Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1472. dzień wojny. Torpedy wracają do gry? Rosjanie na Morzu Czarnym ich nie stosują

4 marca 2026 r. amerykański okręt podwodny zatopił irańską fregatę „IRIS Dena” na Oceanie Indyjskim. 4 marca 2026 r. amerykański okręt podwodny zatopił irańską fregatę „IRIS Dena” na Oceanie Indyjskim. MojNews / Wikipedia
Na Oceanie Indyjskim amerykański okręt podwodny posłał na dno irańską fregatę „IRIS Dena”. Dlaczego Kreml nie decyduje się na podobny krok wobec statków zmierzających do Odessy?

Polsko-ukraińska spółka joint venture PK MIL SA, utworzona przez Ponar Wadowice i ukraińskie Kramatorskie Zakłady Budowy Maszyn Ciężkich, przygotowuje się do uruchomienia produkcji kołowych samobieżnych armatohaubic 2S22 Bohdana, kal. 155 mm.

Najtrudniejszym elementem procesu produkcyjnego będzie linia technologiczna do wytwarzania luf ze specjalnej utwardzanej stali. Wymaga ona m.in. precyzyjnego wiercenia długiego, gwintowanego przewodu w stalowym bloku oraz późniejszego procesu utwardzania. Najpewniej z Ukrainy będą pochodziły także ciężkie kołowe podwozia KrAZ.

Produkcja w Polsce może jednak przynieść Ukrainie dodatkową korzyść. Sprzęt wytwarzany poza jej terytorium będzie można eksportować, na co ukraińskie przepisy nie pozwalają w przypadku ciężkiego uzbrojenia produkowanego w kraju. Dochody z eksportu mogłyby finansować zakupy amunicji i innego sprzętu dla sił zbrojnych.

Jak się okazało, Ukraina stała się jednym z najlepszych ekspertów w zwalczaniu tanich dronów, takich jak irańskie Shahedy. Wypracowała niedrogie sposoby masowego ich niszczenia – inaczej nie udźwignęłaby tego finansowo. Wiele państw – w tym USA oraz kraje znad Zatoki Perskiej – dopiero dziś mierzą się z problemem, z którym Ukraińcy walczą od lat.

Kremlowscy oficjele tymczasem krytykują Stany Zjednoczone za działania militarne przeciwko Iranowi. Wykorzystują eskalację na Bliskim Wschodzie, by przygotować grunt pod obarczenie USA winą za ewentualne fiasko rozmów pokojowych dotyczących Ukrainy. W tej wersji wydarzeń coraz częściej za przedłużanie wojny odpowiadać ma Donald Trump, a nie Wołodymyr Zełenski. Jedyną osobą, która – według rosyjskiej propagandy – w ogóle nie ponosi odpowiedzialności, pozostaje Władimir Putin.

Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow stwierdził 5 marca, że prezydent USA Donald Trump oraz sekretarz obrony Pete Hegseth wygłaszają sprzeczne oświadczenia dotyczące motywów działań USA wobec Iranu. Tym razem trudno się z nim nie zgodzić. Z pewną melancholią można jednak zauważyć, że Putin, Miedwiediew, Pieskow i Ławrow mówią jednym głosem o celach Rosji w Ukrainie. Ich celem pozostaje pełne pokonanie Ukrainy – ukryte w formule „likwidacji pierwotnych przyczyn konfliktu”.

Okazuje się też, że trafiona 1 marca rosyjska fregata „Admirał Essen” nie jest już zdolna do odpalania pocisków manewrujących 3M14 Kalibr. Czyni to okręt mało użytecznym w obecnej wojnie. Z drugiej strony nie jest to dla Rosji aż tak dotkliwe – Kalibrów także zaczyna brakować.

Na frontach większych zmian nie odnotowano.

Amerykanie zatapiają fregatę

Irańska fregata „IRIS Dena” weszła do służby w 2021 r. Był to stosunkowo nowoczesny, choć niewielki okręt: ok. 1500 ton wyporności i 95 m długości. Uzbrojenie obejmowało chińskie pociski przeciwokrętowe, irańskie przeciwlotnicze oraz amerykańskie wyrzutnie torped do zwalczania okrętów podwodnych. Na pokładzie znajdowały się również: działo kal. 76 mm, działko kal. 40 mm oraz śmigłowiec Agusta Bell AB212. Załoga liczyła około 140 osób.

Okręt brał udział w wielonarodowych ćwiczeniach MILAN 2026, które odbyły się w lutym w pobliżu Visakhapatnam na wschodnim wybrzeżu Indii. Następnie uczestniczył w prestiżowej paradzie indyjskiej marynarki wojennej – International Fleet Review, czyli odpowiedniku polskich „Dni Morza”. W drodze powrotnej, około 75 km od wybrzeży Sri Lanki, fregata została w nocy wykryta przez amerykański atomowy okręt podwodny uzbrojony w torpedy i pociski manewrujące.

Nie wiadomo, czy irańska jednostka wykryła przeciwnika. Nawet jeśli tak było, okręt znajdował się poza strefą działań bojowych i najpewniej nie spodziewał się ataku. Amerykański okręt podwodny odpalił jedną lub kilka torped Mk.48 kal. 533 mm. Jedna z nich trafiła w dolną część kadłuba – w pobliżu stępki. Potężna eksplozja przełamała fregatę na pół i okręt szybko zatonął. Według różnych raportów 4 marca br. zginęło na niej od 80 do 87 marynarzy.

Czytaj także: Trump: Nie będzie żadnego porozumienia z Iranem, tylko bezwarunkowa kapitulacja

150 lat torped

Torpedy mają już ponad 150 lat. Pierwszą skonstruował w 1866 r. brytyjski inżynier Robert Whitehead. Był to pocisk wyrzucany z rury na okręcie do wody, gdzie napędzał go silnik tłokowy zasilany sprężonym powietrzem z butli. Najważniejszą innowacją Whiteheada był jednak mechanizm hydrostatyczny, który utrzymywał torpedę na niewielkiej głębokości pod powierzchnią wody. Dzięki temu poruszający się pocisk uderzał w podwodną część kadłuba okrętu. Eksplozja dużego ładunku wybuchowego rozrywała poszycie kadłuba, a do wnętrza jednostki wdzierała się woda. Okręty średniej wielkości po trafieniu torpedą często tonęły. Większe jednostki wymagały zwykle kilku trafień.

Kluczową zaletą torped było jednak to, że mogły być używane przez niewielkie okręty. Wyrzutnie instalowano na małych jednostkach bojowych zwanych torpedowcami. Aby im przeciwdziałać, zaczęto budować nieco większe okręty uzbrojone w torpedy i działa kalibru 76–102 mm. Nazywano je „niszczycielami torpedowców”, a w przedwojennej Polsce – „kontrtorpedowcami”. Z czasem pancerniki i krążowniki zaczęły pływać w osłonie jednostek, które miały chronić je przed szybkim atakiem torpedowców. Nazwę wkrótce skrócono po prostu do „niszczycieli”.

Do dziś okręty tej klasy pełnią wiele funkcji: zwalczają okręty podwodne, bronią przed atakami z powietrza, walczą z mniejszymi jednostkami nawodnymi oraz mogą same prowadzić ataki torpedowe. Poza krótko używanymi krążownikami lekkimi „Dragon” i „Conrad”, niszczyciele były największymi jednostkami w polskiej flocie podczas II wojny światowej. Jeden z nich – ORP „Orkan” – zatonął na północnym Atlantyku 8 października 1943 r., trafiony torpedą wystrzeloną z niemieckiego okrętu podwodnego U-378. Zginęło 178 marynarzy. Ciekawostką jest to, że był to jeden z pierwszych przypadków bojowego użycia torpedy kierowanej. „Orkana” zatopiła torpeda akustyczna, naprowadzająca się na szum śrub okrętu.

W czasie II wojny światowej nawet największe jednostki tonęły po trafieniu torpedą, najczęściej odpaloną z okrętów podwodnych. W ten sposób zatonęły m.in. brytyjskie pancerniki HMS „Royal Oak” i HMS „Barham”, japoński krążownik liniowy IJN „Kongō” czy amerykański lotniskowiec USS „Wasp”. Torpedy zatopiły także setki innych okrętów i tysiące statków handlowych.

Stały się one główną bronią okrętów podwodnych już podczas I wojny światowej. Dziś pełnią raczej rolę uzbrojenia uzupełniającego. Od lat 50. główną bronią przeciw okrętom są kierowane pociski przeciwokrętowe, takie jak francuski Exocet, który w 1982 r. zatopił brytyjski niszczyciel HMS „Sheffield” podczas wojny o Falklandy. Po ataku załoga, znajdująca się już w szalupach ratunkowych, patrząc na płonący okręt, śpiewała „Always Look on the Bright Side of Life”.

W czasie wojny indyjsko-pakistańskiej 9 grudnia 1971 r. pakistański okręt podwodny PNS „Hangor” zatopił torpedami indyjską fregatę INS „Khukri”. Najgłośniejszym przypadkiem pozostaje jednak zatopienie argentyńskiego krążownika ARA „General Belgrano” 2 maja 1982 r. podczas wojny o Falklandy przez brytyjski atomowy okręt podwodny HMS „Conqueror”. Okręt zatonął w 45 minut, a życie straciło 323 marynarzy. Argentyna protestowała, twierdząc, że jednostka została zatopiona poza strefą działań wojennych. Kontrowersje wywołało także zachowanie Brytyjczyków: po powrocie do bazy Faslane okręt wywiesił piracką flagę „Jolly Roger”, tradycyjny znak zwycięstwa okrętów podwodnych.

Takie flagi wieszali również polscy podwodniacy z okrętów ORP „Sokół” i ORP „Dzik”, nazywanych „strasznymi bliźniakami”. Operując na Morzu Śródziemnym, zatopili wiele włoskich i niemieckich statków oraz mniejszych jednostek wojennych. W realiach współczesnej poprawności politycznej wywieszenie pirackiej flagi przez Brytyjczyków wywołało jednak sporą burzę medialną.

Najdziwniejszym przypadkiem było zatonięcie południowokoreańskiej korwety ROKS „Cheonan” (PCC-772) 26 marca 2010 r. Początkowo sądzono, że na pokładzie doszło do eksplozji. Śledztwo wykazało jednak, że okręt został trafiony torpedą wystrzeloną z północnokoreańskiego miniaturowego okrętu podwodnego typu Yeono.

W przypadku ostatniego zatopienia Amerykanie nie ujawnili, która jednostka przeprowadziła atak. Dziennikarze spekulują jednak, że mógł to być znajdujący się w rejonie USS „Topeka” (SSN-754) typu Los Angeles. Okręt ma już niemal 40 lat służby.

Czytaj także: Putin chwali się największą na świecie torpedą Posejdon z napędem atomowym

Dlaczego Rosjanie nie używają torped?

Na Morzu Czarnym operuje co najmniej pięć rosyjskich okrętów podwodnych, co jak na tak niewielki akwen stanowi znaczącą siłę. Większość z nich należy do typu 636.3 „Warszawianka”, będącego rozwinięciem starszego typu 877 „Pałtus” (do tej rodziny należy także polski ORP „Orzeł”). W skład tej grupy wchodzą m.in. jednostki: B-261 „Noworosyjsk”, B-262 „Stary Oskoł”, B-265 „Krasnodar” i B-268 „Wielki Nowogród”. Starszym okrętem jest B-871 „Ałrosa” typu 877.

Jedna z jednostek typu 636.3 – B-237 „Rostów nad Donem” – została ostatecznie zatopiona w porcie w Sewastopolu w sierpniu 2024 r. po serii ukraińskich ataków. Wcześniej, we wrześniu 2023 r., została poważnie uszkodzona przez pociski Storm Shadow, odpalone z ukraińskich samolotów Su-24M, gdy stała w suchym doku. Inny okręt, B-271 „Kołpino”, został 16 grudnia 2025 r. ciężko uszkodzony przez ukraińskie bezzałogowe pojazdy morskie Magura, gdy znajdował się w porcie w Noworosyjsku.

Rosyjskie okręty podwodne pozostają natomiast aktywne w odpalaniu pocisków manewrujących 3M14 „Kalibr”. Skala tych działań zależy jednak od dostępności samych pocisków.

Ciekawostką jest to, że Rosjanie nie atakują statków zmierzających do Odessy. Teoretycznie mogliby to robić – ich okręty podwodne są znacznie mniej narażone na ukraińskie ataki niż jednostki nawodne. Ukraińcy nie dysponują bowiem okrętami zdolnymi do zwalczania okrętów podwodnych, a śmigłowce bazujące na lądzie byłyby łatwym celem dla rosyjskich myśliwców startujących z Krymu.

Powód rosyjskiej powściągliwości jest jednak dość prosty. Do ukraińskich portów płyną głównie statki zagraniczne – greckie, tureckie, egipskie, chińskie, niemieckie czy skandynawskie. Wiele z nich pływa dodatkowo pod tzw. tanimi banderami, jak Liberia, Panama czy Komory, co jeszcze bardziej utrudnia identyfikację. Zatopienie statku należącego np. do Grecji lub Niemiec oznaczałoby eskalację konfliktu z państwami NATO. W skrajnym scenariuszu mogłoby to doprowadzić do odwetowego uderzenia na rosyjskie porty na Morzu Czarnym.

Jeszcze poważniejsze konsekwencje miałoby zatopienie statku tureckiego. Ankara mogłaby wówczas zamknąć Bosfor i Dardanele nie tylko dla rosyjskich okrętów wojennych, ale także dla tankowców tzw. rosyjskiej floty cieni. Byłby to dla Rosji poważny cios gospodarczy.

Czytaj także: Czy francuski parasol atomowy pozwoli nam uniknąć losu Ukrainy?

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Tragedia na torach. Takiego wypadku nie było w Polsce od lat, robi się groźnie. Kto zawinił?

Takiego wypadku nie było w Polsce od lat. Niedawno na przejeździe kolejowo-drogowym w Ziębicach zginęło młode małżeństwo. Nie zadziałały nie tylko rogatki, ale doszło też do awarii sygnalizacji świetlnej. Iwona i Krystian osierocili dwuletnią córeczkę. Czy przejazdy kolejowe w Polsce to przejazdy śmierci?

Katarzyna Kaczorowska
10.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną