Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Trump mięknie w sprawie NATO? Nie dajmy się zwieść. Jego powrót do Białego Domu byłby katastrofą

Donald Trump powiedział, że jego groźby pod adresem krajów NATO są „formą negocjacji”. Donald Trump powiedział, że jego groźby pod adresem krajów NATO są „formą negocjacji”. Shealah Craighead / Trump White House Archived / Flickr
Donald Trump zapewnił, że jeśli Europa „będzie spłacać swoje należności”, to nie wycofa Ameryki z NATO. Ale wiemy, ile warte są jego obietnice. Jeśli zostanie znowu prezydentem, może radykalnie osłabić Sojusz. Jednostronnie, mocą dekretu.

„Jeżeli kraje członkowskie będą płaciły swoją należność w NATO, będę w 100 proc. wspierał Sojusz” – powiedział Donald Trump w rozmowie z brytyjskim politykiem Nigelem Farage’em w telewizji GB News we wtorek. Wypowiedź byłego prezydenta niektóre media zinterpretowały jako sygnał „zmiany tonu” w sprawie NATO (dziennik „Independent”) po jego niedawnych oświadczeniach, komentowanych jako potwierdzenie najczarniejszych prognoz, że w razie powrotu do Białego Domu USA wycofają się z Sojuszu. W rzeczywistości trudno przypuszczać, by Trump zmienił nagle poglądy na ten temat.

„Najwyraźniej ktoś mu poradził, że powinien powiedzieć coś miłego o NATO” – skomentowała Anne Applebaum w telewizji MSNBC.

Czytaj też: Europa już zdaje sobie sprawę, że wojna z Rosją może nadejść

Trump wywołał szok i panikę w Europie

Przypomnijmy: pod koniec lutego w przemówieniu do fanów były prezydent oświadczył, że jeśli jakiś członek NATO nie będzie „płacił swej należności”, USA pod jego kierownictwem nie przyjdą mu z pomocą, gdyby padł ofiarą agresji. Jak dodał, będzie nawet zachęcał agresora – a z kontekstu wynikało, że chodzi o Rosję – do inwazji. Ostrzeżenie, że Ameryka może nie wywiązać się z zobowiązań wynikających z art. 5, nakazujących krajom Sojuszu solidarną obronę zaatakowanego państwa członkowskiego, wywołała szok i panikę w Europie. W USA wypowiedź Trumpa spotkała się z dość powszechną krytyką i potępieniem, do którego nie przyłączyli się tylko popierający go politycy Partii Republikańskiej.

Jak Trump od dawna przekonuje, fakt niewydawania na obronę minimum 2 proc. budżetu przez wiele państw NATO oznacza, że korzystają „za darmo” z ochrony USA. Używanie przez niego zwrotu „nie płacą swoich należności” (fair share) stwarza jednak fałszywe wyobrażenie, że chodzi o jakieś składki do wspólnego budżetu. Te jednak, ustalone według zamożności danego kraju, płacą regulaminowo wszyscy. Do wydawania co najmniej 2 proc. na własną obronę kraje członkowskie zobowiązały się na szczycie w Walii w 2014 r. Do niedawna tylko kilka z nich wywiązywało się z tej deklaracji, dziś na 32 kraje członkowskie 18 osiąga próg 2 proc., w tym Polska, która wydaje na zbrojenia aż 3,9 proc. PKB – największy odsetek ze wszystkich (drugie są USA – 3,49 proc., trzecia Grecja – 3,01 proc.).

Można przypuszczać, że naciski Trumpa – oprócz napaści Rosji na Ukrainę – dodatkowo zmobilizowały europejskich członków NATO do zwiększenia nakładów na zbrojenia. Poprzedni prezydenci USA, m.in. Barack Obama, też upominali partnerów, że wydają za mało, ale nie czynili tego publicznie, co ułatwiało Europejczykom uchylanie się od przestrzegania ustaleń. Wojna w Ukrainie zmienia myślenie na kontynencie, mnożą się apele o wzmacnianie arsenałów. NATO nie ma osobnej, własnej armii, więc jego zdolności obronne zależą od potencjału wojskowego jego członków. To ważne tym bardziej, że nawet art. 5 nie gwarantuje natychmiastowej odsieczy – mówi bowiem, że najpierw państwa członkowskie muszą się naradzić, jak pomóc, więc ciężar odparcia wstępnego ataku spoczywa na armii napadniętego kraju.

Czytaj też: NATO kilku prędkości? Pomysły trumpistów coraz bardziej szalone

Ameryka też potrzebuje NATO

W wywiadzie dla Farage’a, znanego promotora brexitu, Trump powiedział, że jego groźby pod adresem krajów NATO są „formą negocjacji”. Tak też interpretują te enuncjacje jego sojusznicy z Partii Republikańskiej, twierdząc, że „to tylko brutalny język”, charakterystyczny dla niego od dawna, więc „nie należy go brać dosłownie”.

Obóz Trumpa udaje, że nie dostrzega, iż jego postawa wobec NATO musi niepokoić. W rozmowie z Farage’em i we wszelkich wcześniejszych wypowiedziach mówił o Sojuszu tak, jakby był korzystny tylko dla krajów europejskich, co jest demagogicznym kłamstwem. Art. 5 NATO, czyli „zasadę d’Artagnana” (jeden za wszystkich, wszyscy za jednego), zastosowano po raz pierwszy – i do tej pory jedyny – po ataku terrorystycznym 11 września 2001 r., kiedy kraje członkowskie przyłączyły się do sił USA atakujących Afganistan.

NATO jest potrzebne Stanom, stanowi twardą gwarancję utrzymywania pokoju i stabilizacji na świecie, dzięki czemu kwitnie amerykańska gospodarka. Tymczasem Trump – jak przypomniała Anne Applebaum – mówi o Sojuszu tak, jakby był „protection racket”, układem, na podstawie którego Ameryka chroni Europę niczym gangsterzy zapewniający ochronę biznesom.

Aby uzupełnić obraz postrzegania NATO przez Trumpa, należy jeszcze dodać jego stosunek do Putina. Razem z falangą popierających go izolacjonistów z republikańskiej frakcji America First nie sądzi on, żeby należało się przejmować imperialnymi zamiarami moskiewskiego dyktatora, bo przecież Europa Wschodnia to tradycyjna strefa wpływów Rosji.

Czytaj też: Czy Europa bez USA naprawdę nie ma szans?

Trump może wycofać wojska z Europy

W rozmowie z Farage’em Trump zapewnił, że jeśli Europa „będzie płacić”, on „na 100 proc.” nie wycofa Ameryki z NATO. Wiemy, ile warte są obietnice Trumpa. Nie ma żadnych problemów z niedotrzymywaniem słowa, kiedy leży to w jego interesie. Jego byli najbliżsi współpracownicy, jak doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton, mówią, że na pewno będzie próbował wyprowadzić USA z NATO. Nie wymaga to ratyfikacji przez Senat – zatwierdzenie traktatu międzynarodowego tak, ale jego wypowiedzenie już nie.

Niedawno Senat uchwalił wprawdzie ustawę, że prezydent nie może wykonać takiego ruchu bez jego zgody, ale nie wiadomo, jak to ma wyglądać w praktyce. Pewne jest natomiast, że Trump, jeśli zostanie znowu prezydentem, może po prostu radykalnie osłabić NATO, jednostronnie, mocą dekretu, wycofując z Europy amerykańskie wojska.

Innymi słowy, Trump, jak zauważyła Anne Applebaum, powiedział o NATO „coś miłego” – ale nie dajmy się zwieść. Jego ewentualna prezydentura to katastrofa dla Sojuszu i dla Europy.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Nauka

Za dużo leków, diagnoz depresji, autyzmu i ADHD? Wielki spór w psychiatrii

Narasta sprzeciw wobec tradycyjnej psychiatrii. Zamiast u lekarzy pomocy szukamy w aplikacjach i poradnikach. Dwie książki próbują uporządkować ten chaos. Z różnym skutkiem.

Paweł Walewski
12.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną