Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Trump straszy Iran. Czy USA podejmą kolejną interwencję zbrojną? Powtórki z Wenezueli nie będzie

Donald Trump na pokładzie Air Force One, 11 stycznia 2026 r. Donald Trump na pokładzie Air Force One, 11 stycznia 2026 r. Julia Demaree Nikhinson / Associated Press / East News
Reżim Republiki Islamskiej wydaje się coraz bardziej znienawidzony, a jego słabość po militarnych klęskach wskazuje, że ewentualna interwencja USA ma duże szanse zadania mu decydującego, finalnego ciosu.

Donald Trump deklaruje poparcie dla antyrządowych protestów w Iranie i grozi reżimowi ajatollahów nieokreślonymi bliżej konsekwencjami. Sensacyjna operacja militarna USA w Wenezueli sprzed parunastu dni zdaje się zwiększać prawdopodobieństwo, że ośmielony sukcesem prezydent zdecyduje się na ponowną interwencję zbrojną w Iranie, gdzie w czerwcu samoloty USA wraz z siłami izraelskimi zbombardowały instalacje nuklearne. Trump jednak się waha, zdając sobie sprawę, że atak na reżim w Teheranie jest dużo bardziej ryzykowny niż w Wenezueli.

Iran: Donald Trump się waha

Prezydent od początku potępia krwawe tłumienie protestów w Iranie, gdzie według rozmaitych szacunków – bo wskutek zablokowania przez władze internetu brak pewnych informacji – zginęły już setki lub nawet tysiące demonstrantów. Trzeba tu przyznać, że wyrażając z nimi solidarność, Trump zachował się lepiej niż w 2009 r. Barack Obama, który milczał w reakcji na tzw. zielone protesty w Iranie po sfałszowanych przez reżim wyborach. Werbalne deklaracje to w polityce jednak zwykle za mało i ciekawe, co Trump zrobi teraz.

„Iran wypatruje wolności jak nigdy dotąd. USA są gotowe pomóc” – napisał w sobotę w sieci i ostrzegł reżim, że „jeśli będzie nadal zabijał demonstrantów, dużo za to zapłaci”. W poniedziałek jednak oznajmił, że przywódcy irańscy „chcą negocjować”. I dodał, że USA „są gotowe do rozmów”.

Trump ma wiele opcji siłowych i innych możliwości nacisku, chociaż historia uczy, że zagraniczna interwencja w imię poparcia antyrządowej opozycji łączy się z ryzykiem „politycznego bumerangu”. Społeczeństwa kraju zaatakowanego przez obce mocarstwo, uciskane nawet przez brutalny, represyjny reżim, integrują się czasem w jego obronie, szczególnie jeśli agresja skutkuje licznymi ofiarami wśród cywilów. Reżim Republiki Islamskiej wydaje się jednak coraz bardziej znienawidzony, a jego słabość po militarnych klęskach w zeszłym roku wskazuje, że ewentualna interwencja USA ma duże szanse zadania mu decydującego, finalnego ciosu.

Czytaj też: Protesty w Iranie zaczęły się na bazarze. Reżim uspokoi ulicę? Równanie z dwiema niewiadomymi

Najpierw Maduro, teraz Chamenei?

USA mogą np. ponownie zbombardować instalacje atomowe albo bazy rakietowe. Polityczne tego znaczenie byłoby głównie symboliczne – spowodowałoby nasilenie protestów, ale jeśli nie nastąpiłaby potem inwazja wojsk lądowych, reżim przetrwa. Skuteczniejsze byłoby uderzenie w pozycje Korpusów Strażników Rewolucji (ang. IRGC), głównych sił tłumiących demonstracje, co wzmocniłoby ich morale, jeśli nawet nie zmusiło oprawców do mordowania ludności. A opcja prawdopodobnie najlepsza to celne uderzenie w liderów władz, z jego najwyższym przywódcą ajatollahem Alim Chameneim na czele. Sukces nalotu amerykańskich komandosów na rezydencję Nicolasa Maduro w Caracas może zachęcić Trumpa do powtórzenia podobnego wyczynu w Teheranie – chociaż nie wiadomo, czy Chamenei ukrywa się w stolicy.

Akcje tego rodzaju skłonią z pewnością Iran do prób militarnego odwetu. Przewodniczący irańskiego parlamentu zagroził atakiem na bazy USA w rejonie Zatoki Perskiej, a minister spraw zagranicznych ostrzegł nawet, że planuje się atak prewencyjny, jeśli pojawią się sygnały przygotowań do agresji. Tymczasem siły USA w regionie są osłabione – nie ma tam obecnie lotniskowca, jednostki marynarki wojennej stacjonują w zachodnim Pacyfiku i na wodach Morza Karaibskiego. Nie wiadomo, czy z pomocą przyjdzie Izrael, który na razie podobno stara się nie włączać do ewentualnej akcji poparcia irańskich protestów.

Problemy z siłowym rozwiązaniem mogą skłonić Trumpa do tego, by ograniczyć interwencję do cyberataku albo tylko wsparcia demonstrantów przez wysłanie im terminali Starlink, które mają im pomóc w blokowanej przez reżim komunikacji internetowej. Rozważa się także wprowadzenie nowych sankcji. Iran, używając statków z floty cieni, wciąż eksportuje 1,5–3 mln baryłek ropy dziennie, jej ogromne ilości płyną m.in. do Chin. Większą skuteczność sankcji można by prawdopodobnie osiągnąć, gdyby w celu izolowania Iranu USA bardziej współpracowały z sojusznikami. Ale Trump lekceważy sojusze.

Czytaj też: Iran enty raz dostał po twarzy i udaje twardziela. Pięć paradoksów reżimu Chameneiego

MAGA milczy

Reakcje w USA na groźby Trumpa pod adresem Iranu rozkładają się z grubsza zgodnie z politycznym podziałem w kraju. Republikanie komentują je na ogół aprobująco. Tylko republikańscy izolacjoniści, którzy krytycznie oceniali interwencje w Wenezueli, przestrzegają przed dalszym militarnym zaangażowaniem w Iranie. Antywojenny odłam MAGA, dla którego porwanie Maduro było szokiem, na razie milczy.

Demokraci zgadzają się, że reżim irański zasługuje na jednoznaczne potępienie, ale podkreślają, że ewentualna akcja zbrojna będzie wymagała konsultacji i zgody Kongresu. Te same głosy rozlegały się w Waszyngtonie bezpośrednio po desancie w Caracas i Senat uchwalił w ubiegłym tygodniu rezolucję nakazującą, by wszelkie dalsze militarne kroki przeciw Wenezueli rząd podjął, uprzedzając o tym Kongres. Izba Reprezentantów prawdopodobnie przegłosuje podobną uchwałę, ale Trump na pewno ją zawetuje i nieznaczna, jak się przewiduje, większość „za” nie pozwoli na przełamanie weta.

Administracja Trumpa oświadczyła już, że ustawy z 1973 i 1983 r., które uzależniają rozpoczęcie przez prezydenta wojny od zgody Kongresu, uważa za niezgodne z konstytucją. Sprawę ma rozstrzygnąć Sąd Najwyższy, ale opór Trumpa nie jest w tej sprawie bezprecedensowy – jego poprzednicy w Białym Domu, z obu partii, decydowali się na zbrojne akcje, nie czekając na zielone światło z Kapitolu.

Kongres ma jednak „władzę portfela”, czyli prawo decydowania o budżecie państwa, co pozwala mu wstrzymywać lub obcinać fundusze na wydatki wojenne.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Już jedna trzecia Polaków to single. Związki wydają się dziś ciężką harówką, dane są zatrważające

Prof. Tomasz Szlendak o tym, że miłość i związki coraz częściej traktuje się jako ciężką pracę, a romantyczne uniesienia ciągle pozostają pożądane, ale nie są doświadczane.

Joanna Podgórska
06.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną