Świat

Srebrenica: największa masakra w powojennej Europie. Co zmieni rezolucja ONZ?

Prezydent Serbii Aleksandar Vuczić podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ Prezydent Serbii Aleksandar Vuczić podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ Eduardo Munoz / Reuters / Forum
Czy dokument pogodzi zwaśnione strony w Belgradzie oraz Bośni i Hercegowinie? Czy przeciwnie: stanie się pretekstem do pogłębienia konfliktu i podniesie już i tak wysoką temperaturę na Bałkanach.

Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło w czwartek rezolucję w sprawie ludobójstwa w Srebrenicy, ustanawiającą 11 lipca Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ludobójstwie, potępiającą negowanie zbrodni i gloryfikowanie jej sprawców.

Czytaj też: Bałkańskie zombie. Zbrodniarze wojenni wracają do łask

Serbowie grożą secesją

Od masakry mija 29 lat. Uznanie jej za akt ludobójstwa wymagało walki i cierpliwości. Ani wielki cmentarz w Potoczari kilka kilometrów od Srebrenicy, ani pomnik pomordowanych, ani nagrobki z ich imionami i datą śmierci, zawsze jednakową, nie przekonują nadal wszystkich, że dokonano tu mordu na ponad 8 tys. bośniackich muzułmanów. Na mężczyznach i chłopcach.

Czy międzynarodowo akceptowany dokument wesprze proces pokojowy, przyczyni się do wyciszenia sporów o historię? Część ekspertów żywi taką nadzieję, ale na razie nic nie wskazuje, że mogą mieć słuszność.

Przeciwko dokumentowi od wielu tygodni występował prezydent Serbii Aleksandar Vuczić, a Milorad Dodik, prezydent Republiki Serbskiej wchodzącej w skład Bośni i Hercegowiny, zapowiedział secesję i rozpad sklejonego z takim trudem państwa. W emocjonalnym wystąpieniu ogłosił, że zamierza wyrzucić do kosza porozumienie z Dayton z 1995 r., na mocy którego ustanowiono pokój i wykreowano niepodległą Bośnię i Hercegowinę, państwo Serbów, Chorwatów i muzułmanów.

Rozpad Jugosławii oznaczał wojnę

Kiedy na początku lat 90. rozpadała się Jugosławia i o samodzielność upomniała się także republika ze stolicą w Sarajewie, w Belgradzie było jasne, że wojna jest nieunikniona. Że model multi-kulti Jugosławii – stworzonej po II wojnie światowej przez Josipa Broz Tito – ponosi właśnie fiasko. Referendum niepodległościowe Bośni i Hercegowiny odbyło się 29 lutego 1992 r. Wkrótce potem wybuchła wojna. Trwała trzy lata, była okrutna, a jej ostatnim i najbardziej dramatycznym epizodem stała się właśnie masakra w Srebrenicy.

Przed wojną Bośnię i Hercegowinę zamieszkiwali prawosławni Serbowie (31,3 proc.), katoliccy Chorwaci (17,3 proc.) i najliczniejsi muzułmanie (43,4 proc.), którzy mieli słowiańskie korzenie i mówili językiem serbsko-chorwackim. Konstytucja republiki z 1963 r. i późniejsze jugosłowiańskie partyjne dokumenty uznawały muzułmanów za odrębny naród.

Teraz Chorwaci chcieli do Zagrzebia, Serbowie – do Serbii, nie do Sarajewa. A skoro to nie było możliwe, powołali Serbską Republikę Bośni i Hercegowiny, której przywódcą był Radovan Karadżić. I tylko muzułmanie bronili nienaruszalności granic niepodległej Bośni i Hercegowiny, gdzie byliby rządzącą większością. Wszyscy mieli własne armie. Najsilniejszą Serbowie – to jej dowódcą był gen. Ratko Mladić.

Raport Tadeusza Mazowieckiego, specjalnego sprawozdawcy Komisji Praw Człowieka ONZ, informował, że w Bośni „przymusowe przesiedlanie i więzienie cywilów, egzekucje bez sądów, napaści na miasta i niszczenie wiosek oraz miejsc kultu stały się częścią świadomej i systematycznej polityki czyszczenia etnicznego”. Tak było w Bośni i nikt nie był bez winy. Zdesperowany Mazowiecki, bezradny w obliczu masakry w Srebrenicy, złożył swój mandat w atmosferze międzynarodowego skandalu.

Srebrenica, „strefa bezpieczeństwa”

Srebrenicę, odległą 70 km od Sarajewa, ustanowiono strefą bezpieczeństwa ONZ w kwietniu 1993 r., po długiej ofensywie serbskich sił dowodzonych przez Mladicia. W mieście schroniło się kilkadziesiąt tysięcy muzułmanów, uchodźców ze wschodniej Bośni.

„To, co dokonało się w Srebrenicy w ciągu kilku lipcowych dni 1995 r., to jedna z największych zdrad, której dopuściła się ludzkość” – oskarża Emir Suljagić, który pracował jako tłumacz trzyosobowej grupy obserwatorów ONZ, a dziś jest dyrektorem muzeum zbrodni. W Srebrenicy i nieodległym Potoczari stacjonował wówczas oddział 400 holenderskich żołnierzy UNPROFOR, którzy mieli ochraniać enklawę.

Kiedy dostrzeżono ruchy wojsk serbskich dowodzonych przez Mladicia, nie spodziewano się najgorszego: że serbscy dowódcy zdecydowali się na ostateczną rozprawę z enklawą i zamordowanie muzułmanów.

Rozkaz, według ustaleń trybunału w Hadze, miał wydać prezydent Radovan Karadżić. Później przed tym samym trybunałem jeden z odpowiedzialnych za zbrodnię zeznał, że miał instrukcję, aby kobiety i dzieci ewakuować, a mężczyzn tymczasowo zatrzymać. „Potem wszyscy muzułmanie muszą zostać zabici” – mówił sądzony w Hadze kpt. Momir Nikolić. Ten plan znał i akceptował gen. Ratko Mladić. To on ustalał z podwładnymi szczegóły operacji.

Bierność holenderskich żołnierzy

11 lipca po południu Mladić i jego żołnierze wkroczyli do Srebrenicy, gdzie prawie nie było mężczyzn, bo ukryli się w lesie, przeszli do Tuzli lub holenderskiej wojskowej kwatery głównej w Potoczari. Ale nazajutrz Serbowie weszli do Potoczari. Holenderskim żołnierzom kazano złożyć broń. Po rozmowach dowódcy UNPROFOR płk. Thoma Karremansa z Mladiciem powstał plan, że UNHCR i Czerwony Krzyż będą ewakuować uchodźców, 20 tys. muzułmanów. Tym, którzy chcą żyć, kazano oddać broń. Mladić żądał, żeby ONZ podstawiła autobusy do deportacji ludzi na tereny kontrolowane przez muzułmanów. To oznaczało jedno – śmierć.

Mladić nakazał oddzielenie wszystkich mężczyzn – od 12 do 77 lat – od kobiet i dzieci. Uchodźców, uciekinierów, którzy postanowili przedrzeć się i schronić w Tuzli (gdzie też była enklawa ONZ), wyłapywano i mordowano, rozstrzeliwano, dobijano, wrzucano do zbiorowych mogił, które wcześniej sami kopali, jeśli nie zrobiono tego buldożerami. Trwało to kilka dni i nocy – do 16 lipca. Według danych Czerwonego Krzyża w te pięć dni zamordowano co najmniej 7079 osób, taką liczbę umieszczono na pomniku pomordowanych w Srebrenicy. Mówi się o 8 tys. ofiar – tysiąca ciał wciąż nie odnaleziono.

Holenderscy żołnierze pozostali w strefie do 21 lipca, nie sprzeciwiając się żołnierzom Mladicia. Ich ochrona okazała się nieskuteczna. Ich postawa – bierna. Ich wina – ewidentna, co po latach potwierdził wyrok międzynarodowego trybunału.

Masakra i ukrywanie ciał

Kilka dni albo tygodni później żołnierze Mladicia przenosili ciała, żeby ukryć ślady zbrodni. Międzynarodowa Komisja Poszukiwania Zaginionych Osób ICMP do dziś nie odnalazła wszystkich grobów wtórnych, nie skompletowano wielu szczątków. Władze Republiki Serbskiej wciąż nie ujawniły miejsc ukrycia setek ciał. Groby, zbiorowe i pojedyncze, odnajduje się dzięki analizie termicznej, spektralnej, porównywaniu gęstości gleby i układu roślin, przewodzenia elektryczności. Ale, choć mówi się o tym niechętnie, najwięcej sygnałów pochodzi od opłaconych świadków, może nawet uczestników zbrodni.

Zdarza się, że szczątki jednej osoby odnajdywano w trzech różnych miejscach. Wielu wciąż nie zidentyfikowano, bo zginęły całe rodziny – nie ma szans na porównanie profilu DNA. Wszyscy odnalezieni spoczywają na cmentarzu w Potoczari, w pobliżu hali fabrycznej, gdzie za ogrodzeniem mieściła się główna kwatera błękitnych hełmów, skąd wyruszyli na śmierć.

Masakra była zorganizowana. Ktoś wybrał miejsce do egzekucji i kolejność rozstrzeliwania, ktoś kierował ruchem ciężarówek, wyznaczył plutony egzekucyjne, polecił kopanie grobów.

Największa zbrodnia w powojennej Europie

Masakrę w Srebrenicy uznano za największe ludobójstwo w Europie od czasu II wojny światowej. Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii (ICTY) oraz Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (ICJ) oficjalnie sklasyfikowały ją jako ludobójstwo.

Przez lata wiele krajów, organizacji międzynarodowych, Unia Europejska, USA i przede wszystkim rodziny ofiar, zwłaszcza organizacja Matki Srebrenicy, zabiegały o oficjalne uznanie zbrodni za ludobójstwo. Nie było łatwo, sprzeciw zgłaszały Republika Serbska w Bośni i Serbia. Mimo wyroków trybunału w Hadze, który za akty ludobójstwa skazał Mladicia i Karadzicia na dożywotnie więzienie.

Nie tylko politycy byli przeciwnikami uznania ludobójstwa, również część serbskiego społeczeństwa uważała, że to zbrodnia wojenna, a zbrodnie popełniano także na Serbach. Bo taka jest wojna, a wojna domowa, jak w Bośni, zwłaszcza. Bezwzględna, ponad wszelkie wyobrażenie.

Przywódca Republiki Serbskiej Milorad Dodik wciąż minimalizuje zbrodnię, przekonując, że liczba ofiar była mniejsza, niż podają źródła międzynarodowe. W Belgradzie unikają terminu „ludobójstwo”. W 2010 r. serbski parlament przyjął rezolucję, w której przeprosił za masakrę, ale nie użył słowa „ludobójstwo”. Prezydent Aleksandar Vuczić w 2015 r. odwiedził Srebrenicę i oddał hołd ofiarom, co było symbolicznym gestem pojednania. Ale został zaatakowany przez tłum. Napięcie nie słabło.

Czy Srebrenica czegoś nas nauczy?

Decyzja Zgromadzenia Ogólnego ONZ nie jest wymierzona w kogokolwiek ani w Serbii, ani w Republice Serbskiej. Nie nazywa Serbów „narodem morderców”, nie wydaje się też, iż może otwierać drogę do odszkodowań czy dalszych procesów, przed czym ostrzegał Vuczić. Domaga się jedynie i przede wszystkim, żeby nie zakłamywać historii i oddać należną cześć pomordowanym. Jest też ostrzeżeniem na przyszłość, choć – jak uczy historia – narody niezbyt chętnie korzystają z takich lekcji. Przez minione lata byliśmy świadkami wielu masakr w różnych częściach świata, jakby lekcja Srebrenicy nie miała znaczenia.

Ale czy rezolucja zmieni realnie sytuację na Bałkanach, czy zbliży Serbię oraz Bośnię i Hercegowinę do Unii? Czy złagodzi napięcia, z jakimi Bałkany borykają się nieustająco? To czarna dziura w środku Europy, pozostawiona właściwie samej sobie, w stronę której już wyciąga łapy Rosja. Jest tylko nadzieja, że groźby wypowiedziane przez Dodika, zapowiedź rozstania z Sarajewem, to jedynie buńczuczna retoryka. Że nowa wojna nie pogrąży Bałkanów, że nie będziemy świadkami kolejnych zbrodni. Że międzynarodowa rola ONZ nie okaże się po raz kolejny złudzeniem.

Warto pamiętać, że rezolucja przygotowana przez Sarajewo, Rwandę i Niemcy nie została przyjęta jednogłośnie: poparły ją 84 państwa, 19 głosowało przeciw, 68 się wstrzymało. To nie jest satysfakcjonujący wynik.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Nauka

Czy istnieją miasta idealne? Nowa Huta warunki spełnia. Warto przyjrzeć się jej bliżej

75-lecie Nowej Huty to okazja do rachunku sumienia dla urbanistów, decydentów i deweloperów. A dla nas – do refleksji, gdzie naprawdę chcielibyśmy mieszkać.

Marcin Skrzypek
09.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną