Operacja „Chaos”. Zełenski ogłosił serię zmian kadrowych. W Kijowie zachodzą w głowę, o co mu chodzi
Kyryło Budanow podczas wojny z Rosją wielokrotnie dowodził śmiałymi operacjami. Jednostki specjalne HUR broniły lotniska w Hostomelu (miało być wykorzystane jako baza do ataków na Kijów w 2022 r.). Komandosi atakowali obiekty na okupowanym Krymie. Drony dolatywały aż nad Kreml i zdziesiątkowały rosyjską Flotę Czarnomorską. Brał udział w rozmowach z Rosjanami dotyczącymi wymiany jeńców i ma dobre stosunki z ważnymi politykami z USA, którzy odpowiadają za negocjacje pokojowe.
Budanow dosłużył się tytułu bohatera Ukrainy i zdobył popularność w społeczeństwie. Gdyby dziś odbyły się wybory prezydenckie, Zełenski przegrałby nie tylko z byłym dowódcą sił zbrojnych gen. Walerym Załużnym, ale i z Budanowem. Prezydent to wie i bardzo mu to przeszkadza.
Kogo namaści Zełenski
Być może to jest wyjaśnienie tej roszady kadrowej? Lepiej mieć potencjalnego konkurenta blisko siebie i pozbawić go wpływu na HUR, którego szefem już został Oleg Iwaszczenko (człowiek służb, ale niezwiązany z Budanowem, tylko Andrijem Jermakiem). Choć są i głosy, że Zełenski może namaścić Budanowa na następcę.
Generał ma dobre notowania w społeczeństwie, ale też wśród polityków i ekspertów. Jest w drużynie prezydenta, ale zapewne ma spore ambicje polityczne. Zastępuje Andrija Jermaka, który odszedł w niesławie, gdy wybuchła wielka afera korupcyjna „Mindyczgate”. Chodziło o defraudację ogromnych sum przeznaczonych m.in. na zabezpieczenie infrastruktury krytycznej przed rosyjskimi atakami.
Jermak znalazł się w centrum skandalu, który kosztował dymisję kilku ministrów (m.in. sprawiedliwości i energetyki). Jednak Zełenski bronił swojego człowieka do końca i ugiął się dopiero, gdy agenci niezależnych służb antykorupcyjnych weszli z nakazem przeszukania do kijowskich apartamentów szefa kancelarii.
Prezydent potrzebował Jermaka, który od lat był jego prawą ręką, kadrowcem, powiernikiem. Dlatego gniewnie reagował na rady współpracowników, by pozbył się „balastu”. Jedną z osób, która najmocniej naciskała na dymisję, był właśnie Budanow. Obaj politycy od dawna byli do siebie wrogo nastawieni.
Budanow wcale nie musi być tak wszechmocnym szefem kancelarii jak Jermak, którego z Zełenskim łączyły przyjaźń i zaufanie. To Zełenski zdecyduje, ile da władzy generałowi.
Tym bardziej że Jermak wcale nie zniknął. Nie ma zarzutów i co prawda po dymisji gromko zapowiadał: „Idę na front”, ale na razie przebywa w Kijowie. Jak mówią, często spotyka się i rozmawia z prezydentem (mieszkają po sąsiedzku).
Wyznaczenie nowego szefa kancelarii zajęło Zełenskiemu ponad miesiąc! Prezydent trochę brał na przeczekanie, licząc, że ludzie zapomną o „Mindyczgate”, a nacisk Stanów Zjednoczonych na podpisywanie za wszelką cenę pokoju z Rosją znów sprawi, że społeczeństwo skupi się wokół prezydenta. Ale dłużej nie dało rady zwlekać.
Tym bardziej że NABU nadal prowadzi śledztwo i spodziewane są kolejne materiały, m.in. dotyczące Rustema Umierowa (sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego, szef delegacji na rozmowy z USA) oraz lewej kasy, jaką mieli pobierać deputowani prezydenckiej frakcji Sługa Narodu.
Pierwszym wiceszefem kancelarii odpowiedzialnym za kontakty międzynarodowe został Sierhij Kyslyca, pierwszy zastępca szefa MSZ, doświadczony dyplomata, który brał udział w rozmowach dotyczących planu pokojowego z USA i liderami Europy. I to na pewno wzmocnienie kancelarii.
Czytaj też: Ukraina jest w poważnych tarapatach. Wojna na górze, wojna na dole. Czy ten kryzys da się zatrzymać?
Ekipa Zełenskiego
Druga roszada dotyczy ministerstwa obrony. Szefem resortu zostaje Mychajło Fedorow. 35-letni technokrata, odpowiedzialny m.in. za wprowadzenie państwowej aplikacji Dija (odpowiednik mObywatela), którą posługuje się ponad 20 mln Ukraińców. Fedorow, mimo młodego wieku, w polityce jest od dawna. Odpowiadał za internetową kampanię Zełenskiego, pierwszy raz do rządu wszedł w 2019 r. Zostawia posadę pierwszego wicepremiera i ministra transformacji cyfrowej. Teoretycznie więc nie awansuje, ale w praktyce obejmuje najważniejszy resort w rządzie.
Jego poprzednik Denys Szmyhal był jeszcze niedawno premierem rządu. Na stanowisku ministra obrony radził sobie dobrze, zbierał dobre opnie nawet u zajadłych przeciwników Zełenskiego. A o tym, że straci posadę w ministerstwie, dowiedział się, gdy decyzja już zapadła.
Zełenski zapowiedział, że „pozostaje w ekipie”. Zaproponował mu stanowisko ministra energetyki. Szmyhal się wahał i nalegał, by tece ministra towarzyszyło stanowisko pierwszego wicepremiera. Dopiął swego.
Rotacja wszystkich szefów
Jeszcze ciekawsze są zmiany, które dopiero mają nastąpić. Chodzi o szefów administracji w regionach, ale przede wszystkim o „rotację absolutnie wszystkich szefów” w sektorze bezpieczeństwa oraz w systemie organów ścigania.
Nie obejmie to głównodowodzącego Ołeksandra Syrskiego. „Dziś zmiana na tym stanowisku nie jest przewidywana” – mówił prezydent na konferencji, a eksperci zwrócili uwagę na słowo „dziś”.
Natomiast kadrowe trzęsienie ziemi ma – według nieoficjalnych wiadomości – dotknąć szefa SBU gen. Wasyla Maluka. Malukowi miano proponować inne stanowisko – m.in. sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego – ale generał podziękował. Stwierdził, że chce zostać w SBU, bo służba jest w trakcie realizowania kilku dużych operacji.
Maluk nie był tak medialny jak Budanow, ale SBU radziła sobie nie gorzej niż HUR – jej dziełem były ataki na krymski most i rosyjskie porty przy użyciu morskich dronów. Najsłynniejszą operacją była oczywiście „Pajęczyna” – kiedy ukraińskie drony wystartowały z kilku miejsc w Rosji, by zaatakować lotniska położone nawet 4300 km od linii frontu. Zniszczono lub uszkodzono warte setki milionów dolarów bombowce strategiczne – z użyciem sprzętu wartego kilkaset dolarów za sztukę.
Za Malukiem ujęli się bardzo ważni dowódcy ukraińskiej armii. Publicznie głos zabrali gen. Mychajło Drapaty, szef Połączonych Sił Zbrojnych, Robert Browdi (Madiar), dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Ukrainy, Denis Prokopienko, dowódca 1. korpusu Gwardii Narodowej, czy gen. Andrij Bileckij, dowódca walczącego na wschodzie 3. korpusu ZSU. Ich zdaniem dymisja Maluka znacznie osłabi potencjał obronny kraju. Sprzeciw wojskowych dotarł oczywiście do prezydenta. Powiedział, że szanuje ich głos, ale będzie dokonywał zmian, które uzna za stosowne. Opór Maluka mocno utrudniał prezydentowi działanie – bo dobrowolna dymisja wygląda lepiej niż odgórne zwalnianie.
Według ostatnich doniesień „Ukraińskiej Prawdy” Zełenski był oburzony postawą generała. Doradcy przekonywali go, że akcja poparcia dla Maluka jest organizowana przez SBU. I polecił szykować dymisję.
„W końcu Maluk zdecydował, że zaostrzenie sporu z prezydentem będzie szkodziło państwu, i zgodził się odejść dobrowolnie” – napisała „Ukraińska Prawda”.
Na następcę ma być szykowany zastępca Ołeksandr Pokład lub Jewhen Chmara, szef elitarnego oddziału SBU ds. operacji specjalnych Alfa.
Kontrowersje budzi szczególnie możliwość nominacji Pokłada (uchodzi za człowieka Jermaka), który wraz z urzędnikami Prokuratury Generalnej brał udział w „robieniu” spraw detektywom NABU, by przeszkodzić w ujawnianiu „Mindyczgate”.
Czytaj też: Wojna widziana z piwnicy. Na powierzchni maszyny niosą śmierć, ludzie zeszli pod ziemię
Trochę po nowemu
Po co Zełenski robi kolejną rewolucję? Ostatnia zmiana szefa rządu i przetasowania w Radzie Ministrów odbyły się ledwie pół roku temu. Niektórzy sądzą, że to przygotowania do wyborów. Inni – że to raczej kolejna próba konsolidacji władzy, zmian, które mają stworzyć wrażenie w społeczeństwie, że chociaż jest po staremu, to jednak trochę po nowemu. Trudno powiedzieć, która wersja jest bliższa prawdy. Trzecia, którą podzielił się znajomy polityk z Kijowa, brzmi mało prawdopodobnie, ale za to bardzo wesoło:
– Wygląda to trochę na operację „Chaos”. W gabinecie prezydenta musieli hucznie świętować sylwestra. Pili dużo szampana, bawili się pieczątkami i papierem firmowym.