Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kraj

Wszystkie winy Tuska, logika i (bez)krytyczne myślenie

Premier Mateusz Morawiecki Premier Mateusz Morawiecki Krystian Maj / Kancelaria Prezesa RM
Ktoś zaproponował cały szereg nowych słów od nazwiska Tusk, np. „utyskować” zamiast „utyskiwać”. Dodałbym (w imieniu PiS, a nie od siebie) „otuskowić” zamiast „oszwabić”, co sprytnie łączy pochodzenie z wynagrodzeniem wiadomo od kogo.

Polska Szkoła Logiczna była światową potęgą w dwudziestoleciu międzywojennym. Logiki uczono intensywnie w szkołach średnich i na uniwersytetach, ponieważ uważano ją za ważną ze społecznego punktu widzenia. Kazimierz Twardowski mawiał, że całe życie jest egzaminem z myślenia logicznego, a Jan Łukasiewicz – że logika jest moralnością myśli i mowy. Rzecz ciekawa, że nawet w trudnych latach 1949–56 logika była nauczana w liceach i na niektórych kierunkach uniwersyteckich, np. na prawie. Od lat 70. zaczęło się to zmieniać, a rugowanie logiki trwa do dzisiaj.

Czytaj też: Mizeria logiczno-retoryczna tzw. dobrej zmiany

Pod wpływem amerykańskim pojawiło się tzw. krytyczne myślenie, przedmiot obejmujący elementy logiki formalnej, metodologii nauk, retoryki i nawet erystyki (tj. sztuki prowadzenia sporów). Ta nowa dziedzina miała kształcić umiejętność radzenia sobie z natłokiem informacji przekazywanych przez środki masowego przekazu (prasę, radio, telewizję, a zwłaszcza internet). Główne postulaty to: badaj formalną poprawność argumentów, np. czy wniosek wypływa z przyjętych przesłanek, staraj się w miarę wszechstronnie ocenić wiarygodność tego, co nadawca ma do przekazania (temu służy korzystanie z różnych źródeł), i staraj się oddzielić rzetelne argumentacje od wykorzystujących podejrzane chwyty w rodzaju ad personam czy przekupstwa (temu służy tradycyjna retoryka).

Historia pokazuje, że nie ma większych szans na to, aby logika czy krytyczne myślenie wygrały z argumentacyjnymi nadużyciami czynionymi w imię doraźnych interesów, zwłaszcza tych, którzy rządzą. Demagogranda w imię demagokracji (by użyć terminów, które wcześniej zaproponowałem) towarzyszą sprawowaniu władzy od niepamiętnych czasów i nic nie wskazuje, aby ten stan rzeczy miał się kiedykolwiek zmienić. Niemniej trzeba ujawniać nadużycia argumentacyjne, nawet jeśli praktyczne skutki takowej działalności są znikome.

Wciąż utyskują na Tuska

Pan Morawiecki, bujający się pomiędzy bliskim Madrytem i daleką Brukselą, zaapelował, aby p. Tusk zrzekł się przewodnictwa w Europejskiej Partii Ludowej, ponieważ „trzeba powiedzieć sobie bardzo konkretnie, kto jest odpowiedzialny za to, że Rosja ma dzisiaj bardzo konkretny instrument szantażu. Nikt nie zrobił więcej dla Rosji Putina i dla budowy Nord Stream 2 niż Europejska Partia Ludowa. Na jej czele stoi kto? Donald Tusk. Pobiera tam pensje, ma tam swoich mocodawców”.

Dobrozmieńcy mają prawdziwą obsesję na temat p. Tuska (zapewne spotęgowaną zazdrością, że Jego Ekscelencja i Handlarz Pokościelnym Mieniem Bezspadkowym są lokalnymi politykierami i co najwyżej mogą liczyć na karesy ze strony p. Orbána i p. Le Pen); ktoś zaproponował cały szereg nowych słów od nazwiska Tusk, np. „utyskować” zamiast „utyskiwać”, a ja dodałbym (w imieniu tzw. dobrej zmiany, a nie od siebie) „otuskowić” zamiast „oszwabić”, co sprytnie łączy pochodzenie z wynagrodzeniem wiadomo od kogo.

Pan Morawiecki zapewne wie, że to nie partie polityczne decydują o inwestycjach typu Nord Stream 2, ale bajdurzy swoje, aby zdezawuować swojego przeciwnika. Przesada w politycznych polemikach jest rzeczą notoryczną. Trudno się zgodzić z p. Leszczyną, że rząd nic nie robi w sprawie pandemii (faktycznie robi niewiele i głupio) czy (to zdanie p. Tuska) że spotkanie p. Morawieckiego z p. Le Pen jest przejawem postawy antyukraińskiej – faktycznie, jego wyprawa do „bliskiego” Madrytu była stratą czasu, który mógł być znacznie lepiej wykorzystany w napiętej sytuacji międzynarodowej. Politycy opozycji przesadzali, ale nie kłamali. I ja pozwolę sobie na szczyptę demagogii, posługując się ostatnio popularnym numerem Piwnicy pod Baranami, w którym informują, że premier Morawiecki jednak nie należał do założycieli kabaretu.

Czytaj też: Nie warto być chamem. Morawiecki stracił hamulce

Winy Tuska: inflacja, Nord Stream 2, brexit...

„Morawieckie” (ogólniej, bo to dobro zmienne) gawędy o winie Tuska trafiają do suwerena. Znajoma prawniczka opowiedziała mi następującą historyjkę. Pewien obywatel RP czeka już rok na rozstrzygnięcie sprawy sądowej dotyczącej podziału majątku. Nic dziwnego, że denerwuje się i szuka winnych. Rzeczona prawniczka próbowała mu wytłumaczyć, że jest taka, a nie inna sytuacja w sądach, że ministerstwo nie przydziela etatów, że sędziowie rezygnują z pracy, bo nie chcą brać odpowiedzialności za powolność postępowań i pretensje stron itd.

Nic nie docierało, bo po wysłuchaniu tych wszystkich argumentów rozżalony klient stwierdził, że to wszystko przez Tuska i Unię Europejską, blokujących reformę wymiaru sprawiedliwości. Ba, wina Tuska obejmuje znacznie więcej. TVP i billboardy opłacane ze skarbu państwa informują: „Polityka klimatyczna forsowana przez Unię Europejską i popierana przez partię Donalda Tuska oraz manipulacje gazowe Putina zagrażają Polakom, którzy już dostają wysokie rachunki za gaz”.

W ogólności: Tusk mógł powstrzymać Putina, zablokować Nord Stream 2, nie dopuścić do brexitu, inflacji (tzw. tuskowe to powoduje) w Polsce i drożyzny, ale nie zrobił tego – wiadomo, w czyim interesie. Jest to nawet zabawne, o czym świadczą komentarze internautów sugerujące, że Tusk mógł powstrzymać zagładę dinozaurów, zatopienie Atlantydy, potop szwedzki, rozbiory, a nawet zabezpieczyć Polskę przed pandemią, a nie zrobił nic.

To nie tylko żarty, gdyż p. Kowalski bajdurzy, że gdyby nie Tusk, a Saryusz-Wolski został wybrany w 2017 r. na szefa Rady Europejskiej, to na pewno powstrzymałby Nord Stream 2. Jeden z p. Karnowskich poważnie stwierdził, że objęcie rządów przez Zjednoczoną Prawicę było szczęśliwym trafem w związku z wybuchem pandemii covid-19, bo gdyby dalej rządził Tusk, toby czekał i nic nie robił.

Wskazania na rzecz krytycznego myślenia zalecają, aby nie formułować w polemikach nierzeczywistych (tj. o fałszywym poprzedniku) okresów warunkowych, bo są nierozstrzygalne i w żaden sposób nie przyczyniają się do wyjaśniania bieżących problemów. Inny jest status warunkowych prognoz, np. stwierdzeń, że jeśli prawica utrzyma się u władzy w Polsce, to krajowi grozi katastrofa klimatyczna lub, aby nie być jednostronnym, jeśli opozycja przejmie rządy, to przeniesie stolicę z Warszawy do Brukseli – mogą być trafne lub mylne, prawdopodobne lub nie, ale są sprawdzalne. Zasady krytycznego myślenia wymagają także, aby nie formułować tzw. pozornych zależności przyczynowych, np. jeśli barometr pokazuje zmianę ciśnienia, a potem zmienia się pogoda, to wskazania barometru są przyczyną owej zmiany. Lub skoro nie Saryusz-Wolski, a Tusk został przewodniczącym Rady Europejskiej, to fakt ten stał się przyczyną niezatrzymania budowy Nord Stream 2.

Czytaj też: Bajki o złej Unii i jeszcze gorszym CO2

Kura telewizyjna i kaczka dziennikarska

A oto jeszcze jeden przykład pozornego związku politycznego. Sukcesy sportowe są często wykorzystywane w celach politycznych. Tak się złożyło, że przez wiele lat polscy skoczkowie narciarscy dostarczali sporo radości rodzimym kibicom. W tym sezonie spisują się znacznie gorzej i nie liczono na jakieś spektakularne sukcesy na olimpiadzie w Pekinie. Zdarzył się medal w indywidualnym konkursie na tzw. skoczni normalnej. Oto komentarz p. Babiarza: „Z niezależnych od TVP powodów skoki nie cieszyły się ostatnio może wielkim zainteresowaniem, ale wróciły do domu i od razu jest efekt”.

Owe niezależne powody to kupno prawa do transmisji skoków przez TVN – wyjątkiem są zawody w Polsce i tegoroczne igrzyska, które można oglądać w TVP (także w Eurosporcie). Pan Kurzajewski, inny zasłużony piewca narodowego charakteru startów sportowych, dodał: „Limonka to kolor naszych skoczków, limonka to też kolor TVP Sport, przypadek? Nie sądzę”. Rzecz dotyczy żółtej (cytrynowej) barwy kombinezonów polskich skoczków.

Sprawę rozstrzygnął sam p. Kurski (Jacek): „Sami państwo widzieli, co się stało. Kiedy tylko skoki wróciły do Telewizji Polskiej, natychmiast przyszły też sukcesy Polaków. Mamy medal igrzysk olimpijskich dla Polski! 2 Polaków w szóstce, 4 w rundzie finałowej. Brawo polscy skoczkowie, brawo Dawid Kubacki! Bądźmy razem z TVP”.

Problem w tym, że w kolejnych konkursach skoczkowie nie zdobyli medalu mimo powrotu do domu i kombinezonów w limonkę. Dlaczego? Odpowiedź, przynajmniej z punktu widzenia p. Kurskiego, nasuwa się od razu: to wina Tuska. Teraz trzeba mówić „kura (nomen omen) telewizyjna” zamiast „dziennikarska kaczka”.

Czytaj też: J.K. + J.K. = Love! Czyli Jacek Kurski na łamach „Sieci”

Polski Ład. 25 korekt dziennie

Tzw. Polski Ład wzbudza sporo krytyki. Niektórzy określają go łagodnie „Polskim Nieładem”, inni mniej elegancko: „Polskim Wałem”, a ja już kiedyś zaproponowałem, aby skrót PŁ odczytywać jako Pisie Łgarstwo. Miałem zamiar przygotować specjalny felieton o , ale na razie rezygnuję, bo nawet największa trzpiotka jest wzorem stałości w porównaniu z tym, co demonstruje rząd z tym projektem.

Dość powiedzieć, że od początku wprowadzenia w życie PŁ pojawiły się do połowy lutego 852 poprawki, czyli ok. 25 dziennie. Dotyczą przede wszystkim niejasnych lub wręcz absurdalnych przepisów podatkowych. Rzecz jest tak dobrze znana, że nie będę podawał szczegółów. Obecny stan rzeczy unieważnił prognozę (z jesieni 2021 r.) p. Morawieckiego, że PŁ jest zakończony i doskonały.

Poleciały dwie głowy, ministra i wiceministra finansów, notabene jedynych (lub niewielu osób) jakoś orientujących się w piwie, którego sami nawarzyli. Pani Czerwińska, rzeczniczka PiS, powiada, że dymisje są wynikiem pociągnięcia do odpowiedzialności politycznej za drobne pomyłki. To brzmi dość żartobliwie w kontekście liczby poprawek. Niektórzy krytycy Pisiego Łgarstwa powiadają, że jest ono wynikiem niekompetencji. Ja mam inne wyjaśnienie, mianowicie że jest to próba „reformy” za obywatelskie pieniądze. Dokładniej mówiąc, skoro w budżecie jest poważna dziura, a pieniądze z UE na tzw. Fundusz Odbudowy są niepewne przez szaleńczą politykę dobrozmieńców w materii praworządności, to trzeba szukać kasy w kieszeniach obywateli.

Inflacja pomoże, bo im wyższa, tym nominalne dochody budżetu wzrosną, a podatkowy bałagan przyczyni się do tego, że skołowani podatnicy zapłacą więcej, niż powinni. Nic też dziwnego, że dobrozmieńcy bez opamiętania perorują o tym, jakie to korzyści przyniesie PŁ wszystkim, nawet bogatym. Szczyty bzdurzenia osiągnął p. Sellin, który trajluje, że błędy są, ale niewielkie, a on sam jest pewien, że wszystko skończy się pomyślnie, a obywatele docenią to już za rok. Zasady krytycznego myślenia sugerują, aby nie być pewnym tego, co ma się zdarzyć, zwłaszcza gdy informacja wyjściowa jest cząstkowa, nie mówiąc już o 25 korektach dziennie.

Czytaj też: Kto straci na podatkowej rewolucji Morawieckiego

Co kurator Nowak robi w kuratorium

Pani Nowak (małopolska kurator oświaty), osoba ostatnio nader popularna i słusznie, starała się oświecić naród w kwestii epidemii i pożądanych wartości, a kierowana tym zbożnym celem wyjawiła: „Tylko w kilku przypadkach było potwierdzenie, że dziecko przenosiło wirusa na babcię, gdzieś tam na rodziców itd. Dzieci, jeśli już chorują, to nie kończy się to dla nich jakimiś tragicznymi skutkami. Chyba porównywalne jest to ze zwykłą grypą, jeśli chodzi o sytuację ciężkich zachorowań. (...) Pan minister profesor Przemysław Czarnek zadbał o to, że w sytuacji, na którą on nie ma wpływu, i pewnych rozporządzeń, na które nie do końca ma wpływ, to jednak wyraźnie stanął po stronie dziecka. (...) Dla mnie istotne jest to spojrzenie, że pan minister naprawdę za każdym razem jednak staje po stronie ucznia tak, jak może. (...) Czy [wartością w chwili kryzysu] powinna być troska o zdrowie za wszelką cenę? Czy resztę możemy przekreślić, bo to zdrowie jest najważniejsze? Czy naprawdę najważniejsze jest bycie zdrowym? Za wszelką cenę? Czy resztę możemy przekreślić, bo to zdrowie jest najważniejsze?”.

Słowa te spotkały się z krytyką i spowodowały kolejny wniosek o odwołanie p. Nowak. Pan Czarnek szybko wziął ją w obronę: „Pani kurator nigdy nie wątpi, a ja ją znam i rozmawiam z nią, że życie i zdrowie jest najważniejsze. Państwo, gdybyście skupili się na zadaniach kuratora i na tym, co pani kurator robi w kuratorium jako kurator, a nie wyciągali słów z kontekstu i bazowali jeszcze na nagraniu kogoś, kto przychodzi, jest przyjmowany przez panią kurator. (...) Można mieć pretensje do pani kurator, że przyjmuje wszystkich, którzy chcą się z nią spotkać, ale dla mnie akurat to nie jest problem, bo ja też przyjmuję wszystkich, którzy chcą się ze mną spotkać, i mam na to czas”.

Zacznijmy od tego, że p. Nowak po raz kolejny ujawniła fundamentalny brak rozeznania w naturze zjawisk epidemicznych. Nie rozumie także, na czym polega potwierdzanie zjawisk podległych prawidłowościom statystycznym, i nie przestrzega zalecenia ostrożnego stawiania hipotez (sprawa grypy). Natomiast p. Czarnek nie stosuje się do wymagań krytycznego myślenia stanowiących, że jeśli ktoś wypowiada się na jakiś temat, powinien mówić do rzeczy, a nie od rzeczy, np. jeśli ma zamiar kogoś bronić, to nie należy tego czynić, reklamując swój sposób spędzania czasu. Notabene p. Czarnek jest dość selektywny w gotowości do spotkań z przedstawicielami świata akademickiego, bo swój na pewno „bezcenny” czas serwuje np. uczelni p. Rydzyka czy Akademii Zamojskiej (tam rektorzy p. Skrzydlewski) bez ograniczeń, ale bardziej wstrzemięźliwie uniwersytetom czy Polskiej Akademii Nauk.

Czytaj też: Youtuberka Barbara Nowak. Gombrowicz by tego nie wymyślił

Że też Nixon na to nie wpadł

Także p. (G)Dera nie zawiódł w festiwalu (bez)krytycznego myślenia. Został zapytany o inwigilację Naczelnej Izby Kontroli przy pomocy Pegasusa. Z prawdziwym znawstwem rzeczy uznał, że podsłuchiwanie na taką skalę, jak przypuszczają służby NIK, ma ułamek procentu (promil) prawdopodobieństwa. Ciekawe, jak ten uczony prezydencki minister to policzył. Musi być z niego wybitny fachowiec od probabilistyki.

Pan (G)Dera wysnuł też niezłą koncepcję wyjaśnienia inwigilacji. Sejmowa komisja śledcza ma powstać, aby wyjaśnić, czyli ustalić fakty, a p. (G)Dera twierdzi, że najpierw ma być to drugie, ale przy pomocy już istniejącej komisji służb specjalnych, a potem można zdecydować, co dalej. Mam lepszy pomysł, mianowicie niech to uczynią p. Kamiński z p. Wąsikiem.

Panu (G)Derze dzielnie sekundowała p. Stachowiak-Różecka, przekonując, że opinii publicznej nic z wyjaśnienia, bo rezultaty i tak będą tajne. Że też Nixon na to nie wpadł w związku z aferą Watergate. Nie ma wątpliwości, że p. (G)Dera i p. Stachowiak-Rużecka osiągnęli Himalaje (bez)krytycznego myślenia.

Sejm odrzucił senackie weto do lex Czarnek. Jak było do przewidzenia „cycaty” p. Kukiz głosował wprawdzie niezależnie, ale tak, jak kazał Jego Ekscelencja. Nie wiadomo, co zrobi p. Duda, ale chyba zaakceptuje nowy model edukacyjny z gwarancją „krytycznego” myślenia na obowiązkowych lekcjach religii. Pomijam alternatywę w postaci etyki, ponieważ raczej nie ma wątpliwości, co „dobrowolnie” wybiorą rodzice lub uczniowie, skoro osoby pokroju p. Nowak będą to nadzorowały.

Czytaj też: Lex Czarnek. Jest nadzieja na weto

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną