Mercosur: UE zgadza się na umowę. Meloni zyskała, Macron w narożniku, Polska przeciw
Negocjowane od ćwierć wieku porozumienie UE z Mercosurem (Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj) zostało w piątek poparte przez wszystkie kraje UE z wyjątkiem Polski, Francji, Węgier, Austrii, Irlandii oraz – wstrzymującej się od głosu – Belgii. Języczkiem u wagi stał się w ostatnich tygodniach Rzym, bez którego przeciwnicy umowy nie mieli szans na zbudowanie mniejszości blokującej. Trzeba do niej co najmniej czterech krajów reprezentujących – tu zabrakło Włochów – ponad 35 proc. ludności Unii.
Silne powiązania handlowe z Ameryką Łacińską sprawiły, że włoski przemysł parł do umowy z Mercosurem. Mimo to rząd Giorgi Meloni do ostatniej chwili wstrzymywał się z zajęciem stanowiska, w ten sposób bardzo skutecznie wymuszając na Brukseli ustępstwa wobec branży rolno-spożywczej.
„To wszystko zasługa stanowczości Włoch w negocjacjach” – przekonywał w tym tygodniu Marco Squarta, pilotujący sprawy rolnictwa europoseł Braci Włochów. W istocie towarzyszące umowie z Mercosurem zmiany na korzyść rolników to efekt wspólnej presji Włoch i Francji, która do wczoraj oficjalnie nie wykluczała poparcia bądź – to wydawało się całkiem prawdopodobnie – wstrzymania się od głosu w Radzie UE.
Czytaj też: Czy Mercosur nas zje? Rząd PiS nie miał uwag. To małżeństwo ze strachu, wesela w UE nie będzie
Francja przegrała
Jednak umowa z Mercosurem przerodziła się we Francji w symbol mnóstwa bolączek gospodarczych i społecznych, zwalczany ostatnio przez niemal wszystkie liczące się siły polityczne: od skrajnej prawicy do skrajnej lewicy. Prezydent Emmanuel Macron wpadł w pułapkę – choć promuje hasła o autonomii strategicznej UE, której elementem jest dywersyfikacja powiązań handlowych (dla zmniejszenia zależności od coraz bardziej protekcjonistycznych USA), nie odważył się na obronę umowy z Mercosurem.
W piątek wieczorem zdecydował o głosowaniu na „nie”, ale umowa została przyjęta. To zaś wyposażyło jego przeciwników w argumenty, że Francja za Macrona traci wpływy w Europie. Jordan Bardella, prawdopodobny kandydat radykalnej prawicy na prezydenta w 2027 r., już zapowiedział związane z Mercosurem wnioski o wotum nieufności wobec rządu Francji i szefowej Komisji Europejskiej w europarlamencie.
Przegranie tak kluczowego głosowania w UE jest dla Francji istotnie czymś nadzwyczaj rzadkim. Kanclerz Friedrich Merz przez kilka miesięcy był niechętny przegłosowywaniu Paryża, by nie uderzać w tradycję niemiecko-francuskiego tandemu zwykle dążącego do ucierania wspólnego stanowiska przed debatą i decyzją na forum unijnym. „Ale stało się jasne, że żadne ustępstwa nie sprawią, że Macron zagłosuje »za« w przewidywalnej przyszłości” – tłumaczyli w grudniu niemieccy dyplomaci.
Paryż dopuścił się podobnej „zdrady” w 2024 r., gdy wbrew ogromnym oporom Belina (i obawom niemieckiego przemysłu o chiński odwet) doprowadził do przyjęcia karnych unijnych ceł wyrównawczych na chińskie samochody elektryczne.
Czytaj też: Brazylia i Argentyna chcą mieć wspólną walutę
Warszawa na marginesie
Twarde i od dawna głoszone deklaracje władz Polski przeciw umowie z Mercosurem sprawiły, że w Brukseli znalazły się na marginesie prowadzonych do końca rokowań, bo nikt już nie próbował „kupować” z góry wykluczanego poparcia Warszawy. Za decyzją rządu Donalda Tuska nie stał – jak można usłyszeć w polskiej administracji – rachunek zysków i strat z umowy, lecz głównie polityczna decyzja o nienarażaniu się stronnikom rolników.
Podobnie jak we Francji hasło „Mercosur” zaczęło symbolizować problemy niepowiązane z tą umową. I tak jak we Francji bodaj najaktywniejszą zawodową grupą nacisku stali się producenci wołowiny, bo porozumienie z Mercosurem obniża do ok. 7,5 proc. cła na import 99 tys. ton wołowiny rocznie. To wyzwanie konkurencyjne, choć Bruksela podkreśla, że to ekwiwalent zaledwie 1,5 proc. wołowiny produkowanej w UE.
Umowa z Mercosurem była czasem etykietowana jako ugoda: „latynoska wołowina dla UE za niemieckie samochody dla Latynosów”. Istotnie, liberalizacja handlu motoryzacyjnego (i maszynowego) jest jednym z najatrakcyjniejszych elementów ugody, co dodatkowo pchało Niemcy do roli głównego adwokata umowy. Polska w tym równaniu jest mocno po stronie samochodów, bo stanowi ważne ogniwo w łańcuchu europejskiej motoryzacji, a zatem dzięki nowej umowie może liczyć na zwiększenie zamówień m.in. od niemieckich odbiorców części. Ponadto umowa obniża cła na pojazdy elektryczne i hybrydowe, co z kolei jest ważne dla rosnącej polskiej produkcji baterii samochodowych.
Teraz Meksyk i Indie?
Rada UE zgodziła się dziś na rozbicie porozumienia z Mercosurem na dwie części. Chodzi o to, by wydzielić – najważniejszą – przejściową umowę handlową, która podlega szybkiemu zatwierdzeniu przez Radę za zgodą Parlamentu Europejskiego (bez głosowań ratyfikacyjnych w parlamentach krajowych). Unijne traktaty dopuszczają decyzję o „tymczasowym stosowaniu”, czyli praktycznym wdrożeniu umowy handlowej nawet bez uprzedniej zgody europarlamentu, choć kraje UE zwykle na nią czekają.
W Parlamencie Europejskim tak czy inaczej najprawdopodobniej większość opowie się „za” ugodą z Mercosurem. A jej tymczasowe wdrożenie będzie musiało poczekać co najmniej kilka tygodni na prawne zatwierdzenie ustępstw dla rolników, a także na zatwierdzenie przez co najmniej jeden kraj Mercosuru.
Komisja Europejska ostatniej jesieni dla złagodzenia obaw rolników zaproponowała „bezpieczniki”, które zobowiązują Brukselę do ścisłego monitorowania napływu towarów z Mercosuru oraz szybkiego uruchamiania procedur ochronnych w razie nagłego wzrostu importu czy wywołanego nim szybkiego spadku cen (dziś na korzyść rolników obniżono jego próg z 8 do 5 proc.). Pozwalałoby to nawet na zawieszenie liberalizacji handlu np. poszczególnymi produktami.
Ponadto KE w tym tygodniu zaoferowała – postulowane przez Włochy – znaczne ułatwienia w dostępie do funduszy dla rolników w budżecie UE na lata 2028–34, obniżkę ceł na import nawozów (w celu ustabilizowania ich cen dla rolników), zasygnalizowała gotowość do ich czasowego wyłączenia z granicznej opłaty węglowej i zapowiedziała projekt zaostrzenia ograniczeń importowych dla produktów ze śladami pestycydów zakazanych w UE. Ponadto dziś Komisja Europejska złożyła dodatkową deklarację, że produkty niezgodne z unijnymi standardami weterynaryjnymi i fitosanitarnymi nie będą importowane. To wynika również z ogólnych przepisów UE.
Decyzje w sprawie Mercosuru były podejmowane pod presją państw latynoskiego bloku handlowego, które sygnalizowały, że również u nich rośnie sceptycyzm społeczny wobec tej umowy. Ponadto Bruksela ostrzegała, że UE przy powiększaniu siatki partnerstw handlowych jest skazana na coraz ostrzejszą konkurencję z Chinami. Brak uzgodnienia umowy z Mercosurem, która ma stworzyć największą na świecie strefę zliberalizowanego handlu (700 mln mieszkańców), oznaczałby trwałą szkodę dla relacji gospodarczych i politycznych z Ameryką Łacińską, której Pekin już oferuje rolę głównego partnera.
Komisja Europejska szacuje, że umowa z Mercosurem do 2040 r. mogłaby zwiększyć roczny eksport UE do tego bloku o 39 proc., czyli o blisko 50 mld euro. Na dłuższą metę zrekompensowałaby zatem około jednej trzeciej eksportu, który Unia może stracić wskutek polityki celnej Donalda Trumpa. Komisja promuje też inne umowy handlowe – we wrześniu zaproponowała zatwierdzenie zmodernizowanej umowy handlowej z Meksykiem, sfinalizowała rozmowy o liberalizacji handlu m.in. z Indonezją i prowadzi je z Indiami. Jak przekonuje, gwałtowny wzrost protekcjonizmu USA i podkopywanie przez Waszyngton reguł Światowej Organizacji Handlu sprawia, że Unia – nawet przy dużych oporach społecznych – nie może rezygnować z liberalizacji handlu.
Dzisiejsza zgoda Rady UE na porozumienie z Mercosurem musi jeszcze zostać sformalizowana w procedurze pisemnej (stanowiska wyrażone przez ambasadorów muszą być potwierdzone przez ministerstwa), która zakończy się w ten piątek o godz. 17. Ursula von der Leyen zamierza podpisać umowę w imieniu UE w przyszłym tygodniu w Paragwaju.