MARIUSZ HERMA: – Walkman, Pac-Man, Hello Kitty, Game Boy, anime, karaoke, tamagotchi, pokémon... według jakiego klucza dobrał pan japońskie pomysły opisane w książce?
MATT ALT: – Łączy je to, że je pokochaliśmy, mimo że wcale nie były nam potrzebne. Sięgaliśmy po nie, bo chcieliśmy – a nie musieliśmy. Dlatego pominąłem w książce np. zupki błyskawiczne czy hondę civic. Też podbiły świat, ale odpowiadały na konkretne problemy: jak się szybko posilić, jak zaoszczędzić na paliwie. W książce skupiłem się na tym, co nie było niezbędne – a często było wręcz niepotrzebne – ale zmieniło nie tylko nasze postrzeganie Japonii, ale w ogóle nasz sposób patrzenia na świat, wprowadzało nowy styl życia.
Są jego zdjęcia z kolacji z Williamem S. Burroughsem, podczas której słuchawki miał cały czas na uszach.
Warhol rozumiał, że nie jest istotne, czego słuchasz przy pomocy walkmana – on sam nosił ze sobą głównie operę, bo „miło jest słyszeć Pavarottiego zamiast klaksonów”.