmosfera gęstnieje, kipi agresja. Tydzień przed rozpoczęciem protestów tłum zablokował we Fryzji prom, na pokładzie którego znajdował się wracający ze świątecznego urlopu wicekanclerz i minister gospodarki Robert Habeck (Zieloni). Związek Rolników potępił ten incydent, kanclerz Olaf Scholz (SPD) mówił o „brutalizacji obyczajów politycznych”, szefowa dyplomacji Annalena Baerbock (Zieloni) – o „przekroczeniu granic”.

Hasła wypisane na traktorach: Grun, gelb, rot is des Bauern Tod (Zielony, żółty, czerwony to śmierć rolnika – od kolorów partii koalicyjnych), Rot, gelb, grün ist Deutschland ruin (Zielony, żółty, czerwony to ruina Niemiec) czy nieśmiertelne Ampel muss weg! (Precz z koalicją świateł drogowych) – nie wymagają komentarza. Niektóre zainteresowały prokuraturę, ponieważ nawoływały do przemocy, jak np. „Rząd na szubienicę”.

Na półmetku kadencji poparcie dla rządu pikuje, w porównaniu z 2021 r. spadło o połowę. Partie koalicyjne tracą zaplecze, zwłaszcza socjaldemokraci, którzy osiągają historyczne dno w sondażach (blisko 15 proc.), oraz liberałowie, którzy gdyby wybory odbywały się dziś, balansowaliby na 5-proc. progu. Centroprawicowa CDU prowadzi, ale nie przebija szklanego sufitu na poziomie niewiele ponad 30 proc. Przybywa natomiast głosów skrajnie prawicowej AfD (ok. 23 proc.).

Zyskuje polityczna ekstrema

Do fali protestów rolników dołączają nie tylko inne grupy zawodowe, jak logistycy czy rzemieślnicy, równolegle demonstruje skrajna prawica, wykorzystując ogólne zamieszane i napięcie. Rolnicy wprawdzie oficjalnie odżegnali się od środowisk próbujących coś ugrać na ich protestach, nazywając je „tępakami z wywrotowymi fantazjami”, lecz nie mają kontroli nad dynamiką zdarzeń. To trochę zabawa z zapałkami.

Właściwie nie ma tygodnia, by obywatele nie wylegali na ulice. Tych negatywnych emocji i frustracji żadne ugrupowanie ze środka sceny politycznej nie potrafi zagospodarować. Centroprawicowa CDU i nowa lewicowa partia Sahry Wagenknecht nie ustają w atakach na koalicję w kwestii migracji czy zielonej transformacji. To podatny grunt dla ekstremy, która niezadowolenie określonych grup interesu spowodowanego konkretnymi decyzjami próbuje przekierować na tory ogólnej krytyki władzy i sprzeciwu wobec demokratycznego systemu.

Moment, w którym eskalują protesty rolników, jest o tyle istotny, że na wschodzie kraju zbliżają się wybory. We wrześniu głosować będą Saksonia, Turyngia i Brandenburgia. To landy, w których AfD cieszy się obecnie największą popularnością, z łatwością przebija pułap 30 proc. i zostawia konkurentów z tyłu. Dodatkowo zbliżają się czerwcowe wybory europejskie, a Niemcy to kraj o najliczniejszej reprezentacji w Parlamencie Europejskim (96 osób). Brunatna fala w Niemczech od kilku lat wzbiera i nikt nie ma pomysłu, jak ją powstrzymać, licząc wciąż na opamiętanie w dniu wyborów. Za którymś razem strategia ta może nie wystarczyć.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Walka o słynny pomnik w Rzeszowie. Chcą go przejąć i wyburzyć

Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie jest dziś dziełem sztuki i zabytkiem. Bernardyni zdecydowali niespodziewanie o przekazaniu go za darmo Stowarzyszeniu Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia, które chciałoby go wyburzyć. Wbrew władzom miasta i mieszkańcom.

Jagienka Wilczak
18.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną