Kraj

Gdy prawo nie znaczy prawo, to mamy bezprawie

Sędziowie Sądu Najwyższego po posiedzeniu ws. KRS Sędziowie Sądu Najwyższego po posiedzeniu ws. KRS Andrzej Hulimka / Forum
Zamiast rzeczywiście reformować wymiar sprawiedliwości, PiS i Andrzej Duda wolą toczyć wojnę z wymyśloną przez siebie nadzwyczajną kastą.

Sejm, jak było do przewidzenia, odrzucił sprzeciw Senatu w sprawie nowelizacji ustawy o sądach powszechnych i Sądzie Najwyższym, zwanej kagańcową przez jednych (jej przeciwników), a dyscyplinującą przez innych (jej zwolenników). Niemal w tym samym czasie SN wydał orzeczenie, kwestionując powołanie sędziów na wniosek KRS w trybie ustawy z 2017 r. Zajmę się przede wszystkim tą drugą kwestią.

Sejm w sporze kompetencyjnym z sobą samym

Przedbiegi prawne zaczęły się jeszcze przez posiedzeniem SN. Pani Witek znalazła spór kompetencyjny między Sejmem i SN oraz prezydentem i SN i zwróciła się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie sprawy. Stało się to w przeddzień posiedzenia SN. Pani Witek nie dostrzegła trzeciego sporu, mianowicie między Sejmem a nim samym, a w przyszłości między Sejmem a prezydentem.

Wedle konstytucji (art. 179) sędziowie są powoływani przez prezydenta na wniosek KRS. Z kolei art. 55§1 nowelizacji stanowi, że sędzią sądu powszechnego jest osoba powołana na to stanowisko przez prezydenta, która złożyła ślubowanie wobec głowy państwa. Ten ostatni przepis jest niezgodny z ustawą zasadniczą, która uznaje wniosek KRS za konieczny warunek powołania na sędziego – nowelizacja zdecydowanie pomniejsza rolę KRS. Nieco upraszczając: prezydent może mianować sędziego nawet bez uchwały KRS lub w oparciu o uchwałę wadliwą, a w świetle konstytucji – nie może.

W tej sytuacji Sejm popadł w kompetencyjną kolizję z sobą samym, a w przyszłości może spierać się z prezydentem o to, czy dany sędzia został należycie powołany. Pani Witek, podobnie zresztą jak nowelizacja, uznaje powoływanie sędziów za wyłączną prerogatywę głowy państwa. To o tyle słuszne, że nikt inny nie może powołać sędziego. Wszelako, czego najwyraźniej nie rozumieją m.in. p. Duda i p. Morawiecki, nie wyklucza udziału innych podmiotów w stosownych procedurach.

Skoro konstytucja ustanawia rolę KRS, to znaczy, że wykonanie kompetencji (inaczej prerogatywa) jest zależne od dodatkowych warunków. Dalej: wyłączność kompetencji nie implikuje, że jej wykonanie jest z góry poprawne i nie może być zakwestionowane przez inny organ. Jeszcze raz przytoczę przykład z jednego z poprzednich felietonów, mianowicie nadania tytułu profesora. Dokonuje tego prezydent i tylko on, ale tytuł może być odebrany w wyniku stosownej procedury bez udziału nominującego.

Argumenty dobrej zmiany

Pytanie p. Witek do TK korzysta z wyłączności także w inny sposób. Odwołuje się mianowicie do tego, że uprawnienia do zmiany w ustroju i organizacji wymiaru sprawiedliwości „pozostają w wyłącznej kompetencji ustawodawcy”. Podniosę tylko jeden problem. Otóż: skoro Polska należy do Unii Europejskiej, to znaczy, że przyjęła prawo europejskie jako składnik swego ładu konstytucyjnego. A skoro SN wykonuje orzeczenie TSUE, pytanie p. Witek o to, „czy kompetencja prezydenta, o której mowa w art. 179 w związku z art. 144 ust. 3 pkt 17 Konstytucji RP, może być rozumiana w ten sposób, że dozwolone jest przyznanie Sądowi Najwyższemu lub innemu sądowi nieprzewidzianych Konstytucją RP kompetencji do oceny skuteczności powołania sędziego, a w szczególności kompetencji do oceny skuteczności nadania sędziemu, którego dotyczy akt powołania, prawa do wykonywania władzy sądowniczej” – jest bezprzedmiotowe, przynajmniej w odniesieniu do SN.

Dla porządku dodam, że ciągle przywoływany argument dobrozmieńców, że inne kraje zastrzegają sobie wyłączność w organizacji wymiaru sprawiedliwości, jest podwójnie wątpliwy. Po pierwsze to, że inne kraje UE coś czynią, nie oznacza, że Polska ma postępować podobnie. Po drugie, funkcjonariusze tzw. dobrej zmiany mają kłopoty z przykładami potwierdzającymi ich mniemania. Otóż Federalny Trybunał Konstytucyjny RFN uznał jakiś czas temu priorytet prawa europejskiego wobec niemieckiego, ale to chyba jeszcze nie doszło do świadomości np. p. Kalety.

Nawiasem mówiąc, p. „Obatel” Czarnecki solidnie skompromitował się w Parlamencie Europejskim. Zarzucił Hiszpanii niewykonanie orzeczenia TSUE w sprawie Katalonii, co jeden z europosłów hiszpańskich skwitował krótkim: „Pan kłamie”. „Obatel” odpowiedział wyłącznie niezbyt mądrym wyrazem twarzy.

Czytaj też: PiS idzie na wojnę z Europą

Kto i jakich przepisów tu nie zrozumiał

Pytania p. Witek zyskały natychmiastową reakcję mgr Przyłębskiej, która jeszcze tego samego dnia wydała oświadczenie stwierdzające, że czynności SN w rozważanej sprawie ulegają zawieszeniu z uwagi na zaistnienie sporu kompetencyjnego. Jak przebiega spór kompetencyjny i jak jest rozstrzygany? Art. 189 konstytucji stanowi, że TK rozstrzyga spory między centralnymi konstytucyjnymi organami państwa. Nie jestem pewien, czy SN może być uznany za centralny organ państwa, ale pozostawiam tę sprawę bez komentarza.

Dalsze regulacje są zawarte w ustawie o TK. Jej art. 113 ustala, że spór kompetencyjny powstaje, gdy co najmniej dwa centralne organy uznały się właściwymi do rozstrzygnięcia danej sprawy lub wydały w niej rozstrzygnięcia, a art. 115.1 przewiduje, że postępowania w danej sprawie prowadzone przez organy toczące spór kompetencyjny zostaną zawieszone. Wygląda na to, że ani p. Witek, ani mgr Przyłębska nie zapoznały się ze stosownymi przepisami lub ich nie zrozumiały.

22 stycznia 2020 r. nie było żadnego sporu kompetencyjnego między organami wskazanymi przez p. Witek, i to z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że tylko SN, wprowadzając posiedzenie w następnym dniu do swej oficjalnej agendy, uznał się za właściwy do rozpatrzenia wniosku TSUE, natomiast nie uczynił tego ani Sejm, ani prezydent RP. Po drugie dlatego, że tego dnia nie zapadły jeszcze żadne rozstrzygnięcia. Tedy ani p. Witek nie była władna sformułować swoich pytań do TK 22 stycznia, ani mgr Przyłębska nie miała konstytucyjnego powodu do wydawania jakiegokolwiek oświadczenia.

Mgr Przyłębska zawiesiła więc to, co jeszcze nie mogło zawisnąć – w podobny sposób karano w grudniu 1981 r. za działalność związkową dokonaną 12. dnia tego miesiąca w zawieszonych związkach zawodowych, aczkolwiek zaczęły one wisieć dzień później. Niezależnie od tego o sporze kompetencyjnym rozstrzyga TK, a nie jego prezes, nawet jeśli jest towarzyskim odkryciem Zwykłego Posła (ten zaś nawija, że większość naruszeń prawa w Polsce jest dziełem sędziów) i otrzymała stosowne plenipotencje w trakcie wspólnego posiłku.

Prawo według PiS

Sytuacja zmieniła się 23 stycznia z powodu orzeczenia SN. Nadal jednak nie ma działań ze strony drugiego oficjalnego oponenta w ewentualnym sporze kompetencyjnym. Nie jest takowym działaniem uchwalenie nowelizacji, ponieważ ta w ogóle nie odnosi się do orzeczenia TSUE. Faktem jest, że czynownicy tzw. dobrej zmiany z p. Dudą na czele energicznie perorują (a nawet krzyczą, strojąc srogie miny à la Il Duce i podobnie wymachując górnymi kończynami), ale tego rodzaju dokonania nie oznaczają wdania się w spór kompetencyjny z SN ani też wydania rozstrzygnięcia.

Oficjalny komunikat TK stwierdza, że wniosek marszałka Sejmu w sprawie sporu kompetencyjnego między Sejmem RP i SN oraz między prezydentem a SN wpłynął 22 stycznia 2020 r. Jeśli tak, to trzeba uznać, że Sejm nie mógł uchwalić nowelizacji, a p. Duda nie może jej podpisać, gdyż odpowiednie postępowania zostały zawieszone. Nawet gdyby TK rozstrzygnął spór kompetencyjny, to nowelizacja (etap po uchwale Senatu) powinna być procedowana raz jeszcze. Przypuszczam jednak, że powyższe subtelności zostaną zignorowane przez mgr Przyłębską i jej trybunalskie otoczenie. Będzie to znakomity przykład ponadustawowego bezprawia, gdy „prawo” nie oznacza prawa, ale zgoła coś innego, w szczególności ustawowe bezprawie.

Czytaj też: Ustawowe prawo i ponadustawowe bezprawie

Trzy grosze premiera Morawieckiego

Trzy grosze dorzucił także p. Morawiecki. Oto jego przemyślenia: „Ta sprawa jest bardzo poważna. Część sędziów Sądu Najwyższego przypisuje sobie prawo do stanowienia prawa, podczas gdy takie prawo ma wyłącznie Sejm i Senat w porządku konstytucyjnym państwa polskiego. Stąd moje bardzo poważne wątpliwości co do tej uchwały. (...) SN przypisuje sobie również kompetencje Trybunału Konstytucyjnego. (...) TK może rozstrzygać w sporach kompetencyjnych między organami państwa. (...) Jeżeli występują jakiekolwiek nieprawidłowości w powoływaniu na wcześniejszych etapach procedury, to prerogatywa prezydenta sanuje te nieprawidłowości, a można przecież, zgodnie z orzeczeniem TK z czerwca 2017 r., powiedzieć, że to poprzednia KRS ze względu na kadencyjność, w jaki sposób ona była wcześniej niewłaściwie rozumiana, była powołana z uchybieniami proceduralnymi”.

Na tej podstawie p. Morawiecki zamierza złożyć do TK wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją przepisów, na podstawie których SN podjął uchwałę. Treść wniosku nie jest jeszcze znana, więc nie wiadomo, czy chodzi o orzeczenie TSUE, czy o coś innego. Sprawa jest dość bulwersująca, ponieważ SN powołał rozmaite obowiązujące przepisy, np. kodeksu postępowania karnego, kodeksu postępowania cywilnego i ustawy o SN. Czyżby p. Morawiecki zamierzał zakwestionować ich legalność?

Na marginesie: ciekawe, kiedy team mgr Przyłębskiej rozpatrzy jego wniosek: wcześniej niż oczekującą już kilka miesięcy sprawę konstytucyjności ustawy o ujawnianiu mienia małżonków wysokich funkcjonariuszy państwowych (dotyczy to także Handlarza Kościelnym Mieniem Bezspadkowym) czy później? Optuję za tym, że wcześniej. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że p. Ziobro jakieś trzy lata temu oświadczył, iż TK nie może zajmować się orzecznictwem sądów. Ostatnio to samo stwierdziła p. Gersdorf, ale dobrozmieńcy milczą na ten temat.

Kariery pod patronatem ministra Ziobry

W pewnym punkcie KRS i Izba Dyscyplinarna prawią jednym głosem: „Sędzia, co do którego nie wydano orzeczenia o złożeniu go z urzędu lub zawieszeniu go w urzędowaniu, nie ma uprawnienia do powstrzymania się od orzekania i wykonywania obowiązków służbowych”. Pomijając już fakt, że opinia stosuje się tylko do mężczyzn, jest ona błędna chociażby dlatego, że sędzia może powstrzymać się od orzekania z powodu choroby lub innego zajścia uzasadniającego jego (jej) wyłączenie od orzekania.

Ważniejsze jest jednak, że orzeczenie SN nie dotyczy uprawnień do powstrzymania się od orzekania, ale zgoła czegoś innego, mianowicie uprawnienia do orzekania. Cóż, różnica między uprawnieniem do powstrzymania się od działania i uprawnieniem do działania jest najwyraźniej za trudna dla większości członków KRS i Izby Dyscyplinarnej. Trudno powstrzymać się od stwierdzenia, że rodowód ich karier pod patronatem p. Ziobry nie sprzyja wyostrzonej sposobności logicznej.

Pan Mazur, boss KRS, poczuł się wielce zdziwiony i tak to wyraził: „Dziwi mnie w ogóle, że doszło do wydania tej uchwały przez te trzy połączone Izby, i to w tak niesłychanie szybkim tempie. [Procedowanie takiej kwestii ustrojowej] nie może się odbywać w takim tempie i bez jakiejś należytej analizy”. Pan Mazur najwyraźniej nieco przysypiał na sejmowej galerii (był tam widziany od czasu do czasu), gdy ustawy, także „sądowe”, uchwalano w jeszcze bardziej ekspresowym tempie. Trzeba jednak odnotować, że p. Mitera, rzecznik KRS, uznał, że uchwała SN jest prawomocna. Tak uczynił 23 stycznia, ale nie wiadomo, jak zachował się dzień później, gdy ustalano stanowisko KRS.

„Ja mam w nosie tych 60 profesorów”

Po orzeczeniu SN wydano sporo rozmaitych oświadczeń. Dobrozmieńcy recytują jeden i ten sam tekst, mianowicie, że SN wprowadza niepewność i anarchię, bo teraz będzie można kwestionować prawomocne wyroki z uwagi na niewłaściwość składu sądu. Autorzy tej mantry, zapewne ułożonej na Nowogrodzkiej, przeoczyli, że uchwała SN nie działa wstecz.

Sejm i p. Duda mają proste narzędzia, aby sytuację znormalizować, ale wiele wskazuje, że z nich nie skorzystają. Zamiast rzeczywiście reformować wymiar sprawiedliwości, wolą toczyć wojnę z wymyśloną przez siebie nadzwyczajną kastą. Pan Ziobro, otoczony pp. Wójcikiem, Kaletą i Warchołem, a więc prawdziwymi tuzami prawniczymi, zawyrokował, że uchwała SN nie wywołuje skutków prawnych, ponieważ została wydana z rażącym naruszeniem prawa. Ciekawe, na jakiej podstawie owi aktywiści Ministerstwa Sprawiedliwości roszczą sobie prawo do oceny, czy wyrok sądu jest poprawny, czy nie.

Pan Kowalski, wiceminister aktywów, tak zapodał: „Ja mam w nosie tych 60 profesorów, bo ja jestem za Polakami. To nie są dla mnie autorytety”. Autor tych słów jest niewątpliwym aktywem tzw. dobrej zmiany, skoro Polacy nie są dla niego autorytetami. Pan Horała uznał to może za zbyt emocjonalne, ale usprawiedliwił swego partyjnego kolegę, że przecież chodzi o rażące naruszenie prawa przez SN.

Pan Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sądów powszechnych, zapowiedział, że sędziowie będą ścigani dyscyplinarnie niezależnie od uchwały SN. Czyli jej nie uznaje, mimo że formalnie obowiązuje, a więc powinien ścigać sam siebie za przewinienie dyscyplinarne. Inna sprawa, że musi uganiać się za sędziami np. za stawianie pytań prejudycjalnych, aby wytłumaczyć, dlaczego jest nader powściągliwy w pogoni za sędziami uwikłanymi w aferę „Kasta” z p. Piebiakiem jako hersztem.

Na sądy z kilofami

Pan Nawacki, sędzia, wielce zasłużony dla ochrony tajności list poparcia dla KRS, raduje się: „Jedną z reguł uchylających normy jest desuetudo – odwyknienie. Norma zanika, jak nikt jej przez lata nie stosuje. To będzie najszybsze desuetudo w historii. Jutro kilka godzin po uchwale SN nowi sędziowie KRS dalej będą sądzić. Uchwała zostanie powszechnie zignorowana”.

Faktycznie, p. Nawacki jest szybki jak szeryf z westernu – przerwał urlop, przyjechał do Olsztyna i na drugi dzień już o 6:30 wysłał do Kancelarii Sejmu faks cofający delegację p. Juszczyszynowi, zajmującemu się odtajnieniem list poparcia dla członków KRS – sam p. Nawacki należy do tego grona, a więc nie dziwota, że wyciągnął swe colty z nadzwyczajną chyżością. Wszelako trafił kulą nie tyle w płot, ile daleko od niego, bo już są nowe zaszłości w kwestii owego poparcia, ale to inna sprawa. Co do desuetudo uchwały SN – trzeba jednak poczekać np. na stanowisko organów europejskich.

Jeden z internautów napisał: „Kasta oznajmiła, że tylko ci z kasty są najlepsi i sprawiedliwi. Czas na wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. Zawieszenie sądów i uruchomienie sądów wojskowych i polowych. Trzeba bronić praw większości ZA WSZELKĄ CENĘ”. Chociaż to tylko głos anonimowy, możliwe, że zostanie poparty przez część suwerena i jego wybrańców. Gdy prawo nie znaczy prawo, droga od słów do czynów bywa prosta. Pan Duda już zwrócił się do górniczej braci o pomoc w reformowaniu sądów. Chwycą za kilofy i pójdą w sukurs?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną