Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Dziwny odwet Izraela. Europa nie chce tej wojny, prawica w USA się cieszy, Rosja korzysta

Irańska oficjalna telewizja potwierdza „masowe eksplozje” w środkowej prowincji Isfahan. 19 kwietnia 2024 r. Irańska oficjalna telewizja potwierdza „masowe eksplozje” w środkowej prowincji Isfahan. 19 kwietnia 2024 r. Forum
Docierają pierwsze komentarze po uderzeniu, które nad ranem polskiego czasu Izrael przeprowadził w okolicach miasta Isfahan w środkowym Iranie. Z Europy płyną apele o zachowanie zimnej krwi, prawica w USA chwali tymczasem rząd Beniamina Netanjahu.

Agencje były z początku powściągliwe, bo Iran jest objęty szczelną blokadą informacyjną, a izraelska ambasada w Waszyngtonie odmawiała komentarza w sprawie domniemanego ataku. Teraz wiadomo już na pewno, że ok. godz. 4 polskiego czasu Izraelczycy zaatakowali okolice Isfahan – niedaleko znajdują się instalacje programu nuklearnego. Na obrzeżach miasta działa natomiast baza lotnicza, którą Izraelczycy zaatakowali też rok temu. Według informacji Rafaela Mariano Grossiego, dyrektora generalnego Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA), obiekty nuklearne pozostały nienaruszone.

Irańskie media minimalizują skalę ataku. Oficjalne komunikaty nadawane przez państwową telewizję donoszą o „niezidentyfikowanych obcych obiektach”, które „znalazły się w irańskiej przestrzeni powietrznej” i „zostały zestrzelone”. W Isfahanie, jak donosi amerykańska stacja CNBC, ludzie robią zakupy, piją kawę, jadą do pracy – życie toczy się bez zakłóceń.

„Bliski Wschód znalazł się na krawędzi”

Jako pierwszy z europejskich polityków głos w tej sprawie zabrał francuski wiceminister spraw zagranicznych Jean-Noel Barrot. Wezwał „do deeskalacji na Bliskim Wschodzie” i przypomniał, że to oficjalne stanowisko Francji wobec konfliktu w regionie. Apel skierował do wszystkich zaangażowanych stron. Ta deklaracja jest o tyle ważna, że Paryż, obok Londynu w Europie, zaangażował się bezpośrednio w obronę Izraela w weekend. Przez cały miniony tydzień liderzy na kontynencie, w tym szef MSZ Wielkiej Brytanii David Cameron, premier Hiszpanii Pedro Sánchez i najwyżsi unijni urzędnicy, wzywali do wstrzymania walk.

W podobnym tonie wypowiedział się sekretarz generalny ONZ António Guterres. Jego zdaniem „Bliski Wschód jest na granicy”, wojna lada moment może rozlać się na region, dlatego zaapelował o „maksymalną wstrzemięźliwość”. Potępił wszystkie elementy eskalacji: od izraelskiego ataku 1 kwietnia na irański konsulat w Damaszku po odwet na terytorium Izraela w ostatni weekend. Jak dodał, „społeczność międzynarodowa wspólnie odpowiada” za minimalizowanie ryzyka w regionie.

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen utrzymała dotychczasowy kurs, pisząc, że „jest absolutną koniecznością, by powstrzymać się od dalszych ataków i region pozostawał stabilny”.

Z apelami o zaniechanie ataków wystąpili także politycy i przywódcy azjatyccy. Japońskie ministerstwo spraw zagranicznych opublikowało oświadczenie, zapewniając o „dyplomatycznym zaangażowaniu” rządu w Tokio w pokojowe rozwiązanie konfliktu. Chiński MSZ „sprzeciwia się” z kolei atakom odwetowym po izraelskim uderzeniu na Iran z piątkowego poranka.

Czytaj też: „Trzeba rzucić Iran na kolana”. Pokusa Izraela jest potężna i groźna

„Wybuchowe” urodziny ajatollaha

Amerykańskie media, w tym CNN i „New York Times”, informują – na razie powołując się na nieoficjalne źródła – że siły zbrojne USA nie brały udziału w odwecie. Politycy za oceanem, zwłaszcza związani z Partią Republikańską, nie kryli jednak zadowolenia z takiego obrotu spraw. Senator Marko Rubio z Florydy, jeden z najbardziej zagorzałych krytyków Iranu (oraz innych niedemokratycznych krajów, głównie Kuby) w Kongresie, napisał na X (d. Twitter), że „ajatollah Chamenei ma wybuchowe urodziny” – Izraelczycy uderzyli w dniu 85. urodzin religijnego przywódcy Iranu.

Nancy Mace, członkini Izby Reprezentantów z Karoliny Południowej, pochwaliła z kolei przy tej okazji politykę Donalda Trumpa wobec Iranu – jej zdaniem był znacznie bardziej stanowczy od „nic nieznaczącego w tej sprawie” Joe Bidena. Nawet z szeregów Demokratów płyną głosy wsparcia dla Izraela – Ritchie Torres, nowojorski kongresmen, napisał na X, że „Izrael ma prawo bronić się przed każdą, pośrednią i bezpośrednią, formą agresji ze strony Iranu”.

Naim Quassem, osoba numer dwa w militarnej hierarchii Hezbollahu, wspieranej przez Iran polityczno-wojskowej organizacji na południu Libanu, zapewniał natomiast, że „nie dąży do pełnowymiarowej wojny”. Niemniej „każda agresja Izraela spotka się z proporcjonalną odpowiedzią”.

Czytaj też: Atak odwetowy Ameryki na irańskie cele w Syrii i Iraku. To dopiero początek

Nie odwracać uwagi od Ukrainy

W chwili opublikowania tego tekstu nie ma jeszcze oficjalnego komentarza Białego Domu. W reakcjach światowych przywódców i polityków widać jednak coraz wyraźniejszy podział. Europa właściwie codziennie od weekendu nalega, żeby konfliktu nie rozdmuchać – przede wszystkim dlatego, że toczy się w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Poza tym przeniesienie uwagi na Bliski Wschód spowoduje najpewniej trudności w mobilizowaniu do wsparcia dla Ukrainy, która teraz schodzi na dalszy plan.

Amerykańska prawica, zwłaszcza związana z Trumpem, chwali ofensywne działania i retorykę Beniamina Netanjahu głównie z powodu trwającej od lat nienawiści do Iranu. Chiny starają się zachować neutralność, przynajmniej w deklaracjach, chociaż nie jest żadną tajemnicą, że zarówno Pekin, jak i Moskwa w pośredni sposób korzystają na chaosie na Bliskim Wschodzie. Wreszcie – oczywiste staje się, że żaden z sojuszników nie jest już w stanie skutecznie wpływać na Netanjahu. Po weekendzie pojawiały się teorie, że Izrael nie odpowie Teheranowi, żeby nie drażnić państw, które w weekend przyszły mu w sukurs. Już kilka dni później okazały się nietrafione, co tylko potwierdza, że region najpewniej nadal będzie pogrążać się w chaosie.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Duda nie wypełnia obowiązku. Ktoś się łudził?

PiS i Andrzej Duda dostarczyli przekonującego dowodu, że powoływani przez nich ambasadorowie byli, ogólnie rzecz biorąc, marnej jakości. Konflikt prezydenta z rządem Tuska na tym tle właśnie się pogłębił.

Marek Ostrowski
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną