Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

8 lat złej zmiany PiS. Zwierzęta też czują się zawiedzione. Nawet Kaczyński nie dał rady

Protest przeciwników futer pod domem Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie Protest przeciwników futer pod domem Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl
Wszystko, co dotyczyło ochrony zwierząt, było tematem wysoce ryzykownym i z góry skazanym na niepowodzenie. Legislacyjnie zatem te lata były dla zwierząt stracone. Nawet upolitycznienie i rozregulowanie systemu sądownictwa odbiło się na zwierzętach.

W cyklu analiz „8 lat PiS” dziennikarze i publicyści „Polityki” opisują dwie kadencje rządów Prawa i Sprawiedliwości w najważniejszych obszarach życia publicznego. Spis wszystkich odcinków znajdziecie Państwo na końcu tego artykułu.

Osiem lat rządów PiS to nie był dobry czas dla zwierząt. Wprawdzie mogło być znacznie gorzej, gdyby ówczesny minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski zakazał (w kwietniu 2020) organizacjom broniącym praw zwierząt wstępu na teren gospodarstw rolnych i odbioru maltretowanych zwierząt, do czego ostatecznie nie doszło, ale i tak niewiele pozytywnego w ochronie praw zwierząt się wydarzyło.

– Oceniam te rządy jako rażąco złe dla zwierząt – mówi adwokatka Karolina Kuszlewicz, rzeczniczka ds. ochrony zwierząt w Polskim Towarzystwie Etycznym. – Rząd zafundował nam swoiste igrzyska w sprawach zwierząt. Dwa razy zapowiedział spektakularną wobec aktualnego prawa zmianę ustawy o ochronie zwierząt, obejmującą słynny już zakaz hodowli zwierząt na futra, ograniczenie uboju rytualnego, zakaz trzymania psów na łańcuchach, zakaz używania zwierząt w cyrkach, powszechny obowiązek chipowania psów. I dwa razy wycofywał się ze swoich planów.

Mec. Kuszlewicz przypomina, że rząd PiS cały czas miał większość potrzebną do wprowadzenia tych zmian: – Użył ich jako populistycznych obietnic, by na koniec zostawić zwierzęta, jak zwykle, sobie samym.

Piątka i po piątce

A najbardziej bolą zawiedzione, rozbudzone wcześniej nadzieje. Przypomnijmy. W 2017 r. Jarosław Kaczyński niespodziewanie zgodził się na udział w spocie kampanii Vivy! dotyczącej zakazu hodowli zwierząt na futra. Potem osobiście podpisał się pod projektem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt przewidującej zakaz hodowli zwierząt futerkowych, uboju rytualnego czy wykorzystywania zwierząt w cyrkach. Nowelizacja równie szybko, jak się pojawiła, trafiła do sejmowej zamrażarki, a w końcu została wycofana.

Po trzech latach, dzień po emisji wstrząsającego filmu Otwartych Klatek pokazującego, jakim koszmarem jest życie zwierząt na fermie norek w Góreczkach, Kaczyński znów przypomniał sobie o zwierzętach i ogłosił projekt „piątki dla zwierząt”. Tym razem, we wrześniu 2020 r., Sejm uchwalił nowelizację ustawy wprowadzającą zakaz hodowli zwierząt na futra, wykorzystywania zwierząt w cyrkach, ograniczenie uboju rytualnego tylko do potrzeb krajowych związków wyznaniowych oraz zakaz trzymania psów na uwięzi powyżej 12 godz., określający także minimalną długość „łańcucha”.

Piątka dla zwierząt omal nie wywróciła koalicji rządowej. 15 posłów PiS zostało zawieszonych w prawach członka partii za złamanie dyscypliny partyjnej w głosowaniu. Przeciwko głosowali posłowie z ramienia koalicyjnej partii Solidarna Polska (dziś Samorządna Polska Zbigniewa Ziobro), a politycy partii Porozumienie w większości wstrzymali się od głosu. Zagotowało się w środowiskach rolniczych, projekt ustawy wyprowadził na ulice rolników z Agrounii i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Kaczyński miał przeciwko sobie także toruńskie imperium Tadeusza Rydzyka, bo Szczepan Wójcik, największy producent skór zdartych z norek, zawarł przymierze z ojcem dyrektorem, który nigdy nie krył się ze swoją nienawiścią do „ekoterrorystów”. Prawdopodobnie Kaczyńskiego przerosła sytuacja. W październiku Senat przegłosował poprawki do ustawy, po czym prace nad nią zostały porzucone.

– Wnioskodawcy nie przewidzieli vacatio legis dla uboju rytualnego i to położyło sprawę – uważa profesor Andrzej Elżanowski, prezes Polskiego Towarzystwa Etycznego, od lat zaangażowany w walkę o prawną ochronę zwierząt. – Żałosna fuszerka legislacyjna, typowa dla PiS, doprowadziła do przegranej politycznej.

Z ujawnionej przez media prywatnej korespondencji e-mailowej Michała Dworczyka pomiędzy premierem Mateuszem Morawieckim a jego współpracownikami wynikało, iż kwotę potencjalnych odszkodowań oraz dotacji na przebranżowienie dla hodowców w związku z zakazem hodowli zwierząt na futra oszacowano na 2,7–3,2 mld zł, natomiast dużo większe nakłady finansowe przewidywano w związku z zakazem uboju rytualnego i pomocą państwa w eksporcie mięsa na rynki inne niż koszerne i halal.

Psie troski

Spektakularne fiasko dwóch kolejnych nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt spowodowało, że tematu ochrony zwierząt zaczęto unikać jak ognia. I nawet najbardziej niekontrowersyjne projekty ustaw nie miały szans. – Złożyliśmy taki „lightowy” projekt – mówi posłanka Katarzyna Piekarska, w ostatniej kadencji przewodnicząca Koła Przyjaciół Zwierząt. – Obowiązkowe chipowanie psów, zakaz łańcuchów, cyrkowych występów. Projekt nowelizacji przeleżał się do końca kadencji. Nawet nie nadano mu numeru druku sejmowego. Ten sam los spotkał projekt dotyczący wyłącznie chipowania psów zgłoszony przez posłankę Dorotę Niedzielę. Więcej szczęścia nie miał też ówczesny minister rolnictwa Henryk Kowalczyk, który w grudniu 2022 r. zapowiedział ustawę o znakowaniu psów. W resorcie zaczęły się nawet prace nad projektem. Ale wybuchła awantura o ukraińskie zboże, minister Kowalczyk stracił stanowisko, zastąpił go Robert Telus i temat chipowania umarł.

Potem był projekt Koalicji Obywatelskiej o zakazie używania petard hukowych przez osoby fizyczne („Nie strzelaj w Sylwestra”), który przeleżał w sejmowej zamrażarce dwa lata. A ówczesny pełnomocnik ministra rolnictwa ds. zwierząt Wojciech Albert Kurkowski, przygotował projekt ustawy dotyczący hodowli psów i kotów rasowych, który także nie ujrzał światła dziennego.

Wszystko, co dotyczyło ochrony zwierząt, było tematem wysoce ryzykownym i z góry skazanym na niepowodzenie. Legislacyjnie zatem te lata były dla zwierząt stracone. – Jedna z niewielu rzeczy, która się udała, to przekonać ministerstwo edukacji, żeby na liście lektur dla klas I–III szkół podstawowych znalazła się książka „Psie troski” Toma Justyniarskiego – mówi posłanka Piekarska.

Front kościelno-rolniczy

Legislacyjny marazm w kwestii ochrony praw zwierząt to niejedyne dziedzictwo ośmiu lat rządów PiS. – Upolitycznienie i rozregulowanie systemu sądownictwa, naruszenie całej struktury praworządności odbiło się także na zwierzętach – mówi adwokatka Karolina Kuszlewicz. – Dziś, gdy idę na sprawę sądową dotyczącą ochrony zwierząt, sprawdzam najpierw, czy mamy niezawisły i niezależny skład, czy też uwikłany politycznie. Tych spraw nie da się rozpoznawać oddzielnie, bowiem ochrona zwierząt jest częścią systemu prawnego.

A zaostrzenie podziałów społecznych, konfliktów, drastyczny spadek poziomu komunikacji publicznej sprawiają, że trudno jest rozmawiać o wszystkim, także o prawach zwierząt.

– Nastąpiła konsolidacja zacofanego frontu rolniczo-kościelnego przeciwko zwierzętom, z Radiem Maryja i futrzarzami na czele, przy wsparciu Jana Krzysztofa Ardanowskiego – mówi prof. Elżanowski. – Do tej pory nigdy nic takiego nie miało miejsca i łatwo się tego dziedzictwa nie pozbędziemy. Żadna większa inicjatywa legislacyjna na rzecz zwierząt nie miała najmniejszych szans.

Prof. Elżanowski uważa, że jednym ze skutków powstania tego frontu była strategia rządzących wobec afrykańskiego pomoru świń (ASF). – Zafundowali nam masakrę dzików jako kozłów ofiarnych prześladowanych za ludzką ciemnotę i niechlujstwo – mówi prof. Elżanowski. – Kolejną konsekwencją przyjętej strategii wybijania dzików było oddanie lasów samowoli myśliwych i zniesienie elementarnej społecznej kontroli polowania.

Mowa o „lex Ardanowski”, specustawie o zwalczaniu ASF uchwalonej w 2020 r., która ustanowiła kary grzywny lub nawet więzienia za „utrudnianie polowania” i przyznała myśliwym absolutne pierwszeństwo korzystania z lasu.

Pif-paf

Dla dziko żyjących zwierząt to były trudne lata i nie chodzi tylko o eksterminację dzików. Można było odnieść wrażenie, że kolejni ministrowie środowiska chcieli strzelać do wszystkiego. Zezwolono nawet na polowania na szakala złocistego, zwierzę, które widziano w Polsce dosłownie kilka razy. Prawdopodobnie po to, by przy okazji, niby przez pomyłkę, myśliwi mogli redukować pogłowie wilków (wilk objęty jest ścisłą ochroną). Nieżyjący już ówczesny minister Jan Szyszko chciał na listę zwierząt łownych wprowadzić nawet łosia, a minister Ardanowski nie mógł przeboleć małego zainteresowania myśliwych strzelaniem do bobrów.

Na plus pisowskiej władzy trzeba przypomnieć, że w poprzedniej kadencji zmieniono prawo łowieckie, zakazując używania dzikich zwierząt do szkolenia psów myśliwskich i ptaków łowczych oraz zabierania dzieci na polowania. Ten drugi zakaz co prawda udało się ominąć poprzez rozporządzenie ministra środowiska wprowadzające zmiany w zakresie definicji polowania i teraz dzieci mogą pojawiać się na punkcie zbiórki polowania, a z niej obserwować np. strzelanie do ptaków.

Niekaranie za znęcanie

Czy wydarzyło się coś jeszcze pozytywnego dla zwierząt? W pierwszej kadencji rządów PiS podniesiono kary za przestępstwa przeciwko zwierzętom. Mimo to nadal większość sprawców takich przestępstw pozostaje bezkarna. Prawie 80 proc. z nich nawet nie musi iść do sądu.

Ministerstwo Sprawiedliwości zapewniało co prawda, że w wyniku nowelizacji i zaostrzenia kar nastąpił 20-procentowy wzrost liczby aktów oskarżenia wniesionych do sądów. Stowarzyszenia Ekostraż i Czarna Owca Pana Kota powiedziały: sprawdzam. I przeanalizowały niemal 10 tys. spraw ze 189 prokuratur rejonowych i 146 sądów tego samego szczebla (ok. połowy sądów w kraju). Była to powtórka monitoringu ścigania i karania sprawców przestępstw przeciwko zwierzętom, jaki te organizacje przeprowadziły w 2016 r. Z porównania zebranych danych wynika, że nie zmieniło się właściwie nic. W latach 2012–16 zaledwie 19 proc. spraw o przemoc wobec zwierząt kończyło się wniesieniem przez prokuraturę aktu oskarżenia do sądu. Po 6 latach i zaostrzeniu kar statystyka drgnęła o 1,5 proc. Nie ma w tym nic zaskakującego. Karniści powtarzają, że odstraszająco działa nie surowość kary, a jej nieuchronność.

***

Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva! przygotowała stronę www.politycyzwierzetom.pl, na którym prezentuje dane o poglądach konkretnych kandydatów na kwestie związane z ochroną zwierząt. Na portalu znajdują się odpowiedzi na 10 pytań dotyczących zagadnień związanych z ochroną zwierząt. Pytania dotyczą stosunku polityków do polowań, uboju rytualnego, postulatów wprowadzenia zakazu chowu zwierząt na futra i wykorzystywania zwierząt w cyrkach.

Ochrona zwierząt nie ma barw politycznych, dlatego pytają o opinię nie komitety, ale poszczególnych kandydatów. – Polskie przepisy ignorują najnowszą wiedzę dotyczącą potrzeb ochrony zwierząt i ich nieuzasadnionego cierpienia – mówi Cezary Wyszyński. – Nie odpowiadają też współczesnym wymogom i standardom społecznym, przyrodniczym i etycznym. Politycy wielokrotnie tłumaczą się, że „teraz nie jest odpowiedni moment”, bo coś innego ważnego dzieje się w polityce i legislacji. A rząd ignoruje wszelkie uwagi do zmienianych aktów prawnych dotyczących zwierząt, które są zgłaszane w konsultacjach publicznych.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Nauka

Kleszcz: pospolity, łąkowy, afrykański. Dlaczego nam grożą i jak się ich pozbyć

Wiktoria Romanek z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego opowiada „Polityce” o tym, jak rozróżnić kleszcze, o Narodowym Kleszczobraniu oraz tym, co robić, gdy znajdziemy kleszcza wbitego w nasze ciało lub ciało naszego czworonożnego przyjaciela.

Maciej Jaźwiecki
16.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną