Tim Cook odchodzi, czyli zmiana warty w Apple. To było 15 lat cichych rewolucji
Dwóch Steve’ów i CEO
Chociaż w 1976 r. Apple założyło dwóch Steve’ów – Jobs i Wozniak – to pierwszym CEO firmy został ktoś zupełnie inny. Wozniak był geniuszem inżynierii, Jobs – marketingu, ale to nie wystarczy do prowadzenia poważnego przedsiębiorstwa sprzedającego komputer Apple II na wielką skalę. Inwestor Mike Markkula do tej roli wyznaczył Michaela Scotta, prowadzącego fabrykę National Semiconductor. Człowieka praktycznego, który zajął się rzeczami przyziemnymi, takimi jak wynajęcie biura, zorganizowanie sprzedaży i administracji.
Ale w lutym 1981, w czasie niesławnej „czarnej środy”, rozpoczął czystki w firmie (uznał, że urosła za duża i za szybko, zatrudniając słabych ludzi) bez zgody zarządu. Rolę CEO przejął Mike Markkula, ale jego zadaniem było poszukanie następcy.
Padło na kogoś, kto pozornie zupełnie nie pasował do kalifornijskiego sznytu Apple: Johna Sculley’ego ze wschodniego wybrzeża, prezydenta Pepsi-Coli, stojącego za wypromowaniem napoju dzięki kampanii „Pepsi Generation”. Okazało się, że doskonale dogadywali się z Jobsem. Razem wprowadzili na rynek rewolucyjnego Macintosha (elementem kampanii było pokazywanie go artystom i celebrytom). Problemem było, że konkurował nie tylko na trudnym rynku komputerów osobistych, ale i z Apple II, stanowiącym wciąż główne źródło dochodu firmy. Jobs chciał stawiać jedynie na Maca, co według Sculleya mogło zatopić firmę. Zarząd musiał opowiedzieć się za jednym z nich. Ostatecznie Steve Jobs odszedł i założył nową firmę NeXT.
Robota dla Jobsa
John Sculley spędził na stanowisku dziesięć lat, rozwijając ją (wartość akcji wzrosła z 600 mln do 5,6 mld dol.) i wprowadzając przełomowe produkty (jak laptop PowerBook w 1991). Ale 1993 r. przyniósł kolejne napięcia – trudny rynek, złe wyniki finansowe, wreszcie znużenie samego prezesa, a także względy polityczne. Sculley miał dobre relacje z Billem Clintonem i odwiedzał często Biały Dom, co nie podobało się radzie nadzorczej złożonej z Republikanów. Nowym CEO został Michael Spindler, pracujący w Apple od 1980 r. – na początku zajmował się rynkiem europejskim, a od 1985 r. – całym światem, przygotowując specjalne podejście dla każdego kraju.
Jego trzyletnie rządy przypadły jednak na wyjątkowo trudne czasy wojen cenowych. Wykonał w tym czasie reorganizację, komputery Apple przeszły na nowoczesne i potężne procesory PowerPC. Sculley otworzył też drogę do tworzenia ich klonów przez inne firmy (w przeciwieństwie do klonów IBM PC zachowując kontrolę nad procesem).
Potknął się o nieudane połączenie z firmą SUN. Nowym CEO w 1996 r. został Gil Amelio. Jego zadaniem było nie tylko wyprowadzić Apple na prostą, ale i wprowadzić w nową erę internetu. Kluczowy okazał się system operacyjny – Microsoft podbijał wówczas świat swoim Windows 95. Najprostszym rozwiązaniem okazał się zakup firmy NeXT i jej systemu, w komplecie ze Steve’em Jobsem. Powrót Steve’a w 1997 r. ocalił Apple, Jobs bogatszy w doświadczenie skupił się na kluczowych produktach i sprawił, że użytkownicy na nowo pokochali Apple’a.
Wizjoner i nudziarz
Kolejne sukcesy na literkę „i” – iMac, iPod, iPhone, iPad – pozostały w pamięci dzięki charyzmatycznym wystąpieniom Steve’a Jobsa na prezentacjach produktów. Publiczność pamięta wizjonerów, rewolucje, dziwne i ciekawe kształty komputerów, ale mało myśli o tym, jak możliwe jest ich powstawanie. Przełomów nie tworzy się jedynie w laboratoriach, zbudowanie prototypu to wręcz najmniejszy problem.
Kluczowe jest coś innego – wdrożenie na wielką skalę, zapewnienie łańcucha dostaw. I tu właśnie na scenę wchodzi Tim Cook, na tle Jobsa – kompletny nudziarz. Ale to właśnie ten nudziarz, urodzony w małym miasteczku w Alabamie, perfekcjonista od logistyki z doświadczeniem w IBM i Compaq, był ważnym fundamentem sukcesu Apple w XXI w. Kluczem stała się współpraca z chińską firmą Foxconn, którą Cook znał z czasów pracy dla Compaq. Tę skomplikowaną zależność opisał w książce „Apple in China” Patrick McGee.
Steve Jobs zmarł na raka w październiku 2011 r., wcześniej na następcę wyznaczył Cooka. Pogrążeni w żałobie fani obawiali się, że skończyła się epoka wizjonerstwa; każdej premierze nowego iPhone’a towarzyszy rytualne narzekanie na brak innowacyjności. Tymczasem to w erze Cooka nastąpił rozwój „wearable computing”, czyli komputerów do noszenia – Apple Watch i inteligentnych bezprzewodowych słuchawek AirPods.
Tim Apple
Bilans 15-letniej ery Tima Cooka: z firmy wartej 350 mld dol. zrobił 4-bilionowego giganta; przeprowadzał ciche rewolucje techniczne, wprowadził Apple do biznesu streamingowego. Duże wrażenie zrobił MacBook Neo, oferujący applowskie doświadczenie w przystępnej cenie. Ruch porównywalny do wejścia na rynek słynnych kolorowych iMaców.
Gorzką pigułką dla fanów są jednak jego działania dyplomatyczne – trudne relacje z Chinami czy hołdy lenne składane Trumpowi, który nazywał Cooka „Tim Apple” i cieszył się, że ten mu się podlizuje. Można się krzywić, ale i można docenić umiejętność manewrowania po dworze szalonego króla i jego chaotycznej polityki celnej.
Po biznesmenach, wizjonerach i logistykach kolejny CEO to inżynier. John Ternus, rówieśnik Apple, pracuje w firmie od 2001 r. Od ponad dekady zajmuje się rozwojem sprzętu – iPadów, AirPodów i Maców. Jego twarz jest znana fanom – od kilku lat prezentacją nowych produktów nie zajmuje się jeden charyzmatyczny lider, a specjaliści w swoich dziedzinach. Wydaje się gotowy na wyzwania przyszłości – był jedną z osób odpowiedzialnych za politykę klimatyczną Apple. Ale czy potrafi poruszać się w obecnym klimacie politycznym, to się dopiero okaże.