Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Świat

220. dzień wojny. Ukraina prędko w NATO? Sojusznicy się zdziwili, ale nie za bardzo

Wołodymyr Zełenski i ukraińscy żołnierze. Wrzesień 2022 r. Wołodymyr Zełenski i ukraińscy żołnierze. Wrzesień 2022 r. STR / AFP / EAST NEWS
Bezprawna aneksja ukraińskich terytoriów przez Rosję po śmiesznych, sfałszowanych i niemających podstaw prawnych referendach wywołała ostrą reakcję w Kijowie, ale i na świecie. Czy w tej sytuacji Ukraina może znaleźć się w NATO?
.Karolina Żelazińska/Polityka .

Nie chodzi tylko o to, że referenda nie były uczciwe, ba, były kompletną farsą i śmierdziały fałszerstwem, zastraszaniem i przymuszaniem na kilometry. Trzeba zacząć od tego, że samo ich przeprowadzenie było bezprawne. Mimo to Władimir Putin po prostu ogłosił aneksję czterech ukraińskich terytoriów, „bo tak”.

Tylko nie powiedział, o jakie terytoria chodzi. Rzecznik Kremla i turkolog Dmitrij Pieskow przekazał prasie, że jeśli chodzi o obwody doniecki i ługański, to przyłącza się je w granicach z 2014 r. Jeśli właściwie go rozumiemy, chodzi o granice dawnej Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, choć był dość enigmatyczny. No i w sumie racja, Rosjanie nie panują nad terytoriami całych obwodów, trzeba trafu. Akurat pod Łymaniem w obwodzie donieckim zbierają ciężkie wciry. Ostatnio stracili nawet kawałeczek obwodu ługańskiego w postaci wsi Biłohoriwka nad Dońcem. A co do obwodów zaporoskiego i chersońskiego, właściwie Rosjanie sami nie wiedzą, co anektowali. Nie stwierdzili tego wyraźnie. Czy chodzi o ziemie, które aktualnie okupują, czy o całe obwody? Rosja jest chyba pierwszym krajem na świecie, który dokonał wrogiego przejęcia, choć nie określił, czego konkretnie.

Ukraina wyzwala ziemie i testuje Rosjan

Ukraińcy zacisnęli szczęki wokół Łymania, ale podobnie jak pod Iziumem zostawili Rosjanom wąski korytarz do ewentualnej ucieczki na wschód w rejonie Torśke i Zariczne. Nie zacisnęli pętli do końca, a mogli. Nie chcą bowiem długiego oblężenia, co mogłoby się negatywnie odbić na ludności. Chcą, by najeźdźcy po prostu się wycofali. Z sytuacji skorzystał 752. Pułk Zmechanizowany z 3. Wiślańskiej Dywizji Zmechanizowanej. Okazuje się, że ma tylko dwa bataliony, pozostałe dwa rozwiązano, by skompletować te obecne. Czyli ma połowę sił. W czasie wycofania jednostka została silnie ostrzelana przez ukraińską artylerię – Rosjanie potracili przy okazji sporą część sprzętu, który został unieruchomiony w Łymanie i nie mógł być ewakuowany. Tragedii nie ma, Ukraińcy już sobie to i owo naprawią, nic się nie zmarnuje.

Oczywiście niewielkie przejście, w którym uchodzący Rosjanie na pożegnanie odbierają celne salwy ukraińskiej artylerii, nie będzie zamknięte wiecznie. Chcecie w Łymanie ginąć za ojczyznę – proszę bardzo. Jak Ukraińcy całkiem zamkną drogę przez Zariczne, nie będzie już innego wyjścia, tylko polec na polu chwały albo się poddać. No i właśnie słowo ciałem się stało; kiedy to piszemy, dotarła wiadomość, że okupanci wycofali się z Łymania i weszły na ich miejsce wojska ukraińskie. Informacja nie jest na razie potwierdzona, ale bardzo prawdopodobna i oczekiwana.

Ukraińcy nie poprzestają na zdobyciu Łymania. Udało im się przekroczyć rzekę Żerebiec gdzieś na północny wschód, odnotowano ich ataki i zasadzki na szosie Torśke–Swiatowe. To ostatnie jest teraz węzłem logistycznym dla Rosjan w tej części rejonu walk. Jest duże prawdopodobieństwo, że Swiatowe będzie kolejnym celem ostrożnie prowadzonej ukraińskiej ofensywy. W międzyczasie siły specjalne przekroczyły Doniec dalej na wschód i podeszły pod Kreminną, gdzie również doszło do starć. Ukraińcy najwyraźniej testują, jak silną Rosjanie mają tu obronę i jak jest ukształtowana.

Czytaj też: Kto rozwalił rurę na dnie Bałtyku? Nagle nas olśniło!

Wymiana ognia w Zaporożu

Na południu pod Chersoniem trwała na lądzie wymiana ognia; ukraińskie wojska próbowały atakować pozycje wroga, niestety bez konkretnych zdobyczy. Za to skutecznie nacierały na wrogie pozycje w głębi obrony. Rosjanie usiłują odbudować resztki Mostu Antonowskiego, ale spadł na nich atak rakietowy. Znów uderzano w zgrupowania przeciwnika w Nowej Kachowce, pod Chersoniem, w Dariiwce i Nowej Kardaniszce. Zniszczono też rosyjskie stanowisko dowodzenia w rejonie Berysławia. Kolejny atak Ukraińcy przypuścili na stocznię w Chersoniu, wykorzystywaną jako miejsce rozładunku rosyjskich barek transportujących zaopatrzenie przez Dniepr. Zginął tu m.in. zastępca szefa rosyjskiej administracji obwodu chersońskiego Aleksiej Katerniczew.

Między Donieckiem a Bachmutem okupant ponownie został odparty. Po co Rosjanie prowadzą te bezsensowne ataki, naprawdę nie wiadomo. Odbijają się od tych samych linii obronnych, a 40–50 km dalej na północ ich koledzy zbierają tęgie cięgi.

Trwała za to wzajemna wymiana ognia na południowym odcinku frontu – na kierunku zaporoskim. Ukraińcy dokonali tu głębszych uderzeń rakietowych, niszcząc pod Melitopolem wrogie stanowisko dowodzenia, pozycję rakiet przeciwlotniczych S-300 oraz inny obiekt w Tokmaku. Rosjanie ostrzelali rakietami Mikołajów, używając do tego celu m.in. przeciwlotniczych S-300. Sięgali też po irańską amunicję krążącą Shahed-136 – część zestrzeliła ukraińska obrona przeciwlotnicza.

Czytaj też: Czy Rosjan czeka kolaps amunicyjny? Skutki będą porażające

Ukraina prędko chce do NATO

W odpowiedzi na bezprawne referenda i aneksje niemal całego obwodu ługańskiego i fragmentów obwodów donieckiego, zaporoskiego (bez stolicy, która pozostaje pod pełną ukraińską kontrolą) i chersońskiego, choć nie bardzo wiadomo, w jakich granicach, prezydent Wołodymyr Zełenski złożył niezwykłe oświadczenie. Ogłosił, że podpisał wniosek o przyjęcie jego kraju do NATO według uproszczonej procedury. Oświadczył, że Ukraina już właściwie bardzo ściśle współpracuje z Sojuszem i wypełnia jego standardy. Chodzi zatem o to, by tylko to członkostwo sformalizować.

Oświadczenie, które w Moskwie musiało wywołać spore poruszenie, zaskoczyło sojuszników, ale jakoś tak nie za bardzo. Stało się bowiem jasne, że Ukraina stoi Rosjanom na drodze do dalszych podbojów w Europie. Wszyscy analitycy mają tę świadomość.

W ogóle cała sytuacja jako żywo przypomina tę z końca lat 30. W 1936 r. Niemcy zlikwidowali u siebie zdemilitaryzowaną strefę Nadrenii, wprowadzając tam wojska wbrew umowom międzynarodowym, a zimą 1999–2000 Rosja krwawo rozprawiła się z Czeczenią w II wojnie czeczeńskiej. W 1938 r. Niemcy dokonały bezkrwawej aneksji Austrii, a w 2008 r. Rosja całkiem krwawo przejęła Osetię Południową w Gruzji. Pod koniec 1938 r. Niemcy zajęli czeskie Sudety, a w lutym 2014 r. Rosja anektowała Krym. W marcu 1939 r. Niemcy zajęli resztę Czechosłowacji, tworząc marionetkowe, całkowicie od nich zależne państwo słowackie. W kwietniu 2014 r. Rosja wzięła wschodnią część Donbasu i stworzyła tu zależne od siebie „państwa” ługańskie i donieckie.

I potem nastąpił wrzesień 1939 r., kiedy wbrew ostrzeżeniom Niemcy zaatakowały Polskę, wywołując reakcję zachodnich państw, choć bez angażowania się bezpośrednio. Jeszcze nikt nie wiedział, że zaczęła się II wojna światowa, bo na razie działania były ograniczone do Polski. Uważano, że Niemcy nie odważą się uderzyć w silniejsze od siebie Francję i Niemcy, a za oceanem stały USA. Taki pomysł wydawał się niedorzeczny. Ale Niemcy w maju 1940 r. zaatakowały Francję i ją pokonały.

Czytaj też: Czy Rosja zrzuci bombę na Kijów? Odwet byłby potężny

I potem nastąpił luty 2022 r., kiedy wbrew ostrzeżeniom Rosja zaatakowała Ukrainę, wywołując reakcję zachodnich państw, choć bez angażowania się bezpośrednio. Jeszcze nikt nie wiedział, że zaczęła się kolejna wojna europejska, bo na razie działania były ograniczone do Ukrainy. Uważano, że Rosja nie odważy się uderzyć w silniejsze od siebie państwa NATO, za którymi stoją za oceanem USA. Taki pomysł wydaje się niedorzeczny. Ale...

Żeby tego „ale” nie było, Rosję należy w Ukrainie zatrzymać. Nie można dopuścić, by Ukraina padła, bo Rosja wyliże się z ran, minie parę lat i ruszy dalej. I to niezależnie od tego, kto będzie rządził, bo potencjalni następcy Putina nie zamierzają wcale tworzyć demokratycznego państwa prawa przestrzegającego zasad pokojowego współistnienia.

W tym świetle pomysł przyjęcia Ukrainy do NATO nie wydaje się niedorzeczny. W odpowiedzi na wniosek Ukrainy sekretarz generalny Jens Stoltenberg oświadczył, że każde państwo demokratyczne i spełniające określone standardy może zostać przyjęte do Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale muszą wyrazić na to zgodę wszyscy dotychczasowi członkowie. Najciekawsze, że nie padło żadne stwierdzenie w rodzaju: „przyjęcie Ukrainy do Sojuszu w chwili obecnej jest niemożliwe”. Wydaje się, że najlepszym podejściem byłoby udzielenie efektywnej pomocy Ukrainie dziś, a po wyrzuceniu Rosjan z jej konstytucyjnych terenów w granicach uznanych przez przytłaczającą większość społeczności międzynarodowej – przyjęcie jej do NATO, by zagwarantować jej bezpieczeństwo w dającej się przewidzieć przyszłości. Rosja rozumie tylko język siły, dlatego można ją powstrzymać tylko siłą. Próba innego postępowania skończy się fiaskiem.

Czytaj też: Uwaga! Rekruci na froncie. To groteska, nie mobilizacja

Rosję trzeba zatrzymać za drzwiami

NATO już się rozszerzało. Pierwszy raz w 1952 r., zaledwie trzy lata po swoim powstaniu. Przyjęto wówczas do Sojuszu Grecję i Turcję, co było niezwykle ważne głównie z geograficznego punktu widzenia, bo odcięło ZSRR drogę na Bliski Wschód, z przyczyn „energetycznych” kluczowych dla Europy Zachodniej. Mało kto pamięta, że w 1985 r., czyli jeszcze przed końcem zimnej wojny, do NATO wstąpiła Hiszpania. Wcześniej, ze względu na reżim gen. Franco, nie uznawano jej za demokratyczne państwo prawa.

I wtedy nadeszły przemiany ustrojowe w Polsce i innych krajach wschodniego bloku. Państwa dawnego Układu Warszawskiego zaczęły niespodziewanie aspirować do NATO. Wzbudziło to dużą ciekawość i niedowierzanie, bo uważano nas za zatwardziałych komuchów, nie dostrzegano oporu, jaki kraje te stawiały eksportowanemu do nich na siłę ustrojowi. A przecież było w 1956 r. i powstanie na Węgrzech (tak, na Węgrzech...), i polski burzliwy październik, była interwencja w Czechosłowacji w 1968, był polski grudzień 1970, radomski czerwiec 1976 i wreszcie słynny sierpień 1980. Dlaczego nie widziano na Zachodzie tych zrywów, nikt nie dostrzegł, że państwa wschodniego bloku były niewolnikami systemu, a nie jego wyznawcami?

Pamiętam, gdy w połowie lat 90. starał się to wytłumaczyć natowskim oficjelom pewien pułkownik z Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie: „to właśnie Polska rozsadziła od środka Układ Warszawki i możecie nam wierzyć, że z NATO poradzimy sobie bez problemu”. Pułkownikowi chodziło o to, że od zawsze chcieliśmy tam, na Zachód, i oto nasze marzenia się spełniają, więc nie martwcie się, jesteśmy zmotywowani, entuzjastyczni i damy radę z pełną integracją. Po przetłumaczeniu wypowiedzi na angielski wyszło nieco głupio, więc wywołało to wszystko zasłużone uśmieszki. Ale cóż, lapsusy się zdarzają. Kilka dni temu w rozmowie telewizyjnej mądry skądinąd generał na pytanie o to, co powinno zrobić NATO, gdyby Rosjanie zrzucili bombę atomową na Warszawę, odparł, że powinno odpowiedzieć tym samym. Uchowaj Boże, pomyśleliśmy, już ta ruska bomba na Warszawę nam wystarczy, po co jeszcze natowska?

Ponieważ NATO nie wiedziało, co ma w tej sytuacji zrobić, wymyślono formułę „trochę w ciąży”. Program Partnerstwo dla Pokoju, Partnership for Peace (PfP). Przystąpienie do niego oznaczało włączenie „partnerskiego” kraju do programu ćwiczeń i szkoleń, stopniowe zapoznawanie go z procedurami, integrację z innymi członkami i na polu mentalnym, i techniczno-organizacyjnym. Dopiero pięć lat później, w kwietniu 1999 r., zostaliśmy oficjalnie przyjęci do NATO.

Ćwiczenia PfP były do tego stopnia przepełnione tzw. social events, że zaczęliśmy je wręcz nazywać „Party for Piss”. Piwo się bowiem lało wiadrami. Najśmieszniejsze było zaś to, że to zachodni sojusznicy chcieli się z nami napić, na własne oczy się przekonać, czy zatwardziałe z nas komunuchy, a tylko udajemy demokratów, czy może faktycznie nie jesteśmy tacy okropni. My raczej pragnęliśmy poznawać procedury, terminologię, techniki operacyjne, wszystko to było dla nas ciekawe. A efekt tych podchodów Amerykanów, Niemców, Brytyjczyków, Duńczyków czy Norwegów był taki, że gdy wyjeżdżałem na kolejne ćwiczenia PfP, żona spakowała mi alka seltzer.

Mimo wszystko jesteśmy w NATO, nauczyliśmy się innej mentalności, innego podejścia do organizacji działań bojowych i przekonaliśmy się o racjonalności doktryny militarnej Sojuszu.

Dlatego prośba Ukrainy nie powinna szokować. Ukraina dziś jest chyba nawet dalej w możliwościach bojowych i w stosowaniu natowskich technik operacyjnych, procedur, uzbrojenia i sposobu dowodzenia, niż my byliśmy wówczas, w pierwszej połowie lat 90. Tak czy siak, Rosję należy powstrzymać, i to powstrzymać tam, za naszymi drzwiami. Po prostu nie mamy innego wyjścia.

Czytaj też: Rosyjscy żołnierze pójdą prosto do nieba. Zmienią losy wojny?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Rosyjscy janusze idą na wojnę. Wygrają ją dla Putina?

Rosjanie odkryli cudowną broń, którą pokonają Ukrainę, a raczej – pardon – zrealizują cele Specjalnej Operacji Wojskowej. Tą bronią są kuźmicze.

Adam Grzeszak
24.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną