Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Portugalia, Włochy, Grecja, Chorwacja. Groźne pożary pustoszą Europę. I nie tylko

Pożar na Gran Canaria, 25 lipca 2023 r. Pożar na Gran Canaria, 25 lipca 2023 r. Borja Suarez / Reuters / Forum
Rekordowo długie i intensywne fale upałów sieją spustoszenie na południu Europy, w Afryce Północnej i USA. Z powodu złych warunków pogodowych płoną lasy i rośnie liczba ofiar śmiertelnych.

Oczy europejskiej opinii publicznej do tej pory były zwrócone na greckie wyspy. Ewakuacje z Rodos, Korfu i kontynentalnej części kraju wywołały pożary bezprecedensowe jak na tę porę roku. Dotychczasowe dane dotyczące spalonych obszarów i emisji dwutlenku węgla są ponaddwukrotnie wyższe niż średnia dla końcówki lipca z ostatnich kilkunastu lat. Niestety, w innych krajach basenu Morza Śródziemnego sytuacja też się pogarsza.

Czytaj też: W Grecji jest lepiej, ale gorzej. Nasi rozmówcy mają déjà vu

We Włoszech upały i pożary

Na Sycylii jest aktywnych 55 pożarów, niektóre przecinają autostrady i drogi regionalne. Co najmniej trzy osoby zmarły: dwa ciała 70-latków znaleziono w domu w miejscowości Cinisi, kilkadziesiąt kilometrów od Palermo; 88-latka zmarła, bo służby ratunkowe nie zdołały dotrzeć do niej na czas.

Temperatura na wyspie od ponad tygodnia nie schodzi poniżej 35 st., niemal co dzień gdzieś przekracza 40. W poniedziałek padł rekord dla Palermo – aparatura cyfrowa zamontowana na dachu zabytkowego Palazzo dei Normanni wyświetliła 47 st., 2,2 więcej, niż wynosił rekord z 1999 r. Płonie też Apulia na przeciwległym krańcu Włoch – w okolicach miasta Foggia ewakuowano z hoteli ponad 2 tys. turystów. Patrząc na zdjęcia satelitarne, łatwiej wytypować miejsca, gdzie ognia nie ma. Fotografie udostępniane m.in. przez NASA, włoskie służby meteorologiczne czy europejski program satelitarny Copernicus pokazują wysyp symbolizujących ogień czerwonych i pomarańczowych kropek praktycznie wzdłuż całej linii brzegowej południa półwyspu. Najgorzej jest na Sycylii, zwłaszcza na odcinku od Palermo do Mesyny i w okolicach Katanii, ale Reggio Calabria, wspomniana Apulia, a nawet położona nieco bardziej na północ Abruzja też zmagają się z pożarami.

Włosi nigdzie nie mają chwili odpoczynku – na północy szaleją burze, docierają ostrzeżenia o możliwych podtopieniach i powodziach. We wtorek nad Mediolanem przeszedł grad, powodując przerwy w dostawach prądu i uszkadzając dziesiątki samochodów, przewrócił też długie na ponad 100 m rusztowania remontowe. Hotelarze z okolic jeziora Garda narzekają na przedwczesne wyjazdy turystów, których płoszą ostrzeżenia przed burzami. Wiatr na północy osiągał ostatnio prędkość do 110 km/h, burze zabiły cztery osoby. Wprawdzie według służb meteorologicznych i serwisu ilmeteo.it pogoda po weekendzie ma się poprawić, ale do tego czasu sytuacja nadal będzie newralgiczna. Na północy w ciągu najbliższych 48 godzin prędkość wiatru może przekroczyć 130 km/h, a temperatury zaczną spadać dopiero w okolicach soboty. I to gwałtownie, jak pisze „La Repubblica” – wzdłuż wybrzeża adriatyckiego temperatura może się obniżyć nawet o 13 st. w ciągu doby, głównie z powodu zimnego powietrza znad północnego Atlantyku, które spenetruje półwysep.

Czytaj też: Susze i pożary w Skandynawii. Europie odbije się czkawką

Płonie północ Afryki

Znacznie gorzej, jeśli chodzi o liczbę ofiar, wygląda sytuacja po drugiej stronie Morza Śródziemnego: w Algierii i Tunezji. Pożary trawią olbrzymie obszary, a dane z Copernicusa wskazują na „bardzo wysokie” albo „ekstremalne” zagrożenie praktycznie na całej długości wybrzeża: od Tangeru i Ceuty na zachodzie po egipską Aleksandrię na wschodzie. W Algierii, gdzie temperatury doszły w poniedziałek do 48 st., w pożarach zginęły 34 osoby, w tym dziesięciu żołnierzy. Co najmniej 26 osób jest rannych, resort spraw wewnętrznych informuje o 95 aktywnych pożarach w całym kraju. Ewakuowano ponad 1,5 tys. osób, pięć razy tyle strażaków walczy z płomieniami.

Dla Algierii pożary są szczególnie niebezpieczne, bo objęły też ogromne tereny uprawne, stawiając pod znakiem zapytania tegoroczne plony i bezpieczeństwo żywnościowe kraju. W sąsiedniej Tunezji (49 st. w poniedziałek) ewakuowano na razie 2,5 tys. osób – donosi Komisja Europejska. Tam też ogień zagraża obszarom rolniczym i kurortom. Władze obu krajów narzekają na brak odpowiedniej infrastruktury i wyszkolonego personelu, i choć pożary o tej porze roku zdarzają się regularnie, to nigdy nie były tak intensywne i niebezpieczne tak wcześnie jak teraz.

Czytaj też: Czy klimat nas zabije?

Żywioł w Hiszpanii, Portugalii, Chorwacji

Z pożarami zmagają się też Hiszpania i Portugalia. W parku narodowym Cascais nieopodal Lizbony z ogniem walczy od wtorku 600 strażaków próbujących odciąć płomieniom drogę do terenów zabudowanych. Tu też, jak w Grecji, przeciwnikiem służb jest silny wiatr, dochodzący do 60 km/h – płomienie przeskakują przez szczyty wzgórz i gór, wydostają się z wąwozów, gdzie cyrkulacja powietrza jest ograniczona, i wchodzą na płaskie tereny, siejąc spustoszenie. Co najmniej 2 tys. osób ewakuowano z La Palmy, jednej z Wysp Kanaryjskich. W obu krajach Półwyspu Iberyjskiego powtarza się ten sam refren co w innych częściach basenu śródziemnomorskiego: utrzymujące się kilkanaście dni upały przekraczające 40 st., wiatr, brak opadów.

Niebezpiecznie jest również w Chorwacji, gdzie 130 strażaków próbuje od poniedziałku ugasić pożar w okolicach Dubrownika, jednym z najpopularniejszych miejsc turystycznych na południu Europy. W ubiegłym tygodniu burze przeszły przez Belgrad, przez wiele godzin nie było prądu, przewrócił się nawet dźwig na budowie w centrum miasta.

To wszystko wina człowieka

Niewiele lepiej wygląda sytuacja poza Starym Kontynentem – w sześciu stanach USA ogłoszono czerwony alert, bo aktualnie płonie co najmniej 2 tys. akrów terenu (800 ha). Najgorzej jest w Arizonie, ogień w 46 miejscach objął już prawie 2,8 tys. ha, niebezpiecznie jest też na Florydzie, w stanach Waszyngton i Oregon, Nowym Meksyku i Montanie. Relatywnie dobrze na tym tle wypada Kalifornia, ale tam szczyt pożarowej fali jest oczekiwany w najbliższych tygodniach i potrwa aż do początku października.

Praktycznie cała Półkula Północna topi się w trudnych do wytrzymania upałach. Należy oczywiście powtórzyć, że samo ich występowanie nie jest niczym nowym ani dziwnym – kluczem do zrozumienia zagrożenia jest ich bezprecedensowa długość i intensywność. Lasy czy wzgórza zawsze płonęły na południu USA czy w basenie Morza Śródziemnego, nigdy jednak tak wcześnie, tak długo ani tak gwałtownie. Eksperci z World Weather Attribution poinformowali we wtorek, że gdyby nie zmiany wywołane przez „czynniki ludzkie”, jak industrializacja, konsumpcja, dewastacja środowiska, takie pożary byłyby „dosłownie niemożliwe”. Trudno o bardziej dosadny komentarz do tragicznej sytuacji, w jakiej znalazło się południe Europy, północ Afryki czy USA.

A najgorsze jest to, że to wciąż nie koniec. Klimatolodzy z przerażeniem spoglądają w kierunku Półkuli Południowej, gdzie lato z powodu zmieniających się prądów oceanicznych może okazać się jeszcze tragiczniejsze w skutkach niż na Północy. Od upałów, pożarów i klimatycznej śmierci nie ma już gdzie uciekać. Czas się przyzwyczajać, to będzie zaraz nowa normalność dla nas wszystkich.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Historia

Czarna legenda marszałka Pétaina. We Francji to nadal bolesna i otwarta rana

Proces o zdradę stanu nie zawsze kończy sprawę, czasem na pokolenia zostaje otwarta narodowa rana. Przykładem skazanie marszałka Philippe’a Pétaina za kolaborację z Hitlerem.

Adam Krzemiński
27.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną